Po szerokich marmurowych schodach prowadzących do sali dancingowej Café Adria schodzi powoli, nieco sztywnym krokiem, młody mężczyzna. Jest bardzo szczupły, niemal wychudzony, a jego brązowa marynarka, którą nosi, sprawia wrażenie o kilka numerów za dużej. Twarz ma bladą, niezdrową, głęboko osadzone oczy są smutne, poważne, ale jednocześnie goreją determinacją i zaciętością. Choć wyróżnia się na tle innych gości słynnego lokalu, nikt specjalnie nie zwraca na niego uwagi – skoro wartownik przepuścił go przez drzwi, na których wisi tabliczka z napisem „Nur für Deutsche”, musi być „swój”. Człowiek, który go tu wprowadził, został przy stoliku tuż przy wejściu do głównej sali kawiarnianej na parterze. Mężczyzna w brązowej marynarce swoją misję musi wypełnić samodzielnie. Porusza się niepewnie, przytłoczony wagą tego, co za chwilę ma się wydarzyć, ale również scenerią, w której się znalazł.