Rok 1973 – źródło kryzysów energetycznych

Wstrząs paliwowy sprzed pół wieku ukształtował znany nam świat, przemijający wraz z nowym kryzysem.

Publikacja: 09.11.2023 21:00

Pozłacany portret libijskiego przywódcy Muammara Kaddafiego (1942–2011) na tle rafinerii ropy naftow

Pozłacany portret libijskiego przywódcy Muammara Kaddafiego (1942–2011) na tle rafinerii ropy naftowej Ras Lanuf w północnej Libii, marzec 2000 r.

Foto: Reza/Getty Images

Trudno oprzeć się wrażeniu, że szok lat 70. XX wieku miał bardziej psychologiczną niż ekonomiczną naturę, a skutki przerosły skalę prawdziwych zagrożeń. To nie umniejsza ich wagi, za to nasuwa wniosek o kiepskich kompetencjach edukacyjnych historii.

Świat cudownych lat

Cyklicznych nawrotów nostalgii za latami 60. XX wieku nie tłumaczy tęsknota roczników boomu demograficznego do mód młodości. Ówczesne zmiany nie mogły zaistnieć bez arkadii długiego cudu gospodarczego, rozpoczętego jeszcze w latach 40. i niezmąconego kryzysami przez dwie dekady.

Lot ludzi na Księżyc ukoronował czas bezprecedensowej hossy, zwieńczonej przeprowadzką robotniczych dzielnic za miasto, do kupionych za tani kredyt domów z garażem, trawnikiem i krążownikiem szos na podjeździe. Koniunktura bez precedensu w XX w. była równie hojna dla zwycięzców i pokonanych, obejmując prawie wszystkie zachodnie państwa, co dało szansę także Niemcom i Japończykom.

Czytaj więcej

Powtórka kryzysu naftowego po pół wieku? Ten scenariusz może marzyć się Hamasowi

Mimo że szalony rozwój zwielokrotnił zużycie paliwa, rosnąca od wojny produkcja trzymała ceny ropy na stałym i niskim poziomie. Po dwóch dekadach taniej obfitości surowca nikt z konsumentów nie wyobrażał sobie, że kiedykolwiek będzie inaczej. Nawet tąpnięcie z 1970 r. było zmarszczką w oceanie beztroski. Wkrótce na rynki wróciła hossa, ze wzrostem gospodarczym przekraczającym 6 proc., odczuwalnym zwłaszcza w USA, Japonii i Niemczech Zachodnich. Niebywałe prosperity zwiększyło zapotrzebowanie na ropę, choć początek dekady dość istotnie zmienił reguły gry.

Z obawy przed recesją w czasie spowolnienia gospodarczego USA porzuciły sztywny kurs zbyt drogiego dolara, który od 1944 r. kotwiczył koszyk walut objętych porozumieniem z Bretton Woods. Przy tym dolar był walutą rozliczeniową na światowym rynku surowców, dlatego mocna dewaluacja uszczupliła dochody państw eksportujących ropę. Producenci zrzeszeni w OPEC zrekompensowali stratę, ustalając ceny w stosunku do kursu złota, co podniosło koszty importu i wartość rynkową kruszcu.

Niemal w tym samym czasie kartel eksporterów umniejszył znaczenie „siedmiu sióstr” – zblatowanych koncernów naftowych, kontrolujących większość wydobycia poza blokiem komunistycznym. W ślad za Kaddafim, który świeżo obalił monarchię w Libii, OPEC wymusiło większościowe udziały w zyskach i dodatkowo opodatkowało eksport. Jednak zachodnie potęgi przyjęły zmiany ze spokojem, a wręcz zadowoleniem. Rosnące zyski eksporterów nafty i tak wracały do ich gospodarek z potężną nadwyżką, jeśli nie przez inwestycje w giełdę i banki, to w przychodach z eksportu bajecznie drogich towarów konsumpcyjnych i broni.

Koniunktura miała jednak wysoką cenę, szczególnie odczuwalną za Atlantykiem. Przegrzany przemysł nie nadążał z produkcją – hossie towarzyszyła inflacja, z podwyżkami cen przekraczającymi wzrost płac realnych, lecz Fed nie chciał podnieść stóp procentowych. W zamian prezydent Nixon podjął kilka nerwowych i nieprzemyślanych decyzji, ustalając maksymalny pułap cen paliw. Nie mógł wiedzieć, że niechcący eskalował skutki zbliżającej się katastrofy.

Amerykański rynek energii był specyficzny, choćby stąd, że największa gospodarka Zachodu sama pochłaniała trzecią część światowej produkcji ropy. Wszakże zdawał się – przynajmniej teoretycznie – odporniejszy na wstrząsy niż Europa, gdyż Stany Zjednoczone wciąż były piątym producentem ropy na świecie, pokrywając dwie trzecie potrzeb z krajowych zasobów. Mogłyby więcej, lecz zalew tańszej nafty z importu czynił lokalne wydobycie coraz mniej intratnym dla paliwowych magnatów; produkcja ropy amerykańskiej była droższa i wymagała kosztownych inwestycji w poszukiwanie złóż. Dlatego krajowa podaż malała od końca wojny, czego nie zmienił słomiany zryw prezydenta Johnsona do zwiększenia niezależności energetycznej. Ograniczenie wzrostu cen przez Nixona tylko zmotywowało koncerny do większego importu. Przy tym rząd, a tym bardziej prywatne kompanie, nie tworzyły zapasów – federalne rezerwy strategiczne powstały dopiero wskutek kryzysu. Bieżące zakupy pokrywały zapotrzebowanie do następnej dostawy, choć wobec hossy już w 1972 r. powstał efekt zbyt krótkiej kołdry. Zakłócenia powodowały niedobór, ale póki trwał boom gospodarczy, nikt się nie martwił.

Bomba naftowa

Miękkie podbrzusze Ameryki budziło nadzieję krajów arabskich, zdjętych traumą klęski z 1967 r. Wiedziały, że bez Stanów Zjednoczonych nie odzyskają Synaju ani Wzgórz Golan. Jedyną szansą wydarcia ziem okupowanych były amerykańskie naciski lub zatrzymanie Waszyngtonu z dala od ewentualnej wojny. W czasach podziału na bloki polityczne była to mrzonka, zwłaszcza gdy większość Bliskiego Wschodu wciągały sowieckie wpływy. Groźba zwasalizowania regionu przez Moskwę zdeterminowała Waszyngton do obrony twierdzy Izrael za wszelką cenę. Amerykanie tak mocno tkwili w wizji podziałów, że przeoczyli śmierć Nasera w 1970 r. Ignorowali sygnały, jakie od 1972 r. dawał As-Sadat, dymisjonując promoskiewskiego ministra obrony; nawet deportacja z Egiptu kilkunastu tysięcy sowieckich doradców przeszła bez echa. Zaproszenie trafiło w próżnię, gdyż jedyną reakcją Departamentu Stanu było zdumienie.

Lekceważenie przeważyło szalę na stronę wojny, w którą Zachód, a nawet Izrael nie wierzyli do dnia inwazji. Co więcej, jeszcze wiosną 1973 r. nie słuchano saudyjskich pomruków o groźbie użycia naftowego szantażu, by trafić w najczulsze miejsce supermocarstwa. To wyjątkowy przypadek, gdy Kissinger uznał porażkę, a wręcz przyznał się do ignorancji w sprawach Bliskiego Wschodu. Także Nixon, na którego spadła afera Watergate i inflacja, nie miał głowy do orientalnych problemów.

Inwazja Egiptu i Syrii w dniu żydowskiego święta Jom Kipur zepchnęła Izrael do defensywy, czemu – po myśli Arabów – Waszyngton przyglądał się biernie przez tydzień. Dopiero 12 października Nixona z bezczynności wyrwali Sowieci, gdy niebo nad Morzem Śródziemnym przesłoniły lotnicze transporty broni dla państw arabskich. Gotowość bojowa sowieckich wojsk desantowych przyspieszyła decyzję – podobno amerykański most powietrzny przyćmił operację zaopatrzeniową w Berlinie Zachodnim, uzupełniając potężne straty Izraela podczas kontrofensywy.

Arabowie zrezygnowali z aluzji, śląc do Waszyngtonu Omara al-Sakkafa – ministra spraw zagranicznych Arabii Saudyjskiej – z ultymatywnym żądaniem wstrzymania pomocy dla Izraela pod groźbą naftowego embarga. Jednak wizytę ostentacyjnie zignorowano; Nixon ledwo znalazł czas na spotkanie i zbył dyplomatę frazesem o szukaniu dróg do sprawiedliwego pokoju. Co więcej, prasa amerykańska drwiła, że Arabowie „mogą sobie tę naftę wypić”, co al-Sakkaf przełknął z godnością.

W przekonaniu, że Arabów nie stać na rezygnację z przychodów, pogróżki uznano za blef. Poza tym przez bliskość Meksyku i Wenezueli tylko kilkanaście procent ropy sprowadzanej do USA płynęło z Bliskiego Wschodu, embargo nie groziło więc tragedią. Bardziej obawiano się wypływu arabskich petrodolarów z instytucji finansowych Zachodu, do czego nie doszło. Nim al-Sakkaf wylądował w Rijadzie, Nixon zaognił konflikt, asygnując dodatkowe 2,2 mld dol. pomocy wojskowej dla Izraela – grubo powyżej potrzeb szacowanych przez Goldę Meir na 900 mln.

Wojna Jom Kipur – wojna Izraela z koalicją Egiptu i Syrii w październiku 1973 r.

Wojna Jom Kipur – wojna Izraela z koalicją Egiptu i Syrii w październiku 1973 r.

Ze'ev Spector/GPO/Getty Images

Jednak szok przerósł oczekiwania, gdy w przeddzień zawieszenia broni bliskowschodnie embargo stało się faktem (wyłamały się tylko Iran i Libia). Zakaz eksportu rozszerzono na Kanadę, część Europy Zachodniej, Japonię, RPA i Rodezję, przy czym arabska część OPEC ograniczyła wydobycie o 5 proc., z zapowiedzią kolejnych redukcji każdego miesiąca.

Sankcje były najdotkliwsze dla niekomunistycznej Europy i Japonii, które importowały z Bliskiego Wschodu aż 80 proc. potrzebnej ropy. Mimo to w uczciwym ujęciu nie był to dramat; podczas działania sankcji globalna podaż ropy spadła nieznacznie – ledwo o 9 proc. – w praktyce zaś kolejnych redukcji wydobycia nie wprowadzono. Wybuch globalnej paniki był wręcz irracjonalny, z histerią nieproporcjonalną do przyczyn.

Największym wstrząsem było samo użycie broni energetycznej oraz fakt, że skutki peryferyjnej wojny dosięgły metropolii w odległym zakątku świata. Embargo świetnie pasowało do intelektualnej koniunktury Zachodu, przechodzącej z euforii w pesymizm, wzmocniony modnym wówczas raportem Klubu Rzymskiego o przeludnionym świecie w erze wyczerpanych zasobów. Prawdopodobnie lepszą analizę kryzysu sporządziliby psycholodzy niż ekonomiści.

Do ostatniej kropli

Jeszcze we wrześniu 1973 r. za baryłkę ropy na giełdach płacono mniej niż 3 dolary, jednak do stycznia 1974 r. cena skoczyła do niemal 12, a w terminowych zakładach stawiano na 17 dolarów. Przy dystrybutorach ceny wzrosły dwukrotnie, z 27 do 50 centów za galon (ok. 3,8 litra), zaskakując kilka razy dziennie nową podwyżką. Amerykańskim standardem były paliwożerne, sześcio- i ośmiocylindrowe silniki, kto więc mógł, tankował na zapas przed kolejną zwyżką na stacjach. Zgodnie z zasadą samospełniającej się przepowiedni, im bardziej konsumenci bali się braku benzyny, tym częściej jej brakowało.

Wielokilometrowe kolejki i protesty firm transportowych zablokowały drogi, a wśród sfrustrowanych kierowców zdarzały się strzelaniny. Także właściciele stacji sięgali po broń, by chronić cysterny przed bandytami lub zawieszali interes. Chaos jeszcze wzrósł po apelu Nixona, by stacje zamykały się w weekendy, co tylko nasiliło szturm na dystrybutory w dni powszednie. Lokalnie imano się reglamentacji. Jedni pompiarze ograniczali tankowanie do 10 galonów, inni przemiennie sprzedawali paliwo autom z parzystymi lub nieparzystymi numerami rejestracyjnymi, a nawet przygotowano systemowe ograniczenia. Niektóre stany amerykańskie i Wielka Brytania już drukowały kartki na benzynę.

Zachód reagował ograniczeniem konsumpcji – zwłaszcza w obliczu zimy. Nie instalowano bożonarodzeniowych iluminacji, zgasły słynne reklamy na Times Square w Nowym Jorku, Francja także zakazała oświetlania witryn sklepowych. Nawet Pentagon urzędował w półmroku po wykręceniu części żarówek. W Holandii za przekroczenie limitu zużycia energii groził sąd i zakazano ruchu samochodowego w niedziele. Brytyjczykom pozwolono ogrzać tylko jeden pokój w mieszkaniu, Francuzom kazano obniżyć temperaturę w mieszkaniach, a Japończycy przejęli się na swój sposób, opróżniając sklepy z papieru toaletowego. Wprowadzone w USA ograniczenie prędkości na drogach międzystanowych zniósł dopiero prezydent Clinton.

Kryzys zachwiał jednością Zachodu – wprawdzie Europie i Japonii wygodnie było pod parasolem sił US Army, lecz pilniej potrzebowały nafty, dlatego Francja i Wielka Brytania zamknęły lotniska dla amerykańskich transportów do Tel Awiwu. Trwał wyścig, kto dobitniej potępi Izrael i poprze Palestyńczyków; zewsząd na Bliski Wschód ruszyły pielgrzymki dyplomatyczne, by kupić ropę na własną rękę.

Napis przy stacji benzynowej brzmi: „Tylko liczby parzyste” (czyli tego dnia mogli tankować kierowcy

Napis przy stacji benzynowej brzmi: „Tylko liczby parzyste” (czyli tego dnia mogli tankować kierowcy samochodów o parzystych numerach rejestracyjnych). USA, 1973 r.

NARA/East News

Tokio za zmianę postawy i 3 mld dol. pomocy gospodarczej dogadało się z Arabią Saudyjską, co pozwoliło odrzucić ofertę Moskwy, by roszczenia do Wysp Kurylskich sprzedać za tanią ropę. Brytyjczycy za wsparcie modernizacji Iranu kupili od Pahlawiego 5 mln t surowca, a Francja zawarła z szejkami 20-letnią umowę. Tylko Amerykanie kalkulowali, czy nie prościej okupować monarchię Saudów, lecz wkrótce sprzedali na Półwysep Arabski więcej broni niż Izraelowi.

Kissinger przekonał Rijad, że wobec końca wojny embargo nikomu się nie opłaca, Izrael zaś, by cofnął się spod Suezu na wschodnią stronę kanału, co udobruchało Egipcjan. Arabskie sankcje wygasły już w marcu, dzięki czemu Nixon jeszcze przed rezygnacją zdążył ze zwycięską rundą po Bliskim Wschodzie, gdzie widziano prezydenta USA po raz pierwszy w historii.

Embargo znikło w marcu 1974 r., po ledwie pięciu miesiącach, jednak nic nie wróciło do przedkryzysowej normy. Wzrosły koszty produkcji, stagnacja gospodarcza z falami recesji wlokła się przez dekady; dopiero wraz z końcem stulecia bezrobocie w USA spadło do poziomu sprzed 1973 r. Gospodarki poniosły koszt wdrożenia mniej energochłonnej produkcji i dywersyfikacji źródeł napędu. Nastała złota era elektrowni jądrowych, zwłaszcza w Japonii i Francji, gdzie reaktory wciąż produkują lwią część energii. Opłacalna stała się eksploatacja pól naftowych Alaski i Morza Północnego, mimo że dzięki zmianom technologicznym globalne zużycie ropy jest mniejsze niż w 1973 r.

Najbardziej kryzys zmienił motoryzację, zwłaszcza z nastaniem norm zużycia paliw w kadencji Forda. Ikoniczne legendy Detroit – w istocie toporne konstrukcje, sprowadzone do wielkich silników obudowanych olbrzymim nadwoziem – przestały być atrakcyjne dla prostych zjadaczy chleba borykających się z inflacją i falami recesji. Próżnię po „dinozaurach” wypełniły mniej paliwożerne, lecz bardziej wyrafinowane pojazdy z Niemiec i pogardzane dotąd auta japońskie, co zbudowało fundamenty nowych potęg ekonomicznych.

Kolaps 1973 r. uderzył też w Polskę, choć rykoszetem, bo paliwa czerpaliśmy z sowieckich źródeł. Jednak skutki odczuwalne w państwach Zachodu zrujnowały plan gospodarczy Gierka, skalkulowany na czas przedkryzysowej hossy. Rosnące stopy procentowe mnożyły koszt inwestycji i zżarły zaplanowane zyski, pomniejszone przez skutki zagranicznej recesji. W ironicznym skrócie można powiedzieć, że komunizm w Polsce obaliła Arabia Saudyjska.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że szok lat 70. XX wieku miał bardziej psychologiczną niż ekonomiczną naturę, a skutki przerosły skalę prawdziwych zagrożeń. To nie umniejsza ich wagi, za to nasuwa wniosek o kiepskich kompetencjach edukacyjnych historii.

Świat cudownych lat

Pozostało 98% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Historia świata
Gdy świat zostawił Saamów samych
Materiał Promocyjny
Mity i fakty - Czy to prawda, że elektryczne auta palą się częściej niż spalinowe?
Historia świata
Feldmarszałek Hindenburg kontra kapral Hitler
Historia świata
Krwawiący czarnoziem. Lwów, spleciona historia Ukraińców i Polaków
Historia świata
Zdobycie Bastylii. Rewolucja pożera własne dzieci
Historia świata
Skomplikowane drogi Polaków do niemieckich oddziałów Schutza. Tak chcieli bronić Wołynia