Zimowy pejzaż Teodora Ziomka zatytułowany „Szron” – to przed tym obrazem przystanął prezydent, kiedy w sali nr 1 Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych ponad szemrzący potok rozmów wznosi się stłumiony huk. Pierwszy strzał. Narutowicz czuje, jak coś rozrywa grube palto, którego nie zdjął, bo prezes Zachęty powiedział mu, że budynek jest nieogrzewany; czuje ukłucie na plecach, a potem ból przeszywający klatkę piersiową. Drugi wystrzał i kolejna mroźna strzała wbija się w plecy. A potem jeszcze jedna. Ból i strach mieszają się z bezgranicznym zaskoczeniem. Prezydent chwieje się i osuwa na podłogę. W ostatniej chwili podtrzymują go wiceprezes Zachęty, malarz Jan Skotnicki i hr. Stefan Przeździecki, szef protokołu dyplomatycznego MSZ. Narutowicza ogarnia przejmujące zimno, jak gdyby zapadł się w śnieżną zaspę, którą przed chwilą oglądał na obrazie Ziomka. Skotnicki i Przeździecki przenoszą rannego na małą kanapę. Jest bardzo krótka, nogi prezydenta zwisają na podłogę. Oczy ma otwarte, patrzy błędnym wzrokiem na tłoczących się wokół niego ludzi. Milcząco gaśnie.