Cud domu brandenburskiego

Niedoszły ksiądz Joseph Goebbels uczepił się przekonania, że Opatrzność chroni narodowy socjalizm i wodza.

Publikacja: 04.01.2024 21:00

Caryca Elżbieta Piotrowna Romanowa (1709–1762) przed pałacem w Carskim Siole. Obraz Jewgienija Jewgi

Caryca Elżbieta Piotrowna Romanowa (1709–1762) przed pałacem w Carskim Siole. Obraz Jewgienija Jewgienijowicza Lanceraya z 1905 r.

Foto: TRETYAKOV GALLERY/WIKIMEDIA COMMONS

W nocy z 12 na 13 kwietnia 1945 r. dr Joseph Geobbels, minister propagandy Trzeciej Rzeszy, wracał w ponurym nastroju z wizytacji 9. Armii generała Bussego na froncie odrzańskim. Był przerażony defetyzmem szerzącym się wśród niemieckich żołnierzy i oficerów. Do tego raporty, które właśnie otrzymał o szybkim postępie aliantów na froncie zachodnim, całkowicie go załamały. Wydawało się, że dla Trzeciej Rzeszy nie ma już nadziei. Upadek nazistowskiej dyktatury to nie była już kwestia miesięcy czy tygodni, ale zaledwie kilku dni.

Nagle kolumnę samochodów zatrzymał jadący w pierwszym aucie adiutant ministra – Günther Schwägermann. Mężczyzna podbiegł do samochodu swojego szefa i przekazał wiadomość z departamentu ósmego Ministerstwa Propagandy. Radio BBC ogłosiło właśnie, że zmarł prezydent Stanów Zjednoczonych.

Goebbels chwilowo zaniemówił, po czym krzyknął: „łączyć mnie z Kancelarią Rzeszy”. Kilka minut później w Berlinie słuchawkę podniósł Adolf Hitler. „Mój wodzu, w gwiazdach jest zapisane, że druga połowa przyniesie nam dobrą odmianę – oświadczył entuzjastycznie Goebbels zaskoczonemu Hitlerowi. – Mamy dziś piątek 13 kwietnia. Punkt zwrotny!”. Kiedy Hitler zdziwionym głosem zapytał, co minister przez to rozumie, Goebbels oświadczył mu triumfalnie: „Caryca nie żyje!”. Minister przekonywał wodza, że właśnie obaj są świadkami wielkiego zwrotu w tej wojnie. Tego samego dnia podczas rozmowy z  ministrem uzbrojenia i amunicji Rzeszy Alberetem Speerem Goebbels upajał się wiadomością: „Proszę, nastąpił cud, który zawsze przepowiadałem. I kto miał rację? Wojna nie jest wcale przegrana”.

Niedoszły ksiądz Joseph Goebbels uczepił się przekonania, że Opatrzność chroni narodowy socjalizm i wodza. Ale nawet Hitler przyjął wiadomość o śmierci Roosevelta umiarkowanie entuzjastycznie. Zdawał sobie sprawę, że żaden amerykański polityk nie może teraz zatrzymać rozpędzonej i zwycięskiej ofensywy aliantów. „Trzeci cud domu brandenburskiego” okazał się jedynie chimerą przerażonego skalą klęski ministra propagandy.

Określenie „cud domu brandenburskiego” wymyślił sam Fryderyk Wielki, który tak nazwał w liście do swojego brata Henryka decyzję o wstrzymaniu ataku na Berlin ze strony rosyjskiego generała-feldmarszałka Piotra Siemionowicza Sałtykowa po zwycięskiej dla Rosjan bitwie pod Kunowicami 12 sierpnia 1759 r.

Powtórki „drugiego cudu domu brandenburskiego” nie było

Jednak nie było to wydarzenie, do którego odwoływał się Goebbels. On wierzył w powtórkę „drugiego cudu domu brandenburskiego”, kiedy niespodziewanie zmarła caryca Elżbieta Piotrowna. Ta córka Piotra Wielkiego, ostatnia czystej krwi Rosjanka na carskim tronie, nie znosiła w swoim otoczeniu Niemców. Dlatego ochoczo przyłączyła się do austriacko-francuskiej koalicji przeciw Prusom w wojnie siedmioletniej. Jej wojska zajęły ogromną część państwa Fryderyka II – od Królewca po Berlin. Od ostatecznej kapitulacji uchroniła Prusy właśnie jej nagła śmierć 5 stycznia 1762 r. Dzisiaj mija 262 lata od tego pamiętnego dnia.

„To pierwszy promyk zapowiadający po ciężkiej burzy piękne dni” – miał wykrzyknąć na wieść o śmierci carycy pruski władca. Nie mylił się, carem został bowiem Piotr III, siostrzeniec Elżbiety, którego matką była carówna Anna Piotrowna, a ojcem Karol Fryderyk, książę Holsztynu. Piotr III czuł się tylko Niemcem i nienawidził wszystkiego, co rosyjskie. Starał się nawet nie mówić po rosyjsku, a przy tym podziwiał i uwielbiał Fryderyka II. Jego decyzja o natychmiastowym wstrzymaniu ognia nosiła cechy zdrady interesu narodowego i uratowała dwór Hohenzollernów przed ostatecznym upadkiem.

Dlatego, w nawiązaniu do tego właśnie wydarzenia, Goebbels zawiadomił Hitlera o śmierci Roosevelta słowami: „Caryca nie żyje!”.

Kto wie, jak potoczyłyby się losy Prus, a tym samym Niemiec, gdyby Elżbieta żyła dłużej. W dniu śmierci miała przecież tylko 53 lata. Po zdobyciu Królewca w sierpniu 1757 r. formalnie inkorporowała Królestwo w Prusach do Imperium Rosyjskiego. Zdradziecka wobec interesów rosyjskich decyzja Piotra III umocniła w Hohenzollernach przekonanie o konieczności zjednoczenia Niemiec za wszelką cenę.

Szczęśliwie dwa wieki później zabrakło odpowiednika Piotra III. Fragment Prus wschodnich został zamieniony w autonomiczny rosyjski obwód kaliningradzki, ale większość dawnego państwa pruskiego powróciła do prastarej polskiej macierzy.

Historia świata
Pasażerowie "Titanica" umierali w blasku gwiazd
Historia świata
Odzwierciedlają marzenia i aspiracje panny młodej. O symbolice dywanu posagowego
Historia świata
Bezcenne informacje czy bezużyteczne graty? Kapsuły czasu trwalsze od fundamentów
Historia świata
Ludobójstwo w Rwandzie – szczyt obłędu
Historia świata
Prezydent, który zlecił jedyny atak atomowy w historii. Harry S. Truman, część III