Chyba żaden amerykański prezydent nie obsadził tyle najważniejszych stanowisk w rządzie federalnym milionerami oraz przedstawicielami wielkiego biznesu co Dwight D. Eisenhower. Ośmiu jego ministrów należało do grona najbogatszych Amerykanów. To skutkowało oczywiście nie do końca potwierdzonymi podejrzeniami o konflikt interesów. Nikt jednak nie ośmielał się krytykować starego Ike’a. Większą estymą w społeczeństwie amerykańskim cieszył się już chyba tylko Jerzy Waszyngton.
Każdy zatem, kto po Eisenhowerze aspirował do prezydentury z ramienia opozycyjnej Partii Demokratycznej, stawiał się w bardzo trudnej sytuacji. Nie istniały praktycznie żadne powody do krytyki administracji 34. prezydenta USA. Żadne prócz dwóch. Pod koniec lat 50. Sowieci prześcignęli Amerykanów w wyścigu kosmicznym, a w Ameryce nadal nabrzmiewały konflikty o podłożu rasowym. W pierwszym przypadku Amerykanie boleśnie odczuli wysłanie na orbitę okołoziemską pierwszego sztucznego satelity Sputnik 1, a w drugim – z niepokojem przyjęto decyzję prezydenta Eisenhowera o wysłaniu oddziałów federalnych do Little Rock. Wojsko strzegące bezpieczeństwa kolorowych uczniów w zintegrowanej szkole budziło u większości obywateli wielki niepokój. Do tego dochodził powoli narastający problem, jak traktować rewolucję na Kubie. Paradoksalnie, już sześć dni po upadku dyktatury Fulgencio Batisty rząd Eisenhowera jako pierwszy na świecie uznał legalność rządu Fidela Castro. Partia Demokratyczna, choć coraz bardziej lewicująca, nie mogła pozostać wobec tej decyzji bezkrytyczna.
Czytaj więcej
To była jedna z najszybszych i najbardziej błyskotliwych karier politycznych w historii Ameryki....
Walka z Nixonem o prezydenturę
43-letni senator John F. Kennedy postanowił wykorzystać te nieliczne, choć fatalne w skutkach błędy administracji Eisenhowera w kampanii przeciwko kandydującemu z ramienia GOP wiceprezydentowi Richardowi Nixonowi. Chociaż o Kennedym mówiono, że idzie po władzę jak burza, to Nixonowi także nie można było odmówić spektakularnych sukcesów. W wieku 37 lat został senatorem z Kalifornii, a niecałe dwa tygodnie po 40. urodzinach został zaprzysiężony na wiceprezydenta USA.
Republikanie uważali go za mistrza polemiki słownej. Wspominali przy tym słynną „debatę kuchenną” z moskiewskich targów, podczas której z drwiną i przekąsem odpierał chamskie ataki Nikity Chruszczowa. „Skoro pokonał tego Ruska, to da radę Kennedy’emu” – powtarzali republikanie. Niestety, nie dał.