Reklama

30 lat temu na Placu Tiananmen: Żołnierze płakali i strzelali

Ogromny sukces gospodarczy Chin przesłonił ich polityczną rzeczywistość. A jest ona równie dramatyczna jak przed 30 laty

Aktualizacja: 04.06.2019 05:42 Publikacja: 04.06.2019 00:01

30 lat temu na Placu Tiananmen: Żołnierze płakali i strzelali

Foto: Rzeczpospolita

Niemieccy dokumentaliści, autorzy filmu "Tiananmen - 20 lat później", dotarli do wielu dysydentów żyjących na emigracji. W oparciu o unikatowe materiały archiwalne zrekonstruowali też tragiczne wydarzenia z 1989 roku na Placu Niebiańskiego Spokoju w Pekinie. Przypominają, że wszystko zaczęło się od manifestacji studentów po śmierci Hu Yaobenga, przywódcy Komunistycznej Partii Chin sprzyjającego reformom. Studenci obawiali się, że polityczne zmiany w Chinach będą zagrożone. Zaczęli gromadzić się na słynnym dziś placu.

Nie mieli przywódcy, ale codziennie organizowali pokojowe manifestacje. Kiedy rządowy dziennik napisał, że to „bunt wymierzony w rewolucję”, podjęli pokojową formę protestu – strajk głodowy. Jednocześnie domagali się wolności słowa i swobody przy zakładaniu stowarzyszeń. Po kilku dniach władza wprowadziła stan wyjątkowy, żądając, by strajkujący opuścili plac. Mimo to Tiananmen wciąż okupowało sto tysięcy ludzi.

– Nie widzieliśmy powodów do obaw – wspomina Zhang, jeden z uczestników tamtych wydarzeń. – Skutecznie zatrzymywaliśmy żołnierzy. Gdzieś w kraju pewna starsza kobieta usiadła na środku drogi. W rękach miała tylko wachlarz. Zatrzymała kolumnę setek pojazdów wojskowych. Wszyscy tłumaczyliśmy żołnierzom, o co nam chodzi. Słuchali nas. Czasem płakali.

Zapanowała radosna atmosfera – na Placu Tiananmen powołano pierwszy niezależny samorządny związek zawodowy. Wieczorem studenci zorganizowali wzorowany na Woodstock festiwal muzyki rockowej. Ale wkrótce doszło do szturmu wojska. 3 czerwca wieczorem na placu rozległy się strzały. – Biegnący obok mnie student nagle usiadł – wspomina jeden z uczestników zdarzeń. – Pochyliłem się, złapałem go za kołnierz i powiedziałem: „Wstań. Musimy uciekać”. Ale on gasł w oczach. Uświadomiłem sobie jak kruche jest ludzkie życie.

Według oficjalnych danych zabitych zostało 319 ludzi, ale według szacunków międzynarodowych organizacji ofiar było około trzech tysięcy. Wielu manifestantów musiało uciekać za granicę. W Paryżu do dziś mieszka były dowódca studenckiego zwiadu na Tiananmen – Zhang Jian. Przyjechał tam po 12 latach ukrywania się w Chinach. Han Donfang, nazywany „chińskim Wałęsą”, który wygłaszał radykalne przemówienia w imieniu wolnych związków zawodowych, spędził w więzieniu dwa lata bez procesu, a potem został deportowany do Hongkongu.

Reklama
Reklama

Pracuje w Radiu Wolna Azja, a publikacja jego raportów na temat gwałcenia praw pracowniczych jest w Chinach zabroniona. Zrezygnował jednak z radykalizmu i dziś opowiada się za działaniem metodą małych kroczków. Zhang Xianling, matka jednego z zabitych, wraz z innymi rodzicami założyła grupę „Matek z Tienanmen”.

– Wybaczyłabym żołnierzowi, który zastrzelił mojego syna, ale zbrodni nie zapomnę – mówi. – Szukam prawdy od tylu lat, że nie czuję już nienawiści do tamtych ludzi. Chcę jedynie rozmawiać o ustroju i tragedii naszego narodu.

Historia
Agentka, której ufał Canaris. Niezwykła historia Haliny Szymańskiej
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Historia
Skafandry, które zmieniły świat. Nowy skarb trafił do polskiego muzeum
Historia
Ministerstwo kultury nie chce kolejnego muzeum o zbrodni pomorskiej
Historia
Artefakty z Auschwitz znów na aukcji w Niemczech. Polski rząd tym razem nie reaguje
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama