Ostatnia twierdza Hitlera

Niedaleko plaż, gdzie 6 czerwca 1944 r. lądowali alianci, Niemcy jeszcze przez 11 miesięcy bronili Wału Atlantyckiego.

Publikacja: 09.06.2023 03:00

28 marca 1942 r. brytyjski HMS „Campbeltown”, wypełniony ładunkami wybuchowymi, zniszczył suchy dok

28 marca 1942 r. brytyjski HMS „Campbeltown”, wypełniony ładunkami wybuchowymi, zniszczył suchy dok w okupowanym przez Niemców Saint-Nazaire (został naprawiony dopiero w 1947 r.)

Foto: Bundesarchiv, Bild 101II-MW-3722-03 / Kramer / CC-BY-SA 3.0 / Pbrks / Wikipedia

Charles de Gaulle, wówczas szef Rządu Tymczasowego, gdy wizytował zrujnowaną Bretanię w czerwcu 1945 r., wyjątkowo honorował Saint-Nazaire u ujścia Loary, gdzie – jak szczególnie podkreślał – naprawdę skończyła się wojna w Europie. Istotnie, chociaż resztę Francji wyzwolono w sierpniu i wrześniu 1944 r., niemiecka okupacja miasta przetrwała kapitulację Rzeszy. Twierdza poddała się dopiero 11 maja 1945 r., po oblężeniu trwającym prawie osiem miesięcy. Saint-Nazaire było ostatnim, lecz nie jedynym francuskim portem, z którego zrezygnowali alianci. Również inne enklawy na atlantyckim wybrzeżu trzymały się do upadku Berlina.

Twierdza Europa

Niemcy szykowali odparcie morskiej inwazji, odkąd w 1942 r. podjęli budowę Wału Atlantyckiego. Miliony ton zbrojonego betonu chroniły niemiecką Twierdzę Europa pasem fortec od Norwegii aż po Hiszpanię, dźwigając płonną nadzieję sztabów, że bunkry uniemożliwią desant. Dopiero jesienią 1943 r., gdy widmo zachodniego frontu zajrzało okupantowi w oczy, wzięto pod uwagę skuteczne lądowanie aliantów.

Czytaj więcej

Jak Hitler kazał spalić Niemcy

Zapewne na taką ewentualność Hitler ogłosił portowe miasta Francji twierdzami, począwszy od Dunkierki, przez Hawr i Cherbourg w Normandii, aż po Royen u ujścia Żyrondy koło Bordeaux. Nim przyszła wiosna, listę Atlantikfestungen wzmocniły: Calais, gdzie oczekiwano desantu, port w La Rochelle i brytyjskie Wyspy Normandzkie na kanale La Manche, okupowane od 1940 r.

Z twierdzami atlantyckimi wiązały się różne cele. W Bretanii, gdzie stacjonowały główne siły floty podwodnej, szło o utrzymanie zdolności operacyjnej U-Bootów – zwłaszcza odkąd lojalny do obrzydzenia Grossadmiral Karl Dönitz jeden raz postawił się Hitlerowi, wymuszając anulowanie rozkazu dowództwa Kriegsmarine o wycofaniu z wojny dużych jednostek podwodnych. Wbrew rozterkom i kosztom nadal budowano okręty, które potrzebowały baz oceanicznych, z czego najważniejsze istniały w Breście i Saint-Nazaire, największą zaś, obsługującą aż dwie flotylle, postawiono w Lorient, skąd sztab Dönitza dowodził operacjami.

Jednak główną rolą miast twierdz była obrona portów głębokowodnych, kluczowych dla sukcesu inwazji. Uznano, nie doceniając inwencji aliantów, że brak nabrzeży i baz przeładunkowych zdławi ewentualny przyczółek brakiem zaopatrzenia. Bez dopływu ciężkiego sprzętu, ogromu żywności, amunicji i ludzi, co zapewniały porty, desant na Francję czekała klęska. Dlatego Hitler rozkazał bronić twierdz atlantyckich do ostatniego żołnierza, nawet po stracie kontaktu z głównymi siłami, a infrastrukturę portową zniszczyć, nim zostanie zdobyta. Dostawy odciętym garnizonom miało dostarczyć Luftwaffe (jakkolwiek po Stalingradzie zapewnienia Göringa brzmiały mało przekonująco) i Kriegsmarine.

Czytaj więcej

Rosyjski faszyzm: od Czarnej Sotni do Putina

Twierdze zbudowano od podstaw, gdyż fortyfikacje Wału Atlantyckiego, jakkolwiek silne, służyły obronie linii brzegowej przed atakami z morza. Należało otoczyć miasta nowymi pozycjami improwizowanych schronów bojowych, stanowisk artylerii, rowów przeciwczołgowych i pól minowych, co utrudniał brak środków i czasu. Poza tym pierścień obrony wymagał dodatkowej obsady, zwiększanej kosztem wojsk operacyjnych. Tymczasem Hitler z uporem maniaka odmawiał przerzucenia do Francji sił bezcelowo stacjonujących na Wyspach Normandzkich. Siłą rzeczy załogę twierdz stanowiły skrawki oddziałów lądowych, jednostki pomocnicze miejscowego personelu Luftwaffe i Kriegsmarine, a nawet włoskie formacje.

W większości atlantyckie twierdze Hitlera, a zwłaszcza w Bretanii, były stosem ruin już przed lądowaniem w Normandii. Tamtejsze bazy floty podwodnej bombardowano nieustannie od 1942 r., a gdy schrony basenów portowych w Lorient oparły się 4 tys. bomb, przestano zważać na cele. W jeden miesiąc na miasto spadło 60 tys. bomb zapalających, niemal równając je z ziemią. W tych zgliszczach nadal żyli cywile, nie znajdując drogi ucieczki, zamknięci w twierdzach, co potęgowało kryzys zaopatrzenia. W dodatku mieszkańcy budzili w Niemcach narastającą paranoję strachu przed dywersantami, dlatego po łagodnej okupacji nastał brutalny terror, znaczony doraźnymi egzekucjami.

Skórka za wyprawkę

Mimo bezpośredniego sąsiedztwa Normandii Bretania rozciąga się 300 km na zachód od plaż, gdzie lądowali alianci, zatem przeciwnie do kierunku natarcia sił sprzymierzonych. Powstał dylemat, co począć z cyplem, który zręczniej było obejść, niż zdobyć, gdyż nie miał strategicznego znaczenia, ale plan zakładał zajęcie półwyspu, a zwłaszcza jego portów już na początku inwazji.

Kwestia była teoretyczna do końca lipca 1944 r., póki alianci nie wyplątali się z żywopłotów Normandii, znajdując drogę na Niemcy w ruinach Saint-Lô. Ostatecznie mimo parcia na wschód zostawienie niemieckich sił na tyłach frontu uznano za nierozsądne, a operujący na prawej flance Amerykanie potrzebowali portu morskiego, w które obfitowała Bretania.

Okazja sama się nadarzyła, gdy generał Wilhelm Fahrmbacher zaniechał wysadzenia mostu w Pontaubault, po którym amerykańskie czołgi 4. Dywizji Pancernej przejechały bez walki. Formalnie Fahrmbacher miał w Bretanii aż trzy dywizje, lecz w praktyce były to ich resztki, gdyż większość jednostek przepadła w obronie Normandii, dlatego przezornie zamknął się w ruinach Lorient. Ta sama twierdza była jednak celem Amerykanów chcących zdobyć sąsiednią zatokę Quiberon, idealną do założenia portu.

Amerykanie dotarli pod Lorient 7 sierpnia, lecz zamiast uderzyć z marszu przez dwa dni zbierali siły, co przesądziło o fiasku; po wojnie gen. Fahrmbacher przyznał, że tego dnia poddanie twierdzy było więcej niż prawdopodobne, gdyż w mieście panował popłoch. Dwa dni zwłoki starczyły, by Niemcy podjęli obronę, a w efekcie nie zdobyto zatoki skutecznie flankowanej przez twierdzę. Mimo to o rezygnacji z portów nie przesądziła porażka w Lorient, lecz koszt amerykańskich zwycięstw.

Pierwszą odbitą twierdzą Bretanii było Saint-Malo na północy, gdzie kierujący obroną płk Andreas von Aulock obiecał aliantom Stalingrad. Grubo przesadził, lecz stawiał opór przez tydzień, zadając Amerykanom dotkliwe straty. Dopiero napalm i zrujnowanie miasta ogniem artyleryjskim wymusiło kapitulację, choć cel nie miał żadnego znaczenia.

Rzeczywistą namiastką Stalingradu okazał się Brest, gdzie Niemcy wciągnęli Amerykanów w walkę miejską piechoty, a optymizm Pattona, by miasto zająć najdalej w tydzień, już pierwszego dnia zmiotła nawała artyleryjska. Piechocie przyszło zdobywać Brest kamienica po kamienicy przez 43 dni, aż do 18 września.

Opór był tym skuteczniejszy, że po miesiącach rozważań Hitler zgodził się przenieść z Jersey rezerwę spadochroniarzy z elitarnej dywizji generała Bernharda Ramcke, a odpowiednikiem stalingradzkiej fabryki traktorów był miejski cmentarz zmieniony w fortecę. Nekropolia padła po ciężkiej batalii, lecz przed portem wciąż broniła się cytadela, pamiętająca Rzymian i średniowiecze. Dopiero pancerne miotacze ognia, dosłane przez Brytyjczyków w finale walk, zdusiły morale Niemców.

Gen. Ramcke uciekł przed kapitulacją, lecz sukces aliantów był pyrrusowy. Brest kosztował ich półtora tysiąca zabitych i rannych, za to bez grosza zysku, gdyż metodycznie niszczony port okazał się bezużyteczny w perspektywie kolejnych miesięcy.

Po Breście sens dalszego szturmowania twierdz był mocno wątpliwy, choć już w czerwcu walki o Cherbourg skłaniały do wahań. Mimo wysiłków fachowo zburzony i zaminowany port przywrócono żegludze dopiero w sierpniu, a w podobnym stanie były wszystkie zdobyte nabrzeża.

Nikły również lęki przed niebezpieczeństwem, jakie Niemcy stwarzali na tyłach. Teoretycznie siła była istotna, bo w enklawach pozostawało blisko 200 tys. żołnierzy, jednak izolowanych i rozproszonych. Na ich połączenie z frontem było za późno, a samodzielnie – bez czołgów, transportu i zaopatrzenia – zostawione na pastwę losu garnizony były poza twierdzami niegroźne. Ostatnie okręty podwodne opuściły bazy już w sierpniu, a Luftwaffe praktycznie też znikło z nieba.

Z czasem, gdy alianci zdobyli Hawr, a potem Antwerpię, zapotrzebowanie na porty stopniowo malało. Uznano, że otorbione enklawy Niemców sensowniej jest pomijać i spożytkować siły na głównym froncie. Z oszczędności do izolowania twierdz nie użyto nawet regularnych oddziałów, lecz niedawnych partyzantów z formacji Wolnych Strzelców i FFI. Wyjątkiem była Dunkierka, której od października pilnowała Czechosłowacka Brygada Pancerna.

Rok w matni

Po stracie Brestu największą niemiecką kieszenią w Bretanii stało się Saint-Nazaire. Okupowany obszar nie był zamknięty granicą miasta, lecz obejmował aż 50 km linii brzegowej i sięgał daleko w głąb lądu z obu stron ujścia Loary. Twierdzy bronił gen. Hans Junck z 30 tys. żołnierzy uzbrojonych w artylerię każdego rodzaju, szacowaną na 700 luf; począwszy od francuskich baterii kal. 240 mm i innych armat fortecznych, po mnóstwo legendarnych dział przeciwlotniczych Flak 18, równie skutecznych w niszczeniu czołgów. Całości dopełniały kilometry rowów przeciwczołgowych, pospiesznie zbudowane schrony bojowe, a wokół nich tysiące hektarów pokrytych minami.

Żołnierze Wehrmachtu z rękami nad głowami idą do alianckiej niewoli po poddaniu cytadeli, fortyfikac

Żołnierze Wehrmachtu z rękami nad głowami idą do alianckiej niewoli po poddaniu cytadeli, fortyfikacji na skraju Saint-Malo we Francji, 17 sierpnia 1944 r.

PNA/Hulton Archive/Getty Images

Niemcy mieli środki, żeby drogo sprzedać skórę aliantom, lecz nikt po nią nie szedł. Sposobność bohaterskiej śmierci mijała, a obfitość broni nie kompensowała znikającej żywności. Teoretycznie Niemcy mieli roczne zapasy, jednak rachunek nie uwzględnił uwięzionych 100 tysięcy cywili. Choć znaczna część Francuzów uciekła, wielu utknęło w pułapce. Co więcej, od dostaw z Saint-Nazaire zależało również 25 tys. żołnierzy w sąsiednim Lorient – dopóki alianci nie zatopili statków z zaopatrzeniem kursujących między twierdzami do marca 1945 r.

Nieuchronnie Francuzi stali się zakładnikami i walutą wymienną Niemców. Zimą gen. Junck wyjednał rozejm z Czerwonym Krzyżem, żeby za ewakuację 15 pociągów z ludźmi kupić żywność i węgiel, jednak nie wszystkim starczyło szczęścia. Świadomość, że za bliską miedzą toczy się wolne życie, skłaniała do desperacji. Odnotowano, że mieszkańcy wsi gremialnie ryzykowali marsz przez pola minowe, ostrzeliwani przez zdezorientowanych aliantów.

Gdzie indziej porozumienia szły dalej – w La Rochelle Francuzi regularnie dostarczali oblężonym opał, żywność, a nawet prąd elektryczny, żeby pomóc cywilom, Niemcy zaś obiecali zachowanie nietkniętych urządzeń portowych, jeśli alianci zaniechają ataków. Także w Dunkierce rozejm humanitarny pozwolił ewakuować z miasta kilkanaście tysięcy ludzi.

Stagnacja nie oznaczała świętego spokoju. Zdesperowani Niemcy z Saint-Nazaire po rozpaczliwej ofensywie rozbili francuski 8. Pułk Kirasjerów, ledwo odtworzony po wyzwoleniu. Cel był raczej przyziemny, bo zajęli tylko wiejską gminę Frossay, by zdobyć coś do jedzenia, a nie wygrać wojnę. Natomiast w styczniu Amerykanie ciężko zbombardowali Royan, szkodząc głównie cywilom, których zginęło co najmniej pół tysiąca. Ale prawdziwa apokalipsa nadeszła później.

Charles de Gaulle, wówczas szef Rządu Tymczasowego, gdy wizytował zrujnowaną Bretanię w czerwcu 1945

Charles de Gaulle, wówczas szef Rządu Tymczasowego, gdy wizytował zrujnowaną Bretanię w czerwcu 1945 r., wyjątkowo honorował Saint-Nazaire

AFP

W paradoksalny sposób wzajemna nerwowość eksplodowała u kresu Rzeszy, dosłownie w ostatnich dniach kwietnia 1945 r. Niespodzianie załoga Saint-Nazaire zaczęła okładać aliantów ciągłym ogniem artyleryjskim, alianci zaś nie pozostawali im dłużni. Wszelako nie czyniło to większych szkód po obu stronach.

Mniej poszczęściło się twierdzy Royan nad Żyrondą, którą ambicja Francuzów kazała zdobyć przed końcem wojny. A ponieważ gen. Edgard de Larminat żądał wsparcia lotnictwa, w połowie kwietnia Amerykanie zrzucili na miasto 700 ton napalmu, zabijając w płomieniach 1,5 tys. cywilów. Kontrowersyjne bombardowanie, choć nikogo nie oskarżono, uchodzi za jawną zbrodnię wojenną.

Negocjacje o warunkach złożenia broni zaczęły się dopiero 7 maja, już po wstępnej kapitulacji Jodla, a kolejne twierdze poddały się nazajutrz lub dzień później. W Saint-Nazaire rozejm miał nastąpić po północy 9 maja, lecz godność gen. Juncka nie pozwoliła mu podnieść rąk przed Francuzami. Ponieważ innych aliantów brakło pod ręką, czekano aż do 11 maja, póki amerykański gen. Kramer nie zjawił się na wyścigach konnych w Bauvron, Niemcy zaś za drobną uprzejmość odwdzięczyli się rezygnacją z wysadzenia urządzeń portowych.

Można dumać, czy w beznadziejnej sytuacji trzymało Niemców poczucie obowiązku, tresura czy strach przed represjami bezwzględnie fanatycznych dowódców. Zwłaszcza gdy zamiast zaopatrzenia żołnierze dostawali skrzynki z Żelaznymi Krzyżami lub premierową kopię propagandowej superprodukcji „Kolberg”. Mimo wcześniejszych licznych obietnic żadnej cudownej broni nie było, prócz machiny prania mózgów dr. Goebbelsa. Atlantyckie twierdze pozwalały trwać w ułudzie szans na ostateczne zwycięstwo, skoro Wehrmacht wciąż bronił francuskiego wybrzeża. Mimo że alianci dotarli już nad Łabę.

Charles de Gaulle, wówczas szef Rządu Tymczasowego, gdy wizytował zrujnowaną Bretanię w czerwcu 1945 r., wyjątkowo honorował Saint-Nazaire u ujścia Loary, gdzie – jak szczególnie podkreślał – naprawdę skończyła się wojna w Europie. Istotnie, chociaż resztę Francji wyzwolono w sierpniu i wrześniu 1944 r., niemiecka okupacja miasta przetrwała kapitulację Rzeszy. Twierdza poddała się dopiero 11 maja 1945 r., po oblężeniu trwającym prawie osiem miesięcy. Saint-Nazaire było ostatnim, lecz nie jedynym francuskim portem, z którego zrezygnowali alianci. Również inne enklawy na atlantyckim wybrzeżu trzymały się do upadku Berlina.

Pozostało 96% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Historia świata
Pervez Musharraf – generał generalny wykonawczy
Historia świata
Kują kotwicę jak dla wikingów. Repliki pozwalają lepiej zrozumieć dawne czasy
Historia świata
Żołnierz, który nienawidził wojny. Wieczny wędrowiec Dwight Eisenhower, cz. II
Historia świata
Paweł Łepkowski: Czy Stalin dał się oszukać Hitlerowi?
Akcje Specjalne
Firmy chcą działać w sposób zrównoważony
Historia świata
Ostrożne przewidywania antropologów. Czy homo sapiens nadal rośnie?
Materiał Promocyjny
Sztuczna inteligencja może być wykorzystywana w każdej branży