Cymerman
pojechał do Ciechocinka. W pierwszym tygodniu wysyła do żony telegram: „Przyślij mi pięćset złotych”. W drugim: „Przyślij mi tysiąc złotych”. W trzecim tygodniu: „Przyślij mi dwa tysiące złotych”. Nieco później do Ciechocinka pojechała Cymermanowa. W pierwszym tygodniu przysyła stamtąd do domu pięćset złotych, w drugim – tysiąc złotych, w trzecim – dwa tysiące złotych. Zdumiony Cymerman jedzie do Ciechocinka. Widzi żonę w łóżku z facetem.
– Sara, czy to jest to pięćset złotych?
– Tak, Mosze.
– Sara, czy to jest to tysiąc złotych?
– Tak, Mosze.
– Sara, czy to jest to dwa tysiące złotych?
– Tak, Mosze.
– To ty go przykryj, żeby się nam nie przeziębił.
Pop, ksiądz i rabin
udowadniają sobie istnienie Pana Boga.
– Bóg istnieje – mówi pop. – Przychodzę któregoś dnia do cerkwi, a tutaj witraże pomalowane. Niezwykła historia.
– No, prawda, prawda – dodaje ksiądz. – Wchodzę któregoś dnia do kościoła, a tu Droga Krzyżowa zupełnie jak nowa.
– Macie, panowie, absolutnie rację – rabin na to. – Idę ulicą Trafalgar Square w Londynie. Jest sobota. Patrzę, a tu na chodniku stoi walizka. Otwieram, a tam jest milion dolarów. Ale wierzącemu Żydowi nie wolno niczego w sobotę podnieść. Powiedziałem: „Panie Boże, spraw, aby zawartość tej walizki była moja!”. I wyobraźcie sobie, że w promieniu 20 metrów wokół walizki zrobiła się nagle środa.