NAJWIĘKSZY Z RODU POLAKÓW Zdjęcia: Adam Bujak Biały Kruk, Kraków 2025
„Bardzo ważne jest dla mnie zdjęcie, które zrobiłem w prywatnej kaplicy w ostatni Wielki Piątek przed śmiercią Ojca Świętego – wspominał z głębokim wzruszeniem niezwykle oddany Papieżowi Arturo Mari. – Odwrócony plecami trzyma w ręku krzyż i w pewnej chwili, w ułamku sekundy, uczynił taki piękny gest: oparł czoło o krzyż, ucałował Chrystusa Ukrzyżowanego i przycisnął krzyż do serca z taką siłą, że na fotografii widać czerwone palce, którymi ściska krzyż. Dla mnie na tym zdjęciu jest Tajemnica Krzyża. W tym obrazie podparcia się krzyżem są chwile szczęścia i cierpienia, które widziały miliony ludzi. W tym pocałunku Krucyfiksu jest całe oddanie Kościołowi, jest całe jego życie. Te ręce symbolizują wielką pracę, jaką dla nas wszystkich wykonał, począwszy od władców, a skończywszy na najuboższych. Nigdy o nikim nie zapominał”.
W wielkopiątkowy wieczór roku 2005 miliony ludzi na świecie usłyszały dzięki transmisji z Koloseum słowa rozważań stacyjnych napisanych przez kard. Josepha Ratzingera. Była wśród nich żarliwa modlitwa: „Panie, Twój Kościół często wydaje się być tonącą łodzią, łodzią, która z każdej strony nabiera wody. Na Twoim polu widzimy więcej chwastów niż pszenicy. Ubrudzone odzienie i twarz Twojego Kościoła wprawiają nas w zakłopotanie. A jednak to my sami je ubrudziliśmy! To my zdradzamy cię raz za razem, po wszystkich naszych górnolotnych słowach i szerokich gestach. Miej miłosierdzie dla swojego Kościoła; także w nim ciągle trwa upadek Adama. Gdy upadamy, pociągamy Cię na ziemię, a szatan śmieje się, bo ma nadzieję, że już nie podniesiesz się z tego upadku; ma nadzieję, że pociągnięty w dół upadkiem Twojego Kościoła pozostaniesz leżący i bezsilny. Ale Ty podniesiesz się ponownie. Ty podniosłeś się, powstałeś i możesz także nas podnieść. Ratuj i uświęć swój Kościół. Ratuj i uświęć nas wszystkich”. Słyszał te słowa również modlący się w prywatnej kaplicy Ojciec Święty Jan Paweł II, łączący swoje własne cierpienie i odchodzenie z męką i śmiercią Chrystusa.
Papieskie przemówienie, które przeczytał na koniec Drogi Krzyżowej w Koloseum kard. Camillo Ruini, miało rangę niebywałego osobistego świadectwa. Apostolska nauka Papieża Polaka o cierpieniu stapiała się w jedno z jego czynem, zyskując niezrywalną pieczęć. „Przyłączam się do was w bogatym w znaczenie wołaniu: Adoramus te, Christe, et benedicimus tibi, quia per sanctam crucem tuam redemisti mundum – napisał Jan Paweł II. – Tak, wielbimy i błogosławimy tajemnicę Krzyża Syna Bożego, albowiem ta śmierć przyniosła nową nadzieję ludzkości. Adoracja Krzyża odsyła nas do zadania, od którego nie wolno się nam wymówić: misji, którą św. Paweł wyraził w tych słowach: „W moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra jego Ciała, którym jest Kościół” (Kol 1,24). Ja także ofiarowuję me cierpienia, aby wypełnił się plan Boży, a Jego słowo szło między ludzi. Ze swej strony jestem bliski tym wszystkim, którzy w tej chwili doświadczają cierpienia. Modlę się za każdego z nich. W tym dniu wspomnienia Chrystusa ukrzyżowanego patrzę z wami na Krzyż i wielbię Go, powtarzając słowa liturgii: O crux, ave spes unica! Witaj, Krzyżu, jedyna nadziejo, obdarz nas cierpliwością i odwagą, i wyjednaj światu pokój!”.
W Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego Jan Paweł II ze ściskającym za serce wyrazem obolałej twarzy pokazał się w oknie swego apartamentu, w milczeniu udzielając błogosławieństwa Urbi et Orbi. Choć tego dnia przez cały ranek mówił dobrze, w oknie znów z wielkiego wzruszenia nie udało mu się nic powiedzieć. Świadkami tego przedostatniego spotkania z Piotrem naszych czasów na Placu św. Piotra było 70 tys. wiernych, a dzięki transmisji telewizyjnej do 74 krajów świata – niezliczone miliony. Wielu płakało ze wzruszenia.
W środę 30 marca nastąpiło spotkanie ostatnie, kilkuminutowe, kiedy w porze środowej audiencji zgromadziło się pod jego oknami kilkanaście tysięcy osób. To było nasze z nim pożegnanie, ale ludzie czuwali na Placu św. Piotra w modlitewnej zadumie do końca. 1 kwietnia wieczorem było ich tam 60 tys. Nikt wówczas nie wiedział, ile heroicznych wyrzeczeń i dodatkowego cierpienia brał na siebie św. Jan Paweł II, by w ostatnich swych dniach choć na te krótkie chwile pokazać się ludziom w oknie Pałacu Apostolskiego i im błogosławić. Joaquín Navarro-Valls ujawnił, że po powrocie ze szpitala Papież miał niedokrwistość i brak zdolności przełykania, dlatego by móc go odżywiać, wprowadzono mu na stałe zgłębnik nosowy. Przed ukazaniem się Ojca Świętego wiernym każdorazowo usuwano mu pod lekką narkozą ów zgłębnik, który miał po prawej stronie. Dlatego nie było go widać, gdy filmowano Ojca Świętego w kaplicy w Wielki Piątek od strony pleców i lekko z lewej. Joaquín Navarro-Valls wspominał ów dzień: „widzę, że prowadzą Papieża z jego pokoju do kaplicy na fotelu na kółkach. Nie na tym fotelu, którego używają podczas ceremonii, tylko na klasycznym fotelu inwalidzkim. Jechał opatulony białą kołdrą. Wydaje się, jakby jego postać uległa zmniejszeniu. Widzę go i odczuwam wzruszenie. Łzy napływają mi do oczu”.