23 września 1983 roku pułkownik Pietrow pełnił dyżur w tajnym podmoskiewskim centrum dowodzenia, gdy komputery zasygnalizowały, iż Stany Zjednoczone wystrzeliły w kierunku Rosji pięć międzykontynentalnych rakiet balistycznych.
W ciągu 20 minut miałyby one trafić w cele na terytorium ówczesnego Związku Radzieckiego.
Pietrow musiał natychmiast podjąć decyzję co do dalszych działań. Według przepisów powinien ogłosić Czerwony Alarm, który byłby sygnałem do akcji odwetowej i wystrzelenia podobnych rakiet z terenu ZSRR. Pietrow jednak zdecydował się potraktować alarm jako awarię systemu. W ten sposób zdaniem wielu naukowców zapobiegł wojnie nuklearnej, zwłaszcza że jego przypuszczenia się potwierdziły.
Incydent miał miejsce w apogeum zimnej wojny, trzy tygodnie po tym, jak radziecka armia zestrzeliła koreański samolot pasażerski z 269 osobami na pokładzie.
Pietrow mówił później, że gdy po 23 minutach nie doszło do żadnej eksplozji, odczuł niewyobrażalną ulgę. W wywiadzie dla niemieckiego "Der Spiegel" w 2010 roku mówił też: - Jesteśmy mądrzejsi od komputerów. To my je stworzyliśmy.
Fakt ten nie uchronił go jednak przed konsekwencjami w armii. Był wielokrotnie przesłuchiwany, został w końcu odsunięty od służby i ukarany naganą. Oficjalną przyczyną było błędne wypełnienie dokumentów.
Całą sprawę udało się utrzymać w absolutnej tajemnicy aż do 1998 roku, gdy wydarzenia te opisał we wspomnieniach emerytowany dowódca radzieckiej obrony rakietowej Jurij Wotincew. Dopiero wtedy działania Pietrowa wyszły na jaw, co przyniosło skutki w postaci międzynarodowych odznaczeń.
M.in. w 2004 roku Pietrowa odznaczono nagrodą World Citizen Award, dwa lata później otrzymał odznaczenie Organizacji Narodów Zjednoczonych.
Pietrow stał się również bohaterem filmu dokumentalnego "Człowiek, który uratował świat" z 2013 roku.
Emerytowany wojskowy mieszkał w podmoskiewskiej miejscowości Friazino. Zmarł 19 maja tego roku, ale informacja ta trafiła do publicznej wiadomości dopiero kilka dni temu.
7 września, w dniu urodzin Pietrowa, zadzwonił do niego niemiecki bloger Karl Schumacher. Dopiero wtedy świat dowiedział się o śmierci Stanisława Pietrowa. Informację potwierdził jego syn.