„Paszporty życia”. Dyplomatyczna szansa na przetrwanie Holokaustu

„Jeden z członków grupy Ładosia, żydowski adwokat, działacz syjonistyczny i poseł na sejm II RP Abraham Silberschein twierdził, że paszporty państw Ameryki Południowej i Środkowej dostarczono co najmniej 10 tysiącom Żydów. Instytut Pileckiego oszacował, że spośród nich Holokaust przeżyło blisko 3 tysiące” – mówi profesor Roger Moorhouse, brytyjski historyk i autor książki „Paszporty życia”.

Publikacja: 18.04.2024 21:00

Roger Moorhouse

Roger Moorhouse

Foto: Zofia Brzezińska

W swojej najnowszej publikacji „Paszporty życia” przybliża pan zdumiewającą historię polskich dyplomatów należących do tzw. grupy Ładosia (lub grupy berneńskiej), która działając w Szwajcarii w latach II wojny światowej, prowadziła szeroko zakrojoną akcję polegającą na produkcji nielegalnych paszportów państw Ameryki Południowej i Środkowej. Te dokumenty były następnie dostarczane Żydom próbującym wydostać się z zawładniętej przez nazistów Europy. Dlaczego, chociaż historia Holokaustu jest tak powszechnie znana, o bohaterskiej postawie polskich dyplomatów słyszymy (niemal) po raz pierwszy?

Ten chwalebny epizod jest rzeczywiście dosyć mało znany, a ja dostrzegam co najmniej dwa powody, które do tego stanu rzeczy doprowadziły. Przede wszystkim trzeba wiedzieć, że niestety nie wszyscy Żydzi, którzy otrzymali nielegalne paszporty, przeżyli. Należy podkreślić, że dokument ten stanowił jedynie szansę na uratowanie życia, ale niestety nie gwarancję. Dysponujące nimi osoby były umieszczane przez Niemców w obozach internowania lub w obozach koncentracyjnych, najczęściej w obozie Bergen-Belsen. Znajdowali się więc w lepszym położeniu niż ich rodacy, których po przetransportowaniu do obozów zagłady po prostu natychmiast mordowano w komorach gazowych.

Czytaj więcej

Bogaci Żydzi do wymiany

Nadal jednak narażeni byli na brutalność ze strony strażników, skrajnie trudne warunki sanitarne, głodowe racje żywnościowe, szalejące epidemie i choroby. Dlatego nie wszyscy przeżyli to internowanie i – co się z tym faktem wiąże – nie mogli później zaświadczyć o ludziach, którzy tę szansę na przeżycie im podarowali. Zresztą ci Żydzi, którym na fałszywych paszportach udało się jednak przetrwać Szoah, często sami nie znali źródła, z którego dotarły do nich te papiery. Nielegalne „paszporty życia” dostarczano im w różny sposób, dołączano je np. do listów lub przesyłek pocztowych. W tę szlachetną akcję zaangażowana była polska poczta.

W rozprowadzaniu materiałów pomagały również różne frakcje ruchu oporu oraz grupy syjonistyczne. Cała akcja była naprawdę niezwykle misternie skonstruowana, odbywała się w różnych krajach – paszporty wszak dostarczano nie tylko polskim Żydom – i oczywiście uczestniczyło w niej bardzo wielu ludzi. To sprawiało, że udział grupy Ładosia, chociaż tak naprawdę kluczowy dla sprawy, nie był widoczny na pierwszy rzut oka.

Szwajcaria stała się prawdziwą wyspą na morzu totalitaryzmu, mając wokół siebie Włochy Mussoliniego, III Rzeszę i okupowaną Francję. Czy możemy się jej dziwić, że bała się prowokować Niemców?

Polscy dyplomaci, którym nieoficjalnie przewodził urzędnik konsularny Aleksander Ładoś, pracowali w nieformalnych strukturach. Nadal jednak obszarem ich działań pozostawała strefa neutralnego państwa, z którego zasadami musieli się liczyć. Jak władze Szwajcarii ustosunkowały się do polskiej misji? Wspierały ją czy też – nie chcąc zadrażniać relacji z Rzeszą – trzymały się raczej na uboczu? A może Polacy musieli ukrywać przed nią swoje działania?

Niestety, Szwajcaria odegrała w tej historii niechlubną rolę. Nie tylko nie wspierała polskich manewrów na tym polu, ale wręcz je zwalczała. Dziś oceniamy taką postawę dosyć jednoznacznie, ale spróbujmy wczuć się w położenie Szwajcarii podczas wojny. Mocno i na każdym kroku akcentowała wówczas swoją neutralność, ale jak dobrze wiemy, na poszanowanie prawa międzynarodowego przez Hitlera raczej nie warto było liczyć. W związku ze swoją deklarowaną neutralnością Szwajcaria nie posiadała wojsk, którymi mogłaby próbować odeprzeć ewentualny atak. Ponadto niemal wszystkie jej państwa sąsiednie w pewnym momencie znajdowały się już pod butem nazistów lub faszystów, a Szwajcaria stała się prawdziwą wyspą na morzu totalitaryzmu, mając wokół siebie Włochy Mussoliniego, III Rzeszę i okupowaną Francję. Czy możemy się jej dziwić, że w tej sytuacji zwyczajnie bała się prowokować Niemców? Tym bardziej że w pewnym momencie natrafili oni na ślad grupy Ładosia.

Czytaj więcej

Karol Nawrocki, prezes IPN: Słów ambasadora Izraela o Polakach ratujących Żydów nic nie usprawiedliwia

Duża liczba Żydów w środku Europy, która ni stąd, ni zowąd zaczyna się nagle legitymować paszportami Ameryki Południowej czy też Środkowej, musiała im się prędzej czy później wydać podejrzana. W 1942 r. przysłali więc do Szwajcarii dwóch swoich agentów, których zadaniem była dekonspiracja Ładosia i jego współpracowników. Początkowo Niemcy próbowali na tym coś ugrać również dla siebie. Wpadli na pomysł, aby tych Żydów będących teoretycznie obywatelami obcych państw starać się wymienić na swoich obywateli, którzy utknęli za granicą. Pomimo osiągnięcia tej niewątpliwej korzyści nie ustawali jednak w naciskach na Szwajcarię, domagając się od niej ukrócenia działalności fałszerzy.

Grupa Ładosia uczestniczyła także w szmuglowaniu do okupowanych państw leków i szczepionek.

Problemem były także wcale nierzadkie w społeczeństwie szwajcarskim sympatie pronazistowskie oraz nastroje antysemickie. Swojej fascynacji hitleryzmem nie krył chociażby Heinrich Rothmund, prawnik i szef berneńskiej policji, który z największą zaciętością prześladował grupę Ładosia. Regularnie wzywał jej członków na przesłuchania i straszył aresztem. Myślę, że najchętniej widziałby on tych dzielnych ludzi za kratkami, ale na szczęście nie zdołał do tego doprowadzić. Dla niego działalność Polaków była wyrazem zwykłego łamania prawa, znamieniem przestępstwa. Nie interesował go fakt, że w ten sposób chronione jest życie ludzkie.

Czytaj więcej

Rodzina Ulmów błogosławiona. To pierwsza taka beatyfikacja w historii

Prawdę mówiąc, w tej historii mocno „nie popisali się” także przywódcy państw latynoamerykańskich, którzy często odmawiali uznawania tych paszportów. Stany Zjednoczone również mogły wywierać nacisk i nakłaniać te kraje do zmiany stanowiska, ale tego nie robiły. Te wszystkie fakty pokazują, w jak bardzo trudnym, nieprzyjaznym i pozbawionym realnych sojuszników otoczeniu operowała grupa Ładosia.

Czy wiemy, jak wielu Żydom udało się w ten sposób pomóc?

Jeden z członków grupy Ładosia, żydowski adwokat, działacz syjonistyczny i poseł na sejm II Rzeczypospolitej Abraham Silberschein twierdził, że paszporty dostarczono co najmniej 10 tysiącom Żydów. Wśród tych „wybrańców” znaleźli się w przeważającej mierze obywatele polscy, ok. 70 proc. Dlaczego? Pamiętajmy: polscy politycy kierowali się zasadą, że jako przedstawiciele Rzeczypospolitej są w pierwszej kolejności zobowiązani nieść pomoc własnym obywatelom. Miejmy też na uwadze, że położenie Żydów w okupowanej Polsce było szczególnie rozpaczliwe, gdyż tylko tam – i ewentualnie jeszcze na zdobytych przez Niemców terenach wschodnich – za pomoc Żydom groziła bezwarunkowa kara śmierci. W Europie Zachodniej nie stosowano aż tak drakońskich kar. Instytut Pileckiego oszacował, że z tych 10 tysięcy posiadaczy paszportów Holokaust przeżyło blisko 3 tysiące ludzi. W samym wyzwolonym obozie Bergen-Belsen odnaleziono ponad tysiąc więźniów z tymi paszportami.

Polacy pomagali także rozpowszechniać informacje o niemieckim bestialstwie i zbrodniach popełnianych przez hitlerowców na obywatelach okupowanych państw.

Czy istnieje szansa, że członkowie grupy Ładosia zostaną odznaczeni przez Instytut Jad Waszem tytułami Sprawiedliwych wśród Narodów Świata? Trudno kwestionować, że na ten honor zasłużyli…

To prawda. Niestety jednak nie ma szansy na to, że ten zaszczytny tytuł otrzymają wszyscy z nich. Według zasad instytutu prawo do noszenia tego tytułu mają tylko osoby, które nie są Żydami. A ta reguła już na wstępie dyskwalifikuje trzech członków grupy: Abrahama Silberscheina, Chaima Eissa oraz Juliusza Kühla. Nie traćmy jednak nadziei, że tego wyróżnienia doczekają się pozostali, a więc oczywiście Aleksander Ładoś oraz działający pod jego kierownictwem Konstanty Rokicki i Stefan Ryniewicz.

Czytaj więcej

Ładosiów ratujących Żydów było więcej

W 2019 r. instytut poinformował o decyzji nadania tytułu konsulowi Rokickiemu, ale uzasadnienie tej decyzji, jako obarczone licznymi błędami merytorycznymi, spotkało się z krytyką ze strony rodziny Rokickiego oraz trzydziestoosobowej grupy ocalonych Żydów. W uzasadnieniu wskazano bowiem Rokickiego jako przywódcę całej grupy berneńskiej, co jest oczywiście niezgodne ze stanem faktycznym, gdyż oficjalnie grupa pozbawiona była struktur formalnych, a w praktyce funkcję lidera sprawował Aleksander Ładoś. Zażądano więc od instytutu sprostowania tych mylących informacji, ale nadejście pandemii wstrzymało bieg całej sprawy.

Nielegalne „paszporty życia” dostarczano Żydom w różny sposób, dołączano je do listów lub przesyłek pocztowych.

Z mojego punktu widzenia nic nie stoi na przeszkodzie, aby do tego tematu teraz powrócić i oddać tym ludziom sprawiedliwość. Proces przyznawania tytułu jest czasochłonny, wymaga zweryfikowania wielu faktów, ale im prędzej się zacznie, tym szybciej doczekamy się jego pomyślnego zakończenia. Pamiętajmy, że chociaż najważniejszą osią działań grupy Ładosia była produkcja i dystrybucja nielegalnych paszportów, to aktywność grupy nie ograniczała się wyłącznie do tego. Uczestniczyła ona także w procesie szmuglowania do okupowanych państw leków i szczepionek (również tych przeciwko tyfusowi), które następnie trafiały do gett i ratowały życie dziesiątkowanym przez panoszące się choroby ludziom.

Czytaj więcej

Jak sabotowano próby ratowania Żydów

Polacy pomagali także rozpowszechniać informacje o niemieckim bestialstwie i zbrodniach popełnianych przez hitlerowców na obywatelach okupowanych państw. Tragiczny fakt, że tym wiadomościom nie dano wiary i adekwatnie nie zareagowano, nie może zniweczyć doniosłości tej misji. Dlatego jestem głęboko przekonany, że trudno jest bardziej zasłużyć na tytuł Sprawiedliwego wśród Narodów Świata, niż uczynili to Aleksander Ładoś i jego współpracownicy.

W swojej najnowszej publikacji „Paszporty życia” przybliża pan zdumiewającą historię polskich dyplomatów należących do tzw. grupy Ładosia (lub grupy berneńskiej), która działając w Szwajcarii w latach II wojny światowej, prowadziła szeroko zakrojoną akcję polegającą na produkcji nielegalnych paszportów państw Ameryki Południowej i Środkowej. Te dokumenty były następnie dostarczane Żydom próbującym wydostać się z zawładniętej przez nazistów Europy. Dlaczego, chociaż historia Holokaustu jest tak powszechnie znana, o bohaterskiej postawie polskich dyplomatów słyszymy (niemal) po raz pierwszy?

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Historia
Oskarżony prokurator stanu wojennego
Historia
Klub Polaczków. Schalke 04 ma 120 lat
Historia
Kiedy Bułgaria wyjaśni, co się stało na pokładzie samolotu w 1978 r.
Historia
Pomogliśmy im odejść z honorem. Powstanie w getcie warszawskim
Historia
Jan Karski: nietypowy polski bohater
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie. Jak zbudować efektywny HR i skutecznie zarządzać kapitałem ludzkim?