Obersturmbannführer Otto Skorzeny był kimś, kogo się bano jeszcze długo po wojnie. W wielu publikacjach przedstawiano go niemal jak bondowskiego złoczyńcę i człowieka kierującego siatką zaprawionych w boju dywersantów z SS biorących udział w tajnej wojnie pomiędzy supermocarstwami. Ludzie Skorzenego mieli organizować zamachy stanu na kilku kontynentach, organizować działania partyzanckie w Afryce Północnej i szkolić bezpieki latynoskich reżimów. Niektórzy szli o wiele dalej w swoich podejrzeniach. Piotr Goszczyński, dziennikarz łódzkiego „Głosu Robotniczego”, na fali marcowej propagandy pisał, że izraelski generał Mosze Dajan, architekt zwycięstwa w wojnie sześciodniowej 1967 r., to tak naprawdę przebrany Otto Skorzeny, „znany specjalista od morderstw i porwań z SS”. Samego Skorzenego taka sława mogła zdumieć, ale i cieszyć. Był to bowiem żywy dowód na to, że rozpoczęta przez niego w czasie wojny operacja autokreacyjna odnosi nadspodziewane sukcesy. Dzięki wprawionej przez siebie w ruch machinie kłamstw Skorzeny wszedł do historii jako istota niemal półboska, jako „pierwszy komandos Hitlera” i błyskotliwy dowódca wojskowy. Początkiem tego mitu była oczywiście akcja uwolnienia Benita Mussoliniego przeprowadzona we wrześniu 1943 r.
Kariera mechanika
Otto Skorzeny urodził się w 1908 r. w Wiedniu, w dość zamożnej rodzinie. Jego ojciec był fabrykantem, architektem i oficerem rezerwy artylerii armii austro-węgierskiej. Zdecydowana większość ludzi wymawiała jego nazwisko rodowe jako „Skorceny”. Wśród nielicznych ludzi wymawiających je poprawnie – jako „Skożeny” – był Austriak: Adolf Hitler. Rodzina Ottona Skorzenego wywodziła się bowiem ze wsi Skorzęcin w powiecie gnieźnieńskim.
W latach 1926–1931 przyszły „pierwszy komandos Hitlera” studiował inżynierię w Wyższej Szkole Technicznej w Wiedniu. Na uczelni mocno zaangażował się w działalność pangermańskich bractw studenckich. To z tamtego okresu życia pochodziła wielka szrama, jaką miał na policzku. Był to ślad udziału w pojedynku szermierczym, czy raczej bezmyślnej studenckiej bijatyce na szpady. W tamtych czasach nawiązał również znajomości z wieloma ludźmi, którzy później będą robić kariery w ruchu nazistowskim. Sam przystąpił do austriackiego odłamu NSDAP w 1932 r. Stał się wywrotowcem dążącym do likwidacji swojego państwa i włączenia go do niemieckiej Rzeszy. Ta działalność bardzo mocno mu się później opłaciła. Po anszlusie był bowiem uznawany za jednego ze „starych zasłużonych bojowników”.
Czytaj więcej
25 lipca 1943 r. Wielka Rada Faszystowska w Rzymie pozbawiła Benita Mussoliniego stanowiska premi...
Gdy wybuchła wojna, Skorzeny zgłosił się na ochotnika do Luftwaffe. Chciał zostać pilotem, ale nie spełniał warunków (m.in. miał już ponad 30 lat), przyjęto go więc jedynie na fliegera (szeregowego) w jednostce zapasowej łączności w Wiedniu. Rozczarowany Skorzeny użył swoich koneksji partyjnych, by w lutym 1940 r. uzyskać przeniesienie do Waffen-SS. Początkowo służył w batalionie rezerwy dywizji SS Leibstandarte Adolf Hitler w Berlinie-Liechtenfeld. Na początku maja 1940 r. awansował do stopnia Unterscharführera i został skierowany do służby w ciężkiej artylerii dywizji SS Totenkopf. Służył tam jako mechanik, podczas kampanii francuskiej słyszał więc wojnę jedynie z oddali i nie brał udziału w bezpośrednich akcjach bojowych. Był chyba jednak dobrym mechanikiem, bo dostawał kolejne awanse i w styczniu 1941 r. był już Untersturmführerem (porucznikiem) w jednostce artylerii wchodzącej w skład dywizji SS Das Reich. Wraz z nią brał udział w kwietniu w 1941 r. w inwazji na Jugosławię. Później chwalił się, że sam jeden wziął do niewoli 100 jugosłowiańskich żołnierzy, ale nie potwierdzają tego dokumenty. Po kolejnym awansie wziął udział wraz ze swoją dywizją w inwazji na ZSRR. Wciąż jako mechanik. 26 sierpnia 1941 r. został jednak odznaczony Krzyżem Żelaznym drugiej klasy – za wyciągnięcie pojazdu z rowu pod ogniem nieprzyjaciela, podczas walk na przyczółku pod Jelnią. W styczniu 1942 r. ewakuowano go do Niemiec. Niektóre źródła podają, że został ciężko ranny w ostrzale sowieckiej artylerii. W rzeczywistości jednak trafił do szpitala z powodu kolki żołądkowej.