Zapomniane królestwo, część II

Spektakularne zwycięstwo Zulusów pod wzgórzem Isandlwana było zarazem ich największym sukcesem w trakcie wojny z Anglikami. Bitwa o Rorke’s Drift, o której opowiada „Zulu”, miała już inny przebieg i była zwiastunem przyszłej klęski Zululandu.

Publikacja: 25.05.2023 21:00

„Obrona Rorke’s Drift w 1879 r.”, obraz Alphonse’a de Neuville’a z 1880 r.

„Obrona Rorke’s Drift w 1879 r.”, obraz Alphonse’a de Neuville’a z 1880 r.

Foto: Art Gallery of New South Wales/Wikimedia Commons

Film „Zulu” w reżyserii Cy Endfielda otwiera scena przedstawiająca rozległe pobojowisko u stóp masywnego wzgórza Isandlwana, zawdzięczającego swą nazwę dostrzeżonemu przez autochtonów podobieństwu do krowiego żołądka. Jest 22 stycznia 1879 r. i – jak widać na ekranie – nazwa stała się właśnie makabrycznie adekwatna. Armia brytyjska poniosła tu przed chwilą jedną z największych porażek doby wiktoriańskiej; wśród ciał angielskich żołnierzy krążą jeszcze w poszukiwaniu broni i trofeów wojownicy zuluscy.

Akcja filmu z 1964 r. zaczyna się więc tam, gdzie kończy się „Świt Zulu” Douglasa Hickoxa z 1979 r., którego treść i historyczna osnowa były tematem pierwszej części tego artykułu. Warto w tym miejscu przypomnieć, że ta zbieżność to nie przypadek – Endfield współtworzył również obraz Hickoxa jako scenarzysta. I nie przypadkiem film, który powstał jako pierwszy, koncentrował się na bitwie stoczonej tego samego dnia, ale później, a przy tym mającej pozornie mniejszy wpływ na losy wojny. W odróżnieniu bowiem od amerykańskiego „Świtu Zulu” i pomimo tego, że reżyser również był Amerykaninem, „Zulu” to była produkcja brytyjska. A to miało znaczenie.

Endfield cieszył się już pewnym uznaniem w amerykańskiej branży filmowej, gdy na początku lat 50. został oskarżony przez Komisję do spraw Badania Działalności Antyamerykańskiej o sympatie komunistyczne i pozbawiony możliwości pracy musiał jej szukać za granicą. Wybrał Anglię, a „Zulu” to zdaniem krytyków jego najwybitniejsze osiągnięcie na „emigracyjnym” etapie kariery. Jeśli przybysz ze Stanów Zjednoczonych faktycznie skłaniał się ku komunizmowi, to manifestacji takich poglądów film nie przynosi. Przynosi natomiast wizję heroicznej obrony małej stacji misyjnej, podczas której garstka brytyjskich oficerów i szeregowych piechurów daje przykłady niezwykłej odwagi, determinacji, dyscypliny i wojskowego wyszkolenia, a nieporównanie liczniejsi Zulusi, choć także walczą dzielnie, w sposób zorganizowany i z wykorzystaniem złożonej strategii, muszą ostatecznie uznać wyższość Europejczyków.

„Zulu” nie mógł nieść innego przesłania. Kiedy w lutym 1879 r. wieści o straszliwej klęsce pod Isandlwaną dotarły do Londynu, angielska opinia publiczna doznała szoku, a jedynym antidotum okazała się opowieść o obronie Rorke’s Drift, która dała brytyjskiej armii okazję do rehabilitacji. Film Endfielda – pierwszy tak ambitny obraz podejmujący tę tematykę (jeszcze przed I wojną światową powstał film niemy) – miał premierę 22 stycznia 1964 r., dokładnie w 85. rocznicę obu bitew. Nic dziwnego, że jego twórcy zaoferowali angielskiej widowni bardziej budujący fragment tej dramatycznej historii.

Cetshwayo – ostatni władca niepodległego państwa Zulusów w latach 1872–1879

Cetshwayo – ostatni władca niepodległego państwa Zulusów w latach 1872–1879

The Royal Collection /Wikimedia Commons

Nie znaczy to, że poświęcili prawdę historyczną na rzecz atrakcyjności i wzniosłości przekazu. Oczywiście wiele szczegółów zostało podkoloryzowanych, a niektóre fakty przedstawiono w uproszczonej wersji. Dla przykładu: w filmie pojawia się sugestia, że rozkaz ataku na placówkę w Rorke’s Drift wydał sam król Cetshwayo i że wzięły w nim udział oddziały, które rozgromiły Brytyjczyków pod Isandlwaną. W rzeczywistości było zupełnie inaczej, o czym będzie mowa dalej. W trakcie walki nie odbył się też „pojedynek na pieśni”, który wypełnia jedną z najbardziej przejmujących sekwencji filmu – notabene „Men of Harlech” to przepiękna pieśń walijska, ale nie była w owym czasie hymnem regimentu, którego żołnierze bronili misji, nie był to jeszcze nawet pułk w pełni walijski – ale to właśnie szczegóły. Przebieg bitwy przedstawiony jest jednak dość wiernie, podobnie jak postacie większości jej uczestników (rzecz jasna ze strony brytyjskiej). Problem w tym, że zabrakło już w fabule miejsca na okoliczności tego starcia, a przede wszystkim na ukazanie tego, co wydarzyło się potem. Powróćmy więc do tego dnia, do chwili, gdy w cieniu potężnego wzgórza dogasała jedna bitwa, a kilkanaście kilometrów dalej miała rozpocząć się kolejna.

Inżynier i lekkoduch

Nie wszystkie siły zuluskie wzięły udział w ataku na obóz sił inwazyjnych. Kilka pułków, złożonych z doświadczonych wojowników, miało za zadanie odciąć Anglikom drogę odwrotu do Rorke’s Drift, gdzie w starej stacji misji powstał tymczasowy magazyn zaopatrzeniowy dla armii inwazyjnej oraz szpital. Zadanie zostało wykonane, ale w trakcie potyczki został ranny kompetentny induna, czyli dowódca oddziałów zuluskich, i dowodzenie przejął młodszy brat króla, książę Dabulamanzi kaMpande, wojownik marzący o szybkim i wielkim zwycięstwie, a przy tym lekkomyślny i dotychczas bez większych osiągnięć na polu bitwy. On to wbrew wyraźnym rozkazom Cetshwayo poprowadził wojska na stację leżącą już na terytorium brytyjskiego Natalu (a takiego naruszenia granic król chciał za wszelką cenę uniknąć, by przekonać potem ewentualnych rozjemców, że prowadził wyłącznie wojnę obronną).

Zapalczywy wódz liczył na łatwy sukces. Wiedział, że garnizon stacji jest nieliczny. Nie wiedział – a uradowałaby go ta wiadomość – że dowódca stacji właśnie ją opuścił w ważnej ponoć sprawie, pozostawiając żołnierzy pod rozkazami dwóch niezbyt do tego predestynowanych oficerów. Byli to porucznik Gonville Bromhead (pierwsza wielka rola Michaela Caine’a), pochodzący ze znakomitego rodu o wielkich tradycjach wojskowych, ale uważany przez przełożonych za wyjątkowo marny materiał na żołnierza, oraz porucznik saperów John Rouse Merriott Chard, ceniony specjalista od prac inżynieryjnych, bez żadnego jednak doświadczenia bojowego. Obaj nie spodziewali się i nie pragnęli takiego wyróżnienia. Dodatkowo stacja nie była właściwie ufortyfikowana, bo nikt nie przewidział, że może stać się celem napaści.

„Bitwa pod Isandlwaną”, obraz Charlesa Edwina Frippa z 1885 r.

„Bitwa pod Isandlwaną”, obraz Charlesa Edwina Frippa z 1885 r.

National Army Museum/Wikimedia Commons

Ale to właśnie ci „amatorzy” w tak trudnych warunkach, mający do dyspozycji stu kilkudziesięciu ludzi, w tym wielu chorych, obronili Rorke’s Drift przed kolejnymi atakami Zulusów, których przewaga liczebna była miażdżąca – według źródeł Dabulamanzi przywiódł ze sobą od trzech do czterech tysięcy wojowników. Nielicznym Brytyjczykom udało się przede wszystkim zbudować całkiem solidne umocnienia ze skrzynek z suchym prowiantem i worków z kukurydzą. Potrafili też zorganizować kolejne linie obrony wewnątrz stacji w taki sposób, aby niewielka grupa żołnierzy mogła odeprzeć atak kilkuset Zulusów. Bromhead, skądinąd świetny sportowiec, walczył brawurowo na pierwszej linii ramię w ramię z szeregowcami. Jego postawa, wbrew ocenom nieżyczliwych mu dowódców, była tak imponująca i inspirująca, że gdy kilka dni po bitwie wzniesiono wokół placówki nowy solidny mur obronny, żołnierze nazwali go „Fort Bromhead”. Tymczasem Chard, któremu z racji starszeństwa przypadło naczelne dowództwo, czujny i opanowany, spokojnie rozdzielał zadania, pilnował stanu zaimprowizowanych barykad, zwracał uwagę na rannych i szybko podejmował konieczne decyzje, kiedy sytuacja zdawała się wymykać spod kontroli.

W kulminacyjnej fazie bitwy Brytyjczycy bronili się już tylko wokół jednego budynku, bo płonący szpital trzeba było opuścić. Wtedy jednak karabiny Martini-Henry dowiodły swej prawdziwej wartości: z nałożonym bagnetem okazały się w walce wręcz bronią skuteczniejszą niż iklwa, krótka i szeroka zuluska włócznia, służąca do pchnięć. Swej wartości dowiedli też żołnierze wspomnianego już 24. Pułku Piechoty, nazywanego później walijskim – wtedy jednak służyło w nim więcej Anglików niż Walijczyków. Aż siedem z jedenastu przyznanych po bitwie Krzyży Wiktorii, najwyższych brytyjskich odznaczeń wojskowych, trafiło do żołnierzy tej jednostki. Wśród odznaczonych znalazł się także chirurg wojskowy James Henry Reynolds, który nie tylko opatrywał rannych, czasami bezpośrednio na ich stanowiskach, ale i roznosił amunicję. Tego samego zadania podjął się kapelan George Smith, który dodatkowo znajdował czas na słowa otuchy dla tych, którym zaczynało brakować nadziei. On jednak nie doczekał się odznaczenia, a jego postać nie została też uwzględniona w filmie, choć wspominali go z wdzięcznością wszyscy obrońcy misji.

Bitwa zakończyła się dopiero wczesnym rankiem następnego dnia. Straty obrońców zamknęły się w liczbie 17 zabitych i 15 rannych, Zulusi stracili setki ludzi, a wielu z tych, którzy przeżyli, straciło ochotę do dalszej walki. Tym samym obrona Rorke’s Drift, choć sama w sobie stanowiła jedynie epizod w tej wojnie, zadała pierwszy cios w morale zuluskich wojowników, bardzo wysokie po zwycięstwie pod Isandlwaną. Po kilku godzinach prosto z pobojowiska po tamtej bitwie przybył tu ze swoim sztabem lord Chelmsford, tym razem znajdując grupkę nieludzko zmęczonych zwycięzców. Przeżywając wciąż masakrę obozu, musiał zadać sobie pytanie o to, jakie i kiedy popełnił błędy. I jak je naprawić.

Lord i król

Obrona Rorke’s Drift była wyczynem niezwykłym, ale poza tym lord Chelmsford nie miał powodów do radości. Centralna kolumna jego armii inwazyjnej po masakrze pod Isandlwaną straciła wartość bojową, a do tego sen z powiek spędzały mu możliwe konsekwencje kompromitującej klęski – te w Zululandzie i te w Londynie. Druga kolumna, dowodzona przez pułkownika Charlesa Knighta Pearsona, wdarła się co prawda w głąb państwa Zulusów, ale rychło utknęła w kolejnej osadzie misyjnej w Eshowe, otoczona przez pułki zuluskie przybyłe tu z rozkazu króla Cetshwayo. Jak się miało okazać, oddziały Pearsona miały tu spędzić dwa miesiące. Ostatnia z kolumn, prowadzona przez zdolnego oficera, pułkownika Evelyna Wooda, poradziła sobie najlepiej, ale po otrzymaniu wiadomości o losach pozostałych grup jej dowódca również zdecydował się na przerwanie natarcia i rozbicie ufortyfikowanego obozu. W tej sytuacji Chelmsford postanowił zachować ostrożność i wydał rozkaz o wycofaniu pozostałych sił na pozycje wyjściowe. Tym samym zakończyła się pierwsza faza inwazji, która nie przyniosła rozstrzygnięcia. Dla Anglików jednak brak szybkiego zwycięstwa był właściwie porażką. Był nią na pewno dla Chelmsforda. Po powrocie do Natalu generał rozpoczął intensywne przygotowania do drugiej fazy. Zdawał sobie sprawę z tego, że jeśli szybko nie dojdzie do przełomu, jego kariera legnie w gruzach. Z pomocą przyszli mu sami Zulusi. Pewni siebie po kilku zwycięstwach, zapomniawszy szybko o Rorke’s Drift, pod koniec marca przypuścili – ponownie wbrew rozkazom króla – atak na obóz pułkownika Wooda, dobrze przygotowanego do walki. W dodatku wojownicy, choć dysponowali sporą liczbą zdobycznych karabinów, używali ich niechętnie – prawdziwemu wojownikowi nie przystoi wszak posługiwanie się bronią tchórzy (inna sprawa, że niewielu potrafiło celnie strzelać). Dlatego dążyli do bezpośredniego starcia, do czego Wood nie zamierzał dopuścić. Bitwa pod Khambulą, bo pod taką nazwą przeszła do historii, zakończyła się wygraną Brytyjczyków i rzezią zuluskich niedobitków. Wkrótce potem sam Chelmsford przybył z odsieczą oddziałom okrążonym w Eshowe, rozgramiając po drodze kolejne pułki zuluskie w bitwie pod Gingindlovu.

Wygrane te nie zakończyły wojny, ale zmieniły nastawienie przeciwników. Po tym, jak część wojowników, zdruzgotana klęskami, rozeszła się do swoich wiosek, Cetshwayo stracił wolę walki i dążył do negocjacji. Ale walki do zwycięskiego końca pragnął teraz Chelmsford. Dowiedział się właśnie, że władze w Londynie, nie mogąc mu wciąż wybaczyć wcześniejszych błędów o tragicznych skutkach, wybrały już jego następcę – generała Garneta Wolseleya. A zatem przegrana czy kompromisowy pokój nie wchodziły w grę, bo oznaczały dymisję w poniżeniu i niełasce. Konieczne było całkowite zwycięstwo.

Do tej fazy inwazji Chelmsford przygotował się więc niezwykle starannie. Tym razem zgromadził pod swoimi rozkazami 17 tys. ludzi, w tym około tysiąca kawalerzystów. Zadbał o transport i zaopatrzenie. Poszczególnymi oddziałami dowodzili kompetentni oficerowie, którzy w razie potrzeby przypomnieliby o konieczności zabezpieczenia każdego miejsca postoju. I cel tej wyprawy został wyznaczony ambitnie, bo Chelmsford zamierzał zdobyć stolicę Zululandu – Ulundi.

Druga faza inwazji rozpoczęła się ostatniego dnia maja 1879 r. i rozpoczęła się źle. Do wojsk dołączył w tym czasie następca francuskiego tronu, Napoleon Eugeniusz Bonaparte. Pozwolono mu na udział w inwazji, lecz jedynie w roli obserwatora pozostającego pod stałą opieką wyznaczonych oficerów. Ale 23-letni książę był indywidualistą, nienawykłym do słuchania poleceń, a ochrona nie stanęła na wysokości zadania. W rezultacie Prince Impérial zginął w przypadkowej potyczce już 1 czerwca. Jeśli jednak ktoś uznał wtedy tę tragedię za zły omen, to zwiastował on nieszczęście Zulusom, nie Chelmsfordowi. Jako jeniec młody Bonaparte byłby dla Cetshwayo bezcenny. Jego śmierć wstrząsnęła społeczeństwami Francji i Anglii i pozbawiła je resztek sympatii dla sprawy afrykańskiego królestwa.

Tragedia nie pokrzyżowała planów Chelmsforda. Brytyjski korpus poruszał się co prawda bardzo wolno, lecz nie ze względu na śmierć delfina, ale z powodu obsesyjnej wręcz ostrożności dowódcy. Do celu Anglicy dotarli dopiero pod koniec czerwca. Przez cały ten miesiąc król wysyłał do nich emisariuszy z propozycjami ugody. Wiedział, że nie zdoła wygrać. Wiedział też, że musi bronić stolicy, jeśli chce pozostać królem. Chelmsford, oficjalnie już tylko pełniący obowiązki dowódcy w zastępstwie nieobecnego jeszcze Wolseleya, również to wiedział. I odrzucił wszystkie oferty.

Król i królowa

Oddziały wyznaczone do zdobycia Ulundi wyruszyły z obozu 4 lipca o świcie. Kolumna była rozciągnięta i zdeterminowany wódz mógłby wykorzystać taką okazję. Ale król opuścił wcześniej stolicę i nie planował brać udziału w bitwie, a jego dowódcy nie byli już tak pewni siebie jak w styczniu. Brytyjczycy mieli więc dość czasu, by zająć dogodne pozycje i uformować podręcznikowy czworobok. Bitwa trwała nieco ponad godzinę, potem przemieniła się w brutalny pościg za uciekającymi wojownikami. Chelmsford wydał rozkaz spalenia stolicy, po czym zarządził odwrót. Przekonany, że oczyścił swe imię, postanowił dalej nie ryzykować i przekazać dowództwo swemu następcy jako zwycięzca. Wkrótce po spotkaniu z Wolseleyem wyjechał do Anglii, a z nim kilku najbardziej zasłużonych oficerów.

Stanley Baker w roli porucznika Johna Charda oraz Michael Caine jako porucznik Gonville Bromhead w f

Stanley Baker w roli porucznika Johna Charda oraz Michael Caine jako porucznik Gonville Bromhead w filmie „Zulu” z 1964 r.

BEW

Ale nas interesują bardziej losy króla, któremu w obu omawianych filmach poświęcono niewiele uwagi. Po otrzymaniu wiadomości o klęsce Cetshwayo próbował ukrywać się w głębi swojego królestwa i równocześnie odbudować armię, ale został zdradzony i pojmany. Osadzono go najpierw w twierdzy w Kapsztadzie, a potem umieszczono pod strażą w pobliskiej osadzie. Pozbawiony wolności i władzy były król wsłuchiwał się jednak uważnie w  wieści o poczynaniach Anglików. Ci zaś podzielili Zululand na 13 prowincji, które ofiarowali lojalnym wobec nich wodzom. Granice tych prowincji były oczywiście wyznaczone zupełnie sztucznie, co natychmiast stało się zarzewiem konfliktów.

Gdy sytuacja zaczęła grozić wojną domową, Cetshwayo postanowił działać. Wysłał listy do urzędników kolonialnych, polityków w Londynie, a nawet do królowej Wiktorii. I został wysłuchany. Było to już po wyborach w Anglii, które wygrali liberałowie. Ich lider i nowy premier, William Ewart Gladstone, zgodził się na podróż zdetronizowanego władcy do Anglii. W sierpniu 1882 r. Cetshwayo, odziany w elegancki surdut, jak zaświadczają wykonane wtedy fotografie, stanął przed przywódcami politycznymi Imperium Brytyjskiego, a także przed samą królową Wiktorią. Był najwyraźniej przekonujący, bo zwrócono mu tron. Kiedy jednak objął go po powrocie do ojczyzny, wodzowie wyniesieni do władzy przez Anglików nie uznali jego zwierzchnictwa. Ponownie musiał uciekać ze stolicy, którą znowu strawił ogień. Niedługo potem zmarł na prowincji, podobno na zawał serca. W 1887 r. terytorium jego dawnego królestwa ostatecznie przyłączono do brytyjskich posiadłości w Afryce Południowej.

Mangosuthu Buthelezi, który zagrał Cetshwayo w filmie „Zulu”, był – jak już wspomniano w pierwszej części artykułu („Rzecz o Historii”, 19 maja 2023 r.) – jego potomkiem w linii prostej. Potem zajął się polityką i współpracował z Nelsonem Mandelą. Michael Caine, grający porucznika Bromheada, zdecydowanie nie był z nim spokrewniony, zagrał za to wiele lat później w filmie o Nelsonie Mandeli. Ale to już zupełnie inna historia.

Film „Zulu” w reżyserii Cy Endfielda otwiera scena przedstawiająca rozległe pobojowisko u stóp masywnego wzgórza Isandlwana, zawdzięczającego swą nazwę dostrzeżonemu przez autochtonów podobieństwu do krowiego żołądka. Jest 22 stycznia 1879 r. i – jak widać na ekranie – nazwa stała się właśnie makabrycznie adekwatna. Armia brytyjska poniosła tu przed chwilą jedną z największych porażek doby wiktoriańskiej; wśród ciał angielskich żołnierzy krążą jeszcze w poszukiwaniu broni i trofeów wojownicy zuluscy.

Pozostało 97% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Historia świata
„2001: Odyseja kosmiczna”: Horyzont marzeń
Historia świata
Marek Aureliusz. Życiowe drogowskazy cesarza filozofa
Historia świata
Czy Mikołaj Kopernik był Polakiem? Trzy nieścisłości w jednym zdaniu
Historia świata
Niezwykła Toskania: Lukka
Akcje Specjalne
Naszym celem jest osiągnięcie 9 GW mocy OZE do 2030 roku
Historia świata
Rocznica D-Day. Joe Biden: 80 lat temu żołnierze przeszli próbę stuleci
Historia świata
Czy Ameryce grozi rozpad?