17 grudnia 1970 roku, na przystanku Szybkiej Kolei Miejskiej Gdynia Stocznia, oddziały Milicji Obywatelskiej i wojska ostrzelały tłum pracowników Stoczni im. Komuny Paryskiej, którzy odpowiedzieli na apel władz i wrócili do pracy. Wcześniej w kraju doszło do strajków w związku z zapowiedzianą przez rządzących drastyczną podwyżką cen. 

- To jedno z najtragiczniejszych wydarzeń całego okresu rządów komunistycznych w Polsce po 1945 roku - podkreślił prezydent.

- To wydarzenie ma historycznie charakter przełomowy, ze względu na to, że ludzie szli do pracy. Ci ludzie nie uczestniczyli w manifestacji, w demonstracji, oni po prostu szli wykonać swoje codzienne zadanie, zarobić na chleb dla swoich najbliższych. I zginęli - wspominał.

- To był, można powiedzieć śmiało, koniec jakichkolwiek złudzeń co do tego kim jest komunistyczna władza i kto ją reprezentuje. Jeżeli władza strzela do robotników idących do pracy - koniec. I tak też się stało - dodał Duda.

- Władza całkowicie się zdewaluowała i potrzebne było jej całkowite odrzucenie. Tylko to mogło w tamtym momencie załatwić sprawę - podkreślił prezydent.

- Moje pokolenie, pokolenie ludzi urodzonych w latach 70-tych i drugiej połowie lat 60-tych jest ostatnim pokoleniem, które pamięta wyraźnie czasy komunistyczne w Polsce - mówił prezydent.

- Jestem wdzięczny z całego serca wszystkim tym, którzy 50 lat temu szli tą ulicą, za to, że moja córka mogła się urodzić w wolnym kraju. Bo jest to ich ogromna zasługa - zakończył swoje przemówienie prezydent.