Jack Fairweather

Jack Fairweather

Foto: Materiały prywatne/Twitter

86 lat temu 19 września Witold Pilecki, jak to pan ujął, celowo pozwolił się aresztować Niemcom, by zostać wysłanym do obozu koncentracyjnego Auschwitz i go infiltrować. Czy to była jego własna decyzja? A może wykonywał rozkaz od organizacji podziemnej i działał pod presją?

Moja książka o życiu rotmistrza Witolda Pileckiego nosi tytuł „Ochotnik”. Opisuję w niej, że dla Pileckiego była to naprawdę trudna decyzja. Musiał bowiem brać pod uwagę bezpieczeństwo swojej rodziny oraz obowiązek, jaki czuł wobec swojego kraju. Czasem, gdy ludzie widzą tytuł mojej książki, myślą o Pileckim jako osobie, która podnosi rękę w tłumie i mówi „wybierz mnie”. To wcale tak nie było. W rzeczywistości jego decyzja o wyjeździe do Auschwitz wynikała z konfliktu w organizacji podziemnej między nim a jej dowódcą majorem Janem Włodarkiewiczem. Włodarkiewicz był nacjonalistą, który wierzył – co przedstawił w manifeście przygotowanym dla organizacji – że Polska powinna być po prostu „tylko dla Polaków”. Prawica definiowała Polskę według pochodzenia etnicznego i religijnego.

Pilecki pochodził z konserwatywnego środowiska wojskowego i był gorliwym katolikiem. Jednocześnie uważał, że podziemie musi być otwarte, jeśli chce pokonać nazizm. Dlatego sprzeciwił się Włodarkiewiczowi i zwrócił się bezpośrednio do kierownictwa organizacji, które w dużej mierze się z nim zgadzało. Stefan Rowecki wezwał Włodarkiewicza, a ten zgodził się wycofać ze swojej opinii. Podczas tego spotkania Rowecki mówił o wyzwaniach, z jakimi mierzy się w rozmowach z aliantami, w budowaniu świadomości nazistowskich zbrodni w Polsce, wspomniał też o utworzeniu nowego obozu w Oświęcimiu.

To wtedy Włodarkiewicz zasugerował, że Pilecki byłby idealnym kandydatem do podjęcia misji mającej na celu odkrycie, co dzieje się w tym obozie. Można więc powiedzieć, że „został on zgłoszony na ochotnika”. Gdy Rowecki przedstawił tę propozycję Pileckiemu, jasno dał mu do zrozumienia, że ze względu na niebezpieczeństwo misji nie może mu rozkazać pójścia do obozu. Był to zatem jego wybór.

Czytaj więcej

Raport z piekła. Misja Witolda Pileckiego

Wstrząsający raport Pileckiego z Auschwitz

Jakie zadania miał wykonać podczas swojej misji?

Pilecki otrzymał proste, ale niemal niemożliwe zadanie – raportowania podziemiu o tym, co dzieje się w obozie. Prawdopodobnie miał pomysł, jak przemycać takie raporty z obozu i zorganizował kontakt ze swoją szwagierką Eleonorą Ostrowską, z której mieszkania na Żoliborzu został aresztowany 19 września.

To, co Pilecki odkrył po przybyciu do obozu, było – jak sam to ujął – czymś, co nie było z tego świata. Pilecki opisywał, jak wokół niego strzelano do mężczyzn, innych bito na śmierć. Gdy byli już w obozie, rozbierano ich i golono, a zamiast nazwisk otrzymywali numery. To był pierwszy krok SS do złamania więźniów. Pilecki szybko zdał sobie sprawę, że jego pierwszą misją w obozie będzie po prostu przetrwanie i zrobienie wszystkiego, by pomóc innym przeżyć.

Kiedy myślimy o oporze w Auschwitz, przychodzą nam na myśl wielkie heroiczne czyny, takie jak ucieczka Pileckiego z obozu, ale było też wiele drobnych aktów dobroci – dzielenie się jedzeniem, pomaganie słabym – takie gesty w tych pierwszych dniach były równie ważne. One udowodniły Pileckemu i jego pierwszym współpracownikom, że można nie tylko przetrwać w Auschwitz, ale też stawić opór. Dopiero miesiąc po pobycie w obozie Pilecki zdołał przekazać wiadomość do Warszawy za pośrednictwem uwolnionego więźnia o nazwisku Aleksander Wielopolski. Później, gdy podziemie rosło w siłę, zaczął rozważać nawet powstanie.

Jak jego raporty zostały przyjęte przez kierownictwo Związku Walki Zbrojnej? Czy panowało niedowierzanie co do rzeczywistej sytuacji więźniów, co opisał Pilecki?

W pierwszym raporcie, który Pilecki przesłał przez Wielopolskiego, opisywał to, co działo się w obozie jesienią 1940 r. Trzeba pamiętać, że Auschwitz początkowo był obozem koncentracyjnym dla polskich obywateli. „Ostateczne rozwiązanie” nie było jeszcze zaplanowane przez przywódców nazistowskich, a celem Auschwitz było głównie złamanie polskiego ruchu oporu i takich ludzi jak Pilecki. To, o czym rotmistrz informował, było przyjmowane bardzo poważnie przez polskie podziemie, do tego stopnia, że zorganizowali operację przemycenia raportu przez kuriera z Warszawy przez okupowaną Europę do Londynu.

Jednym z najbardziej fascynujących efektów moich badań było odkrycie, jak ta wiadomość została przekazana i co zawierał raport. Moja partnerka badawcza Marta odnalazła go w małym londyńskim archiwum. Pamiętam, jak czytała mi tę wiadomość przez telefon. Byłam zszokowana, słysząc, jak Pilecki wzywał wówczas aliantów do zbombardowania i zniszczenia obozu, nawet jeśli oznaczałoby to zabicie jego i innych więźniów, bo to, co działo się w Auschwitz, było już tak straszne, że trzeba było to powstrzymać za wszelką cenę. Do dzisiaj zastanawiamy się, co by się stało, gdyby alianci podjęli takie działania w 1940 r., gdy tylko kilka tysięcy więźniów mogłoby stracić życie, z ponad miliona, którzy w kolejnym okresie zostali zgładzeni w Auschwitz.

Czytaj więcej

Klucz do tajemnicy Pileckiego

Marcie i mnie udało się namierzyć także inne raporty, które Pilecki przemycił z obozu. Opisał w nich m.in. eutanazję chorych więźniów i pierwsze eksperymenty gazowe w 1941 r.. Pierwsze informacje o mordowaniu żydowskich rodzin pojawiły się rok później. Wszystkie te doniesienia zostały przekazane do Warszawy, a następnie do polskiego rządu na uchodźstwie w Londynie.

Niewielkie bombardowanie, które mogło zmienić losy milionów

Czy antysemityzm, który przed wojną występował w polskiej polityce, mógł odgrywać jakąś rolę w przyjmowaniu informacji o sytuacji, którą Pilecki zastał w obozie?

Nie ma żadnych dowodów na antysemityzm w relacjach Pileckiego z podziemiem. Wręcz przeciwnie – wielokrotnie podejmowano ogromne ryzyko, by przekazywać aliantom informacje o eksterminacji Żydów przez Niemców w Polsce. Oczywiście, w polskim podziemiu były antysemickie elementy, ale faktem jest to, że podziemie miało rozległą wiedzę o cierpieniu Żydów. Prawdziwym problemem było to, że przywódcy alianccy nie zwracali na to uwagi i nie podejmowali działań. Niektórzy pewnie odpowiedzieliby dzisiaj, co mogli zrobić. Ale trzeba być świadomym, że w pierwszych latach wojny nie było szans na uwolnienie więźniów z Auschwitz oraz na zmianę niemieckiej polityki wobec Żydów.

Wczesne raporty Pileckiego wysyłane „poza druty” zawierały apele do aliantów o zbombardowanie obozu, mimo potencjalnych kosztów życia więźniów. Jakie były ograniczenia realizacji takiej operacji?

Warto zastanawiać się, jaki wpływ miałoby nawet niewielkie bombardowanie obozu na początku 1941 r., ale trzeba pamiętać, że był to czas, gdy siły brytyjskie były bardzo rozciągnięte na wielu frontach. Niemcy przeprowadzali na wschodzie blitzkrieg, czyli wojnę błyskawiczną. Ataków na Niemcy było wtedy bardzo niewiele.

Co mogło skłonić aliantów do niepodjęcia takich działań?

Pierwszy raport Pileckiego został rozpatrzony na najwyższym szczeblu rządu brytyjskiego – i to przez Charlesa Portala, szefa Dowództwa Bombowego RAF. Portal omówił to ze swoim podwładnym i zdecydował, że choć możliwe byłoby przelecieć bombowcem do Auschwitz, to nie byłoby możliwe przetransportowanie dużej ilości materiałów wybuchowych na taką odległość, więc, jak to ujął, oddziaływanie byłoby „jedynie polityczne”. To prawda – ale właśnie o to też chodziło, bowiem bombardowania obozu w 1940 lub 1941 r. stałyby się ostrzeżeniem dla nazistowskiego kierownictwa, że alianci są gotowi podjąć działania w odpowiedzi na ich okrucieństwa. Być może takie bombardowanie stworzyłoby impuls do kolejnych ataków? Kierownictwo nazistowskie czasami okazywało się wyjątkowo wrażliwe na zewnętrzne opinie. Oczywiście nie wiemy, czy to mogłoby ich skłonić do zmiany polityki wobec Żydów w Europie, ale dzisiaj wiemy, jakie były konsekwencje braku działania ze strony aliantów.

Jaki jest długofalowy efekt działań Pileckiego? Dlaczego wciąż warto dziś o nim mówić? Będzie pan przecież promować tą historię w Nowym Jorku. Stoi pan na czele nowojorskiego oddziału Instytutu Pileckiego.

Jednym z powodów, dla których historia Pileckiego była dla mnie fascynująca, było poczucie niesprawiedliwości. Wynika to z tego, że Pilecki i jego ludzie ryzykowali życiem, aby się podzielić informacjami, ale zostały one zignorowane przez aliantów. Po wojnie Pilecki został aresztowany przez władze komunistyczne i stracony, a wszelkie ślady jego misji zostały wymazane lub ukryte.

Niedawno dołączyłem do Instytutu Pileckiego w Nowym Jorku jako pełniący obowiązki dyrektora, aby móc dzielić się z amerykańską publicznością historią Pileckiego oraz innych odważnych polskich mężczyzn i kobiet. Misją instytutu jest zachowanie i promowanie historii tych, którzy żyli pod rządami nazistowskimi i radzieckimi oraz przeciwstawiali się tym systemom w Polsce oraz w Europie Środkowej i Wschodniej. Naszym celem jest przedstawienie tego dorobku amerykańskiej publiczności poprzez wystawy – w tym pierwszą wystawę o Pileckim w Ameryce Północnej, edukację, badania i programy publiczne.

Historia Pileckiego nigdy nie wydawała się tak ważna, ponieważ idea wolontariatu zawiera w sobie konieczność dokonania wyboru. Pilecki nieustannie dokonywał wyborów i angażował się w opisywanie okropności Auschwitz. Myślę, że w pewnym stopniu jego historia może nas dzisiaj zainspirować do zaangażowania się w problemy nas otaczające. Witold Pilecki przypomina nam, że nawet w najciemniejszych chwilach historii ludzkości można kierować się moralnym kompasem.

biogram

Jack Fairweather

Brytyjski dziennikarz m.in. korespondent wojenny w Iraku i Afganistanie. Pisarz, autor biografii Witolda Pileckiego „Ochotnik. Prawdziwa historia tajnej misji Witolda Pileckiego”. W 2019 roku otrzymał za nią nagrodę Costa Book Award - jedną z najbardziej prestiżowych brytyjskich nagród literackich. Zasiadał on w Komitecie Doradczym Muzeum Dziedzictwa Żydowskiego w Nowym Jorku. Przez ostatnie dziesięć lat zajmował się edukacją o Holokauście i opracowywaniem programów nauczania. W czerwcu 2026 r. objął stanowisko tymczasowego prezesa spółki Pilecki Institut w Nowym Jorku.