Paweł Łepkowski: Doskonałe studium agonii III Rzeszy

Mimo ogromnej podaży książek historycznych przedstawiających tematykę II wojny światowej niewiele jest takich, które z pełną odpowiedzialnością mógłbym polecić zarówno historykom, jak i osobom amatorsko interesującym się tym fragmentem dziejów ludzkości.

Publikacja: 27.06.2024 21:00

„Osiem dni maja. Ostateczny upadek III Rzeszy” HI:STORY 2024

„Osiem dni maja. Ostateczny upadek III Rzeszy” HI:STORY 2024

Jednak w przypadku jednego tytułu nie mam żadnych wątpliwości. Opublikowane nakładem wydawnictwa HI:STORY monumentalne dzieło niemieckiego historyka Volkera Ullricha „Osiem dni maja. Ostateczny upadek III Rzeszy” jest opracowaniem doskonałym. To jedna z tych nielicznych książek, których lektura całkowicie mnie pochłonęła. A zdarza mi się to już coraz rzadziej ze względu na zalew rynku publikacjami dopasowanymi do intelektu odbiorcy masowego. Z tego powodu lista popularnonaukowych i naukowych książek historycznych, które poleciłbym bez żadnych zastrzeżeń, jest naprawdę krótka. Bez wątpienia można w niej jednak odnaleźć książkę Volkera Ulricha.

Należę do tego grona publicystów historycznych, którzy napisali setki artykułów poświęconych II wonie światowej, niemieckiemu narodowemu socjalizmowi i ludziom, którzy zbudowali ten zbrodniczy system. Byłem przekonany, że niewiele możemy dodać do kształtowanego przez 79 lat opisu ostatnich dni wojny w Europie.

Czytaj więcej

Lądowanie w Normandii. Dzień, który rozpoczął upadek Rzeszy

Jednak książka Ullricha zaburzyła moje ustabilizowane przeświadczenie, że samobójcza śmierć Adolfa Hitlera w jego berlińskim bunkrze 30 kwietnia 1945 r. była cezurą w dziejach państwa nazistowskiego. Jakże często spotykamy się w historiografii, w filmach dokumentalnych czy popularnonaukowej publicystyce prasowej z tym fałszywym przesłaniem, że III Rzesza Niemiecka umarła wraz z jej wodzem. Ten potwór konał jeszcze przez osiem dni, a wraz z Rzeszą ginęły dziesiątki tysięcy ludzi, zarówno Niemców, jak i cudzoziemców brutalnie zawleczonych do Niemiec jako niewolnicy.

Niemcy nie ukrywali swojego prawdziwego, zbrodniczego oblicza

Książkę Ullricha czyta się w ogromnym napięciu emocjonalnym. Niczym najmocniejszy kryminał, thriller i horror. Z tą wszakże różnicą, że ten dreszczowiec nie zrodził się w umyśle fantasty. Ten bezmiar nieszczęścia dotyczył wszystkich, którym w pierwszych dniach maja przyszło żyć w Niemczech i okupowanych przez Niemców krajach. Łatwo zapominamy, że zwycięski pochód wojsk koalicji antyhitlerowskiej pominął wiosną 1945 r. Holandię, Norwegię i Danię. Tam, nawet po śmierci Hitlera, Niemcy nie ukrywali swojego prawdziwego, zbrodniczego oblicza. Wojska radzieckie i amerykańskie nie zdążyły dotrzeć do Pragi, kiedy 5 maja 1945 r. w stolicy Czech wybuchło powstanie, które bez zaskakującej pomocy ze strony 18 tys. Rosjan z 600 Dywizji Piechoty rosyjskiej armii wyzwoleńczej pod dowództwem Siergieja Buniaczenki zamieniłoby się w krwawą rzeź wszystkich prażan.

Wspominając pierwsze dni maja 1945 r., przypominamy sobie przede wszystkim wydarzenia z Berlina, w tym samobójstwo ostatniego kanclerza III Rzeszy Josepha Goebbelsa i jego żony, a także ich brutalny mord na własnych dzieciach. Ciągle słyszymy o tysiącach gwałconych Niemek i tragicznym losie ludności cywilnej niemieckiej stolicy.

7 maja żołnierze Kriegsmarine, których w RFN przedstawiano fałszywie jako nieskazitelnych moralnie, otworzyli ogień do zgromadzonych na placu Dam przed pałacem królewskim w Amsterdamie mieszkańców holenderskiej stolicy

Oczami wyobraźni widzimy radzieckiego żołnierza M.M. Bondara z 380 Pułku Strzelców i kapitana Władimira Makowa z 756 Pułku Strzelców, jak 30 kwietnia 1945 r. zawieszają radziecką flagę na Reichstagu. Już samo to wydarzenie jest obrośnięte wieloma mitami i kwestionowane przez historyków. Ale w naszej pamięci urosło do roli najbardziej symbolicznego epilogu II wojny światowej. Nic bardziej mylnego. Walki trwały nadal w wielu miejscach Europy. Twierdza Breslau konała przez fanatyzm gaulaitera Karla Hankego.

7 maja żołnierze Kriegsmarine, których w RFN przedstawiano fałszywie jako nieskazitelnych moralnie, otworzyli ogień do zgromadzonych na placu Dam przed pałacem królewskim w Amsterdamie mieszkańców holenderskiej stolicy. Niemieccy zbrodniarze zabili prawdopodobnie 30 osób, w tym ośmioletnie dziecko, a 100 osób ranili.

Volker Ullrich brutalnie i precyzyjnie rozprawia się ze swoimi rodakami

W tych dniach tysiącami ginęli więźniowie niemieckich obozów koncentracyjnych pędzeni w bezsensownych marszach śmierci po całych Niemczech. 26 kwietnia 1945 r. na pokładzie niemieckiego statku pasażerskiego „Cap Arcona” umieszczono 6500 więźniów przeniesionych z obozu koncentracyjnego Neuengamme oraz 400 więźniów, którym udało się przeżyć marsz śmierci z podobozu KL Auschwitz w Fürstengrube. Na dwóch innych statkach: „Thiebleck” i SS „Athen” Niemcy uwięzili łącznie ok. 4800 więźniów. 3 maja 1945 r. po godzinie 14.00 wszystkie te statki zostały zaatakowane przez myśliwce z trzech dywizjonów powietrznych RAF. Większość więźniów zginęła na miejscu lub utonęła. Nieliczni, którym udało się dopłynąć do brzegu hamburskiego portu, zostali zastrzeleni przez marynarzy Kriegsmarine lub uzbrojonych niemieckich cywili. Szczęśliwie na miejsce dotarły jednostki brytyjskie, którym udało się uratować 350 osób.

Czytaj więcej

Czy Adolf Hitler rzeczywiście popełnił samobójstwo?

Volker Ullrich brutalnie i precyzyjnie rozprawia się ze swoimi rodakami. Bez oporów obnaża ich podłość, zakłamanie oraz jednakową służalczość wobec hitlerowskiego reżimu, a później władz okupacyjnych. Nie podtrzymuje fałszywego mitu o dobrym Wehrmachcie i jedynym winowajcy, czyli bezlitosnych oddziałach SS. Z imponującą precyzją ukazuje, że winę za zbrodnie ponosił cały naród, wszystkie bez wyjątku formacje oraz instytucje państwa nazistowskiego.

Ta książka nabiera szczególnego znaczenie w obliczu tego, co dzieje się za naszą wschodnią granicą. Obnaża szpetotę wojny, jej plugawe skutki i ostrzega, że kto sieje wiatr, ten zbiera burzę. Chciałbym, żeby książka Ullricha została wpisana na listę obowiązkowych lektur uczniów w całej Europie, a w szczególności w Niemczech.

Jednak w przypadku jednego tytułu nie mam żadnych wątpliwości. Opublikowane nakładem wydawnictwa HI:STORY monumentalne dzieło niemieckiego historyka Volkera Ullricha „Osiem dni maja. Ostateczny upadek III Rzeszy” jest opracowaniem doskonałym. To jedna z tych nielicznych książek, których lektura całkowicie mnie pochłonęła. A zdarza mi się to już coraz rzadziej ze względu na zalew rynku publikacjami dopasowanymi do intelektu odbiorcy masowego. Z tego powodu lista popularnonaukowych i naukowych książek historycznych, które poleciłbym bez żadnych zastrzeżeń, jest naprawdę krótka. Bez wątpienia można w niej jednak odnaleźć książkę Volkera Ulricha.

Pozostało 90% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Historia świata
Gdy świat zostawił Saamów samych
Historia świata
Feldmarszałek Hindenburg kontra kapral Hitler
Historia świata
Krwawiący czarnoziem. Lwów, spleciona historia Ukraińców i Polaków
Historia świata
Zdobycie Bastylii. Rewolucja pożera własne dzieci
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Historia świata
Skomplikowane drogi Polaków do niemieckich oddziałów Schutza. Tak chcieli bronić Wołynia