Związki rodziny Reimannów z nazizmem zostały już udowodnione w 1978 roku, ale kilka lat temu młode pokolenie zleciło naukowcom z uniwersytetu w Monachium kolejne badania na podstawie przechowywanych w rodzinnych sejfach dokumentów.
Reimannowie to jedna z najbogatszych niemieckich rodzin. Mają udziały w takich firmach jak Coty, Krispy Kreme Doughnuts czy Pret a Manger, produkują również i dystrybuują popularne ekspresy do kawy Senseo. Ich majątek oceniany jest na 33 miliardy euro.
Przekazane rodzinie przed tygodniem wstępne wyniki dochodzenia naukowców potwierdziły, że podczas wojny Albert Reimann senior i jego syn Albert Reimann junior (zmarli odpowiednio w 1954 i 1984) wykorzystywali w swoich zakładach chemicznych w Ludwigshafen cywilów z Rosji i francuskich jeńców wojennych do pracy przymusowej. Skarżyli się nawet ówczesnemu burmistrzowi Ludwigshafen, że francuscy jeńcy nie pracują dostatecznie ciężko.
Ponieważ nie zachowały się dokumenty dotyczące skali wykorzystywania robotników przymusowych w zakładach Reimannów, badacze opierają się na danych z jednej z niemieckich gazet z 1943 roku. Według niej w zakładach w Ludwigshafen wykorzystywano pracę 175 robotników przymusowych, co stanowi około 30 proc. ówczesnej siły roboczej.
Ujawniono też, że rodzina jeszcze przed dojściem Hitlera do władzy przekazywała dotacje na SS i wspierała fuhrera.
Po wojnie postępowanie ojca i syna Reimannów zostało skontrolowane przez komisję aliantów, która orzekła, że byli oni jedynie biernymi uczestnikami Trzeciej Rzeszy. Reimannowie zapłacili symboliczne - w stosunku do wysokości dochodów ze swoich firm - kary.
Peter Harf, rzecznik prasowy i partner zarządzający rodzinną firmą Reimannów przyznał, że obydwaj Reimannowie, ojciec i syn, są winni, ich zbrodnie są "obrzydliwe" i tak naprawdę powinni znaleźć się w więzieniu, a cała rodzina "wstydzi się za nich".
Zapowiedział też, że w ramach zadośćuczynienia za poczynania przodków Reimannowie wpłacą 10 mln euro na organizację charytatywną. Na którą - nie podano.
Raport historyków z uniwersytetu w Monachium zostanie opublikowany po jego ukończeniu.