Białe plamy w życiorysie Edwarda Gierka

Czy przyszły przywódca PRL współpracował z policją II RP? I dlaczego swoim bliskim współpracownikiem uczynił sanacyjnego posła?

Publikacja: 11.05.2023 21:00

Edward Gierek i Jerzy Ziętek – przewodniczący Wojewódzkiej Rady Narodowej w Katowicach, 2 listopada

Edward Gierek i Jerzy Ziętek – przewodniczący Wojewódzkiej Rady Narodowej w Katowicach, 2 listopada 1971 r.

Foto: PAP/Ireneusz Radkiewicz

Komunistów do 1. Pułku Artylerii Motorowej nie przyjmowano. Nie przyjmowano nawet przedstawicieli mniejszości narodowych. Ta posługująca się symbolem swastyki jednostka, dziedzicząca tradycję „baterii śmierci” spod Dytiatynia, była w pierwszej połowie lat 30. XX w. jedyną w pełni zmotoryzowaną jednostką Wojska Polskiego. Każdy kierowany tam rekrut był więc dokładnie prześwietlany. Również Edward Gierek. Wywiad II RP musiał zdawać sobie sprawę z tego, że Gierek, pracując jako górnik we Francji, wstąpił w 1931 r. do polskiej sekcji miejscowej partii komunistycznej. Za organizację strajku w kopalni został deportowany. W Polsce miał problem ze znalezieniem pracy i żył ze skromnego zasiłku. „Szczęśliwie nie miałem jeszcze wtedy rodziny, ale gdyby nie pobór wojskowy, któremu podlegałem, musiałbym z czasem żyć z wyprzedaży zdobytego we Francji dobytku” – wspominał wiele lat później Gierek w „Przerwanej dekadzie”, wywiadzie rzece przeprowadzonym przez Janusza Rolickiego.

Służba w Wojsku Polskim II RP była dla niego wybawieniem. Nauczył się tam m.in. prowadzić samochody i grać na akordeonie. Poznał też Józefa Szczyrbę, który już w PRL został jego długoletnim kierowcą i ochroniarzem. „Byłem kierowcą, ale żadnej belki na pagonach nie dochrapałem się. Żalu nie mam – tu się zaśmiał – bo przecież mieli w papierach, co robiłem w Komunistycznej Partii Francji” – opowiadał Gierek swojemu sekretarzowi Kazimierzowi Zarzyckiemu.

Czytaj więcej

Gomułka, Gierek, Kania – wszyscy polegli na mięsie

„Niebezpieczny wywrotowiec” nie trafił więc w II RP do Berezy ani do więzienia na Świętym Krzyżu. Przyjęto go za to do najnowocześniejszej jednostki WP. Gierek sam przyznał w „Przerwanej dekadzie”, że bardzo mu pomogła wówczas rekomendacja… policji. „Zresztą sądzę, że staraniem policji wpisano mnie na listę poboru jesiennego” – wspominał I sekretarz. Musiał się tylko wcześniej co tydzień meldować na posterunku, co sam uznał za nieszkodliwą szykanę. Nie wyjaśnił jednak, dlaczego sanacyjna policja, mocno zaangażowana w ściganie komunistów, akurat jemu wystawiła pozytywną rekomendację. Czy wyświadczył jej jakieś przysługi?

Witte Brigade

Po służbie wojskowej i ślubie Gierek wyjechał na kontrakt do Belgii. Wyjazd ten załatwił sobie po rozmowie z dyrektorem tamtejszej kopalni, w której później pracował. W 1938 r. nawiązał tam kontakty z lokalną partią komunistyczną i brał udział w powołaniu jej polskiej grupy. Wówczas doszło jednak do wydarzeń, które u wielu ludzi mocno podważały wiarę w komunizm. „Wydarzeniem, które nas właściwie sparaliżowało, było rozwiązanie KPP. Kazano nam wierzyć, że polscy komuniści byli prowokatorami i sługusami imperialistów. Choć w polskiej partii, jak panu mówiłem, nie działałem, to jednak, podobnie jak koledzy byłem oburzony tymi wyjaśnieniami. Nie chcieliśmy wierzyć w prawdziwość tak absurdalnych zarzutów. Wydarzenie to zrobiło z nas bardziej klub dyskusyjny niż aktywnie działającą grupę. Potem przyszły fakty, które przesłoniły wszystko. A więc wrzesień 1939 roku, a później 17 września. Dla nas to był szok i tragedia. Ta druga data, zwłaszcza w kontekście późniejszego najazdu Niemiec – sojuszników Stalina – na Belgię i Francję, sparaliżowała również komunistów belgijskich” – mówił Gierek.

Czytaj więcej

Epoka pierwszych sekretarzy

W czasach PRL często pisano, że Gierek był w czasie wojny bojownikiem komunistycznego ruchu oporu w Belgii. Miał on z nim rzeczywiście kontakty, ale mocniej był związany z katolicką organizacją Witte Brigade. Ta grupa uchroniła w 1944 r. przed zniszczeniem port w Antwerpii oraz mocno współpracowała z alianckimi służbami wywiadowczymi i 1. Dywizją Pancerną generała Maczka. „W moich ustach może zabrzmi to zaskakująco, ale zapewniam pana, że na Zachodzie Polacy, w każdym razie zdecydowana ich większość, orientowali się na Londyn i rząd generała Sikorskiego. Z nim wiązaliśmy wszelkie nadzieje na lepszą pomyślność Polski. Sytuacja zaczęła się zmieniać na przełomie 1944 i 45 roku, a po Jałcie tylko ludzie pozbawieni realizmu politycznego mogli wierzyć, że rząd londyński zainstaluje się po wojnie w Warszawie” – opowiadał Gierek.

Pod koniec wojny był przewodniczącym Rady Narodowej Polaków w Belgii oraz Związku Patriotów Polskich (lokalnej organizacji, niefortunnie noszącej taką samą nazwę jak ZPP Wandy Wasilewskiej). Od 1946 r. działał również w komunistycznej Polskiej Partii Robotniczej. Zauważył go tam Ostap Dłuski, członek władz PPR, który postanowił go ściągnąć do Polski i mianować szefem organizacji partyjnej we Francji. Sprawa rozbiła się jednak o opór francuskich władz i Gierek w 1948 r. został w Polsce. Czekała go droga kariery partyjnego biurokraty. Wyróżniał się wówczas na tle innych partyjniaków – nie przybył do kraju wraz z sowieckimi czołgami, nie miał też partyzanckiej czy kryminalnej przeszłości. Był człowiekiem w dużym stopniu ukształtowanym przez doświadczenia demokratycznego Zachodu.

Czytaj więcej

Sypiając z wrogiem

Gierka z Belgii znał Wincenty Pstrowski, górnik, który został jako pierwszy uznany za „przodownika pracy”. Rozpowiadał, że z Gierka był „żaden robociarz, tylko burżuj”. Według niego przyszły I sekretarz nie pracował wcale pod ziemią, tylko prowadził w Belgii przykopalniany sklepik. Skąd jednak biedny emigrant Gierek miałby pieniądze na założenie takiego sklepu? Pstrowski tego już nie wyjaśnił, bo w kwietniu 1948 r. zmarł na zakażenie krwi po zabiegu dentystycznym.

Od POW do PZPR

W 1951 r. kariera Gierka gwałtownie przyspiesza. Wykazuje się przy okazji strajku w kopalni Kazimierz-Juliusz. W tym zakładzie pracował przez wiele lat jego ojciec. Gierek uspokaja strajkujących górników, przywołując rodzinne historie, przedstawiając się jako swojak i mówiąc, że sam kiedyś organizował strajki i „dostawał za to w dupę”. Awansuje po tym na sekretarza Komitetu Wojewódzkiego PZPR ds. administracyjnych, a w 1952 r. – na sekretarza ds. ekonomicznych. W 1954 r. zostaje ściągnięty do KC PZPR, gdzie odpowiada za przemysł ciężki (czyli również zbrojeniówkę), a w 1956 r. jest członkiem komisji badającej okoliczności robotniczego buntu w Poznaniu. Został więc obdarzony zaufaniem także przez Moskwę. W 1957 r. wraca do Katowic jako I sekretarz miejscowego KW PZPR. W kolejnych latach tworzy tam swoje udzielne księstwo, nazywane czasem „Katangą”, czyli tak jak górnicza prowincja, która oderwała się od Konga.

Po powrocie do Katowic Gierek wzywa do siebie Franciszka Szlachcica, komendanta wojewódzkiego Milicji Obywatelskiej, i nakazuje mu dostarczyć teczki z materiałami na Jerzego Ziętka, zastępcę przewodniczącego Wojewódzkiej Rady Narodowej w Katowicach. Teczki te zostają spalone przy świadkach. Dlaczego Gierkowi tak mocno wówczas zależało na zatarciu przeszłości Ziętka? Bo już sama obecność Ziętka w komunistycznych strukturach władzy była gigantyczną anomalią.

Jerzy Ziętek zaczynał swoją karierę jako członek Polskiej Organizacji Wojskowej Górnego Śląska. Brał udział jako łącznik w III powstaniu śląskim. Od 1925 r. pracował w polskiej administracji państwowej i samorządowej. W latach 1931–1935 był nawet posłem piłsudczykowskiego Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem. Można go więc zaliczyć do sanacyjnych elit. W 1939 r., wraz z innymi śląskimi urzędnikami, ewakuowano go do Lwowa. Tam za okupacji sowieckiej pracował jako portier. W 1940 r. został wywieziony do łagru, skąd zwolniono go na mocy amnestii na jesieni 1941 r. Trafił do fabryki pod Groznym. W 1943 r. wstąpił do berlingowskiego wojska. Tam ktoś się poznał na talentach owego przedwojennego posła i zrobił go… politrukiem oraz zastępcą dowódcy 3. Dywizji Piechoty im. Romualda Traugutta. W lutym 1945 r., mając już stopień podpułkownika, został pierwszym powojennym wojewodą śląskim. Dopiero wówczas wstąpił do PPR. Już w marcu przesunięto go na stanowisko wicewojewody, które zajmował do 1950 r. Na tym stanowisku potrafił się postawić towarzyszom z Moskwy. Powołał m.in. komisję, która sporządziła listę górników wywiezionych do ZSRR. Twardo domagał się ich powrotu. Kilka lat później wyrzucono go z PZPR. Zarzucano mu wówczas sanacyjną przeszłość oraz opieranie kadr administracji wojewódzkiej na dawnych powstańcach śląskich. Oczywiście był inwigilowany przez bezpiekę, ale z jakiegoś powodu nie został nawet zwolniony z administracji wojewódzkiej. Nie zmuszono go też do złożenia mandatu w Sejmie Ustawodawczym (1947–1952).

Gierek czyni Ziętka w Katowicach swoją prawą ręką. Ów dawny peowiak i sanacyjny poseł jest w latach 1964–1973 przewodniczącym Wojewódzkiej Rady Narodowej, a w latach 1973–1975 wojewodą katowickim. Zarządza województwem w gospodarskim stylu, bardzo przypominającym działania sanacyjnego wojewody Michała Grażyńskiego. Jego dziełami są m.in.: Uniwersytet Śląski, katowicki Spodek, sanatorium w Ustroniu czy Wojewódzki Park Kultury i Wypoczynku. O ile jeszcze na początku lat 60. śląskie miasta miały „dziewiętnastowieczne budownictwo mieszkaniowe, dziewiętnastowieczne rozwiązania komunikacyjne, sklepy wyglądem plastycznym przypominające czasy Bismarcka i do tego ciemne ulice”, o tyle zespół ds. reurbanizacji Śląska pracujący przy Ziętku dokonał prawdziwego skoku modernizacyjnego na Śląsku. Pieniądze na to załatwił Gierek. Naginając przepisy, sięgnął do środków zgromadzonych przez kopalnie i inne zakłady.

Sukcesy odnoszone przez ekipę Gierka na Śląsku czyniły go jednym z naturalnych kandydatów do objęcia władzy po Gomułce. Gdy po masakrze Grudnia ’70 Moskwa zawetowała przejęcie władzy przez Mieczysława Moczara, Edward Gierek został namaszczony na nowego I sekretarza KC PZPR. Nowy szef partii złożył wizytę na Kremlu 5 stycznia 1971 r. Usłyszał tam, że PRL ma zacieśnić relacje gospodarcze z krajami bloku sowieckiego, zmierzać do upaństwowienia rolnictwa i zaostrzyć walkę z Kościołem. Można Gierka potępiać za wiele aspektów jego polityki, ale nie powinno być żadnych wątpliwości, że się z tych sowieckich rozkazów nie wywiązał.

W cieniu Wielkiego Brata

Witold Szirin Michałowski, pisarz, podróżnik i specjalista od budowy rurociągów, opowiadał mi o gniewnej reakcji ambasady sowieckiej na jego artykuł z „Przeglądu Technicznego” z 1976 r., w którym zaproponował zbudowanie w Polsce gazoportu. Sowiecki dyplomata zadzwonił bezpośrednio w tej sprawie do Gierka. Pierwszy sekretarz cierpliwie wysłuchał jego połajanek i zapewnił go, że załatwi sprawę. Gierek zrobił to jednak po swojemu. Osobiście podziękował Michałowskiemu za pomysł zbudowania terminalu LNG i „ukarał” go, wysyłając na bardzo lukratywny finansowo kontrakt do Iranu.

Ekipa Gierka zainteresowana była również technologią gazyfikacji węgla, która mogła zmniejszyć uzależnienie energetyczne Polski od ZSRR. Płk Jan Larecki, ówcześnie oficer Zarządu Wywiadu Naukowo-Technicznego Departamentu I MSW, a obecnie autor książek poświęconych historii wywiadu, opowiedział mi, że jego służba otrzymała wówczas zadanie zdobycia tej technologii na Zachodzie. Została ona oficjalnie kupiona w RFN za 800 mln marek, ale jej wdrożenie zostało zablokowane przez Moskwę. – Rosjanie, myśląc prawdopodobnie kategoriami strategicznymi, uniemożliwili nam skorzystanie z niej. No bo po co Polacy mają mieć tanie paliwa, kiedy ZSRR ma niezmierzone zapasy ropy i gazu, którymi można zalać całe RWPG i stworzyć kolejną nić uzależnienia? Chińczycy zgłosili się jako potencjalni nabywcy tej instalacji, ale Rosjanie również powiedzieli: nie. Okazało się więc, że trzeba podjąć jedyną słuszną wówczas decyzję, czyli pociąć ją na złom. Czy to zostało pocięte wszystko na złom, czy tylko mniej istotne elementy, tego nie wiem. Najważniejsze jest, że instalacja ta nie została uruchomiona – wspominał Larecki.

Udało się za to Gierkowi nieco uniezależnić Polskę od dostaw sowieckiej ropy. Temu służyła budowa Portu Północnego w Gdańsku, Rafinerii Gdańskiej oraz rurociągu naftowego z Gdańska do Płocka. Starano się też zwiększać samodzielność gospodarczą Polski, mocno zwiększając wymianę handlową z Zachodem. „Czy pan myśli, że mogliśmy się chwalić wszem i wobec naszym planem zdobycia większej niezależności dla Polski poprzez program budowy mocnej gospodarki? Ale nie zniechęcało to nas do realizacji wyznaczonych celów. W szczytowym, najbardziej pomyślnym, roku 1975 obroty w handlu zagranicznym z Zachodem po raz pierwszy w historii Polski Ludowej zdecydowanie przekroczyły wolumen handlu z krajami socjalistycznymi i osiągnęły przeszło 55 proc. naszej wymiany handlowej z zagranicą” – mówił Gierek w „Przerwanej dekadzie”.

W pierwszych latach rządów Gierek utrzymywał dobre relacje z sowieckim przywódcą Leonidem Breżniewem. Kremlowski przywódca sadzał go na honorowym miejscu i publicznie okazywał mu zażyłość. Prywatnie zdarzało im się rozmawiać po polsku. Breżniew znał nasz język, bo jego matka była Polką (co ukrywał, bo przecież pół-Polak nie mógłby rządzić Wielkorusami). Gierek kupował jego próżność gestami, takimi jak nadanie sowieckiemu gensekowi Virtuti Militari. W sprawach istotnych potrafił jednak postawić na swoim. Choćby w kwestii prywatnego rolnictwa. Gierek zniósł system dostaw obowiązkowych, co pozwoliło rolnikom podejmować decyzje gospodarcze oparte na kalkulacjach rynkowych. Wspierał też modernizację rolnictwa prywatnego. „I oto myśmy w połowie dekady oświadczyli zgoła bezczelnie, że zbudowaliśmy już podstawy socjalizmu, mimo że zdecydowana większość społeczeństwa chodziła co niedzielę do kościoła, a blisko 80 procent ziemi było w rękach prywatnych. Nie zdaje pan sobie sprawy, jak byłem ostro na najwyższych spotkaniach indagowany w sprawie zniesienia obowiązkowych dostaw. Był to, zdaniem przywódców tzw. bratnich krajów, krok do tyłu” – wspominał Gierek.

Oczywiście rządy Gierka nie były sielanką. „Nieznani sprawcy” z bezpieki zabili wówczas choćby studenta opozycjonistę Stanisława Pyjasa i ks. Romana Kotlarza (nie wiadomo jednak, czy Gierek miał wpływ na te poczynania, czy też były one efektem polityki Stanisława Kani, nadzorującego bezpiekę z ramienia PZPR, czy też samowoli samej bezpieki). Brutalnie stłumiono protesty w Radomiu, Ursusie i w Płocku. Ogólnie jednak skala represji wobec narodu była dużo mniejsza niż za poprzedników i następców. Za Gierka nie strzelano do robotników, a sowieccy towarzysze dziwili się, czemu małe, działające półjawnie opozycyjne grupy, takie jak KOR czy ROPCiO, nie są zduszane w zarodku.

Gierek wykonywał również gesty wobec dawnej Polski. Nakazał odbudować Zamek Królewski w Warszawie i przywrócił obywatelstwo grupie oficerów Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Za jego rządów oddano do użytku ponad milion nowych mieszkań, zaczęto budować trasy szybkiego ruchu, a na rynek trafiła m.in. coca-cola. Warunki życia Polaków wciąż mocno odbiegały wówczas od tych na Zachodzie, ale nie da się ukryć, że epoka Gierka była czasem największego dobrobytu i stabilności pod rządami komunistów.

Wiele elementów polityki Gierka doceniał prymas Stefan Wyszyński. Chwalił m.in. jego program mieszkaniowy. Gierek starał się zachowywać z nim dobre relacje. Na 75. urodziny wysłał kardynałowi bukiet 75 czerwonych róż. Złagodził też politykę wobec Kościoła, wstrzymując m.in. pobór kleryków do wojska (bezpieka jednak nadal „robiła swoje”, zwalczając Kościół za pomocą agentury i prowokacji). Gdy w 1979 r. Jan Paweł II podczas pielgrzymki do ojczyzny spotkał się z polskimi biskupami, mówił im, że jeśli komunizm w Polsce szybko nie upadnie, to najlepiej będzie, jeśli krajem będą rządzili tacy ludzie jak „pan Gierek”. Tamta pielgrzymka Ojca Świętego była sama w sobie wielkim ewenementem – doszło do niej pomimo zastrzeżeń Sowietów. Gdy papież podczas pamiętnego kazania na warszawskim placu Zwycięstwa (obecnie plac Piłsudskiego) wspomniał o tym, jak Armia Czerwona stała bezczynnie podczas powstania warszawskiego po drugiej stronie Wisły, wściekły Stanisław Kania domagał się przerwania transmisji. Oparł mu się wówczas Maciej Szczepański, szef Radiokomitetu i główny propagandzista Gierka.

Wróg wewnętrzny

Mitem jest to, że Gierka zniszczył kryzys zadłużeniowy. W końcówce lat 70. dług publiczny PRL wynosił mniej niż 10 proc. PKB. Nie było żadnych problemów z jego spłacaniem, a w 1980 r. były już oznaki stabilizacji sytuacji gospodarczej. Do bankructwa i nędzy Polskę doprowadził dopiero Jaruzelski. Ale wcześniej wraz z Kanią rył pod Gierkiem i premierem Piotrem Jaroszewiczem. Gierek nie mógł już wówczas liczyć na wsparcie Breżniewa – coraz bardziej schorowanego i tracącego kontakt z rzeczywistością. Do przejęcia władzy na Kremlu szykowała się już ekipa szefa KGB Jurija Andropowa. A ona zamierzała zainstalować w Warszawie ludzi bardziej pewnych niż Gierek.

Gierek sam jednak też popełnił śmiertelny błąd: był zbyt łagodny wobec zdrajców sabotujących jego politykę. A przecież już w 1976 r. miał sygnały, że są w bezpiece ludzie, którzy działają przeciwko niemu. „Piotr Jaroszewicz, następnego dnia po strajku radomskim, powołał specjalną komisję pod kierownictwem ministra Szozdy, któremu osobiście ufał, i nakazał mu sprawdzić dokładnie, jak przebiegały wydarzenia w Radomiu. Z otrzymanego przez niego raportu wynikało niedwuznacznie, że milicję celowo wprowadzono zbyt późno do akcji. Zdaniem tej komisji, zwlekano z użyciem ZOMO do chwili, aż podpalono KW i grabież sklepów stała się faktem” – mówił Gierek.

Dalszy ciąg tej historii znamy – strajki lipcowe i sierpniowe z 1980 r., odwołanie Gierka ze stanowiska I sekretarza we wrześniu 1980 r., pozbawienie go wszelkich stanowisk, totalne obsmarowanie go w propagandzie, internowanie w stanie wojennym, próby postawienia go przed sądem za rzekome nadużycia finansowe (których nie potrafiono udowodnić) i pozbawienie polskiej emerytury. Komuniści potraktowali go jak wroga wewnętrznego. Pewną popularność Gierek zaczął jednak odzyskiwać w latach 90., głównie wśród ludzi, którzy zostali pokrzywdzeni w czasie transformacji gospodarczej. W 2001 r. na jego pogrzebie w Sosnowcu było 10 tys. ludzi. Nie było wśród nich prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego i ówczesnego szefa SLD Leszka Millera, choć w 2014 r. pofatygowali się na pogrzeb Jaruzelskiego, czyli człowieka, który przerwał „dekadę Gierka” i wepchnął Polskę w dekadę nędzy.

Edward Gierek, I sekretarz KC PZPR w latach 1970–1980

Edward Gierek, I sekretarz KC PZPR w latach 1970–1980

Chris Niedenthal / Forum

Edward Gierek i radziecki przywódca Leonid Breżniew podczas tzw. wizyty przyjaźni. Huta Katowice, 19

Edward Gierek i radziecki przywódca Leonid Breżniew podczas tzw. wizyty przyjaźni. Huta Katowice, 1974 r.

Jan Morek/FORUM

Wincenty Pstrowski (1904–1948), górnik z kopalni Jadwiga w Zabrzu. Jako pierwszy został uznany za „p

Wincenty Pstrowski (1904–1948), górnik z kopalni Jadwiga w Zabrzu. Jako pierwszy został uznany za „przodownika pracy”

PAP/CAF/Witold Rozmysłowicz

Oficjalne spotkanie Edwarda Gierka z Janem Pawłem II podczas I wizyty Polaka papieża w ojczyźnie, cz

Oficjalne spotkanie Edwarda Gierka z Janem Pawłem II podczas I wizyty Polaka papieża w ojczyźnie, czerwiec 1979 r.

PAP/CAF-Cezary Langda

Komunistów do 1. Pułku Artylerii Motorowej nie przyjmowano. Nie przyjmowano nawet przedstawicieli mniejszości narodowych. Ta posługująca się symbolem swastyki jednostka, dziedzicząca tradycję „baterii śmierci” spod Dytiatynia, była w pierwszej połowie lat 30. XX w. jedyną w pełni zmotoryzowaną jednostką Wojska Polskiego. Każdy kierowany tam rekrut był więc dokładnie prześwietlany. Również Edward Gierek. Wywiad II RP musiał zdawać sobie sprawę z tego, że Gierek, pracując jako górnik we Francji, wstąpił w 1931 r. do polskiej sekcji miejscowej partii komunistycznej. Za organizację strajku w kopalni został deportowany. W Polsce miał problem ze znalezieniem pracy i żył ze skromnego zasiłku. „Szczęśliwie nie miałem jeszcze wtedy rodziny, ale gdyby nie pobór wojskowy, któremu podlegałem, musiałbym z czasem żyć z wyprzedaży zdobytego we Francji dobytku” – wspominał wiele lat później Gierek w „Przerwanej dekadzie”, wywiadzie rzece przeprowadzonym przez Janusza Rolickiego.

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Historia
Przez Warszawę przejdzie marsz pamięci
Historia
Prezydentura – zawód najwyższego ryzyka
Historia
Czesław Lasik: zapomniany agent wywiadu
Historia
Indyjscy „wyklęci” wracają do łask
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Historia
IPN poszukuje na Litwie szczątków poległych żołnierzy AK