„Sanepid” pod żaglami

Co trzeba zabrać w długi rejs pod żaglami? Dużo pitnej wody i jedzenia. A jeśli w porcie docelowym grozi śmierć od czarnej ospy? Ponad 220 lat temu w podróż zamorską z Hiszpanii do Nowego Świata zabrano sporą grupkę chłopców z sierocińca. Podczas rejsu byli zarażani ospą krowią, zwaną krowianką, aby przez morza dowieźć na miejsce materiał szczepienny przeciw jej śmiertelnej odmianie.

Publikacja: 21.12.2023 21:00

Francisco Pérez, „Statek »María Pita« wypływający z La Coruña w 1803 r.”

Francisco Pérez, „Statek »María Pita« wypływający z La Coruña w 1803 r.”

Foto: domena publiczna/wikipedia

Istnieją przesłanki do spekulacji naukowej, że po raz pierwszy wirus czarnej ospy, zwanej też prawdziwą, zaatakował ludzi jakieś 12 tys. lat temu. Jednak pierwsza potwierdzona epidemia wybuchła w roku 1350 p.n.e. podczas wojny Egipcjan z Hetytami. Od tego czasu choroba nie opuszczała już ludzkości, nie darowała ani biednym, ani bogatym. Pod koniec XVIII w. na ospę umierało w samej tylko Europie ok. 400 tys. osób rocznie. Próby walki z chorobą były chaotyczne i beznadziejnie nieskuteczne.

Pierwsi na dobry trop wpadli Chińczycy. Najstarsza pisana wzmianka o tym, że materia z krost ospowych chorych z lekkim przebiegiem czarnej ospy podana przez nos lub skórę ludziom zdrowym może uodparniać, jest do odczytania w jednej z chińskich ksiąg z 1549 r. Metoda była jednak bardzo taka sobie. Przede wszystkim osoba zarażona w ten sposób przenosiła ospę na swoje otoczenie przez długi czas, zanim przestała chorować. Przez Indie i imperium osmańskie wariolizacja, bo tak to nazwano, dotarła na początku XVIII w. do Europy.

Czytaj więcej

Jak ewoluowały metody znieczulania w dentystyce

Po 100 latach nastąpił przełom jakościowy. Jego sprawcą był angielski lekarz Edward Jenner, który zawierzył mądrości ludowej i potwierdził, że do nabrania odporności na czarną ospę wystarczy zarażenie człowieka lekką w przebiegu krowianką. Swoje odkrycie ogłosił w 1798 r., ale z braku infrastruktury upowszechnianie nowej metody było dość powolne.

Czarna ospa w Nowym Świecie

Jest rok 1803. Na dwór króla Hiszpanii Karola IV docierają bardzo złe wieści z amerykańskich włości kolonialnych. Za Atlantykiem znowu szaleje ospa przywleczona tam trzy stulecia wcześniej, w 1520 r., przez nosiciela, którym był ponoć afrykański niewolnik. Nieszczęśnik ów wchodził w skład ekspedycji dowodzonej przez Pánfilo de Narváeza, która wyruszyła wówczas z Kuby do Meksyku, żeby pozbyć się walczącego z Aztekami Hernána Cortésa. Nie uczyli nas tego w szkołach, nie wiemy więc, że rywalizacja między konkwistadorami była bardzo ostra.

Niewolnik zszedł z pokładu w dzisiejszym Veracruz i wkrótce choroba zaczęła kłaść rdzenną ludność dosłownie pokotem. Przed hiszpańskim podbojem Azteków było ok. 26 mln, po 100 latach ich liczba zmalała do zaledwie 1,6 mln. Tylko garstka zginęła od hiszpańskich mieczów, olbrzymia większość padła ofiarą właśnie czarnej ospy oraz innych nowych dla rdzennej ludności chorób.

Tym razem wicekról ówczesnej Nowej Granady (dziś Kolumbii) informował o kolejnym rozszerzającym się tam ognisku czarnej ospy, błagając Karola IV o jakąś pomoc. Doniesienia o zarazie dobiegały również z innych rejonów hiszpańskiej Ameryki. Król zwołał Radę ds. Indii (Consejo de Indias), ale i sam wiedział już, co można by zrobić. Na ospę zmarł jego brat Gabriel i bratowa – królowa portugalska Maria Ana Victoria. Przeszła tę chorobę jego żona i dwójka z czternastki dzieci (jedno zmarło). Król nakazał wtedy wariolizację wszystkich członków rodziny. Gdy dowiedział się w 1800 r. z przesłanej mu przez włoskiego medyka książki Jennera o działaniu krowianki, wydał edykt królewski nakazujący szeroką dostępność szczepionek przeciw ospie prawdziwej w całej Hiszpanii. Humanitarne podłoże starań króla to jedna strona medalu, druga to zatroskanie gospodarczymi skutkami epidemii, która dziesiątkowała siłę roboczą z ewidentnymi stratami dla królewskiego skarbca. Podczas obrad Consejo de Indias mówił głównie nadworny lekarz, dr José Felipe Flores, także dlatego, że urodził się w meksykańskim Chiapas, znał więc warunki miejscowe z autopsji. Sławę i uznanie przyniosło mu opublikowane w Meksyku w 1782 r. doniesienie zatytułowane „La cura del cáncer con albóndigas de lagartija”, o leczeniu raka klopsikami przyrządzanymi z jaszczurek zwinek (Lacerta agilis). Wkrótce praca została przetłumaczona na francuski i niemiecki, a ponieważ klopsiki moc przeciwnowotworową miały mieć wielką, to posada lekarza królewskiego nie mogła Floresa ominąć.

Czytaj więcej

Klątwa syberyjskiej tajgi

Doktor Flores zalecił wysłanie do Nowego Świata ekspedycji ze szczepionką. Oczywiście, nie znano jeszcze wtedy metody długiego przechowywania materiału wiązanego z krowianką (zaczątek wiedzy o wirusach powstał dopiero w 1892 r.), uznano więc, że jedynym pewnym wyjściem jest przewiezienie go przez Atlantyk w organizmach zarażanych nim podczas rejsu dzieci, które nie miały przedtem styczności z chorobą. Ochotnikami nie trzeba było się kłopotać – istniały przecież liczne sierocińce z pensjonariuszami bez żadnych praw i wolności. Królewski lekarz zalecał ponadto, aby akcję szczepień nadzorowali księża, którzy prowadzić mieli także rejestry zaszczepionych mieszkańców. Wynikało to z przemożnego wpływu Kościoła katolickiego i kleru na wszelkie aspekty życia w hiszpańskich koloniach, a przecież przełamać trzeba było barierę strachu wśród ludności, czyli wiernych.

Z krowianką na ratunek tubylcom

22 marca 1803 r. Rada ds. Indii podjęła decyzję – zorganizowana zostanie wyprawa dobroczynna w celu wygaszenia zarazy poprzez szczepienia. Nazwano ją „Real Expedición Filantrópica de la Vacuna” (Królewska szczepienna wyprawa dobroczynna). Postanowiono, że na jej czele stanie energiczny lekarz i entuzjasta szczepień Francisco Javier de Balmis. Doktor de Balmis skompletował zespół składający się z: jego zastępcy, którym został dr Jóse Salvany y Lleopart, trzech innych lekarzy, dwóch osób biegłych w pierwszej pomocy i czterech pielęgniarzy.

Przed wyruszeniem w podróż, co nastąpiło 30 listopada 1803 r., zarażono krowią ospą dwóch chłopców. W czasie ponad dwumiesięcznego rejsu zarażano następnych i tak uzyskano pewność, że materiał do szczepień dotrze na miejsce. Sierot w wieku od ośmiu do dziesięciu lat było 22. Opiekowała się nimi dyrektorka sierocińca w La Coruña – Isabel de Zendal y Gómez. Była odważną kobietą – wyprosiła, by do grup sierot nosicieli (dziś wiemy, że wirusa) dołączyć jej syna.

Pierwszym lądem na drugiej półkuli było Puerto Rico, gdzie de Balmisa spotkał spory zawód, bo wcześniej dotarły tam szczepionki z pobliskiej duńskiej kolonii na wyspie St. Thomas. Zamiast szczepić, zajął się zatem organizowaniem komisji koordynującej zwalczanie ospy. Pomyślana była bardzo profesjonalnie, miała uświadamiać ludności korzyści ze szczepienia, zabezpieczać lokalne zasoby limfy zawierającej niezdefiniowane jeszcze wówczas czynniki powodujące krowiankę, szczepić, prowadzić rejestr zaszczepionych oraz stworzyć system wykrywania i obserwacji potencjalnych skutków ubocznych wakcynacji.

Kolejnym celem wyprawy hiszpańskiego „sanepidu” pod żaglami były porty dzisiejszej Wenezueli. Misja przywitana została ze spontaniczną radością. Tam de Balmis podjął decyzję o rozdzieleniu sił. Grupa pod kierownictwem jego zastępcy miała poruszać się lądem, niosąc pomoc aż na wybrzeże Pacyfiku, natomiast de Balmis miał do obsłużenia basen Morza Karaibskiego.

Wyprawa rzekami przez dżunglę i mroźne Andy trwała dwa lata. Szczepiono głównie bardzo z tego zadowolonych rdzennych mieszkańców. Płynąc łodziami rzeką Magdalena, mającą ponad 1500 km długości, dr Salvany i jego towarzysze dotarli w połowie grudnia 1804 r. do Santafé de Bogotá, szczepiąc po drodze, kogo się dało. Salvany nabawił się wtedy choroby, w wyniku której stracił oko. Stamtąd udali się do Quito w Ekwadorze. W tamtejszej katedrze odśpiewano im „Te Deum laudamus”, a potem przez trzy noce trwała wielka fiesta.

Wiosną 1806 r. Salvany dotarł do Limy w Peru, ale przyjęcie miał kiepskie. Tamtejszy wicekról zabronił mu działalności. Motyw był bardzo komercyjny – szczepienia stały się niezwykle lukratywnym zajęciem miejscowych lekarzy, dlatego humanitarna akcja pod auspicjami samego króla Karola IV psuła im świetny biznes. Na szczęście wkrótce przybył do Limy nowy wicekról – entuzjasta królewskiego projektu, w ramach którego ostatecznie zaszczepiono w Peru ok. 197 tys. osób.

Z kolei dr de Balmis popłynął najpierw do Caracas, gdzie szczepionkę podano w szybkim czasie ok. 12 tys. ludzi. W maju jego korweta „María Pita” przybyła na Kubę, gdzie nie było nic do roboty, bo szczepienia już tam trwały. Wyprawa wzięła zatem kurs na Meksyk. Tam spenetrowano kilka stanów, szczepiąc i tworząc komisje ds. szczepień, na czele których stawali księża. W Meksyku dotarł do de Balmisa dekret Karola IV kierujący ekspedycję na Filipiny. Dostał nowy statek i 25 nowych sierot, tym razem meksykańskich, którymi opiekowała się ta sama pani Isabel de Zendal y Gómez. Sieroty hiszpańskie oddane zostały natomiast pod opiekę biskupa Puebla. Po ok. dwóch miesiącach od wyruszenia z Acapulco 15 marca 1805 r. de Balmis dotarł na Filipiny. W Manili zaszczepiono 20 tys. mieszkańców. Stamtąd na pokładzie portugalskiego statku „La Diligencia” dopłynął do Makao i Kantonu w Chinach, by wziąć w końcu kurs na Europę. Zatrzymał się po drodze na brytyjskiej wyspie Święta Helena. Również tam, tak jak w każdym innym miejscu, prowadził szczepienia, a pamiętać trzeba, że relacje hiszpańsko-angielskie były wówczas wrogie.

W ciągu kilku lat w samej tylko Ameryce Łacińskiej wysłannicy Karola IV zaszczepili kilkaset tysięcy ludzi, w tym bardzo wielu Indian. Dotarli na niemal wszystkie tereny hiszpańskich kolonii. Mimo bardzo złej kondycji zdrowotnej dr Salvany wędrował niestrudzenie w swojej misji po interiorze. Zmarł w 1810 r. w wieku 34 lat, w boliwijskim mieście Cochabamba, na chorobę, która wcześniej zabrała mu oko.

Od lat 80. ubiegłego wieku nie zanotowano już w świecie ani jednego przypadku czarnej ospy. Choroby nie ma, ale wirus nie wyginął. Ciągle trzeba zachowywać ostrożność. W świetle pandemii SARS-CoV-2 wydaje się, że przestroga jest na wyrost, ale jakże krótka jest pamięć ludzka.

Istnieją przesłanki do spekulacji naukowej, że po raz pierwszy wirus czarnej ospy, zwanej też prawdziwą, zaatakował ludzi jakieś 12 tys. lat temu. Jednak pierwsza potwierdzona epidemia wybuchła w roku 1350 p.n.e. podczas wojny Egipcjan z Hetytami. Od tego czasu choroba nie opuszczała już ludzkości, nie darowała ani biednym, ani bogatym. Pod koniec XVIII w. na ospę umierało w samej tylko Europie ok. 400 tys. osób rocznie. Próby walki z chorobą były chaotyczne i beznadziejnie nieskuteczne.

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Historia świata
Pasażerowie "Titanica" umierali w blasku gwiazd
Historia świata
Odzwierciedlają marzenia i aspiracje panny młodej. O symbolice dywanu posagowego
Historia świata
Bezcenne informacje czy bezużyteczne graty? Kapsuły czasu trwalsze od fundamentów
Historia świata
Ludobójstwo w Rwandzie – szczyt obłędu
Historia świata
Prezydent, który zlecił jedyny atak atomowy w historii. Harry S. Truman, część III