Powrót Trumpa coraz bardziej realny

Donald Trump jak burza zmierza ku reelekcji na urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych. Wszystko wskazuje, że w szeregach Partii Republikańskiej nie ma poważnych konkurentów.

Publikacja: 25.01.2024 21:00

Donald Trump, 45. prezydent USA w latach 2017–2021, chce ponownie rządzić Ameryk

Donald Trump, 45. prezydent USA w latach 2017–2021, chce ponownie rządzić Ameryk

Foto: AFP

Wśród 13 osób ubiegających się o nominację tej partii tylko Trump i była gubernator Karoliny Południowej Nimrata „Nikki” Haley mogą stworzyć tandem, który zdystansuje wszystkich, którzy w przyszłym roku wezmą udział w wyścigu do Białego Domu.

Obecnie tylko troje demokratów ma poważne szanse na otrzymanie mandatu swojej partii na udział w tym politycznym maratonie. Pierwszy z nich, urzędujący prezydent USA Joe Biden, wydaje się, że słabnie – nie tylko z politycznego, ale także zdrowotnego punktu widzenia. Starszy pan, u którego niektórzy lekarze dostrzegają pierwsze objawy demencji naczyniowej, wydaje się coraz mniej zdolny, by podołać trudom niezwykle trudnej przyszłorocznej kampanii. Braki kadrowe wśród demokratów są tak dramatyczne, że nawet poważne ośrodki analityczne wskazują na konieczność wystawienia kandydatury osoby z tylnego szeregu partii. Stąd coraz częściej mówi się o kandydaturze 71-letniej działaczki charytatywnej Marianne Williamson, która nie jest skrępowana partyjnymi układami i politycznymi zobowiązaniami. Tylko osoba tak niezależna może w starciu z mizoginikiem Trumpem odebrać mu znaczną część elektoratu kobiecego.

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Nikki Haley, sól w oku Donalda Trumpa

Obecnie jej jedynym poważnym konkurentem w szeregach Partii Demokratycznej jest 55-letni kongresmen Dean Benson Phillips reprezentujący w izbie niższej amerykańskiego Kongresu trzeci dystrykt wyborczy stanu Minnesota. Ale w narodowych rankingach popularności plasuje się daleko za nowojorskim miliarderem.

Zatem to nie potencjał polityczny samego Trumpa czyni go najsilniejszym kandydatem przyszłorocznych wyborów, ale całkowity chaos w szeregach opozycji i deficyt wielkich osobowości na prawicy. Na tym tle fatalnie wypadają także kandydaci niezależni. Wśród nich prym wiedzie 70-letni Robert F. Kennedy Jr, który jest synem byłego prokuratora generalnego i bratankiem 35. prezydenta USA. Jako spadkobierca wielkiej amerykańskiej dynastii politycznej byłby poważnym zagrożeniem dla planów Trumpa, ale jako fanatyczny aktywista ruchu antyszczepionkowego jest postrzegany jako człowiek o niebezpiecznych poglądach. Trump nie musi się także obawiać konkurencji ze strony 70-letniego profesora Cornela Westa, który pomieszał ideologie ruchu czarnych panter z marksizmem, tworząc z tego amalgamat poglądów nie do przyjęcia dla większości Amerykanów.

Na razie Donald Trump nie musi się martwić o konkurencję. Jego plan powrotu do Białego Domu po czteroletniej przerwie nie jest czymś nowym w amerykańskiej polityce. Ten szlak przetarł już pod koniec XIX w. Grover Cleveland. Był to jedyny w historii USA prezydent wybrany na dwie nienastępujące po sobie kadencje. Wierzył, że gospodarka powinna być zawsze niezależna od polityki. Wszelkie próby krępowania wolnego rynku regulacjami państwowymi traktował jak zamach na Amerykę. Powtarzał, że nie da się zadekretować dobrobytu. Za wierność konserwatywnym poglądom zapłacił utratą popularności pod koniec pierwszej kadencji. W 1889 r. przegrał z republikaninem Beniaminem Harrisonem, mimo że wygrał głosowanie powszechne. Po raz kolejny dziwaczny system elektorski spowodował, że głosowanie wygrał człowiek cieszący się mniejszym zaufaniem wyborców.

Grover Cleveland (1837–1908), 22. i 24. prezydent USA w latach 1885–1889 oraz 1893–1897

Grover Cleveland (1837–1908), 22. i 24. prezydent USA w latach 1885–1889 oraz 1893–1897

U.S. NATIONAL ARCHIVES AND RECORDS ADMINISTRATION

Jednak Cleveland nie poddał się po przegranej w 1889 r. Wręcz przeciwnie – porażka dodała mu sił. W 1893 r. triumfalnie wrócił do Białego Domu po czterech latach przerwy. Pod tym względem, a także pod wieloma innymi względami natury obyczajowej i stosunku do kobiet, Donald Trump bardzo przypomina Grovera Clevelanda, który kierował się naczelną zasadą: „Podczas gdy obowiązkiem obywateli jest wspomagać rząd, nigdy nie jest obowiązkiem rządu wspomagać obywateli”.

Najnowsze sondaże wyborcze wskazują na bezkonkurencyjność Trumpa. Około 70 proc. republikanów widzi w nim swojego przywódcę. 52 proc. wszystkich Amerykanów popiera jego program i rozważa oddanie głosu na jego kandydaturę. Niewielu kandydatów cieszyło się takim poparciem na rok przed wyborami krajowymi. W tym świetle zupełnie innego znaczenia nabierają słowa wypowiedziane cztery lata temu przez Trumpa podczas pożegnalnego przemówienia w Białym Domu: „The best is yet to come!”.

materiały prasowe

Historia świata
Pasażerowie "Titanica" umierali w blasku gwiazd
Historia świata
Odzwierciedlają marzenia i aspiracje panny młodej. O symbolice dywanu posagowego
Historia świata
Bezcenne informacje czy bezużyteczne graty? Kapsuły czasu trwalsze od fundamentów
Historia świata
Ludobójstwo w Rwandzie – szczyt obłędu
Historia świata
Prezydent, który zlecił jedyny atak atomowy w historii. Harry S. Truman, część III