Skarb z „San José” na dnie Morza Karaibskiego. Miliardy dolarów w podwodnym „świętym Graalu”

W 1982 r. na Morzu Karaibskim amerykańska prywatna firma Sea Search Armada, polująca na podwodne skarby, natrafiła na wrak. Ale wtedy nie został on zidentyfikowany i zbadany, nie było więc wiadomo, czy zawiera jakiekolwiek cenne obiekty. A jednak zawiera! Ich wartość eksperci szacują na... 17 miliardów dolarów!

Publikacja: 04.07.2024 21:00

Ilustracja przedstawiająca hiszpański galeon "San Jose"

Ilustracja przedstawiająca hiszpański galeon "San Jose"

Foto: RICARDO MALDONADO ROZO

W lipcu 1708 r. hiszpański galeon „San José” wyruszył z portu Cartagena de Indias w dzisiejszej Kolumbii do Hiszpanii. Ładunek stanowiły sztabki srebra, szmaragdy i – uwaga! – 11 milionów złotych monet escudo przeznaczonych na wsparcie Filipa z dynastii Burbonów, starającego się o sukcesję w Hiszpanii. Sprawa była arcypoważna. Wojnę o sukcesję hiszpańską prowadzono w latach 1701–1714. Po jednej ze stron stanęły: Wielka Brytania, Holandia, Austria i Sabaudia, po drugiej zaś: Francja, Hiszpania, Bawaria i Kolonia; stawką był nie tylko tron hiszpański, ale w ogóle dominacja w Europie. Dlatego ładunek galeonu „San José” miał ogromne znaczenie.

Skarb z „San José” na dnie Morza Karaibskiego

Nie dotarł do Europy – na Morzu Karaibskim zaatakowały go i zatopiły okręty brytyjskie. Spośród 600 osób na pokładzie z tonącego okrętu uratowało się jedynie kilku ludzi. Wrak spoczął na dnie na głębokości 600 m. Ten właśnie galeon odkryli Amerykanie w 1982 r., nie mając pojęcia, co to za jednostka i co przewoziła.

Czytaj więcej

Bałtyk pełen wraków. Historia odkryć w monografiach

W 2015 r. marynarka kolumbijska ponowne natrafiła na wrak. Tym razem zajęli się nim historycy, poszukiwania w archiwach okazały się owocne. Ustalono, co to za żaglowiec, co przewoził i kiedy poszedł na dno. Nic dziwnego, że wrak stał się obiektem pożądania. Okrzyknięto go „podwodnym Świętym Graalem” i „najcenniejszym wrakiem świata”. Nic dziwnego, że rozpoczęła się najprawdziwsza batalia dyplomatyczno-prawna o prawo własności do tego obiektu.

Sea Search Armada: Pół skarbu „San José” należy do nas

Firma Sea Search Armada przypomniała światu, że to ona odkryła wrak, w związku z czym zażądała dla siebie połowy znajdującego się w nim skarbu. Całego skarbu, i w ogóle całego wraku domagała się Kolumbia, skoro spoczywa w jej wodach terytorialnych. Kompletnie nie zgadzała się z tym Hiszpania, argumentując, że w momencie zatonięcia galeon był jednostką hiszpańską. Natomiast Boliwia upomniała się o skarb z tego powodu, że kruszec przewożony w ładowniach „San José” został wydobyty w kopalniach w Potosi – na jej obecnym terytorium. Dyplomaci dwoili się i troili, lobbując w tej sprawie, kancelarie adwokackie angażowały historyków do poszukiwań archiwalnych. Ostatecznie w 2023 r. trybunał w Waszyngtonie rozstrzygnął spór na korzyść Kolumbii. Władze tego kraju przedsięwzięły odpowiednie środki ostrożności, aby nie zdradzić przed ewentualnymi szabrownikami dokładnej lokalizacji galeonu. 

Czytaj więcej

Chodzi o coś więcej niż o złoto

W lutym 2024 r. rozpoczęła się kampania archeologiczna – eksploracja wraku przewidziana na kilka lat. Po upływie trzech miesięcy, 5 czerwca, władze Kolumbii poinformowały opinię publiczną, że pierwsza faza eksploracji wraku upoważnia do stwierdzenia, iż nie dotarli do niego rabusie od momentu, gdy zlokalizowała go marynarka kolumbijska, czyli od 2015 r. Na potwierdzenie w świat poszło zdjęcie wraku wykonane 6 czerwca 2022 r. podczas obserwacyjnego wykorzystania podwodnego robota.

Kolumbia chce wydobyć wrak „San José”

Mogło się  wydawać, że wątpliwości w tej sprawie zniknęły ostatecznie. Owszem, wątpliwości natury dyplomatycznej i prawnej – tak, ale podniesione zostały wątpliwości zupełnie innej natury, nieoczekiwane. Prezydent Kolumbii Gustavo Petro wyraził nadzieję, że skarb zostanie wydobyty jeszcze przed upływem jego kadencji, w roku 2026. Wiadomość ta zmroziła wielu badaczy, zwrócili bowiem uwagę, że z naukowego punktu widzenia taki pośpiech może mieć fatalne skutki. W odpowiedzi na tę wątpliwość Kolumbijski Instytut Antropologii i Historii – prowadzony przez prof. Alhenę Caicedo – zakomunikował, że jakiekolwiek prace eksploracyjne zostaną przedsięwzięte dopiero po spenetrowaniu wraku przez podwodne roboty typu ROV (Remotely Operated Vehicle), po pobraniu próbek z kadłuba i po zbadaniu ich w laboratorium uniwersyteckim, najprawdopodobniej w Hiszpanii.

Czytaj więcej

Rewolucja w podwodnej archeologii

Archeolodzy specjalizujący się w badaniach podwodnych zwracają uwagę, że wrak leżący na tak dużej głębokości (600 m) wymaga bardzo doświadczonych archeologów i bardzo specjalistycznego sprzętu, a Boliwia nie dysponuje ani jednym, ani drugim. Jeden z najznakomitszych badaczy specjalizujący się w archeologii podwodnej, Francuz Michel L’Hour, szacuje, że na badania „San José” potrzeba 10 milionów dolarów, Kolumbia zaś przeznacza na nie mniej niż połowę tej kwoty.

W wywiadzie udzielonym amerykańskiemu magazynowi „The Economist” archeolog Rodrigo Pacheco-Ruiz z Uniwersytetu w Southampton podał przykład: czteroletnie badania podwodnych wraków w Morzu Czarnym, w których uczestniczył, pochłonęły 63 miliony dolarów! Jednym słowem, żeby wydobyć w poprawny naukowo sposób ładunek o wartości 17 miliardów dolarów, trzeba dysponować co najmniej 10 milionami. Jedno nie ulega wątpliwości: wartość zabytkowa i historyczna wraku „San José” jest bezcenna.

W lipcu 1708 r. hiszpański galeon „San José” wyruszył z portu Cartagena de Indias w dzisiejszej Kolumbii do Hiszpanii. Ładunek stanowiły sztabki srebra, szmaragdy i – uwaga! – 11 milionów złotych monet escudo przeznaczonych na wsparcie Filipa z dynastii Burbonów, starającego się o sukcesję w Hiszpanii. Sprawa była arcypoważna. Wojnę o sukcesję hiszpańską prowadzono w latach 1701–1714. Po jednej ze stron stanęły: Wielka Brytania, Holandia, Austria i Sabaudia, po drugiej zaś: Francja, Hiszpania, Bawaria i Kolonia; stawką był nie tylko tron hiszpański, ale w ogóle dominacja w Europie. Dlatego ładunek galeonu „San José” miał ogromne znaczenie.

Pozostało 88% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Historia świata
Gdy świat zostawił Saamów samych
Historia świata
Feldmarszałek Hindenburg kontra kapral Hitler
Historia świata
Krwawiący czarnoziem. Lwów, spleciona historia Ukraińców i Polaków
Historia świata
Zdobycie Bastylii. Rewolucja pożera własne dzieci
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Historia świata
Skomplikowane drogi Polaków do niemieckich oddziałów Schutza. Tak chcieli bronić Wołynia