To było dokładnie 30 lat temu. Wieczorem 27 sierpnia dotarłem do bramy nr 2 Stoczni Gdańskiej, wówczas imienia Lenina, i zobaczyłem drewniany krzyż otoczony modlącymi się ludźmi, pod którym paliły się dziesiątki zniczy i świec.
[wyimek][link=http://www.rp.pl/temat/527827_Sierpien-1980-2010.html]Czytaj specjalny dodatek - Sierpień 1980-2010[/link] oraz raport specjalny [link=http://www.rp.pl/temat/448465.html" "target=_blank]Rocznica Sierpnia[/link][/wyimek]
– Tu zabito w siedemdziesiątym roku pierwszego stoczniowca. Jego koledzy ustawili krzyż i wrócili do stoczni. Od tej pory nie ruszają się na zewnątrz – objaśnił znajomy.
Do krzyża ktoś przyszpilił kartkę, na której zapisano strofy Byrona:
Walka o wolność gdy się raz zaczyna
Dziedzictwem z ojca przechodzi na syna
Sto razy obcą złamana potęgą
W końcu zwycięży
Ziemia się zatrzęsła pode mną i od tej pory – wedle znanego powiedzenia Hitchcocka – napięcie zaczęło stopniowo narastać. Następnego ranka przeszedłem przez furtkę obok słynnej bramy, która tonęła w kwiatach okalających portret Jana Pawła II i pod którą zbierały się w ciągu dnia setki, tysiące, a w końcu dziesiątki tysięcy mieszkańców Trójmiasta. Przepustkę otrzymałem bez problemu, w przeciwieństwie do ekip „Trybuny Ludu” i TVP, których nie wpuszczono, „bo kłamią”. Przepustka to był wąski skrawek papieru, na którym wypisano ręcznie moje nazwisko oraz tytuł pisma („Tygodnik Demokratyczny”) i który podstemplowano pieczątką Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego. Po miesiącu podpisał ją Lech Wałęsa, którego poprosiłem o to na jego pierwszej w Warszawie konferencji prasowej...
To było najbardziej niepozorne świadectwo akredytacji, wyjątkowo chałupniczo wykonana przepustka, jaką otrzymałem w karierze dziennikarskiej. A jednocześnie chyba każdy, kto ją otrzymał, przeczuwał, że trzyma w ręku przepustkę do historii. Był to zarazem glejt całkowitego bezpieczeństwa, gwarantujący pomoc, życzliwość i serdeczność prostych ludzi, zwanych wcześniej przez szeptaną, partyjną propagandę „robolami”, którym zależy tylko na kiełbasie.
Który skrzywdziłeś człowieka prostego...
– dedykował stoczniowcom parę miesięcy potem owe słowa noblista Miłosz. Do tej pory zdobią one mur obok sławnej bramy.
28 sierpnia 1980 roku odbyły się w Stoczni Gdańskiej najistotniejsze rozmowy z Mieczysławem Jagielskim. To był wóz albo przewóz. Wszystko wtedy powiedziano z obu stron i tylko wypadło czekać, jaka decyzja zapadnie w Warszawie. Zgodzą się czy nie zgodzą na wolne związki, na ów pierwszy punkt, który miał zapalić w Polsce światełko demokracji. W ciągu następnych 16 miesięcy rozpaliło się ono w potężny płomień niebywałego entuzjazmu, nadziei i solidarności ogarniającej polską wspólnotę.
Urodzony w niewoli, okuty w powiciu
Ja tylko jeden taki sierpień miałem w życiu
– trawestowano później Mickiewicza.
Kto tego nie przeżył, temu trudno pojąć, jak wielki potencjał tkwi w naszym narodzie, jak potrafi być on skłonny do wyrzeczeń i ofiar w imię wspólnego dobra, jak potrafi być wielki po prostu.
Spraw aby Polska była wielka
Synom jej ducha i jej ciała
Daj wielkość serc gdy będzie wielka
I wielkość serc gdy będzie mała
Fragmenty „Kwiatów Polskich” Tuwima recytowali po południu, już po rozmowach Prezydium MKS z delegacją rządową, aktorzy Teatru Wybrzeże. Deklamacje były nadawane z sali BHP przez głośniki na całą stocznię. Jak i oczywiście wcześniej rozmowy. Doskonale słyszeli je mieszkańcy zgromadzeni przed bramą, a stamtąd rozchodziły się na całą Polskę i – dalej – na cały świat. A słowa, tyle razy nadużywane i bezczeszczone, odzyskiwały swe prawdziwe znaczenie. Biało-czerwone barwy na opaskach i sztandarach strajkujących oznaczały rzeczywistą identyfikację z Ojczyzną, a nie dekorację dętych manifestacji. Nastrój zaś – jak mówili starsi – przypominał pierwsze godziny Powstania Warszawskiego.
Tak rodziła się nowa epoka w dziejach Polski. Rodziła się 30 lat temu w Stoczni Gdańskiej i podczas solidarnościowych protestów w Szczecinie oraz Jastrzębiu-Zdroju. Tym właśnie epokowym wydarzeniom dajemy świadectwo dzisiejszym dodatkiem. Tym, co zapomnieli – przypominamy, tym, co nie słyszeli – mówimy, jak było.
Opowiemy Ci o tych wypadkach
O tych ludziach którzy poczuli
Że są wreszcie teraz u siebie
Solidarnie walczą o dzisiaj
I o jutro także dla Ciebie
– kiedy wracałem do Warszawy późnym wieczorem 28 sierpnia, brzmiała mi w uszach skomponowana w stoczni „Piosenka dla córki”. Moja córeczka miała wtedy cztery lata. Nie zdążyłem się z nią pożegnać przed wyjazdem i śpieszyłem z powrotem.
Czytaj też portal [link=http://www.dzieje.pl]www.dzieje.pl[/link]