Alexander Gordon Laing – gdyby go oceniać wyłącznie po XIX-wiecznym portrecie – był wymuskanym bywalcem edynburskich salonów. Wysmukły, o pociągłej twarzy, bajronowskich bokobrodach, romantycznie podniesionych włosach, stoi w mundurze majora piechoty. Dziwna ta twarz trzydziestolatka. Jest w niej coś więcej niż młodzieńczość, jakaś tajemnica przykryta delikatnym uśmiechem, który dla pozoru zdaje się podkreślać dobre relacje z Bogiem i ludźmi. Oczy nie są bardzo męskie, tak jak i reszta twarzy, ale też nie do końca łagodne; z kroplą próżności, lekkim cieniem zadziory. Lewa dłoń spoczywa na biodrze. Zamiast pasa – paradna szarfa i ozdobny sznur do szpady. Ale samej broni nie widać. Ot, cały wizerunek człowieka, który wbrew losowi starł się z całym okrucieństwem Afryki.