27 sierpnia 1939 roku we „Wstążce z Warszawianki” uruchomi cały narodowy teatr wyobraźni, by raz jeszcze pozwolić stanąć Piłsudskiemu na wielkiej scenie historii:
Ten cały nasz labirynt ponad sceną
głuchą,
Coś jak grecka tragedia, coś jak
wieś spokojna...
... Patrzy na to i szepce:
– Znowu będzie wojna. (...)
Naprawdę idzie pożar. Na ściany
się wedrze
Gęstą łuną, co wszystko z tych murów
pościera
Oprócz krwi zapisanej na czarnej
katedrze!
Że tym się tylko żyje, za co się umiera.
Kazimierz Wierzyński w 1914 roku we Lwowie wstąpił do Legionu Wschodniego. Po jego rozwiązaniu wcielony został do armii austriackiej. W lipcu 1915 roku po bitwie pod Kraśnikiem trafił do niewoli rosyjskiej i do stycznia 1918 r. przebywał w obozie jenieckim w Riazaniu. Z tego okresu pochodzą jego wiersze, jakże odmienne nastrojem od tych, które zdobędą sławę już w wolnej Polsce: radosnych, żywiołowych, młodzieńczych. Wcześniej pisał o „spalonych domach, nieszczęściu”, „krzyżu, co wyrósł na miejscu wstrząsającej grozy”, „w czarny punkt zwróconych wskazówkach kompasu”, „strutym jadzie goryczy”.
Poeta w końcu zbiegł z obozu i przyjechał do Kijowa, gdzie pod pseudonimem Wąsowicz działał w Polskiej Organizacji Wojskowej. W tym samym Kijowie, w czasie wojny polsko-bolszewickiej będzie redagował polskie gazety. Zajmie się też edycją Biblioteki Żołnierza Polskiego.
Nie miał trzydziestu lat, gdy w 1913 r. złoży pierwszy akt strzelisty – wierszem „Piłsudski”:
Już zerwali się wszyscy z południa,
z północy,
Do nowych stolic radio przebija się
w górze!
Wracajcie emigranci! Przylećcie
prorocy
Z cudzoziemskich cmentarzy błogo-
sławić burzę!
Bo tu się Bóg na polskim Mazowszu
rozpęta,
Siedmiogrodzkie powietrze przywoła
Batory,
Już dzwonią wszystkie miasta!
Rozległy się święta!
Uciszcie się! Niech z Litwy zaszumią
mi bory.
Retoryka tego wiersza jest – co wydaje się paradoksalne – jego siłą. Także takie utwory jak „Manewry strzeleckie”, „Listopad 1918” czy „Piosenka ukraińska” poruszały czytelników wewnętrzną siłą i prawdą. Jakby w opozycji do „Józefa Piłsudskiego”, pióra innego skamandryty – Juliana Tuwima.
Z piłsudczykowskich wierszy Wierzyńskiego największe wrażenie, poza „Wstążką z Warszawianki” robi dziś „Victoria” opowiadająca o zwycięskiej wojnie 1920 roku.
Ochotnicy szturmują fortecę
pod Grodnem,
Falangą sunie naprzód, łamie
wszystko Śmigły,
Konie poją się w Wiśle, potem w Bugu,
w Niemnie,
Drży ziemia rozogniona, zachłyśnięta
bojem,
Cały pochód się zerwał snać nie
nadaremnie!
Wiatr pędzi dumne szumy. Siadł
na czole mojem.
Oto ciężki, strudzony dziś dzień
krwi i chwały
Przetacza się na zachód w śmiertelnej
purpurze.
Odetchnę nim głęboko, dłonie
w nim zarzucę:
Wielkości, twoje imię losy me
przybrały.
(...)
Płynie czas i zamyka wielki dzień
zwycięstwa,
Gwiazdy już sypią kurzem w krąg
po niebie ciemnem.
Bogini, tu cię stawiam na cokole
męstwa:
Nike ponad Warszawą, Nike
nad mym Niemnem.
17 września 1939 roku Kazimierz Wierzyński przekroczył granicę z Rumunią, by nigdy nie wrócić do ojczyzny. Na stałe osiadł w USA, w ostatnich latach życia częściej jednak przebywał w Europie. Zmarł w 1969 roku w Londynie. Na emigracji cieszył się zasłużoną sławą największego współczesnego poety polskiego.
[i]Krzysztof Masłoń - krytyk literacki, dziennikarz „Rzeczpospolitej”[/i]