„Egzekucja tej statuy jest [tak] doskonała, że Canova oglądając ją napisał ołówkiem: Canova fecit. Jakby chciał powiedzieć, że rad by podobną zrobić”. Tymi słowami polski podróżnik Stanisław Dunin-Borkowski opisał znaną niegdyś anegdotę o Antonio Canovie z początku XIX w. Dotąd niedościgniony geniusz klasycystycznej rzeźby miał tak zachwycić się nagrobnym pomnikiem Michała Skotnickiego w Santa Croce we Florencji, dłuta znacznie mniej cenionego Stefano Ricciego, że był gotów uznać je za swoje dzieło. Zachowany do dziś florencki nagrobek Skotnickiego jest jednak nie tylko arcydziełem sztuki czy atrakcją turystyczną, ale również ważnym świadectwem historycznym. Za śnieżnobiałym marmurem kryje się bowiem mała lokalna historia z podsandomierskiej wsi, mająca swój szeroki europejski wymiar i kontekst.