Jerzy I. Pierwszy Niemiec na brytyjskim tronie

20 października 1714 r., 309 lat temu, w opactwie westminsterskim koronowano księcia brunszwickiego i elektora Hanoweru Jerzego Ludwika na króla Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. To ważne wydarzenie, które zmieniło oblicze monarchii brytyjskiej.

Publikacja: 19.10.2023 21:00

Król Jerzy I rozmawia ze swoim nadwornym kompozytorem Jerzym Fryderykiem Händlem podczas rejsu po Ta

Król Jerzy I rozmawia ze swoim nadwornym kompozytorem Jerzym Fryderykiem Händlem podczas rejsu po Tamizie. Obraz Edouarda Hammana z XIX w.

Foto: Edouard Jean Conrad Hamman

Nowy władca nie urodził się bowiem w Wielkiej Brytanii. Nie mówił nawet po angielsku, nie znał zwyczajów swoich poddanych i nie rozumiał stosunków społecznych panujących w różnych częściach królestwa. W dniu koronacji miał 54 lata. Średnia długość życia w tamtych czasach wynosiła w Europie nieco ponad 56 lat... Jerzy tylko raz w życiu odwiedził wcześniej Anglię. Było to około 1680 r., kiedy kraj ten zmierzał do wojny domowej spowodowanej przez spory religijne i polityczne. Opuszczał ten kraj zniesmaczony, obiecując sobie, że więcej tam nie pojedzie. Nie zdawał sobie sprawy, że złożone układy dynastyczne doprowadzą do tego, że po śmierci królowej Anny Stuart, na mocy Act of Settlement, przyjdzie mu zasiąść na brytyjskim tronie.

Po pełnej splendoru koronacji Jerzy szybko wyjechał do ulubionego Hanoweru. Nie potrafił żyć bez niemieckiej tradycji, języka i obyczajowości. Nigdy nie nauczył się języka angielskiego. To byłoby pół biedy, ale on w rozmowach ze swoimi ministrami świadomie, a może nawet nieco złośliwie posługiwał się fatalną łaciną, niechętnie i okazyjnie dopuszczając tłumacza. Nie znosił towarzystwa Anglików. Uważał ich za natrętnych dziwaków. Na każdym kroku faworyzował Niemców ze swojego otoczenia, w których towarzystwie czuł się najlepiej. Niemal całkowity brak zainteresowania króla problemami Wielkiej Brytanii miał swoje wady i zalety. Bez wątpienia doprowadził do rozkwitu korupcji i kryzysu giełdowego nazwanego nieco ironicznie South Sea Bubble. Powszechna stała się praktyka przekupywania przeciwników politycznych i urzędników. W kraju rządzili ministrowie wywodzący się z faworyzowanego przez Jerzego I stronnictwa wigów. To z tego ugrupowania politycznego pochodzili politycy, którzy sprawowali realną władzę nad Wielką Brytanią: Charles Townshend, James Stanhope, Charles Spencer i pierwszy lord skarbu Robert Walpole uważany przez większość historyków za pierwszego premiera Królestwa Wielkiej Brytanii.

Czytaj więcej

Sztuka baroku: Muzyczne fajerwerki na Tamizie

Jedynym obszarem wzbudzającym zainteresowanie nowego króla była polityka zagraniczna. Jerzy I niewątpliwie załagodził konflikty Wielkiej Brytanii z Austrią i Francją oraz protestancką Republiką Zjednoczonych Prowincji. Brytyjczycy wyraźnie odczuwali ostentacyjnie lekceważący stosunek króla do tradycji izolacjonistycznych w dyplomacji angielskiej. Także styl życia króla nie budził zachwytu jego brytyjskich poddanych. Purytańskie społeczeństwo wyspiarskie źle oceniało nieskrywany przez dwór konflikt monarchy z żoną, księżniczką Ahleden Zofią Dorotą z Celle, oraz z synem i następcą tronu Jerzym Augustem.

Ale przybysz miał też swoje zalety. Jego obojętność na problemy wewnętrzne królestwa zaowocowała rozwojem brytyjskiego parlamentaryzmu i demokracji. Brytyjczycy zrozumieli, że państwo to obszar ich samorządu, a suweren może pełnić role wyłącznie reprezentacyjne.

Poza tym nowy król wprowadzał nowe i ciekawe obyczaje kontynentalne, które nieco odświeżały mentalność wyspiarzy. Z elektorem Hanoweru przybył do Anglii jego nadworny kapelmistrz, znany w całej Europie kompozytor Jerzy Fryderyk Händel. Jego największe dzieła koncertowe są dzisiaj kojarzone z kulturą angielską, ale w 1717 r. były dla Anglików nowością, zaimportowaną z kontynentu syntezą stylu włoskiego i niemieckiego. Muzyka Händla okazała się najlepszym sposobem na nawiązanie więzi pomiędzy suwerenem i jego poddanymi. 17 lipca 1717 r. o godz. 20. od nabrzeża londyńskiego Whitehall na Tamizie odbiła pięknie przystrojona, odkryta barka z królem Jerzym I na pokładzie. Łódź rozpoczęła rejs w kierunku Chelsea. Na drugiej barce płynęła 50-osobowa orkiestra, która pod kierunkiem Jerzego Fryderyka Händla nieustannie wykonywała trzyczęściowy koncert, nazwany od tego wydarzenia „Muzyką na wodzie”. Po obu stronach rzeki monarsze towarzyszyły w podróży nieprzebrane tłumy. Władca nie musiał mówić po angielsku, żeby przedstawić się swoim poddanym. Zrobiła to za niego niebiańska muzyka Händla.

Historia świata
Gdy świat zostawił Saamów samych
Historia świata
Feldmarszałek Hindenburg kontra kapral Hitler
Historia świata
Krwawiący czarnoziem. Lwów, spleciona historia Ukraińców i Polaków
Historia świata
Zdobycie Bastylii. Rewolucja pożera własne dzieci
Historia świata
Skomplikowane drogi Polaków do niemieckich oddziałów Schutza. Tak chcieli bronić Wołynia