Inwazja na Czechosłowację: Polskie strzały na jicińskiej ulicy

Jesteśmy zmuszeni patrzeć na Polaków jak na gwałcicieli i morderców – pisali po tragedii pracownicy jednego z miejscowych zakładów.

Aktualizacja: 19.08.2018 13:14 Publikacja: 17.08.2018 12:00

?Budynek w Jičínie ze śladami po pociskach wystrzelonych przez Dornę

?Budynek w Jičínie ze śladami po pociskach wystrzelonych przez Dornę

Foto: AIPN

Jičín to malownicze czeskie miasteczko, które Polakom nieodłącznie kojarzy się z bohaterami bajek o Rumcajsie. Niewiele osób odwiedzających ten zakątek wie o tragedii, jaka rozegrała się w nim 7 września 1968 r., a której sprawcami byli polscy żołnierze.

Cały magazynek w leżącego

W pobliżu miasteczka rozlokowany był 8. Drezdeński Pułk Czołgów Średnich 11. Drezdeńskiej Dywizji Pancernej dowodzony przez płk. Ryszarda Konopkę. Według niego kontakty z miejscową ludnością były poprawne, a dyscyplina w zgrupowaniu bardzo wysoka. Czeski historyk Jan Kalous pisał natomiast, że miejscowa ludność traktowała Polaków jak okupantów i odmawiała im sprzedaży w sklepach papierosów i napojów, nawet za korony. Co więcej, władze miasteczka poprosiły o odsunięcie jednostek na odległość 5–10 km od Jičína, lecz polskie dowództwo odmówiło.

Wydarzenia z 7 września 1968 r. nie zostały do dziś w pełni zrekonstruowane. Według Kalousa około godz. 22 z koszar (ok. 2 km od miasta) wyszło pięciu polskich żołnierzy. Wszyscy byli pijani i uzbrojeni. Około północy znaleźli się w mieście i dotarli do ogródka przy sklepie mieszczącym się przy dużym skrzyżowaniu. Przechodząc przez nie, minęli grupkę Czechów stojących koło budki telefonicznej, którzy wracali z kina po ostatnim seansie tego wieczoru.

Z kolei według relacji dowódcy 11. Dywizji, spisanej w 1991 r., dwóch żołnierzy mających pełnić służbę wartowniczą wyszło z jednostki w stanie nietrzeźwym i udało się do miasta, gdzie nadal piło alkohol w jednej z restauracji. Zachowywali się bardzo agresywnie w stosunku do miejscowych. Z pułku wysłano po nich trzech innych żołnierzy, którzy dotarli do miasta już po rozpoczęciu strzelaniny.

Z materiałów zebranych podczas śledztwa wynikało, że przebieg wydarzeń odbiegał znacznie od wyobrażeń dowódcy (który zresztą owego 7 września był na urlopie w kraju). Pięciu żołnierzy piło alkohol w jednym z czołgów, a następnie szeregowy Stefan Dorna (działowy czołgowy) i starszy szeregowy Zygmunt Zapasa postanowili udać się do miasteczka, którego wcześniej nie poznali. Wszyscy wypili około litra rozrobionego spirytusu. Trzech pozostałych uczestników popijawy wkrótce postanowiło ruszyć za kolegami, by namówić ich do zawrócenia. Wszyscy byli uzbrojeni w karabiny Kałasznikow z ostrą amunicją.

Szeregowcom Zdzisławowi Kowalskiemu, Wiesławowi Czerwonce i Feliksowi Zającowi nie udało się namówić kolegów do powrotu. W samym Jičínie żołnierze szli już razem, zachowując się głośno i butnie. W okolicach wspomnianego skrzyżowania Dorna nagle odbezpieczył broń i zaczął strzelać przed siebie. Początkowo celem stała się czwórka młodych Czechów: dwie kobiety i dwóch mężczyzn. Pierwsza seria trafiła stojącego przy budce Jaroslava Veselego. W tym momencie pozostali żołnierze próbowali obezwładnić Dornę. Postrzelił on wówczas Kowalskiego i Zapasę, którzy doznali ciężkich obrażeń. Zającowi i Czerwonce nie pozostało nic innego, jak ratować się ucieczką. Ruszyli po pomoc do jednostki.

Vesely, trafiony w nogi, leżał na bruku, przez cały czas jęcząc. Jedna z kobiet, Bohunka Brumchilová, próbowała go uciszyć, przykładając dłonie do ust, aby nie prowokować polskiego żołnierza, ale jej zabiegi nie przyniosły skutku. Dorna najpierw rozłożył nad nią parasol, który wyciągnął z jej torebki, a następnie podszedł do leżącego Czecha i wystrzelił w niego cały magazynek. Następnie wrócił do leżącej nieopodal drugiej kobiety, Jany Jenčkovej, i dotykając jej rąk, sprawdzał, czy żyje. Następne strzały skierowane były w stronę Zdeňki i Oldřicha Klimešów, rodziców Vladislava, jednego z ostrzelanych Czechów, biegnących na pomoc synowi. Kobieta zginęła na miejscu, a jej mąż został ciężko ranny. Ranna została też w samochodzie Milena Bílková, która wraz z mężem znalazła się o tej porze na skrzyżowaniu, oraz kierowca innego samochodu.

Dorna wciąż się ostrzeliwał, raniąc jeszcze m.in. czeskiego wojskowego Josefa Dufka. Kilka razy uderzył w twarz Jenčkovą, której jednak wkrótce udało się uciec, w momencie, gdy Polak rozmawiał z leżącą na ziemi Brumchilovą. W końcu obezwładnili go polscy żołnierze.

Ojciec walczył z bandami

Dorna zabił dwie osoby: oprócz Klimašovej także Veselego, a kilka ciężko ranił. Na miejscu odnaleziono dwa puste magazynki i jeden z 12 nabojami do kałasznikowa. Polak miał na sobie również dwa zegarki damskie, pierścionek oraz pieniądze, które nie należały do niego. Po zatrzymaniu był na tyle trzeźwy i poczytalny, że rozpoznawał nie tylko żołnierzy po ich stopniach i nazwiskach, ale i funkcjach, które pełnili w jednostce, np. do jednego z nich zwracał się per panie sekretarzu. Na pytania, dlaczego strzelał, nie odpowiadał.

Informacje o tragedii, które podano w jednostkach, wywołały wzburzenie. „Kadra i żołnierz służby zasadniczej w swej bezwzględnej większości domagają się ukarania głównego sprawcy wypadku karą śmierci przez rozstrzelanie, a niektórzy żołnierze służby czynnej 11 DPanc. wyrażają swą gotowość do wejścia w skład egzekucyjnego plutonu do wykonania wyroku" – czytamy w dokumentach Głównego Zarządu Politycznego WP .

Sprawca tragedii został już następnego dnia wywieziony z Czechosłowacji i umieszczony w areszcie tymczasowym w Kłodzku. Strona czechosłowacka zwróciła się do Polaków o jego wydanie, ale bezskutecznie.

18 i 19 października przed Wojskowym Sądem Garnizonowym odbył się proces. Obowiązywał tryb doraźny, rozprawa była jawna, a Dorna został oskarżony o morderstwo, 13-krotne usiłowanie morderstwa i rabunek. Sąd skazał go na karę śmierci, nie znajdując okoliczności łagodzących. Wskazał, że „oskarżony dopuścił się kilkunastu zbrodni na szkodę obywateli zaprzyjaźnionego państwa i na terytorium tego państwa", że „był orientowany w kwestii nastrojów niewielkiej części społeczeństwa czechosłowackiego i w pełni zdawał sobie sprawę z tego, że każdy nieprzyjazny gest żołnierza polskiego, skierowany przeciwko interesom obywateli tego państwa, może być wykorzystany zarówno przez nieliczne miejscowe wrogie elementy, jak i zagraniczne ośrodki propagandowe, przeciwko interesom Państwa Polskiego".

Wyroku jednak nie wykonano. Miesiąc po jego ogłoszeniu Dorna zwrócił się do ministra obrony Wojciecha Jaruzelskiego z prośbą o łaskę. Usprawiedliwiał swoje zachowanie m.in. „obelżywymi słowami kierowanymi przez obywateli czeskich pod adresem Wojska Polskiego, Partii i Rządu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej". Dalej napisał „jestem człowiekiem młodym 21 lat – byłem członkiem ZMS, kandydatem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, a w wojsku brałem aktywny udział w pracach KMW – byłem agitatorem politycznym w plutonie (...). Jestem synem robotnika i matki robotnicy, rodzice byli współtwórcami Władzy Ludowej w okresie lat 1944–1948 – ojciec były funkcjonariusz MO, który brał aktywny udział w walkach z podziemiem reakcyjnym, bandami – wychowano mnie w nienawiści do wroga klasowego – a zachowanie ob. czeskich w stosunku do mnie jako żołnierza Ludowego Wojska Polskiego na terytorium CRS było nacechowane wrogością".

Rok po wyroku, marszałek Marian Spychalski, przewodniczący Rady Państwa, zamienił mu aktem łaski karę śmierci na dożywotnie więzienie. W 1970 r. po wejściu w życie nowego kodeksu karnego zamieniono ją na 25 lat więzienia. Dorna został zwolniony warunkowo 17 listopada 1983 r. ze względu na dobre sprawowanie (był 47-krotnie nagradzany, a osiem razy uznawany za przodownika pracy w więzieniu).

Dziś mieszka i prowadzi gospodarstwo rolne w rodzinnej miejscowości. W 2014 r. ekipa TVP Szczecin dotarła do niego z prośbą o wywiad. Odmówił. Jak stwierdził, już raz udzielił wywiadu na ten temat i więcej nie będzie.

Łzy bólu i oburzenia

W Jičínie po zabójstwie panowała napięta atmosfera. Na miejscu tragedii paliły się znicze i składano kwiaty. Na budynkach wisiały żałobne flagi. Pracownicy zakładów przesyłali do rządu CSRS rezolucje potępiające polskiego żołnierza, domagając się surowego ukarania go. Pracownicy z miejscowego Agrostroju, w którym pracował zamordowany Jaroslav Vesely, pisali: „ten bestialski czyn nie ma w naszym mieście, powiecie ani w całym kraju analogii od czasów okupacji faszystowskiej. (...) Do czasu okupacji uważaliśmy naród polski i jego wojsko za swoich braci i sojuszników, z którymi przez wieki walczyliśmy przeciwko wspólnemu wrogowi, za naród Sienkiewicza i Mickiewicza, lecz teraz jesteśmy, niestety, zmuszeni patrzeć na nich jak na gwałcicieli i morderców".

Doszło do serii rozmów polskich dowódców z dowództwem czechosłowackim oraz władzami miejskimi w Jičínie. Gen. Florian Siwicki i jego zastępca do spraw politycznych gen. Włodzimierz Sawczuk spotkali się np. z dowódcą miejscowego okręgu wojskowego gen. mjr. Vasilem Valo. Sawczuk proponował spotkanie z rodzinami zamordowanych i poszkodowanych, ale druga strona zdecydowanie to odradzała z obawy przed nieprzewidzianymi reakcjami. Siwicki spotkał się również z dowódcą 10. Armii Lotniczej CzAL gen. Kukielem, aby uświadomić mu, że w interesie strony czeskiej jest spacyfikowanie nastrojów w miasteczku i niedopuszczenie do manifestacyjnego pogrzebu, jaki planowały miejscowe władze.

Pogrzeb Veselego i Klimešovej odbył się 12 września. „Ten dzień był chyba najsmutniejszym dniem w historii naszego miasta w okresie po II wojnie światowej. Łzy bólu i oburzenia wobec okrucieństwa, z jakim niewinni ludzie zostali pozbawieni życia, towarzyszyły całemu temu rozdzierającemu serce aktowi" – pisał miejscowy kronikarz.

W czasie pogrzebu żołnierzom 8. Drezdeńskiego Pułku Czołgów wydano zakaz opuszczania jednostki, ostra amunicja miała zostać zdana, a prawo jej pobrania z magazynu mieli tylko pełniący warty i patrole. W mieście zaś wzmocniono czechosłowackie siły porządkowe, które współpracowały z polskim dowództwem. Funkcjonariusze aparatu bezpieczeństwa kontrolowali nastroje. Pogrzeb odbył się jednak w spokoju i bez incydentów. Brało w nim udział, według polskich meldunków, około 2 tys. osób.

Zachowano wielki umiar?

Po tragedii w Jičínie, w meldunku sytuacyjnym dotyczącym wojska, napisano: „W ciągu ostatnich dni w jednostkach naszych wojsk stacjonujących w CSRS miały miejsce negatywne fakty wskazujące na rozluźnienie dyscypliny oraz obniżenie stanu moralno-politycznego w niektórych pododdziałach". Rozkład armii postępował. Jan Kalous opisywał wydarzenia z 30 września, gdy polscy żołnierze dobijali się do uczennic jednej ze szkół pielęgniarskich. Oddali strzały w powietrze, a następnie wtargnęli na klatkę schodową, gdzie nadal strzelali. W innym miejscu polski patrol ścigał nieuważną wycieczkę rodzinną, która przez przypadek przekroczyła granicę państwa. Podobne incydenty nasiliły się w październiku 1968 r. Np. kilku pijanych żołdaków okradło sklep z alkoholem, używając przy tym broni. Kilka razy zraniono obywateli Czechosłowacji.

Wobec tych zdarzeń jak obelga dla Czechów i Słowaków brzmiały słowa Wojciecha Jaruzelskiego, który porównał rolę wojska w czasie buntu na Wybrzeżu z grudnia 1970 r. do okupacji w Czechosłowacji 1968 r.: „Musimy mieć poczucie, że żołnierz nasz działał w sposób godny, że nie uczynił niczego, co mogłoby pogłębić rozmiary tego konfliktu. Podobnie przecież było w czasie wydarzeń w Czechosłowacji, gdzie również, mimo jak towarzysze pamiętają licznych ordynarnych prowokacji, zachowany został wielki umiar, który stał się w rezultacie wielkim kapitałem politycznym i naszym, i socjalizmu jako całości".

Autor jest historykiem, pracownikiem Oddziałowego Biura Badań Historycznych IPN w Szczecinie

Sympatia nielicznych

„Informacja o stanie moralno–politycznym wśród żołnierzy II Armii WP biorącej udział w działaniach pod kryptonimem »DUNAJ« oraz pozostałych oddziałach Sił Zbrojnych" przygotowana przez Główny Zarząd Polityczny Wojska Polskiego na podstawie danych z 21 sierpnia 1968 r. z godz. 23:00 (czyli dobę po rozpoczęciu inwazji). Fragmenty:

„Zachowanie żołnierzy wobec ludności cywilnej od momentu wkroczenia (...) jest wzorowe. Mimo wielokrotnie demonstrowanych przejawów niechęci ze strony ludności, nie było wypadków niewłaściwego zachowania się naszych żołnierzy, którzy reagują w sposób godny i kulturalny.

Wśród ludności można wyodrębnić trzy różne postawy wobec naszych wojsk:

– pierwsza – najliczniejsza, a polegająca na obojętnym i nacechowanym rezerwą stosunku do naszych wojsk;

– druga – (...) wykazująca wyraźnie niezadowolenie, a nawet wrogość. W wyniku postępowania tej części ludności miały miejsce organizowane w szeregu miast wiece – zbiegowiska, fakt blokowania dróg przez cywilne pojazdy mechaniczne, stawianie barykad, utrudniania przemarszu wojsk poprzez kładzenie się poszczególnych osób na jezdniach. Spotkano się również z wypadkami opluwania przejeżdżających samochodów i żołnierzy, rzucania kamieniami w samochody i odgrażania się. W kilku pogranicznych miejscowościach, niektórzy obywatele czescy publicznie znieważali, a nawet dokonywali czynnych napaści na zatrudnione w tamtejszych zakładach pracy Polki.

Niewątpliwy wpływ na tego rodzaju postawy, a także na ich stopniowe narastanie, wywarła działalność radiostacji miejscowych oraz zachodnich rozgłośni radiowych, prowokacyjnie i oszukańczo podburzających oraz inspirujących tę grupę ludności. (...) Nadano też szereg audycji nawołujących w złej polszczyźnie naszych żołnierzy do przerwania działań;

– trzecia – występująca wśród bardzo nielicznej części ludności, wyrażała sympatię dla naszych wojsk i poparcie dla podjętych decyzji, wspierających zdrowy nurt KPCz.

Jičín to malownicze czeskie miasteczko, które Polakom nieodłącznie kojarzy się z bohaterami bajek o Rumcajsie. Niewiele osób odwiedzających ten zakątek wie o tragedii, jaka rozegrała się w nim 7 września 1968 r., a której sprawcami byli polscy żołnierze.

Cały magazynek w leżącego

Pozostało 98% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Historia
Przez Warszawę przejdzie marsz pamięci
Historia
Prezydentura – zawód najwyższego ryzyka
Historia
Czesław Lasik: zapomniany agent wywiadu
Historia
Indyjscy „wyklęci” wracają do łask
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Historia
IPN poszukuje na Litwie szczątków poległych żołnierzy AK