Bałtyk pełen wraków. Historia odkryć w monografiach

Prace archeologiczne z reguły kończą się odkryciem zabytkowego obiektu, wydobyciem go w całości bądź częściowo z ziemi czy spod wody; następnie, po opracowaniu laboratoryjnym, w czasopiśmie naukowym ukazuje się artykuł prezentujący odkrycie. Niekiedy media w tonie mniej lub bardziej sensacyjnym ledwie wspominają o tym wydarzeniu. Narodowe Muzeum Morskie w Gdańsku postępuje inaczej.

Publikacja: 14.03.2024 21:00

28 listopada 1627 r. w Zatoce Gdańskiej starły się okręty polskie ze szwedzkimi. Batalia ta przeszła

28 listopada 1627 r. w Zatoce Gdańskiej starły się okręty polskie ze szwedzkimi. Batalia ta przeszła do historii jako bitwa morska pod Oliwą

Foto: Nałęcz, Włodzimierz Jan / MNW

28 listopada 1627 r. w Zatoce Gdańskiej starły się okręty polskie ze szwedzkimi, batalia ta przeszła do historii jako bitwa morska pod Oliwą (obecnie dzielnica Gdańska). Uczestniczący w niej szwedzki „Solen” został osaczony przez polskie jednostki, a szwedzka załoga, w akcie desperacji, wysadziła swój galeon w powietrze – poszedł na dno. Bitwa rozpoczęła się w godzinach porannych, trwała trzy, cztery godziny, dlatego to wydarzenie znalazło odbicie w powiedzeniu, że „tego dnia słońce [»Solen«] zaszło w południe”.

Wrak odkryto po 350 latach podczas budowy gdańskiego Portu Północnego. Przez kilka dekad archeolodzy podwodni systematycznie eksplorowali wrak. Dość powiedzieć, że do tej pory wydobyli z niego ponad 6 tys. różnego rodzaju zabytków, a wśród nich: działa okrętowe, srebrne i miedziane monety, broń ręczną palną i białą, narzędzia cieśli okrętowego, naczynia, przedmioty osobistego użytku, ubrania. Na podstawie wydobytych szczątków ludzkich odtworzono wygląd załogi. Miejsce, w którym spoczywa na dnie „Solen”, zostało wyłączone z inwestycji. Sam wrak nie zostanie wydobyty, ale w przyszłości ten fragment dna stanie się częścią podwodnego skansenu wraków. „Głos Wybrzeża” i Radio Gdańsk wielokrotnie informowały o zabytkach wydobywanych z „Solena”.

Czytaj więcej

Wyprawa na Słońce

W gdańskim muzeum powstał zespół złożony ze specjalistów z działów: badań podwodnych, konserwacji muzealiów, digitalizacji, budownictwa okrętowego, historii żeglugi i handlu morskiego. Do współpracy zaproszono m.in. specjalistów z Muzeum Vasa w Sztokholmie i Uniwersytetu Gdańskiego, a także Mariana Huflejta, autora książki „Bitwa pod Oliwą 1627 fakty i mity”. Narodowe Muzeum Morskie pisze na swojej stronie: „»Solen« zostanie przedstawiony zarówno w kontekście swojej konstrukcji, uzbrojenia, udziału w bitwie pod Oliwą oraz okoliczności zatonięcia, jak i przez pryzmat późniejszych badań archeologicznych. Dzięki wynikom studiów nad poszczególnymi obiektami podniesionymi ze szczątków żaglowca, będzie można szczegółowo przedstawić różnorodne aspekty życia na nim, np. okrętową kuchnię, przechowywanie zapasów żywności czy wyposażenie kajut”. Przy odrobinie wyobraźni czytelnik przeniesie się do pierwszej połowy XVII w. Będzie to możliwe w 2027 r., w 400. rocznicę oliwskiej batalii, wtedy bowiem ukaże się książka przeznaczona dla wszystkich zainteresowanych historią żeglugi na Bałtyku. Ale nie będzie to pierwsza tego typu monografia, lecz kolejna, jaka wyjdzie z Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku.

Przybrzeżna tragedia „Gen. Carletona”

Zima 1785 r. nad Bałtykiem była tak ostra, a lód tak gruby, że każdego dnia kilka sań z towarami przybywało ze Szwecji do Danii – do Helsingoru. Lato niestety nie było lepsze: londyński „Gentlemen’s Magazine” opisał ten rok jako pełen wyjątkowych burz w całej Europie. Okropna pogoda spowodowała głód w Danii i Szwecji, na Litwie nieustanne deszcze lały do października.

Angielski żaglowiec „General Carleton” z ładunkiem żelaza wypłynął ze Sztokholmu. Pogoda gwałtownie się pogorszyła, rozpętał się sztorm, w wyniku którego wiele statków osiadło na mieliźnie. „Lista Lloyda” (ubezpieczyciel) w październikowym raporcie, wymieniając zniszczone jednostki, informuje, że „»Gen. Carleton« z Whitby, kpt. Hustlera, ze Sztokholmu, był widziany 27 września na Morzu Bałtyckim z licznymi przeciekami i sądzi się, że kierował się na Gdańsk”.

Nie dopłynął ani do Gdańska, ani nawet do Zatoki Gdańskiej. Stanął na kotwicy niedaleko brzegu koło rybackiej wsi Dębki – wpada tam do morza mała rzeczka Piaśnica. Załoga pompowała wodę z kadłuba, cieśla próbował łatać dziury. Na nieszczęście dopadła ich kolejna burza, kotwica albo puściła, albo kapitan rozkazał ją odciąć w nadziei, że wiatr zepchnie żaglowiec w stronę brzegu, co umożliwiłoby dotarcie do ujścia Piaśnicy i dałoby załodze szansę na ratunek. Nie wyrzucono za burtę ładunku żelaza, nie było na to ani czasu, ani sił. Spuszczono szalupę, część załogi uratowała się. Reszta, wraz z kapitanem, utonęła, mając brzeg w zasięgu wzroku.

Po upływie dwóch stuleci badacze z gdańskiego muzeum mieli w zasięgu wzroku, czy raczej ręki, archeologiczny podwodny skarb. Zrobili z tego znakomity użytek – z książki „Wrak statku »General Carleton«, 1785” można się dowiedzieć, czym cieśla okrętowy łatał kadłub (piły, świdry, młotki), jak ubierali się marynarze: „Żeglarza rozpoznawano po spodniach z szerokimi nogawkami i krótkiej kurtce (...). W XVIII wieku odzież marynarzy była silnym czynnikiem wyróżniającym. Zwracano wówczas na lądzie uwagę zarówno na ich nieokrzesane zachowanie, jak i »cudaczny« strój. Społeczeństwo często krzywym okiem spoglądało na marynarski przyodziewek z dala od portu albo tawerny. Właśnie przez swój ubiór marynarze odróżniali się od tych w »długim ubraniu«”.

Statek „General Carleton” zwodowano w burzliwych czasach wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Żaglowiec ten brał bezpośredni udział w tych zmaganiach (1782–1783), zanim trafił na Bałtyk. Ale i tutaj było niebezpiecznie, i na Morzu Północnym też, ponieważ do wojny przystąpiła Francja. „W tym czasie statki płynące na Bałtyk ze względów bezpieczeństwa zaczęto obejmować systemem konwojów nadzorowanych przez okręty marynarki wojennej. Świadectwem zagrożenia są rejestry Lloyda z 1778 r., które po raz pierwszy wspominają o uzbrojeniu »Carletona« w działa, w kolejnym roku informując o 10 armatach”. Najlepiej informują o tym militaria wydobyte z wraku, uzbrojenie nieodnotowane w ówczesnych źródłach pisanych – osobista broń marynarzy, pistolety.

Natomiast o tym, o czym „mówią” wydobyte spod wody zabytki skórzane, szklane, klamry do pasów, naczynia kuchenne w sposób rzetelny i zrozumiały dla każdego, nie tylko dla specjalistów całej gamy historyków, informuje dwujęzyczna, polsko-angielska monografia.

Katastrofa źródłem wiedzy

Obaj szyprowie od dawna żeglowali po Bałtyku. W roku 1791 Johannes Leenderts dowodził holenderskim „De Jonge Seerp”, natomiast John Campion angielskim „Recovery”. W czerwcu ich żaglowce, mimo że miały dużo miejsca, zderzyły się w Zatoce Gdańskiej. Holender poszedł na dno. Jego wrak odkryto w 1985 r. Badano go przez dekady, a efektem jest monografia autorstwa dr. Tomasza Bednarza z Narodowego Muzeum Morskiego zatytułowana „De Jonge Seerp”. Oprócz kapitalnych wiadomości o technice szkutniczej, ówczesnych narzędziach czy pochodzeniu drewna, z którego zbudowano żaglowiec, monografia zawiera katalog przedmiotów wydobytych z wraku.

Żaglowiec miał 30 metrów długości. Załogę stanowiło siedem osób: szyper, sternik, bosman, kucharz, cieśla, marynarz i chłopiec okrętowy. Na statku znajdował się otwarty piec z okrągłym żelaznym rusztem z uchwytem do regulowania wysokości nad paleniskiem. Na ruszcie kucharz stawiał mosiężne i żeliwne kociołki do gotowania potraw, wodę grzał w miedzianych czajnikach, smażył na żelaznej patelni, nalewał mosiężną chochlą, podawał na cynowych, glinianych oraz drewnianych talerzach i miskach; załoga pijała kawę i herbatę, a także alkohol ze szklanych kieliszków. Marynarze żywili się kaszą, serem, peklowaną wieprzowiną i wołowiną, słoniną, masłem, sztokfiszem (suszony dorsz), a wszystko to przechowywali w beczkach; czerstwy chleb maczali w piwie.

Z wraku wydobyto: przyrządy nawigacyjne, mosiężną lampę oliwną, kapturek do gaszenia świec, kaolinowe fajki, mosiężne pojemniki na tytoń, spluwaczki. Na wraku znajdowały się też monety: holenderskie, duńskie, polskie, angielskie, francuskie, pruskie (statek zawijał do wielu portów). W wolnym czasie załoga grywała w domino, łowiła ryby – znaleziono kostki do gry i haczyki.

Plan się powiódł

W Zatoce Gdańskiej odnaleziono także szczątki średniowiecznego statku towarowego, z ok. 1408 r., wraz z ładunkiem. Ze względu na znakomity stan zachowania to jedno z najciekawszych i najbardziej wartościowych odkryć podwodnych w skali światowej. Ponad 20-tonowy ładunek składał się z beczek zawierających żelazo, smołę i wosk; były także wiązki żelaznych sztab i dębowych klepek, powiązane łykiem, ale przede wszystkim – najcenniejsze miedziane wlewki, od których wrak nazwano „Miedziowcem”. On także doczekał się monografii: „»Miedziowiec«. Wrak średniowiecznego statku i jego ładunek”.

Już w 1968 r. Muzeum Morskie w Gdańsku rozpoczęło podwodne badania archeologiczne, ale pierwszy etat dla podwodnego archeologa utworzono dopiero w roku 1974. „Dziś po niemal czterdziestu latach archeologicznych badań podwodnych i studiów nad wydobywanymi z morza zabytkami Centralne Muzeum Morskie w Gdańsku [pisane w roku 2008] przystępuje do realizacji planowanego już od pewnego czasu nowego cyklu publikacji naukowych – monografii badanych wraków” – stwierdził we wstępie do „Generala Carletona” dr Jerzy Litwin, ówczesny dyrektor muzeum. Minęło półtorej dekady i oto okazuje się, że koniec wieńczy dzieło – jak z satysfakcją zauważył dr Robert Domżał, obecny dyrektor Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku.

28 listopada 1627 r. w Zatoce Gdańskiej starły się okręty polskie ze szwedzkimi, batalia ta przeszła do historii jako bitwa morska pod Oliwą (obecnie dzielnica Gdańska). Uczestniczący w niej szwedzki „Solen” został osaczony przez polskie jednostki, a szwedzka załoga, w akcie desperacji, wysadziła swój galeon w powietrze – poszedł na dno. Bitwa rozpoczęła się w godzinach porannych, trwała trzy, cztery godziny, dlatego to wydarzenie znalazło odbicie w powiedzeniu, że „tego dnia słońce [»Solen«] zaszło w południe”.

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Historia świata
Krwawiący czarnoziem. Lwów, spleciona historia Ukraińców i Polaków
Historia świata
Zdobycie Bastylii. Rewolucja pożera własne dzieci
Historia świata
Skomplikowane drogi Polaków do niemieckich oddziałów Schutza. Tak chcieli bronić Wołynia
Historia świata
Sentinelczycy, najbardziej izolowana populacja na świecie
Materiał Promocyjny
Mazda CX-5 – wszystko, co dobre, ma swój koniec
Historia świata
III Rzesza: rasowe i cywilizacyjne „wyniesienie” niemieckiego narodu
Materiał Promocyjny
Branża bankowa gorszy okres ma za sobą