Reklama

Pod Grunwald z mieczem, niewiastą i napitkiem

Bractwa rycerskie energicznie przygotowują się do bitwy, która za pół roku złamie potęgę zakonu krzyżackiego

Publikacja: 23.01.2010 01:47

Inscenizacja bitwy w 2009 r. W tym roku ma być jeszcze wspanialsza

Inscenizacja bitwy w 2009 r. W tym roku ma być jeszcze wspanialsza

Foto: Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski Krzysztof Skłodowski

W lipcu pod Grunwaldem w rekonstrukcji bitwy z 15 lipca 1410 roku uczestniczyć będzie 4 tysiące aktorów oglądanych przez ponad 100 tysięcy widzów.

Na polach Grunwaldu stanie obozowisko zbrojnych, którym towarzyszyć będą rodziny i służba.

– Przykładamy wielkie znaczenie do detali, żeby obóz przenieść w średniowieczne realia – mówi Franciszek Jagielski, kasztelan na zamku w Inowłodzu. – Nawet na tyłek zamiast bokserek zakładamy brajesy uszyte według rycin z epoki.

Przygotowania są zaawansowane, bo do wielkiej bitwy pozostało zaledwie pół roku: płatnerze kują zbroje, rusznikarze konserwują armaty, kaletnicy szyją obuwie, garncarze wypalają misy, podczaszy suszą mięso na strychach i doglądają, jak w beczkach miód nabiera mocy, a rycerze ćwiczą na mrozie tężyznę.

[srodtytul]Jak się chodzi w zbroi[/srodtytul]

Reklama
Reklama

W krakowskich ogrodach klasztornych trenuje oko i siłę mięśni Jan Smoliński, który należy do drużyny łuczników. Jego ojciec Michał zajęty jest wyrabianiem strzał.

– Powstają z drzewa bukowego, do którego za pomocą nici mocuję gęsie pióra – opowiada. – Strzały można zabezpieczać przez woskowanie lub olejowanie. Ze względów bezpieczeństwa zamiast ostrych grotów zostaną umocowane pacynki z materiału. Wyrób jednej strzały zajmuje mi około 40 minut, a zamierzam zabrać pod Grunwald 200, ale część przekażę drużynie.

Inowłodzkie Bractwo Rycerskie tworzą łodzianie, którzy w sile 15 spotykają się każdej niedzieli. Nowicjusze przyzwyczajają się do chodzenia w zbroi, a bardziej wtajemniczeni potykają się na miecze lub uczą mniej doświadczonych posługiwania się bronią.

– Zaczynamy spotkanie od łatania oraz czyszczenia mieczy i zbroi – opowiada Michał Jagielski, dowódca zbrojny bractwa z Inowłodza. – Po włożeniu pancerzy rozgrzewamy stawy, potem przez blisko dwie godziny fechtujemy, a nasze białogłowy w tym czasie tańczą.

Treningi odbywają się w lasku sąsiadującym z blokowiskiem, skąd przychodzą gapie, oglądając walki na miecze oraz pląsy w rytm średniowiecznej muzyki.

[srodtytul]Szyjemy nowe namioty[/srodtytul]

Reklama
Reklama

Bractwo rycerskie z Opola przygotowuje się do wyprawy w Opolu i Byczynie, gdzie znajdują się jego siedziby.

– Pod Grunwald pojedzie konno pięciu zbrojnych, a pachołkowie i kilka niewiast wozami taborowymi, gdzie zabierzemy żywność, namioty, uzbrojenie, a nawet średniowieczną łaźnię, czyli bekę o średnicy dwóch metrów, w której zmieści się siedem osób – mówi Andrzej Kościuk zwany Efendim, namiestnik Opolskiego Bractwa Rycerskiego.

– Szyjemy nowe namioty, bo na takiej bitwie nie może zabraknąć porządnego sprzętu obozowego – dodaje Kościuk. – Nasz kowal kuje stojaki do pochodni, a stolarz zaczął prace przy składanych stołach i ławach wzorowanych na średniowiecznych.

Polskie rycerstwo z południa i centrum spotka się 23 czerwca w Sulejowie, skąd wierzchem i wozami podążać będzie na miejsce bitwy. Czynione są starania, by podobnie jak przed 600 laty doszło do spotkania w Czerwińsku z wojskami litewskimi, które co roku stają pod Grunwaldem. Przemarsz przez województwa łódzkie, mazowieckie i warmińsko-mazurskie będzie jedną z atrakcji obchodów jubileuszu bitwy.

Uczestniczyć w nich będą także rycerze z Białorusi, Ukrainy, Rosji, Niemiec, Włoch i Finlandii.

– Nie dzielimy się politycznie, ale na pół, więc część Polaków będzie walczyć po stronie Krzyżaków, a część Niemców pod sztandarami króla Władysława – mówi odpowiedzialny za przedstawienie Krzysztof Górecki. – Grunwald był polem bitwy, ale dziś jest polem współpracy.

Reklama
Reklama

[srodtytul]Miód 30-procentowy[/srodtytul]

Paweł Nowak z Kujakowic Dolnych koło Kluczborka, podczaszy Opolskiego Bractwa Rycerskiego, przywiezie do obozu pod Grunwaldem miody pitne, które wyrabia według dawnych przepisów.

– Najpopularniejsze to trójniaki, które leżakują dwa lata i mają 16 – 18 proc. alkoholu. Czyste powstają z miodów lipowego i akacjowego z dodatkiem kwasku cytrynowego i drożdży. Robię także korzenny trunek z miodu wielokwiatowego, do którego w trakcie fermentacji dodaję cynamon, wanilię i goździki.

W średniowiecznych przekazach są informacje, że nasi przodkowie dodawali do trunku owoce. Nowak w tym roku zabiera pod Grunwald miody z dodatkiem dzikiej róży i czarnego bzu.

– Ówcześni ludzie byli bardzo zaradni i korzystali z wszelkich dobrodziejstw przyrody – dodaje podczaszy. – Potrafili także zrobić miody, które miały 30 proc. alkoholu. Czekam na siarczyste mrozy. Gdy temperatura spadnie do minus 20 – 25 stopni Celsjusza, wystawię jedną beczkę czystego miodu na dwór. Wytrącą się krupki lodu, a trunek stanie się mocny. Prawdopodobnie w taki sposób nasi przodkowie wyrabiali pierwsze krupniki, które dziś przyrządza się w zupełnie inny sposób.

Reklama
Reklama

[srodtytul]Ziemniaki precz, bo ich wtedy nie znano[/srodtytul]

Jeden z kramów z ceramiką wystawia co roku Magdalena Kopiczko z Raczków koło Augustowa, a jej klientami są uczestnicy bitwy.

– Największym wzięciem cieszą się kubki brązowe lub zielone, czyli w kolorach, w jakich wypalano naczynia w średniowieczu. Na podstawie wykopalisk wybrałam najpopularniejszy wówczas kształt, pękaty z uchem lub cylindryczny rozchylający się ku górze bez ucha – opowiada Kopiczko.

Na gliniane lub cynowe misy i miski trafią peklowane i suszone mięsa oraz ryby. Michał Smoliński oprócz wyrobu strzał jest zapalonym wędkarzem. Do grunwaldzkiego obozu zabierze złapane jesienią leszcze, które nabierają aromatu na strychu.

– Mięso wole przed wystawieniem na słońce wkładane jest w solankę. Wysuszone nadaje zupom przygotowywanym w obozie niezwykłego smaku – opowiada namiestnik Kościuk, a kasztelan Jagielski dodaje: – Odrzuciliśmy precz ziemniaki, których wówczas nie znano, a do mięs podajemy kasze jaglaną lub gryczaną.

Reklama
Reklama

Przez cały rok stroje z epoki szyje Anna Dembeck, która ma swoją pracownię artystyczną w Malborku.

– Zamówienia zbieram zarówno od indywidualnych osób, jak i bractw – opowiada. – Rycerze z Nowego Miasta Lubawskiego zamówili przeszywanice przypominające dzisiejsze kufajki i tuniki, czyli rodzaj narzuty na zbroje krzyżackie.

[srodtytul]Taki jubileusz tylko raz w życiu[/srodtytul]

Przygotowania do bitwy tylko z pozoru są takie same jak w latach poprzednich. – Wyposażymy aż dziesięciu w pełni opancerzonych. Kosztuje nas to dużo wysiłku, ale chcemy dobrze wypaść, bo w takim jubileuszu bierze się udział tylko raz w życiu – mówi „Efendi” Kościuk.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora [mail=m.goss@rp.pl]m.goss@rp.pl[/mail]

Historia
Agentka, której ufał Canaris. Niezwykła historia Haliny Szymańskiej
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Historia
Skafandry, które zmieniły świat. Nowy skarb trafił do polskiego muzeum
Historia
Ministerstwo kultury nie chce kolejnego muzeum o zbrodni pomorskiej
Historia
Artefakty z Auschwitz znów na aukcji w Niemczech. Polski rząd tym razem nie reaguje
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama