Mit „marszu na Rzym”

101 lat temu, 27 października 1922 r., Benito Mussolini poprowadził swoich zwolenników na Rzym, by przejąć rządy w Królestwie Włoch. Wokół tego wydarzenia narosło wiele mitów. W krajach demokratycznych przedstawiano „marsz na Rzym” jako krwawy zamach stanu. Faszyści z kolei podtrzymywali legendę o spontanicznym wybuchu wielkiej rewolucji patriotycznej. Obie wersje są nieprawdziwe.

Publikacja: 26.10.2023 21:00

Benito Mussolini (po lewej) rozmawia z naczelnym ideologiem włoskiego faszyzmu Gabriele D’Annunzio.

Benito Mussolini (po lewej) rozmawia z naczelnym ideologiem włoskiego faszyzmu Gabriele D’Annunzio. W latach 30. XX wieku D’Annunzio został odsunięty na margines polityczny, ponieważ uważał alians polityczny Włoch z III Rzeszą za największy błąd Duce

Foto: MP/Portfolio/Leemage/AFP

Zjednoczenie Włoch w 1860 r. było zatem dziełem pod każdym względem rewolucyjnym i eksperymentalnym. Dokonało się dzięki uporowi Giuseppe Garibaldiego, twórcy koncepcji Risorgimento – odrodzenia Włoch. Garibaldi, postać niezwykle barwna i charyzmatyczna, był przeciwnikiem bonapartyzmu, wolnomularzem i wielkim mistrzem loży Grande Oriente d’Italia. Dlatego część Włochów – przeciwna koncepcji zjednoczenia – do dzisiaj oskarża autorów idei Risorgimento o udział w wielkim spisku masońskim. Co ciekawe, to dopiero włoski faszyzm, wrogo nastawiony do masonerii, ale jednocześnie gloryfikujący zjednoczenie Włoch, przyczynił się do złagodzenia krytyki owego „masońskiego spisku”, który miał rzekomo doprowadzić do federalizacji Italii.

Koncepcja odrodzenia Włoch musiała jednak znaleźć jakieś ideologiczne oparcie. Jak można było mówić o odrodzeniu, skoro nigdy tak naprawdę nie istniało jednolite państwo włoskie ani też jeden naród zamieszkujący Półwysep Apeniński? Twórcy romantycznej koncepcji scalenia narodu musieli sięgnąć do czasów starożytnych i mocno ponaginać historię, dowodząc, że współcześni Włosi są bezpośrednimi potomkami Rzymian. Niestety, każdy włoski historyk doskonale wiedział, że sami Rzymianie nie stanowili jednolitej grupy etnicznej ani też współcześni mieszkańcy Półwyspu Apenińskiego nie są czystej krwi ich potomkami. O dziedzictwie kulturowym i etnicznym Rzymian mogą w równym stopniu mówić Hiszpanie, Francuzi, Szwajcarzy, Słoweńcy czy Rumuni. Liczne podboje Italii od V do XVII w. przemieszały krew rzymską z germańską, słowiańską, azjatycką, afrykańską, bliskowschodnią itd.

Czytaj więcej

Risorgimento – Italia odrodzona

Zjednoczenie Włoch nie dokonywało się zresztą pod protektoratem jakiejś starej rzymskiej rodziny patrycjuszowskiej, ale pod berłem dynastii sabaudzkiej, która miała w sobie więcej krwi niemieckiej i francuskiej niż włoskiej. Pierwszy król Włoch Wiktor Emanuel II nie rozumiał słowa po włosku, posługiwał się jedynie piemonckim dialektem języka francuskiego. Dlatego, kiedy otwierał pierwsze posiedzenie włoskiego parlamentu, wygłosił przemówienie inauguracyjne, odczytując tekst napisany fonetycznie po francusku. Wyszedł z tego jakiś komiczny bełkot, który spowodował, że część deputowanych kryła twarze w dłoniach, żeby ukryć spazmy śmiechu. Także tak wielbiony przez faszystowską propagandę król Wiktor Emanuel III, panujący w latach 1900–1946, z rodziną i dworzanami rozmawiał wyłącznie po piemoncku. Nie było w tym nic dziwnego. Literackim językiem włoskim posługiwało się w życiu codziennym ok. 2–3 proc. społeczeństwa. Większość obywateli zjednoczonej Italii nie rozumiała literackiego włoskiego i posługiwała się najróżniejszymi dialektami, które nawet dla mieszkańców sąsiadujących ze sobą miast bywały zupełnie niezrozumiałe. Do 1860 r. w Państwie Kościelnym, Lombardii i kilku innych państewkach Italii językiem urzędowym była tzw. eklezjalna łacina, którą Wergiliusz, Swetoniusz czy Cezar byliby zniesmaczeni. We Florencji, Lukce czy Pizie posługiwano się dialektem toskańskim. Im bardziej jechało się na południe Półwyspu Apenińskiego, tym więcej można było napotkać regionów, w których nawet świetni językoznawcy mieli problemy z zakwalifikowaniem miejscowego narzecza.

Panował tam, podobnie zresztą jak w całej Italii, lokalny patriotyzm, nazywany campanilismo – od słowa campanile, czyli „dzwonnica”. Każde miasto i miasteczko miało na rynku głównym dzwonnicę kościelną. Dzwon wzywał na mszę, ale także zwoływał mieszkańców miasta i okolic w przypadku wojny lub katastrofy naturalnej. Dla każdego Włocha jego lokalna dzwonnica była symbolem ziemi ojczystej. Koncepcja zjednoczonej Italii pod władzą „Francuzów” z Piemontu była dla campanilistów koncepcją całkowicie niezrozumiałą.

Czytaj więcej

Faszyzm – kult państwa

Znakomicie podsumował to szwedzki biograf Mussoliniego, profesor Göran Hägg: „Jest oczywiste, że w takiej sytuacji etniczny nacjonalizm, który szalał w Europie Północnej, w nowym państwie włoskim nie znalazł sobie pożywki”. Jak to więc się stało, że w latach 20. XX stulecia to podzielone językowo i kulturowo społeczeństwo ogarnęła narodowa rewolucja, u której podstaw leżał tak silny szowinizm? Do czego mógł się odwołać Benito Mussolini, żeby nie tylko zjednoczyć Włochów, ale wpędzić ich w prawdziwie szowinistyczny obłęd? Podobnie jak w odniesieniu do Niemiec odpowiedzią jest I wojna światowa. Niesłusznie pomijana, bo to ona stanowi krytyczny punkt zwrotny historii świata. II wojna światowa, choć równie straszliwa w skutkach, była jej dopełnieniem.

Katolik, antyklerykał i ojciec chrzestny Watykanu

Główną przeszkodą w procesie zjednoczenia Włoch było istniejące od 755 r. Patrimonium Sancti Petri, znane bardziej jako Państwo Kościelne, którego świeckim królem był sam papież. Dzisiaj wydaje nam się, że ta nietypowa monarchia była pewnego rodzaju wynaturzeniem w samym środku Italii. Należy jednak pamiętać, że istniała znacznie dłużej niż państwo polskie i dla wszystkich mieszkańców Włoch miała charakter uświęcony. Zajęcie Rzymu przez wojska dynastii sabaudzkiej i ogłoszenie się przez papieża Piusa IX „więźniem Watykanu” spowodowało silny rozłam w nowym społeczeństwie Włoch. Wydawało się, że zjednoczenie duchowe jest już niemożliwe, a status papiestwa na zawsze pozostanie włoskim węzłem gordyjskim. Rozciąć go mógł jedynie człowiek, który dokonałby prawdziwej unifikacji narodowej Włochów. W przyszłości miał nim zostać Benito Mussolini.

Czytaj więcej

Nieświęty alians

Mussolini wywodził się ze średnio zamożnej rodziny zamieszkującej region Emilia-Romania w północnych Włoszech, który jeszcze do 1860 r. wchodził w skład Państwa Kościelnego. Jego dziadek, Luigi Mussolini, był zubożałym właścicielem ziemskim, a ojciec Alessandro całkiem dobrze sobie radził, prowadząc własny warsztat kowalski w ubogiej wsi Dovia di Predappio, położonej w górzystym regionie na zachód od Rawenny. W rodzinie Mussolinich ścierały się dwa skrajne poglądy: kult papieża i skrajny antyklerykalizm. Ten dualizm znalazł odzwierciedlenie w ideologii faszystowskiej, która z jednej strony odnosiła się z szacunkiem do hierarchii kościelnej, z drugiej zaś odbierała duchowieństwu rolę wychowawczą.

Mussolini pod wieloma względami przypominał swoją matkę Rosę Mussolini z domu Maltoni. Była nauczycielką we wsi Varano da Costa koło Dovii. Przejawem jej światopoglądu była decyzja, że już dzień po narodzinach ochrzci syna, nadając mu imiona: Benito – dla upamiętnienia meksykańskiego rewolucjonisty Benita Juareza, który obalił monarchię w Meksyku i skazał na śmierć austriackiego arcyksięcia Maksymiliana Ferdynanda; Amilcare – po więzionym wówczas włoskim socjaliście, anarchiście i patriocie Amilcare Caprianim; Andrea – na cześć kolejnego socjalisty i anarchisty Andrei Costy. Z jednej strony była pobożną parafianką, z drugiej – zaczytywała się w biografiach socjalistów i anarchistów, którzy palili i okradali kościoły i klasztory.

Taki też był Benito Mussolini: pobożny katolik i ateista, krytyk Benedykta XV i antyklerykał, który traktatami laterańskimi przywrócił papieżowi godność głowy państwa.

Czytaj więcej

Mussolini Superstar

Prywatnie był człowiekiem niemal samotnym. Nie miał przyjaciół. Z nielicznymi towarzyszami walki był na „ty”, co jednak nie oznaczało, że czuł z nimi jakąś więź. Nie był takim gadułą jak Hitler, nie elektryzował swoich rozmówców, często w milczeniu przyglądał się ludziom, wszelkie kontakty osobiste ograniczał do niezbędnego minimum. Praca i władza stanowiły sens jego życia. Sam kiedyś przyznał: „Nie mogę mieć przyjaciół i nie mam ich. Pierwszą przyczyną jest mój temperament, drugą moja opinia o ludziach”. Jak taki człowiek zdołał zebrać wokół siebie tak oddanych mu towarzyszy, pozostaje wielką zagadką historii. Bez wątpienia był znakomitym publicystą z niewykorzystanym talentem literackim. I to był klucz do jego sukcesu. Przemawiał do ludzi słowem pisanym, bo jako mówca często zawodził.

Socjalista, który wprowadził faszyzm

Przełom w  światopoglądzie Mussoliniego nastąpił w 1914 r. Wybuch wojny obudził w nim ducha nacjonalisty. W przeciwieństwie do swoich towarzyszy Mussolini był zwolennikiem wojny, która w jego opinii miała obalić stary porządek europejski. Zrezygnował ze stanowiska redaktora naczelnego socjalistycznej gazety „Avanti” i ku zdumieniu dotychczasowych towarzyszy z partii założył w Mediolanie nacjonalistyczne pismo „Il Popolo d’Italia”. „Wierzyć! Być posłusznym! Walczyć!” – to było jego hasło. W 1915 r. trafił do armii i – jak wskazują dokumenty wojskowe – dzielnie walczył w  dolinie rzeki Isonzo. W „Il Popolo d’Italia” pisał o „wojnie narodu”. W lutym 1917 r. został dotkliwie poraniony odłamkami pocisku moździerzowego. Lekarze musieli przeprowadzić aż siedem operacji. Do końca życia, mimo pozowania na silnego macho, nie pozbył się dokuczliwych dolegliwości bólowych. Propaganda faszystowska zrobiła z niego ofiarę wojny, ale tak naprawdę granat wybuchł w czasie ćwiczeń, daleko od linii frontu. Mimo to Mussolini zachował pogardę dla jakiegokolwiek pacyfizmu. Kiedy dowiedział się o apelu papieża Benedykta XV do głów światowych mocarstw o zaprzestanie szaleństwa wojny, opublikował na łamach swojej gazety słynny artykuł „Precz z wojną!”. Od tej pory „Il Popolo d’Italia” stał się ulubioną gazetą Arditi – żołnierzy z elitarnych fanatycznych jednostek wojskowych walczących na froncie górskim. To oni zasilą partię faszystowską, inspirowani kolorem ich mundurów faszyści będą nosić czarne koszule, a nieformalnym symbolem ruchu stanie się czaszka ze sztyletem. Co ciekawe, sam Mussolini w okresie przejmowania władzy nigdy nie nosił czarnej koszuli. Nawet podczas zjazdów partyjnych miał na sobie porządnie skrojony, zwykły garnitur.

Nie tylko w Mussolinim wojna obudziła nacjonalistę i wroga kosmopolitycznej wizji świata. Mimo słabego zdrowia Mussolini zabrał się z zapałem do pracy nad budową nowej formacji politycznej, która – jak sam to określał – sprzeciwiała się „reakcyjnej prawicy skupionej wokół Kościoła” i  destrukcyjnej lewicy – od socjalistów po komunistów. 23 marca 1919 r. w lokalu Związku Przemysłowo-Handlowego w centrum Mediolanu zapadła decyzja o utworzeniu Fasci di Combattimento – grup bojowych składających się z byłych socjalistów i syndykalistów. To miała być pierwotnie antypatia, która w ciągu lat przemieniła się w jedyną partię niepodzielnie rządzącą Italią. Miała jeden cel: zdobyć całkowitą władzę bez liczenia się z jakimikolwiek kosztami społecznymi. Dalekosiężnym celem faszystów było wywołanie rewolucji na wzór rewolucji październikowej. Mimo że deklarowali wrogość wobec socjalistów i komunistów, głosili poglądy bardzo do nich zbliżone. Bazą ideologiczną włoskiego faszyzmu i ruchów mu pokrewnych był socjalizm pomieszany ze statolatrią. 

Z perspektywy tego, co się wydarzyło wiele lat później, początki partii faszystowskiej były zdumiewające. Wstępowali do niej ateiści, dawni komuniści, zagorzali katolicy, Żydzi, a nawet muzułmanie z Libii, Etiopii i Somalii, którzy licznie zasilali też Associazione Musulmana del Littorio (Muzułmańskie Stowarzyszenie Liktora).

Partito Nazionale Fascista (Narodowa Partia Faszystowska) była więc początkowo partią kosmopolityczną, otwartą na inne religie i narody. Faszyści od początku postawili także na równouprawnienie kobiet. Jednym z głównych ich ideologów była Włoszka pochodzenia żydowskiego Margherita Sarfatti, której podpis widnieje pod dokumentem założycielskim PNF z 23 marca 1919 r. Wielu historyków uważa, że ta kobieta była nie tylko matką chrzestną faszyzmu, ale w zasadzie jej naczelnym ideologiem. Przy okazji warto też przypomnieć, że salę, w  której odbyło się zebranie założycielskie, ochoczo udostępnił Cesare Goldmann. Mussolini nie miał najmniejszych skłonności do antysemityzmu czy jakiegokolwiek rasizmu. Każdy, kto go wspierał, był faszystą, czyli towarzyszem w „słusznej sprawie”. Lata później, kiedy ktoś się go zapytał, dlaczego wspiera rasistowskie brednie Hitlera, odpowiedział bez wahania: „Sam nie wierzę w te (...) bzdury! To, co robię, robię z powodów politycznych”.

Tajemniczy wypadek

7 listopada 1921 r. w Mauzoleum cesarza Augusta zjazd partii faszystowskiej wybrał na swojego wodza Benito Mussoliniego. Od tej pory towarzysze partyjni zwracali się do niego za pomocą zwrotu „Il Duce” (wódz), choć tytuł ten w skali całego kraju był używany dopiero od 1925 r.

W Italii wrzało. Zniszczona wojną gospodarka była na skraju wyczerpania. Kiedy zaczęły się strajki robotnicze, od razu w zakładach pracy zjawili się agitatorzy komunistyczni. Mussolini doskonale znał ich metody. Przed wojną, podczas długiego pobytu w Szwajcarii, często dyskutował z przedstawicielami międzynarodówki komunistycznej, w tym także z samym Leninem. Wiedział, jak myślą i czego się boją.

We włoskim parlamencie pogłębiało się rozdrobnienie polityczne. Nadchodził koniec liberalnych rządów. 25 procent wyborców deklarowało, że odda swój głos na wrogą wobec idei zjednoczonych Włoch katolicką partię ludową PPI. Po drugiej stronie barykady stała radykalna partia socjalistyczna PSI, której kierownictwo Mussolini doskonale znał. Na ulicach dochodziło do regularnych starć faszystowskich nacjonalistów z komunistami. I to ulica zaczynała kreować nastroje społeczne. Na czele ruchu komunistycznego stało dwóch charyzmatycznych przywódców: były sekretarz PSI, dawny kompan wojenny Mussoliniego, 43-letni Nicola Bombacci, człowiek o fizjonomii Che Guevary, o którym faszyści śpiewali po ulicach, że jego brodą wytrą Mussoliniemu buty; drugim był pochodzący z Sardynii teoretyk marksizmu Antonio Gramsci. Tylko ten drugi pozostał wierny swoim poglądom po dojściu Mussoliniego do władzy. Zmarł w  1937 r. po 11 latach spędzonych w więzieniu. Bombacci, tak jak łatwo zdradził PSI, tak samo łatwo przeszedł później od komunistów do faszystów, kiedy ci drudzy zdobyli pełnię władzy we Włoszech.

Polem walki politycznej komunistów i faszystów stały się fabryki. Komuniści prowokowali robotników do strajków, faszyści gasili protesty. Dlatego na początku sierpnia 1922 r. środowiska związane z centrum politycznym zaczęły skłaniać się ku koncepcji stworzenia szerokiej i silnej koalicji narodowej, do której postanowiono zaprosić faszystów.

W imieniu faszystów rozmowy prowadził Gabriele Michele Raffaele Ugo D’Annunzio. To postać szczególna, na Zachodzie prawie całkowicie zapomniana. Towarzysze partyjni nazywali go „il Vate”, czyli poeta (ale też prorok, wizjoner). Niektórzy historycy uważają, że to on był prawdziwym twórcą i głównym ideologiem ruchu faszystowskiego. Tego poetę i bohatera wojennego uważano za włoskiego odpowiednika niemieckiego „Czerwonego Barona”, czyli Manfreda von Richthofena. D’Annunzio był największym wsparciem, ale też i największą przeszkodą dla Mussoliniego w jego drodze do władzy absolutnej. To D’Annunzio miał poprowadzić – wzorem Gajusza Juliusza Cezara – faszystów na Rzym.

Gabriele D'Annunzio był bohaterem wojennym z czasów I wojny światowej oraz... poetą

Gabriele D'Annunzio był bohaterem wojennym z czasów I wojny światowej oraz... poetą

Albert Harlingue / Roger-Viollet via AFP

Koncepcja tzw. marszu na Rzym powstała już w 1919 r. Faszyści przymierzali się do niego trzykrotnie. Jednak D’Annunzio porzucił w pewnym momencie koncepcję rewolucyjnego przejęcia władzy. Zaczął po cichu dogadywać się z byłym premierem Francesco Nittim, który w imieniu szefa rządu Luigiego Facty zaproponował, żeby w ramach szerokiej koalicji faszyści przejęli część znaczących resortów w rządzie, a swoje bojówki przekształcili w milicję rządową. Mussolini od razu wyczuł pułapkę. Obawiał się, że przeciwnicy polityczni chcieli zredukować jego ruch do wymiaru słabego koalicjanta podporządkowanego rzymskim liberałom. A jego przecież zawsze interesowała jedynie władza nieograniczona.

Istniała jednak groźba, że D’Annunzio dogadał się z rzymskimi elitami, a może nawet z katolicka partią ludową. Nie mógł zatem odrzucić propozycji spotkania się z D’Annunzio i byłym premierem Nittim. Do takiej rozmowy miało dojść 15 sierpnia 1922 r. w Rzymie. D’Annunzio był wtedy w swoim domu w Gardone, koło Neapolu. 13 sierpnia Mussolini wysłał po niego samochód z kierowcą. Poeta chciał podróżować nocą. Jednak tuż przed wyjściem z domu wypadł z okna i nieprzytomny trafił do szpitala. Spotkanie zostało odwołane.

Genialna intryga

Nikt nie wie, co naprawdę się stało wieczorem 13 sierpnia 1922 r. w willi proroka faszyzmu w Gardone. Jednak konsekwencje tego wydarzenia zmieniły dzieje Europy, a może i świata. D’Annunzio przeżył, ale po urazie głowy nic nie pamiętał. Podczas upadku wybił wszystkie zęby i miał liczne urazy czaszki. Nie był w stanie jasno myśleć.

Do dzisiaj pozostaje tajemnicą, jak doszło do wypadku. D’Annunzio nic nie pamiętał i do końca życia odczuwał skutki wypadku. Całą sprawę okrywa omerta, czyli włoska zmowa milczenia. Nigdy się nie dowiemy, czy zamach został zlecony przez Mussoliniego, czy przez elity rządzące. Jedno było pewne: Mussolini pozbył się głównego konkurenta do władzy w ruchu faszystowskim i mógł swobodnie odrzucić ofertę przystąpienia do koalicji. Teraz droga do władzy nad całym państwem stała otworem. Ruch faszystowski cieszył się gigantyczną popularnością. Komuniści i socjaliści przegrali wojnę o ulicę.

„Marsz na Rzym” obrósł legendą wielkiej rewolucji. W rzeczywistości bojówki faszystowskie nawet nie

„Marsz na Rzym” obrósł legendą wielkiej rewolucji. W rzeczywistości bojówki faszystowskie nawet nie wkroczyły do stolicy, kiedy rząd Luigiego Facty podał się do dymisji

Leemage/AFP

21 października we Florencji zebrało się kierownictwo partii faszystowskiej, aby ustalić szczegóły „marszu na Rzym”. Trzy dni później faszyści zajęli budynki użyteczności publicznej w Neapolu. Mussolini pojawił się na wiecu partyjnym i podpisał pierwszą proklamację państwa faszystowskiego jako „il Duce”.

Zamach stanu rozpoczął się 27 października 1922 r. w Cremonie, gdzie nadgorliwi faszyści zajęli ratusz. Zaniepokojony król Wiktor Emanuel III, który przebywał w swojej wiejskiej rezydencji w San Rossore pod Pizą, postanowił natychmiast wyjechać do Rzymu. W stolicy premier Luigi Facta ogłosił stan wyjątkowy w całym kraju. Policja dostała rozkaz rozpędzenia bojówek faszystowskich jadących w kierunku Rzymu. Jednak 28 października król nieoczekiwanie odmówił podpisania obwieszczenia. W południe tego samego dnia rząd podał się do dymisji, a bojówki faszystowskie otoczyły Rzym. Jest tajemnicą poliszynela, że Mussolini nie dokonałby tak spektakularnego zamachu stanu, gdyby nie wsparcie wysokich kręgów oficerskich wojska. Przecież w szeregach partii faszystowskiej miał bohaterów wojennych i wysokich rangą oficerów (np. generał Emilio De Bono i komandor Costanzo Ciano).

Czy rząd mógł pokonać faszystów? Czy policja byłaby zdolna rozpędzić bojówki faszystowskie? Historycy uważają, że do zwycięstwa Mussoliniego przyczyniła się przede wszystkim nagła odmowa króla podpisania stanu wyjątkowego. Cały zamach stanu odbył się więc bez przemocy. Jak słusznie podkreśla Göran Hägg, była to genialnie zaplanowana intryga polityczna, która w późniejszych latach urosła do rangi mitu narodowego zjednoczonej Italii.

Zjednoczenie Włoch w 1860 r. było zatem dziełem pod każdym względem rewolucyjnym i eksperymentalnym. Dokonało się dzięki uporowi Giuseppe Garibaldiego, twórcy koncepcji Risorgimento – odrodzenia Włoch. Garibaldi, postać niezwykle barwna i charyzmatyczna, był przeciwnikiem bonapartyzmu, wolnomularzem i wielkim mistrzem loży Grande Oriente d’Italia. Dlatego część Włochów – przeciwna koncepcji zjednoczenia – do dzisiaj oskarża autorów idei Risorgimento o udział w wielkim spisku masońskim. Co ciekawe, to dopiero włoski faszyzm, wrogo nastawiony do masonerii, ale jednocześnie gloryfikujący zjednoczenie Włoch, przyczynił się do złagodzenia krytyki owego „masońskiego spisku”, który miał rzekomo doprowadzić do federalizacji Italii.

Pozostało 97% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Historia
Przez Warszawę przejdzie marsz pamięci
Historia
Prezydentura – zawód najwyższego ryzyka
Historia
Czesław Lasik: zapomniany agent wywiadu
Historia
Indyjscy „wyklęci” wracają do łask
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Historia
IPN poszukuje na Litwie szczątków poległych żołnierzy AK