W zakrystii kościoła farnego w Węgrowie wysoko nad drzwiami wisi lustro. Zawieszono je tak, że nikt nie może się w nim przejrzeć nawet przypadkiem. Podobno w jego zmatowiałej powierzchni można zobaczyć przyszłość. Metalowe zwierciadło ma 56 na 46,5 cm, waży 17,8 kg i jest wykonane z metalu. Mimo grubości wynoszącej 8 mm – pękło. Nie wiadomo dlaczego. Jest kilka legend z tym pęknięciem związanych. Jedna z nich głosi, że to Napoleon zobaczył swoją klęskę pod Waterloo i uderzył w nie ręką. Kolejna wspomina proboszcza, który ujrzał w swoim odbiciu diabła i cisnął w lustro kluczami. A jeszcze inna – postać Twardowskiego, który na prośbę Zygmunta Augusta przywoływał ducha jego zmarłej żony, Barbary Radziwiłłówny. Zabiegi spirytystyczne spowodowały, że lustro pękło. Na jego ramie widnieje łaciński napis, który w polskim tłumaczeniu historyka Jana Kuchty brzmi: „W tem zwierciadle Twardowski pokazywał czary/ Bogu jednak należne oddawał ofiary”. To jedyny przedmiot, który pozostał po słynnym magu, ale niejedyny dowód jego istnienia.
Co wiemy o Janie Twardowskim?
Legenda głosi, że przed wiekami żył w Krakowie szlachcic Jan Twardowski. Był człowiekiem wykształconym, studiował na zagranicznych uniwersytetach, a czas spędzał na czytaniu ksiąg dotyczących magii i alchemii. Prowadził też eksperymenty, aby zamienić ołów w złoto, ale jego prace nie przynosiły efektów. Zniechęcony wezwał diabła, z którym zawarł umowę i spisał cyrograf. Diabeł miał spełniać wszelkie jego życzenia i realizować pomysły. Gdyby jednak Twardowski trafił do Rzymu, diabeł zabierze jego duszę do piekła. Tyle że szlachcic do Rzymu się nie wybierał.
Uzbrojony w diabelskie moce Twardowski ruszył w Polskę. Żeby łatwiej się przemieszczać, wyczarował wielkiego koguta, na którym wierzchem, niby na koniu, podróżował. Ku zaskoczeniu diabła, zamiast zgodnie z ludzką naturą wykorzystać magię do niecnych celów, mag dobro czynił. Leczył ludzi i zwierzęta, burmistrza Bydgoszczy odmłodził, a z jego domu „kusidła i duchy” przegnał, z Doliny Prądnika skałę przeniósł, którą lud tamtejszy zwie Sokolą, a przybysze Maczugą Herkulesa, w Nekle groblę usypał i cztery pagórki nazywane Diablimi Sakiewkami. Zgromadził wielkie ilości srebra w kopalni w Olkuszu, naznosił wielkich kamieni pod Czerwińskiem, usypał Pustynię Błędowską, a w końcu służył na dworze króla, a tam byle łapserdaków przecież nie wpuszczano. Potrafił też mag żarty sobie z mieszczan robić, na przykład wtedy, gdy czarodziejską inkantacją zmusił mieszczkę handlującą na rynku w Krakowie do potłuczenia własnych garnków.
Czytaj więcej
„Nie pozwolę mojemu synowi być carem moskiewskim” – powiedział Zygmunt III Waza do hetmana Stanis...
Zabawa skończyła się, gdy diabeł zwabił szlachcica do karczmy Rzym, skąd miał zamiar unieść Twardowskiego do piekieł. To nie koniec legendy, bo ma ona kilka niezależnych rozwiązań. Jedna opowieść wspomina, że Twardowski próbował uciec na kogucie, ale diabeł przywiązał nić do jego nogi. Gdy zbieg był już blisko gwiazd, czart szarpnął, mag spadł z ptaka i wylądował na Księżycu. Dwie kolejne mają element matriarchalny. W pierwszej diabeł porwał Twardowskiego z karczmy, a ten przestraszony zaczął recytować kantyczki do Matki Bożej. To poraziło czarta, który porzucił go na progu piekieł, gdzie szlachcic pokutuje i czeka na koniec świata. Kolejna, zaproponowana przez Adama Mickiewicza, kończy się dobrze dla alchemika. Zgodnie z cyrografem diabeł musiał spełnić ostatnie życzenia maga. Jedno z nich polegało na zamianie: „Ja na rok u Belzebuba, Przyjmę za ciebie mieszkanie; Niech przez ten rok moja luba, Z tobą jak z mężem zostanie” – mówił Twardowski ustami naszego wieszcza. To wyzwanie było ponad siły diabła, który czmychnął dziurką od klucza.