Paweł Łepkowski: Jest pan doświadczonym politykiem i dyplomatą, który przez wiele lat osobiście współpracował z niemal wszystkimi prezydentami niepodległej Ukrainy. Dziś odwiedza pan Polskę, której model transformacji ustrojowej i gospodarczej uważa pan za wzór dla swojej ojczyzny. Dlaczego akurat Polska?
Profesor Yevhen Bersheda: Przede wszystkim chciałbym wyrazić wdzięczność Polsce i Polakom za nieocenioną pomoc w przeciwstawianiu się rosyjskiej agresji. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.
Tak to prawda, że współpracowałem ze wszystkimi ukraińskimi prezydentami oprócz prezydenta W. Zełeńskiego, choć przez niego zostałem odznaczony wysokim odznaczeniem państwowym. Przy okazji pochwalę się, że także polski prezydent Aleksander Kwaśniewski odznaczył mnie Krzyżem Zasługi RP. Kiedy wręczono mi ten medal pracowałem akurat z drugim prezydentem niepodległej Ukrainy Leonidem Kuczmą. Uważam, że był on znakomitym politykiem i przywódcą, którego niestety ostatnio w ogóle nie widzę w mediach. W latach 1995-1998, pracowałem jako sekretarz strony ukraińskiej Komitetu Konsultacyjnego Prezydentów Rzeczypospolitej Polskiej i Ukrainy. Organ ten powstał, aby wspierać dialog między naszymi państwami i narodami. Jego zadaniem było także doradztwo w zakresie bezpieczeństwa regionalnego oraz naszej wzajemnej współpracy gospodarczej.
Jak z perspektywy historycznej ocenia pan ten pomysł?
Jestem przekonany, że pod koniec lat 90. ten Komitet nie tylko odegrał kluczową rolę w budowaniu naszych dobrosąsiedzkich relacji, które musieliśmy zacząć tworzyć po rozpadzie ZSRR, ale stworzył pewne osobiste więzi między naszymi przywódcami. Pana pytanie ma właściwy podtekst. Właśnie ta historyczność jest czymś co może martwić, ponieważ ten projekt powinien być żywy i trwać dalej. Bardzo chciałbym go rewitalizować i wzmocnić, ponieważ był naprawdę bardzo dobry. W skład komitetu wchodzili przedstawiciele najwyższych urzędów obu państw.
Jaka była struktura tej instytucji?
Można powiedzieć, że ten Komitet miał dwa skrzydła: polskie i ukraińskie. Na czele każdego z nich stał współprzewodniczący, który był najczęściej w randze ministra lub wysokiego urzędnika kancelarii prezydenta Polski lub prezydenta Ukrainy. Po stronie Ukraińskiej był to Wołodymyr Horbulin sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy.
Jak Pana losy splotły się ze światem wielkiej polityki?
Ja pracowałem bezpośrednio przy prezydencie Ukrainy – najpierw Leonidzie Krawczuku, a potem Leonidzie Kuczmie. Wcześniej, nim wszedłem do świata polityki, zajmowałem się od strony akademickiej i naukowej ekonomią. Jeszcze przed rozpadem ZSRR uzyskałem tytuł naukowy profesora ekonomii. W 1991 roku, po rozpadzie ZSRR, Akademia Nauk Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej odzyskała pełną niezależność i przekształciła się w Narodową Akademię Nauk Ukrainy. I to ta instytucja rekomendowała mnie i ja zacząłem pracować na stanowisku doradcy w dziedzinie nauki i edukacji pierwszego prezydenta Ukrainy Leonida Krawczuka.
Czy nie żal panu było porzucać bezpiecznego świata nauki i środowiska naukowego na rzecz niestabilnej i pełnej agresji areny politycznej?
Polityka mi się nie podobała. Ale pracując w środowisku politycznym starałem się przedstawić sobie tę moją nową pracę jako wielki projekt i eksperyment naukowy. I myślę, że udało mi się zrobić coś bardzo konkretnego. Od początku mojej działalności politycznej działałem bowiem na rzecz zbliżenia z Europą.
Kiedy w 1994 roku Leonid Krawczuk przegrał wybory prezydenckie, nowa ekipa Leonida Kuczmy przeprowadziła radykalną czystkę kadr oskarżając poprzedników o doprowadzenie do hiperinflacji i katastrofy gospodarczej. Choć zajmował się pan innymi sprawami i jak to napisano w licznych gazetach „był pan jedynie urzędnikiem merytorycznym” na pewno musiał być to dla pana trudny okres?
Tak, udało mi się ten uciążliwy czas oskarżeń i pomówień przetrwać. Nie poddawałem się. Za czasów prezydentury Krawczuka, którego bardzo szanowałem, chciałem zrobić coś nowego, co przyniesie wymierne rezultaty dla mojego kraju. To był czas, kiedy Ukraina zaczęła podążać drogą integracji europejskiej. Wołodymyr Horbulin, który był wpływowym sekretarzem Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy pomógł mi przetrwać trudny okres w polityce. Zostałem jego (Horbulina) pierwszym pomocnikiem a on był kluczową postacią w tworzeniu i realizacji strategii bezpieczeństwa i relacji z Polską. Był ówczesnym odpowiednikiem ministrów: Jerzego Milewskiego i Marka Siwca.
W tamtym okresie media nazywały go „szarą eminencją” w administracji Kuczmy.
To prawda. Wołodymyr Horbulin zaprosił mnie do współpracy, co otworzyło mi także dostęp do prezydenta Kuczmy. Uważam ten okres za bardzo ważne i wręcz wspaniałe doświadczenie w moim życiu. Zajmowałem się wszystkim na styku bezpieczeństwa narodowego, dyplomacji, polityki i ekonomii. To otwierało mi szerokie pole działania i zdobywania unikalnego doświadczenia.
Dzięki temu, że Horbulin był osobą, którą Kuczma darzył wyjątkowym zaufaniem, mogłem zacząć skutecznie zaszczepiać i forsować propozycje odnośnie zbliżenia z Polską.
Dlaczego akurat z Polską? Czy poza sąsiedztwem były jakieś inne przesłanki, które pana do takich propozycji przekonywały?
Uważałem i nadal podtrzymuję to przekonanie, że polski model rozwoju po 1990 roku to dla Ukrainy najlepszy wzór. I to z wielu powodów. Są niezwykle ważne przesłanki historyczne, są przyczyny etnograficzne, wreszcie mamy także wyjątkowe uwarunkowania kulturowe. Kiedy uczyłem się w szkole, cały czas wbijano mi i moim kolegom i koleżankom do głów kłamstwa, że my Ukraińcy duchowo i kulturowo jesteśmy najbliżej Moskwy, a w zasadzie to tak naprawdę jesteśmy częścią Rosji. Pomijano przy tym całkowicie nasze relacje historyczne z Polską, naszą bliskość geograficzną i kulturową. Nie uczyliśmy się historii Polski. I tak naprawdę wielu z nas jej przez to do dzisiaj nie zna. Sowiecka edukacja miała na celu zrobić wszystko by negatywnie nastawić Ukraińców do Polski. Ale w domu od dzieciństwa mówiono mi, że nie ma złych narodów, są tylko źli ludzie. Kiedy dołączyłem do ruchu zwolenników europejskiej integracji Ukrainy rozumiałem, że polski model rozwoju państwa jest po prostu efektywny. Mamy gotowy wzór, po który wystarczy tylko sięgnąć. I nic innego nie trzeba wymyślać. Powtarzam to nieustannie: to jest właściwy model, idźcie tą drogą i zobaczycie rezultat.
Jaki był stosunek Pana rodziców do Polski?
Zdecydowanie pozytywny. Mój ojciec urodził się w 1912 roku w mieście Sławuta, w dawnej gubernii wołyńskiej, gdzie mieszkało wielu Polaków. Biegle mówił po polsku. Podczas II wojny światowej trafił do niemieckiego obozu jenieckiego „Stalag 367” w Częstochowie, skąd we wrześniu 1942 roku uciekł. Miejscowi polscy chłopi dali mu cywilne ubranie i pomagali mu w zdobywaniu żywności, a od Polaka, który pracował w obozie, otrzymał kompas. Pokonawszy około 2000 km przez okupowaną Polskę i Ukrainę, w styczniu 1943 roku dołączył do Armii Czerwonej w okolicach Woroneża, wrócił na front i koniec wojny zastał go w Pradze. Szacunek i wdzięczność dla Polaków odziedziczyłem po ojcu.
Uważałem i nadal podtrzymuję to przekonanie, że polski model rozwoju po 1990 roku to dla Ukrainy najlepszy wzór. I to z wielu powodów.
Jak Pan ocenia rezultaty europejskiego wyboru Warszawy?
Dzisiaj polski sukces można zobaczyć gołym okiem, kiedy przyjeżdża się do tego kraju. Jestem z tego naprawdę zadowolony, bo to także dowodzi, że zawsze stawiając was za przykład dla Ukrainy, miałem rację. Oczywiście nic nie jest proste. A sytuacja Ukrainy jest szczególnie trudna. Kiedy mój kraj zaczął iść swoją drogą Moskwa zrozumiała, że to będzie jej koniec. Napadli na nas wtedy, kiedy ostatecznie zrozumieli, że my odchodzimy od nich na zawsze. Do 2021 roku Putin był przekonany, że będzie w stanie nas zatrzymać. Nic jednak nie może zmienić już tego, że Ukraina będzie jednoznacznie zmierzać do Unii Europejskiej i do NATO.
Nie mam żadnych wątpliwości, że polski model – w tym przede wszystkim wasza integracja z Unią Europejską i NATO – jest dla nas wzorcowy. Kierunek europejski i atlantycki dla Ukrainy jest nieodwołalnie najlepszy z możliwych. Nie ma żadnej wartościowej alternatywy.
Dlatego żeby zachować odpowiednią temperaturę stosunków warto pomyśleć o rewitalizacji Komitetu Konsultacyjnego Prezydentów Rzeczypospolitej Polskiej i Ukrainy. Uważam, że w czasie współpracy Aleksandra Kwaśniewskiego i Leonida Kuczmy te relacje były naprawdę znakomite. Aleksander Kwaśniewski cieszy się naprawdę wielką estymą i szacunkiem wśród Ukraińców, ponieważ pamiętamy, że to on z Kuczmą podpisał 21 maja 1997 roku w Warszawie „Wspólną Deklarację o porozumieniu i pojednaniu”.
Kierunek europejski i atlantycki dla Ukrainy jest nieodwołalnie najlepszy z możliwych. Nie ma żadnej wartościowej alternatywy.
Jak powinna wyglądać nasza wspólna polityka wobec Federacji Rosyjskiej?
Mówiąc najprościej: jako narody musimy się przyjaźnić i zjednoczyć przeciwko Rosji. I to jest niezmienne na zawsze, ponieważ historia dowodzi, że tak samo jak dla Ukrainy, tak dla Polski, Rosja jest egzystencjalnym wrogiem. Innymi słowy - to wróg śmiertelny, witalne zagrożenie dla samego bytu biologicznego narodu polskiego i narodu ukraińskiego.
Rosjanie od wieków przekonują nas, że przynależymy do ich kultury i jednej Cerkwi Prawosławnej. Ale co z tego wynika prócz poddaństwa? Ja sam pochodzę z rodziny, która ma prawosławne korzenie i wiele się nad tym zastanawiałem. Używanie religii do uzasadniania podboju i zniewolenia innych narodów jest zwyczajną podłością.
Oni używają religii do ekspansji. Użyli już jej w XVII wieku. Chmielnicki chciał ochrony prawosławnej wiary przed katolickim prozelityzmem, ale zamiast ochrony otrzymał okupację. Dzisiaj musimy poprawić błędy tamtych naszych i waszych przodków. Dzisiaj jesteśmy razem, wspólnie z Unią Europejską i ze Stanami Zjednoczonymi. Jestem głęboko przekonany, że czas dominacji Rosji w tej części świata nareszcie się kończy. Zjednoczona Europa, zintegrowana z Ukrainą i zabezpieczona sojuszem z USA, a także rozsądnie współpracująca z Chinami, to jedyna droga ku bezpiecznej przyszłości.
Dziękuję za rozmowę