Dziewczyna, która skróciła wojnę

Mimo że była najmłodszą kurierką AK, Halina Kłąbówna dokonywała rzeczy pozornie niemożliwych. Zaczęła od wpisania się na volkslistę, by przeniknąć w struktury wroga.

Publikacja: 07.07.2022 21:00

Tablica pamiątkowa poświęcona prof. Halinie Szwarc

Tablica pamiątkowa poświęcona prof. Halinie Szwarc

Foto: WSZ83/Wikipedia

Halina urodziła się 5 maja 1923 r. w Łodzi. Rodzice dbali o stosowne wykształcenie upragnionej jedynaczki. Dziewczynka uczęszczała do prywatnego żeńskiego gimnazjum oraz uczyła się gry na fortepianie. Wyraźnie utalentowana w tym kierunku doczekała się przydomka „Paderewski” nadanego jej przez koleżanki. Ambitna i utalentowana nastolatka marzyła o studiach muzycznych oraz prawniczych. Los jednak zdecydował inaczej…

Wybuch wojny przekreślił wszystkie plany i całkowicie zmienił życie 16-letniej dziewczyny. Wychowana w duchu patriotyzmu oraz wstrząśnięta zbrodniami okupanta Halina jeszcze w 1939 r. rozpoczęła poszukiwania kontaktu z organizacją konspiracyjną. Kiedy w końcu jej się to udało, na pierwszym spotkaniu, zamiast podać hasło, dziarsko zawołała, aby usłyszano ją przez zamknięte drzwi: „Dzień dobry, ja bym się chciała do konspiracji zapisać!”.

Rozkaz kierownictwa ZWZ

Pomimo niefortunnego początku Halina błyskawicznie przystosowała się do nowej rzeczywistości i obowiązków. Zaprzysiężona jako żołnierz Związku Walki Zbrojnej (ZWZ) o ps. Ryszard przystąpiła do pilnej nauki języka wroga, zleconej jej przez przełożonych. I chociaż nie bardzo miała ochotę na naukę znienawidzonego języka, sumiennie zakuwała niemieckie słówka, nie mając jeszcze świadomości, że jest to dopiero początek planu, jaki wobec niej miało kierownictwo ZWZ. Halina nie mogła uwierzyć własnym uszom, gdy na jednym z konspiracyjnych spotkań usłyszała rozkaz wpisania się na volkslistę oraz zgłoszenia do Bund der Deutsche Mädel (żeńskiego odpowiednika Hitlerjugend). Wszelkie jej obiekcje zostały jednak ucięte krótko przez pułkownika Zygmunta Janke, szefa Okręgu Łódź ZWZ: „Co znaczy, że nie chcesz? Przecież to nie kwestia wyboru! To wojna jest. I rozkaz”.

Dziewczyna nie wahała się dłużej. Powołując się na niemieckie pochodzenie swojej babki Amandy Vogel, zwróciła się do władz okupacyjnych z wnioskiem o wpisanie na volkslistę. Ponieważ nie mogła wyjawić prawdziwej przyczyny tego kroku swoim znajomym z Łodzi, spotkał ją za to powszechny ostracyzm: dawne koleżanki i koledzy przestali zauważać Kłąbównę na ulicy, a niektórzy nawet spluwali w jej kierunku. Halina nie znalazła oparcia także w rodzicach. Wspominała: „Ojciec potępiał mój młodzieńczy entuzjazm, niezwracanie uwagi na wartości materialne, na majątek, który z takim wysiłkiem starał się gromadzić. Z matką, wiecznie niezadowoloną z życia, nie znajdowałam wspólnych tematów. W konsekwencji dom wydawał mi się prawie obcy. I może dlatego stwierdziłam, że muszę iść własną drogą”.

Okazja do wyrwania się z toksycznego środowiska nadeszła szybko. Halina otrzymała rozkaz przeniesienia się do Kalisza i podjęcia nauki w niemieckim gimnazjum. Tam nieznająca jeszcze przed kilku miesiącami niemieckiego dziewczyna zachwyciła nauczycieli prezentacją o niemieckim pisarzu z XVIII wieku Gottholdzie Lessingu. W nagrodę dostała książkę… „Mein Kampf” z autografem Hitlera.

Halina Szwarc, z domu Kłąbówna, w czasie wojny działała pod pseudonimem Jacek II

Halina Szwarc, z domu Kłąbówna, w czasie wojny działała pod pseudonimem Jacek II

Ze zbiorów rodzinnych prof. A. Szwarca/mat.pras

Dwuletnią naukę ukończyła maturą z wyróżnieniem. Na rozkaz ZWZ objęła posadę nauczycielki we wsi Piwonice, gdzie uczyły się dzieci Niemców repatriowanych do Kraju Warty. Wśród uczniów było dziecko podpułkownika SS Bena Vigry, który odpowiadał za wysiedlenia Polaków oraz wywózki Żydów do łódzkiego getta. Oczarowany nauczycielką syna esesman zaproponował Halinie przyjęcie dodatkowej posady guwernantki oraz wiążącą się z tym przeprowadzkę do swojej willi.

Polka doskonale zdawała sobie sprawę, jakie możliwości otwiera przed nią oferta nieprzyjaciela. Zamieszkała w domu Vigrów. Gdy gospodarz wyjeżdżał, zakradała się do jego gabinetu, przeglądając dokumenty oraz zbierając informacje o przemyśle wojennym, ruchach jednostek wojskowych, planowanych aresztowaniach i wysiedleniach. Sporządzała z nich sprawozdania i regularnie wysyłała je swoim zwierzchnikom.

Wyjazd do Wiednia

Podpułkownik Janke wkrótce postanowił jeszcze bardziej wykorzystać niezwykle cenną i skuteczną agentkę. Zlecił Halinie wyjazd do Wiednia, gdzie miała badać nastroje mieszkańców oraz rozprowadzać wśród nich ulotki z akcji „N” (akcja polegająca na dostarczaniu Niemcom pism i ulotek informujących ich o rzeczywistym położeniu III Rzeszy, jej nieuchronnej klęsce i przyszłej odpowiedzialności za zbrodnie). Wręczono jej walizkę z materiałami, ale o lokal i wiarygodne zakonspirowanie w Wiedniu Halina musiała zatroszczyć się sama.

Halina przyjęła nowy pseudonim – „Jacek II”, po zamordowanym przez Niemców koledze – i wyjechała do Austrii, gdzie dla pozoru zapisała się na studia medyczne. Co dwa tygodnie wracała do Łodzi, aby zdawać meldunki o sytuacji w Austrii oraz zabierać nową porcję ulotek do rozprowadzenia. Odbierała je z rąk Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Podróżowała już nie tylko po wiedeńskich ulicach, ale i po całej Rzeszy. Cierpliwie wyruszała w niekończące się trasy między Wiedniem, Monachium, Augsburgiem, Kolonią, Essen, Düsseldorfem, Bremą, Hamburgiem i Szczecinem. Jedna z jej podróży trwała siedem dni. Nocowała w pociągach i na dworcach, gdyż w hotelach na terenie Rzeszy musiałaby okazać legitymację służbową i pismo delegujące do wskazanej miejscowości. Długie godziny spędzała na stojąco, w przejściach między wagonami. Wielokrotnie poddawano kontroli jej bagaż: podczas jednej z nich we Wrocławiu uratował ją niebywały tupet. Krzycząc, że pociąg jej ucieka, wyrwała żandarmowi z rąk walizkę z felerną zawartością i wskoczyła do pociągu odjeżdżającego do Wiednia.

Halina zdawała sobie sprawę, że jej limit szczęścia może się kiedyś wyczerpać. Zawsze nosiła przy sobie, wszyty w koronkową chusteczkę do nosa, cyjanek potasu. Podczas długich przejazdów pociągami studiowała książki o anatomii, licząc na to, że jako pogrążona w nauce studentka nie będzie wydawać się nikomu podejrzana. W szczęście dziewczyny wierzyli także jej zwierzchnicy, powierzając nastoletniej kurierce coraz trudniejsze zadania.

Agentka w Hamburgu

W maju 1943 r. 19-letnia Halina Kłąbówna przeszła szkolenie w zakresie wywiadu morskiego, po czym udała się do Hamburga wyposażona w przewodnik Baedekera z planem miasta i szpiegowski aparat fotograficzny niewymagający przykładania do oka. W starym hanzeatyckim mieście miała zdobywać informacje o metodach maskowania obiektów wojskowych, produkcji wojennej w stoczniach oraz miejscach stacjonowania jednostek wojskowych.

Wrodzony wdzięk oraz łatwość nawiązywania kontaktu z ludźmi pomagały jej wywiązywać się z tych zadań znakomicie. Już podczas pierwszej przechadzki po porcie zauważyła młodego Niemca przewożącego motorówką pracowników stoczni na drugą stronę kanału. Szybko nawiązała z nim rozmowę, a zauroczony dziewczyną przewoźnik zabrał Halinę na przejażdżkę łódką po porcie, podczas której popisywał się swoją wiedzą, drobiazgowo opowiadając o mijanych obiektach wojskowych. Halina, słuchając go uważnie, jednocześnie starannie robiła „pamiątkowe” zdjęcia. Dokładny opis hamburskiego portu wysłała do Łodzi, a następnie zaczęła opracowywać taktykę wykonania swojego kolejnego zadania.

Tym razem musiała rozpracować system obrony przeciwlotniczej Hamburga. W tym celu postanowiła udawać turystkę. Krążąc po ulicach miasta z mapą w ręku, zagadywała napotkanych przechodniów, pytając ich o to, czy przypadkiem pod daną siatką nie znajduje się muzeum lub zabytek. Uczynni hamburczycy z chęcią wyjaśniali sympatycznej turystce, że pod siatką znajduje się obiekt wojskowy zamaskowany na wypadek nalotów. Zdobyte dane nanosiła na plan miasta i wysyłała do Łodzi, skąd następnie były one przekazywane do Londynu. Zaowocowało to serią nalotów na Hamburg o kryptonimie „Gomora”, jakie Brytyjczycy i Amerykanie przeprowadzili latem 1943 r. Skutki trwającej przez dziesięć dni operacji były niebagatelne: zniszczono ok. 74 proc. powierzchni miasta, w tym 580 zakładów zbrojeniowych, aktywnie napędzających dotychczas wojenną machinę Niemiec. Alianci nie mieli wątpliwości, że spośród wielu agentów wysłanych do Hamburga najlepiej spisał się „Jacek II”. Halina uhonorowana została angielskim odznaczeniem (brązowym Krzyżem Zasługi z Mieczami). Amerykański generał Dwight Eisenhower przyznawał, że gdyby nie meldunki Haliny, II wojna światowa mogłaby potrwać znacznie dłużej.

Hamburg po bombardowaniach latem 1943 r. w ramach alianckiej operacji o kryptonimie „Gomora”: zniszc

Hamburg po bombardowaniach latem 1943 r. w ramach alianckiej operacji o kryptonimie „Gomora”: zniszczono ok. 74 proc. powierzchni miasta, w tym 580 zakładów zbrojeniowych

Wikipedia

W sierpniu 1943 r., po ukończeniu swojej misji w Hamburgu, Halina została przeniesiona do Berlina, gdzie po raz kolejny musiała sprostać ogromnemu wyzwaniu. Złożywszy na ręce Niemców przysięgę o zachowaniu pełnej tajemnicy wojskowej pod karą śmierci, rozpoczęła pracę jako wolontariuszka w Centralnym Archiwum Medycyny Wojskowej. Siedząc wśród niemieckich wojskowych, w olbrzymiej sali dawnego gmachu Reichstagu, jedną ręką szyfrowała dane dotyczące rannych niemieckich żołnierzy na froncie wschodnim, miejsca i nazwy jednostek wojskowych oraz lazaretów, a jednocześnie pod biurkiem sporządzała na karteczkach notatki z kluczowymi dla aliantów informacjami. Ukrywała je za okładką książki „Terminologia medyczna”, którą przynosiła zawsze do pracy. Przy wyjściu z Reichstagu pracowników notorycznie rewidowano, ale na szczęście nikt nie zwracał uwagi na niesiony przez studentkę medycyny podręcznik.

Aresztowanie

W maju 1944 r. Halina otrzymała urlop. Skrajnie wyczerpana nieustannym kontaktem z wrogiem i życiem w ciągłym napięciu postanowiła zamiast do zakonspirowanego lokalu udać się z wizytą do rodziców. Sądziła, że będzie tam bezpieczna. Niestety, okazało się, że popełniła fatalny błąd. W łódzkim ZWZ działał od pewnego czasu konfident, który w kwietniu 1944 r. doprowadził do przechwycenia przez hitlerowców archiwum AK. Niemcy, już wcześniej coś podejrzewający (w Berlinie wykryto u Haliny podrobioną kartkę na chleb, ale na szczęście zwolniono ją z aresztu po kilku dniach), zjawili się w mieszkaniu Kłąbów 26 maja 1944 r. Aresztowano Halinę oraz jej matkę. W trakcie brutalnego śledztwa kurierkę poddawano wyrafinowanym torturom. „Trzeciego dnia zaczęło się wielkie bicie: najpierw biło mnie deską dwóch na zmianę oprawców, potem skutą kajdankami od przodu kija umieszczonego pod kolanami, leżącą kopano i bito postronkiem, zwłaszcza po piętach. Zapadłam z bólu i odpływu krwi w błogi stan nieprzytomności. Pierwszy raz w życiu zemdlałam” – opowiadała Halina, dodając, że nie mogła odżałować, iż w chwili aresztowania nie miała przy sobie cyjanku.

Halina została skazana na śmierć bez żadnego procesu i odesłana do ciężkiego więzienia przy ul. Gdańskiej w Łodzi. Tutaj, oczekując na wykonanie wyroku śmierci, spędziła osiem miesięcy, w tym dwanaście tygodni i dziewięć dni w zimnej ciemnicy z wodą na betonowej podłodze. Życie bohaterskiej agentki uratował koniec wojny. Halina wraz z innymi skazanymi siedziała już w ciężarówce, która miała zawieźć ich na miejsce egzekucji, gdy wycofujące się w pośpiechu z miasta niemieckie wojsko zażądało od konwojentów oddania ciężarówki do transportu żołnierzy. Więźniów popędzono dalej pieszo, ale w pewnym momencie Halinie udało się niepostrzeżenie odłączyć od kolumny skazańców i uciec.

Po wojnie

Halina dostała radosną wiadomość: jej matka, wywieziona przez hitlerowców do obozu Ravensbrück, przeżyła. Obie kobiety zamieszkały w Poznaniu, gdzie w roku 1948 Halina ukończyła rozpoczęte w Wiedniu studia medyczne. Marzyła o pracy na uczelni, ale plany te zostały przekreślone ujawnieniem faktu, że podczas wojny wpisała się na volkslistę. Halina rozpoczęła starania o weryfikację i pełną rehabilitację, cierpliwie tłumacząc wyzywającym ją od „niemieckich dziwek” urzędnikom, dlaczego podjęła decyzję o przyjęciu volkslisty. Nie dawano jednak wiary jej tłumaczeniom i nadal traktowano ją jako konfidentkę.

W 1949 r. wyszła za mąż za prawnika Andrzeja Szwarca. W 1951 r., będąc w dziewiątym miesiącu ciąży, została aresztowana przez UB i poddana wielogodzinnemu przesłuchaniu, pod koniec którego rzuciła w twarz funkcjonariuszom, że gestapowcy też ją bili, ale przynajmniej pozwalali napić się wody… Dwa tygodnie po zwolnieniu urodziła syna.

Zatrudniwszy opiekunkę do dziecka, rzuciła się w wir pracy: rano szła do przychodni, po południu przyjmowała w gabinecie, a wieczorem pracowała w poradni. Karierę naukową mogła jednak wznowić dopiero po odwilży październikowej w 1956 r. W tym samym roku uczestniczyła w wydarzeniach poznańskich, niosąc pomoc medyczną rannym w starciach z UB.

W 1958 r. urodziła córkę, jednak jej życie małżeńskie nie układało się szczęśliwie. W 1963 r. rozwiodła się z mężem i z dwójką dzieci przeprowadziła do Warszawy, gdzie podjęła pracę na Akademii Wychowania Fizycznego. Pięła się niestrudzenie po szczeblach kariery naukowej, ostatecznie otrzymując tytuł profesora. Zajmowała się endokrynologią, gerontologią i medycyną sportu. Opiekowała się kombatantami. W 1973 r. zorganizowała w Henrykowie pod Warszawą oddział rehabilitacji gerontologicznej. To właśnie seniorzy stali się szybko centrum jej zainteresowań i z myślą o nich w 1975 r. powołała do życia pierwszy w Polsce Uniwersytet Trzeciego Wieku. Jako ceniony ekspert z dziedziny gerontologii Halina jeździła w delegacje do USA i wielu państw europejskich. Ze względu na wojenną traumę omijała jednak Niemcy.

Halina Szwarc znajdowała się pod obserwacją UB aż do 1989 r. Zmarła w 2002 r. po długiej chorobie nowotworowej, ale dzieło jej życia trwa nadal i nieustannie się rozwija. Obecnie funkcjonuje w Polsce ponad 640 uniwersytetów trzeciego wieku, które nieustannie gromadzą i przyjmują nowych, pragnących zmiany życia na lepsze słuchaczy – w myśl dewizy swojej założycielki: „Trzeba dodawać życia do lat, a nie tylko lat do życia”.

Halina urodziła się 5 maja 1923 r. w Łodzi. Rodzice dbali o stosowne wykształcenie upragnionej jedynaczki. Dziewczynka uczęszczała do prywatnego żeńskiego gimnazjum oraz uczyła się gry na fortepianie. Wyraźnie utalentowana w tym kierunku doczekała się przydomka „Paderewski” nadanego jej przez koleżanki. Ambitna i utalentowana nastolatka marzyła o studiach muzycznych oraz prawniczych. Los jednak zdecydował inaczej…

Wybuch wojny przekreślił wszystkie plany i całkowicie zmienił życie 16-letniej dziewczyny. Wychowana w duchu patriotyzmu oraz wstrząśnięta zbrodniami okupanta Halina jeszcze w 1939 r. rozpoczęła poszukiwania kontaktu z organizacją konspiracyjną. Kiedy w końcu jej się to udało, na pierwszym spotkaniu, zamiast podać hasło, dziarsko zawołała, aby usłyszano ją przez zamknięte drzwi: „Dzień dobry, ja bym się chciała do konspiracji zapisać!”.

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Historia Polski
Manifest PKWN: 22 lipca, dzień wielkiego kłamstwa
Historia Polski
Oto kufer Else Ledermann. 80 lat temu zlikwidowano obóz na Majdanku
Historia Polski
80 lat temu wybuchło Powstanie Warszawskie. Jak wygląda tegoroczny program obchodów?
Historia Polski
Wilczy Szaniec nie był pierwszy. Nieudane zamachy na Hitlera
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Historia Polski
50 lat temu Zamek Królewski w Warszawie ożył!