Komunista, kapitalista, sekretarz, pozer

Jego śmierć 30 listopada 2022 r. nie przyciągnęła wielkiej uwagi. Dziś wspomnienia o Jiangu Zeminie zbladły, zwłaszcza w obliczu tego, co z Chinami i posiadaną władzą robi Xi Jinping. A jednak to Jiang stworzył takie Państwo Środka, jakie Xi jedynie twórczo rozwija: hybrydę komunizmu z patologiami kapitalizmu, globalnymi ambicjami mocarstwowymi i namiastką igrzysk dla ludu.

Publikacja: 01.02.2024 21:00

Oddanie hołdu zmarłemu 30 listopada 2022 r. byłemu przywódcy Chin Jiangowi Zeminowi. Pekin, Wielka H

Oddanie hołdu zmarłemu 30 listopada 2022 r. byłemu przywódcy Chin Jiangowi Zeminowi. Pekin, Wielka Hala Ludowa, 6 grudnia 2022 r.

Foto: CNS / AFP

Fengtou zhuanjia (popisujący się ekspert od wszystkiego) – taką ksywką skrycie posługiwali się rezydenci Zhongnanhai, dzisiejszej „partyjnej” części Zakazanego Miasta, opisując Jianga Zemina. Następca Deng Xiaopinga niewątpliwie za czasów, gdy piastował najwyższe stanowiska w państwie, uwielbiał przyciągać uwagę: „Krasił swój mandaryński słowami z innych języków i dialektów: rosyjskiego, angielskiego, kantońskiego, szanghajskiego, zdarzało się mu wtrącić coś po hiszpańsku czy rumuńsku” – opisywali złote lata Zemina Andrew J. Nathan i Bruce Gilley w książce „China’s New Rulers: The Secret Files”.

„Kiedy wybierał się do jakiegoś regionu, również Hongkongu, otaczał się falangą ochroniarzy i członkami świty. Gdy zatrzymywał się porozmawiać z jakimś przechodniem, był to raczej jego wykład niż słuchanie opowieści napotkanej osoby. Wiele innych osób w chińskim przywództwie było wychowanych do większej powściągliwości i styl Jianga uważano za przesadny i rozrzutny. Li Ruihuan krytykował przywódcę za przedkładanie »pustosłowia« nad »prawdziwą pracę«, a podróże uznawał za »przeszkadzające ludowi«” – dorzucali amerykańscy sinolodzy z uniwersytetów Columbia i Princeton w swojej pracy. „Jowialny i korpulentny poliglota, zawsze sprawiał wrażenie człowieka, który każdy kolejny awans w partyjnej hierarchii potrafił w pełni wykorzystać do dalszego kroku naprzód. Powszechnie znany jako amator chińskiej poezji i muzyki, był również miłośnikiem brzmień z Zachodu – od Beethovena i pieśni »O sole mio«, po Elvisa Presleya w wersji karaoke. Wykazywał się iście światowym gustem, nawet jeśli przy okazji państwowych uroczystości wydawał się puszystą marionetką o włosach ufarbowanych na regulaminowy odcień czerni” – podsumowywał Jonathan Fenby w swoim sążnistym dziele „Chiny. Upadek i narodziny wielkiej potęgi”.

Od lewej: Xi Jinping, obecny przewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej, i Jiang Zemin, przewodniczą

Od lewej: Xi Jinping, obecny przewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej, i Jiang Zemin, przewodniczący w latach 1993–2003. Pekin, 2017 r.

Qilai Shen/Bloomberg

Paradoksalnie Jiang Zemin ostatnie lata życia spędził z daleka od politycznych jupiterów i bez wielkich fet na swoją cześć, choć to on przywracał w Chinach kult jednostki. „Podczas gdy Deng rządził Chinami jako regent, Jiang wolał, by nikt nie miał wątpliwości, kto zasiada na Smoczym Tronie” – podsumowywał po latach amerykański sinolog Steven W. Mosher w pracy „Hegemon. Droga Chin do dominacji”. A jednak to on popchnął Chiny na drogę uzyskania – a może odzyskania – statusu globalnego supermocarstwa.

Elektryk niepozorny, ale pracowity

Urodzony w 1926 r. przyszły przywódca Chin miał wiele powodów – zarówno tych osobistych, jak i politycznych – aby trzymać się Chińskiej Partii Komunistycznej. Był przedstawicielem tzw. trzeciej generacji chińskich komunistów – ostatniego pokolenia, które osobiście doświadczyło chaosu rządów Kuomintangu, partii Czang Kaj-szeka, a także japońskiej inwazji na Chiny oraz marszu Mao Zedonga po władzę. Te burzliwe czasy kosztowały też życie Jianga Shangqinga – wuja Zemina i jego zastępczego ojca, który sympatyzował z komunistami i miał zginąć (w zależności od wersji) z rąk bandytów lub japońskich okupantów. Tak czy inaczej, w rodzinnych stronach Jianga, na południowo-wschodnich krańcach Chin, Jiang Shangqing cieszył się statusem bohatera.

Mimo bohaterskiej aury swojego krewniaka Jiang miał być przez długie lata jedynie szarym aparatczykiem. Jeszcze w czasie japońskiej okupacji zaczął studia inżynierskie w stolicy swojej rodzimej prowincji, Nankinie. Ukończył je w 1947 r. jako dyplomowany inżynier elektryk oraz świeżo upieczony – od blisko roku – członek partii komunistycznej. Powstanie Chińskiej Republiki Ludowej świętował, snując zapewne plany wyjazdu do Związku Radzieckiego, by zdobywać doświadczenie w tamtejszych fabrykach motoryzacyjnych, co łączył ze studiami ekonomicznymi.

Choć lata 50. XX w. były w ZSRR momentem wyjątkowym – od finalnych podrygów stalinizmu przez brutalną rywalizację o schedę po generalissimusie aż po chruszczowowską odwilż – to niewiele wskazuje, by chiński inżynier jakoś skrzętnie przyglądał się radzieckiej wewnętrznej rozgrywce o władzę. Być może rzeczywiście wolał wówczas trzymać głowę nisko, nie interesować się i nie wtrącać, czekając na lepsze czasy. I w sumie taka taktyka okazała się skuteczna: po powrocie do Chin Jiang trzymał się zawodowej ścieżki kariery – trafił do pierwszej rodzimej firmy motoryzacyjnej w Jilin (dziś China FAW Group Corp., jednego z największych koncernów za Wielkim Murem), potem Instytutu Badań Elektrycznych w Szanghaju, a wreszcie w 1966 r. do instytutu inżynierii termicznej w Wuhanie. I w tym miejscu dopadła go ogłoszona przez Mao tzw. rewolucja kulturalna – pretekst do czystki wśród komunistów i komunistycznych intelektualistów ze świecznika, która objęła dzisiejszego przywódcę Chin Xi Jinpinga oraz jego wysoko postawionego ojca. Jeśli jednak Xi wylądował jako nastolatek na głębokiej wsi i braków w edukacji nigdy nie nadrobił, to 40-letni Jiang wyszedł z opresji obronną ręką.

Co prawda dyrektorskiego stanowiska w Wuhanie nie udało się obronić, ale w ramach rewolucyjnej reedukacji Jiang wciąż był po stronie tych, którzy pouczają, a nie tych, którzy są pouczani. Przetrwał w ten sposób cztery lata największego rewolucyjnego tumultu, by zaczepić się na kolejne dwa w chińskiej misji wysłanej do Rumunii, budującej tam fabryki motoryzacyjne. Gdy wrócił znad Dunaju, ojczyzna powoli szykowała się do pokoleniowej zmiany: Mao tracił kontakt z rzeczywistością, w Państwie Środka szykowało się starcie o władzę, z którego zwycięsko miał wyjść Deng Xiaoping.

Aparatczyk dobry, choć nie bił

Otwarcie Chin na świat, jakie zaczęło się jeszcze u schyłku epoki Mao, miało być wizytówką epoki Denga. W roku 1979 zapadły m.in. decyzje o stworzeniu specjalnych stref ekonomicznych, które miały z kolei nadzorować dwie specjalne komisje specjalizujące się w handlu i inwestycjach zagranicznych. Jiang został wiceszefem obu tych komisji – jak sugerują Nathan i Gilley, nie bez zaangażowania guanxi, czyli sieci powiązań i znajomości, jaką zgodnie z tradycją powinien dysponować każdy szanujący się człowiek, a już Chińczyk bez niej się nie obędzie. W uzyskaniu nominacji miał Jiangowi pomóc Wang Daohan, prominentny członek KPCh z Szanghaju, a przy okazji dawny towarzysz broni Jianga Shangqinga. Ten sam aparatczyk miał promować Jianga Zeminga na stanowisko burmistrza swojej metropolii: fotel, który przypadł przyszłemu przywódcy w 1985 r.

Fang Lizhi, autor wydanej przed laty w Chinach książki „Disidai” („Czwarta generacja”) poświęcił karierze Jianga w Szanghaju kilka cierpkich akapitów. Wynikało z nich, że Jiang na czele największego miasta Chin wyróżnił się brakiem jakichkolwiek inicjatyw i ślepym powtarzaniem stanowiska partii we wszystkich kluczowych sprawach. Być może dlatego zabawił w szanghajskim ratuszu zaledwie dwa lata, zmieniając w roku 1987 stanowisko na urząd szefa struktur partii w tym samym mieście. A przy okazji wszedł wówczas do partyjnego politbiura, co de facto oznaczało nie tyle karę, ile awans.

Jiang Zemin i prezydent USA George W. Bush. Teksas, 25 października 2002 r.

Jiang Zemin i prezydent USA George W. Bush. Teksas, 25 października 2002 r.

Rod Aydelotte/Waco Tribune-Herald/Pool via Bloomberg News

Aż nadszedł burzliwy rok 1989. Przez wiele tygodni członkowie politbiura pomstowali na sekretarza generalnego partii Zhao Ziyanga za dopuszczenie do prodemokratycznego zrywu chińskich studentów. Wreszcie w maju, zaledwie nieco ponad tydzień przed masakrą na placu Tiananmen, dokonali zmiany na stanowisku szefa KPCh. Fotel miał teraz zająć Jiang Zemin.

Eksperci i historycy do dziś zachodzą w głowę, jak to się stało. „Jiang był konserwatystą, który twardo trzymał w ryzach szanghajskich studentów (...). Początkowo zezwalał na protesty w ograniczonej formie, jednocześnie cały czas oczerniał studentów jako »maleńką garstkę« próbującą »zatruć umysły ludu«. Gdy około czterech tysięcy szanghajskich studentów i wykładowców 16 maja 1989 r. rozpoczęło strajk głodowy w mieście, Jiang trzymał nerwy na wodzy – podobnie dwa dni później, gdy setki tysięcy obywateli przemaszerowały przez Szanghaj. Protest był hałaśliwy, ale spokojny i nie wymagał interwencji milicji. Teraz umiejętności [Jianga] kontrolowania tłumu miały się sprawdzić w Pekinie” – opisywał Gordon Thomas, dziennikarz i pisarz, w książce „Zarzewie ognia” poświęconej polityce Chin wobec USA „po 11 września”.

Autorzy „China’s New Rulers” sugerują, że może odpowiednie wrażenie zrobiła podjęta zawczasu przez szanghajskie szefostwo partii decyzja o zamknięciu liberalnej redakcji „World Economic Herald”, która dosyć otwarcie popierała protestujących. Może częściowe rozwiązanie zagadki podsuwa też Gordon Thomas, przytaczając anegdotę o tym, jak to w apogeum kryzysu w Szanghaju wylądował – wracający z wizyty w USA – przewodniczący chińskiego parlamentu Wan Li. Wan generalnie unikał przyjęcia postawy „pro” lub „kontra” wobec demonstracji, studentów nazywał „patriotami”, a tuż po wylądowaniu w Szanghaju odmówił poparcia dla wprowadzenia w kraju stanu wyjątkowego. Jak pisze Thomas, w efekcie Jiang poinformował Wana, że ten „potrzebuje odpoczynku” – szef parlamentu wylądował w pobliskim rządowym pensjonacie, w którym miał pozostać do czasu „ozdrowienia”. Ozdrowiał już dzień później, przynajmniej na tyle, by wyrazić bezwarunkowe poparcie dla stanu wyjątkowego.

Tak, niewątpliwie ideologiczna wierność „linii partii” mogła odegrać rolę w awansie na szczyt, podobnie jak przywoływane gdzieniegdzie dążenie Deng Xiaopinga do odmłodzenia partyjnego przywództwa. Eksperci są też skłonni zakładać, że zadziałało wspomniane guanxi Jianga, którego częścią jest z kolei zou furen luxian, trawestując przytoczone wyżej hasło: „wierność linii żon”. Nathan i Gilley przypominają bowiem plotki o tym, że część rodzin partyjnych liderów zwykła była spędzać zimy w nieco przyjemniejszym Szanghaju, gdzie małżonki partyjnych bonzów były osobiście doglądane i „zaopiekowane” przez miejscowego szefa partii, który w ten sposób zdobywał poparcie ich mężów. Przekręcając powiedzonko Denga o kotach – nie ma znaczenia: mąż czy żona, grunt, żeby wynik głosowania się zgadzał. „Byli w grze i przedstawiciele władz w Pekinie, i silni gracze z regionów, którzy cieszyli się większym poparciem partyjnej starszyzny” – piszą Nathan i Gilley. „Cesarzem” został jednak niepozorny inżynier, którego ledwie kilka tygodni wcześniej mało kto za Wielkim Murem kojarzył.

Prawie Mao, tylko sympatyczniejszy

Cytowane na wstępie – gierkowskie w swoim klimacie – gospodarskie wizyty i pogawędki z przechodniami w blasku kamer mogły być przejawami próżności i bezmyślnym kopiowaniem figury przywódcy bliskiego ludowi. Ale też część sinologów jest zdania, że był to wyreżyserowany spektakl służący konsekwentnemu budowaniu figury wodza według wzorców z epoki Mao. „Jiang propagował kult jednostki i na stałe zagościł w wieczornych wiadomościach, gdzie pokazywano, jak poklepuje po plecach żołnierzy strzegących Tybetu albo rozdaje podarunki biednym wieśniakom z Syczuanu” – pisał we wspomnianej książce Steven W. Mosher. „Podczas pobytu w Meksyku poszedł popływać w oceanie u brzegów Cancun, choć zabroniono kąpieli ze względu na wzburzone morze. Podtrzymywany przez dwóch potężnych goryli spędził w wodzie tylko tyle czasu, aby zrobiono mu zdjęcie. Wyczyn ten aż nadto przypominał szeroko nagłaśnianą kąpiel Mao w rzece Jangcy w 1966 r. i w wielu Chińczykach obudził niemiłe uczucia” – dorzucał Mosher.

Wizyta Władimira Putina w Chinach. Prezydenta Rosji wita przewodniczący ChRL Jiang Zemin. Pekin, 2 g

Wizyta Władimira Putina w Chinach. Prezydenta Rosji wita przewodniczący ChRL Jiang Zemin. Pekin, 2 grudnia 2002 r.

FREDERIC BROWN / AFP

Inny badacz, Willy Lam, utrzymywał z kolei, że dwór Jianga z rozmysłem reżyserował fotografie, by przypominały te zrobione samemu Mao lub za jego czasów, a część podróży przywódcy została zaprojektowana tak, by naśladować wycieczki odbywane niegdyś przez Wielkiego Sternika. Mało spektakularna, mniej więcej ćwierćwiekowa kariera Jianga na stanowiskach inżynierskich w fabrykach i instytutach urosła do rangi pracy nad „położeniem podwalin nowoczesnego chińskiego przemysłu” oraz „zapoczątkowania koncepcji chińskich wojen gwiezdnych”.

Mosher wspomina też, że nowy przywódca zaniechał po śmierci Denga kontynuacji części jego reform, za to wybiórczo wprowadził część myśli politycznej Denga do państwowej doktryny, przyozdobiwszy tę także w koncepcję chińskiej „cywilizacji duchowej”, „chińskiej drogi” czy postulat uwolnienia wszystkich mieszkańców Państwa Środka od ubóstwa do 2000 r. To Jiang poszedł możliwie daleko w otwieraniu aparatu partyjnego na nowych chińskich przedsiębiorców, tworząc pojęcie „trzech reprezentacji”, a zarazem dołożył do tego koncepcję „pięciu NIE” („nie” dla: wolnych wyborów, systemu wielopartyjnego, trójpodziału władzy, odpolitycznienia armii i mediów). „Począwszy od trzeciej generacji przywódców, czyli tandemu Jiang Zemin – Zhu Rongji, z woli władz dość wyraźnie stawiano na powrót paternalistycznego i hierarchicznego z ducha konfucjanizmu oraz dawnej chińskiej tradycji, tej sprzed epoki Mao oraz rządów KPCh. Wydawało się nawet, że Chiny bardziej wracają do epoki klasycznej i okresów Cesarstwa, aniżeli żarliwego ducha komunizmu epoki Mao” – zaobserwował prof. Bogdan Góralczyk w pracy „Nowy Długi Marsz. Chiny ery Xi Jinpinga”, zastrzegając jednak, że wraz z nastaniem rządów Xi trudno dłużej mówić o takiej polityce.

Częścią wprowadzonych za Jianga zmian była klarownie zaznaczająca się koncepcja mocarstwowa, „wielki renesans” Chin, o którym następca Denga miał mówić nieoficjalnie już w 1988 r. W swej nieformalnej postaci przybrał on kształt coraz dynamiczniej rosnących wydatków na armię, aktywniejszej polityki alienowania Tajwanu, gospodarczo-politycznego „pójścia w świat” (co w najbardziej spektakularny sposób widoczne było w kontaktach nawiązywanych przez Pekin w Afryce i Azji), powrotu do nieufności wobec poczynań USA i Zachodu w ogóle oraz dążenia za wszelką cenę – choćby poprzez szpiegostwo gospodarcze czy przymykanie oka na prawa autorskie – do technologicznego rozwoju.

Na punkcie tego ostatniego sektora przywódca miał podobno swoistego bzika – jak twierdzi Richard McGregor, dziennikarz „Financial Times” specjalizujący się w tematyce poświęconej Państwu Środka. „Niepodzielnie władał tą branżą, umieszczając swoich lojalistów na kluczowych stanowiskach i pozwalając, by jego syn stał się najważniejszym graczem w szanghajskim środowisku hi-tech” – pisze reporter w książce „The Party. The Secret World of China’s Communist Rulers”. Ta pozycja syna przywódcy, Jianga Mianhenga (skądinąd także wiceprezesa Chińskiej Akademii Nauk do 2011 r., szefa szanghajskich struktur Akademii do 2015 r. oraz rektora Politechniki Szanghajskiej utworzonej w 2014 r.), była zresztą jedynie punktem wyjścia dla dalszych biznesowych podbojów. Według amerykańskich mediów, np. „The New York Times”, „The Wall Street Journal” czy stacji NBC News, familia Jiangów posiada udziały m.in. w takich firmach, jak Nokia czy Microsoft, czy studiu filmowym Dreamworks. A i to zaledwie wierzchołek góry lodowej, gdyż każda partyjna czystka – a największą Jiang urządził w latach 1997–1998 – kończyła się rozdawaniem stanowisk powiązanym z sekretarzem aparatczykom.

Na marginesie: w „Disidai” znajdziemy też wzmianki o „przyjaciółkach” przywódcy – autor książki doliczył się czterech: od byłej szefowej Ministerstwa Edukacji, przez menedżerkę jednego z wydziałów niegdysiejszego Ministerstwa Przemysłu Elektronicznego, po znaną w Chinach aktorkę oraz członkinię wojskowego zespołu pieśni i tańca. Na ile były to przyjaźnie, na ile relacje romantyczne – a może i polityczne w przypadku dwóch pierwszych – autor chińskiej publikacji nie przesądza. No i gwoli sprawiedliwości trzeba by tu nadmienić, że Jiangowi daleko byłoby pod tym względem do legendarnych apetytów seksualnych Mao.

Władzę oddać, przytrzymując

„Śmierć Deng Xiaopinga, odzyskanie Hongkongu, gospodarcze rozwiązania Zhu Rongjiego, marginalizacja rywali oraz nieustający wzrost gospodarczy spowodowały, że reżim i sam Jiang Zemin mieli wiele powodów do optymizmu odnośnie do utrzymania własnych rządów. (...) Umiejętnie stosując ustępstwa i zabiegi polityczne, Jiang zapewnił sobie poparcie ze strony armii, która tak bardzo angażowała się w działania biznesowe, że (...) połowa wszystkich żołnierzy pracowała w podporządkowanych jej przedsiębiorstwach. Następca Denga wypracowywał sobie korzystny wizerunek na forum międzynarodowym. (...) Możni tego świata przybywali do Chin i składali hołd nowemu, odrodzonemu Państwu Środka. (...) Zagraniczne inwestycje przeżywały rozkwit” – taki obrazek kreśli Jonathan Fenby, brytyjski specjalista od Chin, opisując schyłek 12-letniego okresu rządów Jianga.

Równie dobrze Jiang mógł w 2002 r. zdecydować o bezterminowym przedłużeniu swoich rządów. Owszem, znacznie przekroczył już siedemdziesiątkę, a zatem próg wieku ustalony wcześniej przez partię jako moment, w którym polityków trzeba odesłać na emeryturę. Ale przywódcy zawsze wolno więcej, zwłaszcza takiemu z ciągotami do kultu jednostki. Mimo wszystko jednak Jiang postanowił odejść i trudno nie odnieść wrażenia, że motywy tej decyzji są równie tajemnicze, jak przyczyny jego awansu na najwyższe stanowiska w Państwie Środka.

„Była to najbardziej łagodna i pokojowa zmiana władzy w historii współczesnych Chin” – oceniał w tamtym czasie szef biura „The Washington Post” w Pekinie Philip P. Pan w swoich wspomnieniach zza Wielkiego Muru („Z cienia Mao. Walka o duszę nowych Chin”). Nie ulega jednak wątpliwości, że Jiang oddawał fotel, ale nie chciał zbyt szybko pozbywać się wpływów. Formalnie pozostawił sobie fotel szefa Komisji Spraw Wojskowych (do 2004 r.), usytuował się w pozycji nieformalnego doradcy swojego następcy, w politbiurze była pięcioosobowa grupa polityków frakcji szanghajskiej, a w całym aparacie partii znacznie większa jej reprezentacja. Nieformalnie plotkowano, że na byłego już przywódcę przez kilka lat wywierano zakulisową presję, żeby wreszcie udał się na zasłużoną emeryturę. Jego następca, Hu Jintao, przez pierwszych kilka lat musiał mozolnie pozbywać się nominatów Jianga z władz KPCh, by zrobić miejsce dla czwartej generacji chińskich komunistów. Jak też widać, krewni byłego sekretarza generalnego zachowali swoje biznesowe imperium.

Jiang pojawiał się jeszcze przez kolejną dekadę na oficjalnych ceremoniach. Siadał przy tych okazjach przy Hu Jintao, a w ostatnich latach przy Xi Jinpingu – choć było jasne, że u boku obecnego lidera ChRL Jiang nie miał już nic do powiedzenia. W oficjalnym nekrologu władze w Pekinie określiły go mianem „wspaniałego przywódcy, wielkiego marksisty, wielkiego proletariackiego rewolucjonisty, męża stanu, stratega wojskowego, dyplomaty, komunisty sprawdzonego w boju”. Całkiem nieźle jak na inżyniera elektryka.

Historia świata
Pasażerowie "Titanica" umierali w blasku gwiazd
Historia świata
Odzwierciedlają marzenia i aspiracje panny młodej. O symbolice dywanu posagowego
Historia świata
Bezcenne informacje czy bezużyteczne graty? Kapsuły czasu trwalsze od fundamentów
Historia świata
Ludobójstwo w Rwandzie – szczyt obłędu
Historia świata
Prezydent, który zlecił jedyny atak atomowy w historii. Harry S. Truman, część III