Publiczność jest nieco zawiedziona, ponieważ liczyła na stos. Tymczasem król okazał łaskę i mimo że większość biskupów domagała się, aby „z trzaskiem płomieni zaginęła (…) pamięć” o owym „monstrum”, przychylił się do prośby skazańca i rozkazał go ściąć. A to zasadnicza różnica – zarówno z punktu widzenia tego, który ma zostać stracony, jak i żądnej sensacji gawiedzi. Katowski miecz oznacza śmierć szybką i mniej widowiskową od spalenia na stosie. Ogień zabija powoli i zadaje większe cierpienia. Mieszkańcy stolicy Rzeczypospolitej są więc rozczarowani, ale i tak rynek, na którym ustawiono szafot, szczelnie wypełnia tłum żądnych rozrywki ludzi. Sprawa Kazimierza Łyszczyńskiego, podsędka brzeskolitewskiego, od dłuższego czasu budzi bowiem powszechne zainteresowanie.
W końcu skazaniec wstępuje na podwyższenie. Nie udaje bohatera, jest zmęczony, zrezygnowany, przerażony w obliczu śmierci. Ponoć ci stojący najbliżej słyszą nawet, jak wypiera się swoich poglądów i prosi o przebaczenie. Ale może to tylko plotka idealizująca rzeczywistość, marzenie ogółu, by nieprawy ateusz przed śmiercią powrócił do Boga, którego istnienia zaprzeczył? Po chwili już nikt o tym nie rozmyśla, ponieważ sama kaźń okazuje się ciekawsza, niż początkowo sądzono. Życia ateisty nie można tak po prostu przerwać jednym cięciem katowskiego miecza. Potrzebny jest jeszcze odstraszający przykład. Kat wyrywa mu więc język, którym bluźnił przeciwko Bogu, a potem podpala prawicę, którą spisał 265 stronic traktatu „De non existentia Dei” („O nieistnieniu Boga”). Na specjalnym ruszcie ustawionym na szafocie ląduje także rękopis – jedyny istniejący egzemplarz. Sąd skazał na unicestwienie zarówno autora, jak i jego dzieło. Płomienie wciąż trawią stronice, kiedy katowski miecz dekapituje Łyszczyńskiego.
Czytaj więcej
Pytając o sens, wkraczamy w sferę spraw, których nie da się ani badać, ani dowieść doświadczalnie...
Ateista to grzesznik największy, nie zasłużył nawet na godny pochówek. Zwłoki filozofa zostają wywiezione poza mury miasta i spalone w tajemnicy, a prochy rozrzucone. Biskup kijowski Andrzej Chryzostom Załuski notuje z ukontentowaniem: „(…) potwór swego stulecia, zabójca Boga i prawołamca został pochłonięty przez płomienie, które miały przebłagać Boga, jeżeli w ogóle za takie bezeceństwa można Boga przebłagać. Taki był koniec tego zbrodniczego człowieka, oby i jego zbrodni!, która (…) zapuściła głębokie korzenie w umysłach niektórych ludzi i niewątpliwe wydałaby bujne owoce, gdyby ujawnienie tej hańby i straszne ukaranie nie unicestwiły ich jak zima”.
Żywot niepokorny
Kim zatem jest Kazimierz Łyszczyński, którego myśl filozoficzna wyprzedziła o dziesięciolecia idee oświeceniowe, a dziś określa się go mianem „polskiego Giordano Bruno”?