Znane są już trzy pierwsze nazwiska ofiar, które bezpieka grzebała w bezimiennej mogile na wojskowych Powązkach. Prace identyfikacyjne nadal trwają. Na wiosnę kolejne ekshumacje.
Wśród zidentyfikowanych jest porucznik Edmund Zbigniew Bukowski, związany z wileńskimi oddziałami Armii Krajowej, oficer łączności, stracony w więzieniu na warszawskim Mokotowie 13 kwietnia 1950 r. Był pierwszą osobą, której szczątki wykopano podczas letnich ekshumacji. – I pierwszą zidentyfikowaną – mówił Krzysztof Szwagrzyk z Instytutu Pamięci Narodowej, który kierował ekshumacjami.
IPN oraz Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa wspólnie prowadzą największy tego rodzaju projekt badawczy w kraju, którego celem jest zidentyfikowanie ofiar stalinowskiego terroru w Polsce, uściślenie szacunków dotyczących jego skali oraz odnalezienie i upamiętnienie ofiar.
– Porucznik Bukowski został zamordowany metodą katyńską. Strzałem w tył głowy – mówił Szwagrzyk.
W ten sam sposób komunistyczna bezpieka zabiła dwóch pozostałych żołnierzy AK, których ciała udało się zidentyfikować: Eugeniusza Smolińskiego, chemika, specjalistę od materiałów wybuchowych, który służył w referacie materiałów wybuchowych w Komendzie Głównej AK, oraz kapitana Stanisława Łukasika ps. Ryś, najbliższego współpracownika Hieronima Dekutowskiego ps. Zapora.
Kpt Łukasik był żołnierzem AK oraz Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Zamordowano go 7 marca 1949 r.
– Przez wiele lat nie wiedziałem, gdzie ojciec jest pochowany. Nie wiedziałem, gdzie składać kwiaty czy palić znicze. Robiłem to w miejscach symbolicznych – opowiadał wczoraj Stanisław Łukasik, syn oficera.
Kpt. Łukasik był pochowany w ośmioosobowej mogile. Pracownicy IPN podejrzewają, że w tym miejscu pochowany był też sam „Zapora".
Na wczorajszej uroczystości w IPN były dzieci wszystkich zidentyfikowanych ofiar.
– Gdy zabrano mi ojca, miałem zaledwie osiem miesięcy. Wychowywałem się nie tylko bez taty, ale także bez mamy, która jako łączniczka dostała 15 -letni wyrok więzienia. Z naszej rodziny aż 16 osób zostało aresztowanych – opowiadał Krzysztof Bukowski, syn porucznika Bukowskiego.
Przez lata nie wiedział, co się stało z ojcem. – W czasach PRL ZUS nie chciał uznać go za zmarłego. Tylko dzięki dziadkom miałem normalne dzieciństwo – dodał.
Gdy córki Eugeniusza Smolińskiego straciły ojca, jedna miała trzy lata, druga 11 miesięcy. – To mama nauczyła nas kochać, przebaczać, pokazała, co jest dobre. Całe życie czekała na tatę, bo ten obiecał wrócić – wspominały wczoraj.
Andrzej Kunert, sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, przypomniał, że komunistyczni kaci robili wszystko, by zapomnieć o ich ofiarach. Dlatego często nie informowali rodzin o wykonanych na ich bliskich wyrokach ani o miejscach pochówku.
Przypomniał też, że według szacunków w latach 1944–1956 w Polsce zamordowano ok. 50 tys. osób. – Jeśli znamy miejsce pochówku, to nie znamy nazwiska. Jeśli znamy nazwiska, to nie znamy miejsc pochówku – mówił.
Krzysztof Szwagrzyk opowiadał, że koszty pierwszej ekshumacji wynosiły ok. 250 tys. zł i pokrył je IPN. – Na kolejne, przeprowadzane wiosną, też są pieniądze – zapewnił.
Gorzej z funduszami na badania identyfikacyjne, które kosztują najwięcej. – Jestem pewien, że w naszym kraju muszą się znaleźć środki na identyfikację takich osób jak gen. August Emil Fieldorf „Nil", rtm. Witold Pilecki – mówił Szwagrzyk.
Instytut szuka też m.in. ciał mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki" i ppłk. Łukasza Cieplińskiego – przywódcy WiN.
IPN apeluje do rodzin ofiar, by przekazywały materiał genetyczny do badań pozwalających na identyfikację. Do tej pory zebrano próbki od 190 osób.