Choć zjawisko miało nastąpić dopiero pod koniec lipca, wiadomości o nim krążyły od wielu tygodni. Warszawiacy wiedzieli więc, że w określonym dniu czeka ich tajemniczy widok. Astronomowie potrafili już z dużą dokładnością przewidzieć moment, kiedy Księżyc przesłoni Słońce. Dziś wiemy, że zaćmienie następuje wtedy, gdy Księżyc znajduje się pomiędzy Ziemią a Słońcem i zasłania jego tarczę. Podczas całkowitego zaćmienia cień Księżyca pada na niewielki obszar naszej planety, a obserwatorzy znajdujący się w jego zasięgu, mogą przez kilka minut obserwować zniknięcie słonecznej tarczy.
Czytaj więcej
Od 1 października osoby, które są szczególnie narażone na rozwój raka płuca będą mogły skorzystać z bezpłatnych badań przesiewowych. Program Minist...
Zaćmienie Słońca wywołało panikę w Warszawie. Mieszkańcy obawiali się wiecznej ciemności
W połowie XIX wieku można już było dokładnie określić datę i przebieg zjawiska, zaś w księgarniach pojawiały się popularnonaukowe broszury wyjaśniające, czego należy się spodziewać. Jedną z nich przygotował Ferdinand Schorr, były współpracownik Królewsko-Uniwersyteckiego Obserwatorium we Wrocławiu, który – jak reklamowano publikację – „ściśle obliczał i jasno wykładał” przebieg zjawiska.
Obok takich naukowych wyjaśnień nie brakowało jednak i sensacyjnych pogłosek. „Dziennik Warszawski” przytaczał krążące wśród mieszkańców plotki, że „Słońce nie zaświeci tylko zagaśnie na zawsze, a my będziemy na wieczne ciemności skazani”, albo że podczas zaćmienia „okaże się potężna kometa”, której ogon spali część Ziemi, a na końcu nastąpi „straszliwe wstrząśnienie, które świat do góry nogami przewróci”.
Nic więc dziwnego, że wielu mieszkańców z niepokojem oczekiwało tego dnia. Jak donosiła prasa, „targi (były) puste”, mleczarki wyprzedawały swoje zapasy „byle się jak najprędzej pozbyć przywiezionej śmietanki i mleka”, a „robotnicy po fabrykach żądali zwolnienia od pracy”. Ponadto niektórzy właściciele sklepów i zakładów decydowali się zamknąć je na czas zaćmienia.
Czytaj więcej
Pływanie może skutecznie zmniejszać przewlekły ból dolnego odcinka pleców i ułatwiać codzienne funkcjonowanie. Badanie kliniczne wykazało, że indyw...
Tak obserwowano zaćmienie Słońca w 1851 roku
Atmosferę tamtych chwil uwiecznił malarz Marcin Zaleski (1796-1877). Na obrazie „Zaćmienie Słońca w roku 1851”, znanym też pod tytułem „Widok Warszawy od strony Pragi”, przedstawił mieszkańców zgromadzonych na wiślanym nabrzeżu w pobliżu dawnej Komory Wodnej. Twórczość tego malarza okazała się na tyle wierna topografii miasta, że – jak podaje serwis Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego dzielautracone.gov.pl – jego obrazy wykorzystywano, obok prac Canaletta, podczas powojennej rekonstrukcji zabytków Warszawy.
Warszawiacy nie przyszli nad Wisłę z pustymi rękami. Dziś zaćmienia Słońca obserwuje się przez specjalne okulary z filtrami lub teleskopy wyposażone w odpowiednie osłony. W połowie XIX wieku miłośnikom astronomii musiały wystarczyć znacznie prostsze środki ochrony wzroku, określane w ówczesnej prasie mianem „prezerwatyw”. Jak pisał „Dziennik Warszawski”: „czarne szkiełka z większych i mniejszych fabryk rozrywano bez względu na cenę, mnóstwo świec paliło się wśród dnia dla kopcenia szybki, bo nie wszyscy byli tak szczęśliwi, żeby się dorwać do porządnie okopconego albo przynajmniej zfuszerowanego jako tako aparatu do obserwacji astronomicznych”.
Całkowite zaćmienie Słońca przeszło do historii fotografii
Zaćmienie obserwowano nie tylko w Warszawie. Relacje napływały również z innych miejscowości na ziemiach polskich. W Sopocie chętni do obserwacji „woleli, głównie przez wzgląd na wygodę, pospieszyć na wzgórze w Redłowie” (dziś część Gdyni). W Łomży podkreślano, że „widok był tam o tyle piękniejszym, o ile dłuższy czas trwania tego zjawiska lepiej mu się napatrzyć dozwolił”. Z kolei w Lublinie obserwacje utrudniała „lekka mżawka i ciągła niepogoda, niebo ze wszystkich stron zaciemnione” – relacjonował Aleksander Tołwiński, nauczyciel nauk przyrodniczych w gubernialnym gimnazjum.
Czytaj więcej
Reumatolog Bartosz Fiałek złożył ofertę Pomorskiemu Centrum Reumatologii. Zakładała ona, że lekarz miałby otrzymywać wynagrodzenie w wysokości 4 ty...
Po południu, „koło trzech kwadransów na czwartą” – jak pisała „Gazeta Warszawska” – „chwilowo zagasła jasność Słońca”. W kolejnych minutach światło słoneczne stopniowo ustępowało ciemności, a „z wszystkich tych ust ku niebu wzniesionych, na widok posuwania się tarczy księżycowej i jej cienia, wybiegł jeden wielki okrzyk: »Jest!« owo Hosannah milionów w cześć rozumu rzeczone”. Całkowita faza zaćmienia trwała kilka minut, ale dla obserwatorów był to moment niezwykły. To, co wcześniej opisywano w broszurach i gazetach, stało się doświadczeniem tysięcy ludzi, którzy po raz pierwszy mogli zobaczyć na własne oczy całkowite zaćmienie Słońca. Moment ten zapisał się również w dziejach fotografii. Tego dnia po raz pierwszy udało się utrwalić całkowite zaćmienie Słońca na zdjęciu.
W Warszawie próbę takiego utrwalenia podjął Karol Adolf Beyer (1818-1877), pionier polskiej fotografii. Wykonane przez niego dagerotypy niestety nie zachowały się do naszych czasów. Przetrwała natomiast fotografia wykonana w Królewcu przez Johanna Juliusa Friedricha Berkowskiego (1816-1897), który przeszedł też do historii jako autor pierwszego zachowanego zdjęcia całkowitego zaćmienia Słońca.
Zaćmienie z 1851 roku pokazało, że rozwój nauki nie musiał odbierać światu tajemnicy. Astronomia pozwoliła przewidzieć moment, w którym w środku dnia „zgaśnie Słońce”, fotografia pozwoliła go utrwalić, a dzieła malarskie i relacje prasowe przechowały emocje ludzi, którzy byli świadkami tego niezwykłego widowiska. Choć od czasów warszawskiego zaćmienia minęło 175 lat, podobne zjawiska nadal przyciągają uwagę obserwatorów. 12 sierpnia 2026 roku z Polski będzie można zobaczyć częściowe zaćmienie Słońca. Na kolejne całkowite zaćmienie widoczne z naszego kraju trzeba będzie jednak poczekać znacznie dłużej – do 7 października 2135 roku, czyli ponad sto lat.