Proroczy sen
Otillie „Tillie” Klimek urodziła się jako Teofila Gburek w 1876 r. w Polsce, w małej mieścinie gdzieś na terenie zaboru pruskiego. Kiedy miała zaledwie rok, jej rodzice postanowili wyemigrować do Stanów Zjednoczonych. Zamieszkali w Chicago, największym skupisku amerykańskiej Polonii, w polskiej dzielnicy Near Northwest Side – zwanej Polish Downtown. W Ameryce Teofila stała się Otillie, a z czasem po prostu Tillie. Już w dzieciństwie zasłynęła z wielkiego talentu kucharskiego. Przyrządzany przez nią bigos oraz wypieki ponoć nie miały sobie równych w całej dzielnicy. W tradycyjnej, konserwatywnej społeczności, a taką z pewnością była chicagowska Polonia, miejsce kobiety było przy dzieciach i w kuchni.
Być może kulinarne umiejętności Tillie pozwoliły jej szybko znaleźć męża – już w wieku 14 lat wzięła ślub z nieźle sytuowanym Polakiem Józefem Mitkiewiczem. Para doczekała się dwójki dzieci, ale ich związek nie należał do udanych. Józef traktował Tillie przedmiotowo i potrafił z byle powodu urządzać karczemne awantury. Jednak dopiero po ponad 24 latach wspólnego życia z Mitkiewiczem Tillie postanowiła zakończyć ten toksyczny związek. Nie brała pod uwagę rozwodu – w owych czasach nie była to łatwa sprawa do przeprowadzenia, szczególnie dla kobiety. Znalazła inne, w jej mniemaniu prostsze i skuteczniejsze rozwiązanie. Zaczęła jawnie i głośno rozpowiadać, że miała smutny proroczy sen, w którym widziała swojego męża martwego, zapamiętała nawet, jaki to był dokładnie dzień. Ku zdumieniu wszystkich Józef Mitkiewicz zmarł dokładnie we wskazanym przez nią terminie. Lekarze orzekli, że przyczyną zgonu była choroba serca.
Otillie „Tillie” Klimek urodziła się jako Teofila Gburek w 1876 r., w małej mieścinie gdzieś na terenie zaboru pruskiego. Kilkadziesiąt lat później w USA została morderczynią
Foto: George Rinhart/Corbis/Getty Images
Tillie była ponownie wolna i dodatkowo bogatsza o tysiąc dolarów wypłacone jej przez towarzystwo ubezpieczeniowe z polisy męża. Choć dobiegała czterdziestki, miała wielki apetyt na życie, którym zamierzała odtąd pokierować samodzielnie. A jeśli ktoś stanie jej na drodze, no cóż, miała już na to sprawdzony sposób. Przekroczywszy zbrodniczy Rubikon, nie zamierzała się cofać i zawracać sobie głowy wyrzutami sumienia.
Trumna z przeceny
Tillie lubiła mężczyzn i chociaż nie była zbyt urodziwa, to nie miała problemu ze znajdowaniem kolejnych partnerów. Żałobę po pierwszym mężu nosiła krótko, bo po zaledwie dwóch miesiącach stanęła na ślubnym kobiercu z innym Polakiem, Janem Ruskowskim. Tym razem nie zamierzała czekać 24 lat. Po raz kolejny została wdową już kilka miesięcy później, w maju 1914 r. Oczywiście wcześniej przyśniła jej się śmierć męża, o czym nie omieszkała powiadomić jak najwięcej osób. Ruskowski zostawił jej łącznie, w gotówce oraz z ubezpieczenia, około dwóch tysięcy dolarów. Jeszcze zanim jej drugi małżonek zakończył żywot, związała się z Józefem Guszkowskim. Konkubent pani Gburek vel Mitkiewicz vel Ruskowski nie dał się jednak usidlić i kiedy naciskała na małżeństwo, po prostu ją porzucił. Zapewne dał się jednak zaprosić na pożegnalny obiad, bo zmarł w tym samym, zadziwiająco pechowym dla partnerów Tillie, 1914 roku.
Niewiele wiadomo o kolejnym kochanku czarnej wdowy z Polish Downtown. Prawdopodobnie nosił nazwisko Meyers, ale zniknął w nieznanych okolicznościach i w 1923 r. został uznany za osobę zaginioną. Mieszkał razem z Tillie w mieszkaniu przy 924 N. Winchester, tym samym, do którego wprowadził się niebawem jej trzeci mąż, Franciszek Kupczyk. Niepokojące sny Tillie szybko wróciły. Kobieta miała coraz mniej skrupułów – nie tylko opowiadała o nich sąsiadom, ale zaczęła znęcać się nad Franciszkiem. Złowrogie „To nie potrwa już długo” lub „Wkrótce umrzesz” słyszał z jej ust niemal codziennie, a ze znajomymi żartowała, że zostały mu „ledwie dwa cale życia”. Kiedy podupadł na zdrowiu, nabyła trumnę („cena była okazyjna – 30 dol. – i szkoda było nie skorzystać”), którą trzymała w piwnicy. Siedząc przy łożu śmierci męża, własnoręcznie wykonała żałobny kapelusz, który stał się jej znakiem rozpoznawczym. Franciszek zasnął snem wiecznym w 1921 r. Ubezpieczyciel wypłacił wdowie kolejny tysiąc dolarów. Podczas późniejszego procesu świadkowie zeznali, że w pokoju, w którym zmarły leżał na marach, Tillie włączyła gramofon z wesołą muzyką.