W starożytności niewielu świadomie wybierało wegetarianizm. Stanowił on raczej domenę ekscentrycznych filozofów, takich jak cała menażeria szarlatanów i czarowników uważających się za uczniów Pitagorasa. Dla pitagorejczyków wegetarianizm wiązał się z wędrówką dusz (transmigracją). Wynikał z nieodłącznej obawy przed spożyciem własnych zmarłych rodziców. W młodości Seneka Młodszy flirtował przelotnie z pitagoreizmem i nie jadł mięsa, dopóki nie naprostował go ojciec: wegetarianizm był nierzymski i mógł sprowadzić oskarżenia o przynależność do jednego z wątpliwych, jeśli nie nielegalnych kultów wschodnich z ich dziwacznymi ograniczeniami dietetycznymi.
U ludzi, którzy przyglądali się gladiatorom, wegetarianizm wynikał z biedy. W ich czasach piramida społeczna była równie stroma jak w każdym nowoczesnym kraju rozwijającego się świata. Elity (nie więcej niż dziesięć procent populacji) cieszyły się zamożnością, a niekiedy bogactwem, które dziś nazwalibyśmy bajecznym. Przygniatająca większość ludzi balansowała jednak na skraju nędzy. „Plebs”, nazywany również „hoi polloi” (odpowiednio w łacinie i grece – przy czym w ustach elit oba te terminy miały pogardliwy wydźwięk i zwykle towarzyszyły im takie przymiotniki, jak „brudny” albo „zabobonny”), żywił się tak zwaną triadą śródziemnomorską, czyli pszenicą, oliwkami i winogronami. Jadano też warzywa – głównie fasolę i inne rośliny strączkowe – ale nie przebiły się one do powszechnego rozumienia „triady”. Obecnie, tak niestrudzenie zachwalana w kolorowych dodatkach do gazet dla zamożnej klasy średniej, triada śródziemnomorska stanowi dietę ograniczoną i powtarzalną. Okazją do zjedzenia pieczonego mięsa, z której plebs skwapliwie korzystał, były ofiary ze zwierząt składane podczas uroczystości religijnych. Filozof i moralista Plutarch czuł się w obowiązku przypomnieć, że uroczystości te przynoszą większą radość tym, którzy uczestniczą w nich ze szczerych pobudek religijnych.
Czytaj więcej
Do lat pięćdziesiątych p.n.e., gdy polityka rzymska w czasach imperatorów, takich jak Cezar, Pompejusz i Krassus, stawała się coraz bardziej spolar...
Hordearii, czyli „zjadacze jęczmienia”
Gladiatorzy również zazwyczaj mieli dietę wegetariańską, ale wyglądała ona inaczej. Pliniusz Starszy wspomina, że nazywano ich „zjadaczami jęczmienia” (hordearii), ponieważ głównym składnikiem ich posiłków była potrawka czy też zupa z fasoli i jęczmienia. W armii rzymskiej jęczmień kojarzył się z karą. Pliniusz dodaje, że używano go głównie jako paszy dla zwierząt. Gladiatorzy pochłaniali ogromne ilości jedzenia. Daremnie próbując podnieść lojalność swoich żołnierzy, cesarz Witeliusz zwiększył ich racje żywnościowe, składające się głównie z pszenicy, i poprawił ich jakość, aby ilością odpowiadały tym, które otrzymywali gladiatorzy. Jeden z członków elit napisał, że gladiatorzy byli wypchani jedzeniem, co miało być nawet gorsze od głodu. Słowo, którego użył – sagina, „utuczeni” – bardziej odpowiada karmieniu zwierząt. Jak zobaczymy, elity często przyrównywały gladiatorów, a w każdym razie ich większość, do bestii. Faktem jest jednak, że przedstawiciele elit na ogół dopatrywali się „bestialstwa” u wszystkich poza sobą, a więc zarówno u plebsu, jak i u barbarzyńców.
Gladiatorzy nie tylko inaczej się odżywiali, lecz także dla wzmocnienia kości pili specjalną miksturę z popiołu (ze spalania drewna lub kości) rozprowadzonego w rozcieńczonym winie. Tuż obok starożytnego greckiego Efezu (obecnie Turcja) archeolodzy odsłonili cmentarz gladiatorów. Zawierał on szczątki co najmniej sześćdziesięciu siedmiu mężczyzn i jednej kobiety (...). Analiza naukowa wykazała, że kości niektórych mężczyzn odznaczały się wyjątkowo wysoką zawartością wapnia.
Gladiatorzy zostali „utuczeni” jęczmienną potrawką (...). Ci, których uwieczniono na mozaice z Borghese (nazwa wzięła się od nazwiska właścicieli posiadłości na obrzeżach Rzymu, w której znaleziono siedem jej paneli), istotnie wyglądają na ciężkich (...). Dlaczego ich pokaźne rozmiary uważano za pożądane? Wedle Cypriana z Kartaginy, starożytnego biskupa chrześcijańskiego i przeciwnika walk: „Igrzyska gladiatorów przygotowuje się, aby nacieszyć krwią pożądliwość okrutnych oczu. Ciało karmi się mocniejszym jadłem, a silne członki wzbogaca o krzepkość i mięśnie, aby nieszczęśnik utuczony przed kaźnią zginął cięższą śmiercią”. W przełożeniu na współczesną terminologię gladiatorzy potrzebowali mocnej budowy ciała, umożliwiającej krótkie zrywy intensywnej, pełnej przemocy aktywności fizycznej, a bogata w węglowodany dieta prowadziła do powstania grubej warstwy tłuszczu, który chronił kluczowe narządy. Dzięki temu, pomimo obfitego krwawienia, zadawane im rany nie uniemożliwiały kontynuowania walki. Otyli gladiatorzy zapewniali lepsze widowisko.
Dania i biesiadnicy
„Cena libera” dosłownie znaczy „darmowa wieczerza”, prawdopodobnie jednak wszystkie posiłki, jakie otrzymywali gladiatorzy, były bezpłatne. „Libera” może również znaczyć „nieograniczony”, ale tak naprawdę nigdy nie chodziło o ilość. Najlepiej więc będzie, jeśli w przekładzie skupimy się na „swobodzie”, zarówno w odniesieniu do rodzaju, jak i jakości pożywienia. Rzymskim odpowiednikiem angielskiego słowa „mansplaining”, oznaczającego nużąco drobiazgowe opisywanie rzeczy oczywistych, było powiedzenie „od jajka do jabłek”. Uroczyste wieczerze rzymskie, podobnie jak we współczesnych Włoszech, na ogół składały się z trzech dań. Zwykle zaczynano od jaj, często na twardo, kończono zaś jabłkami, świeżymi lub suszonymi, zależnie od sezonu. Zamieszkujący imperium Grecy zachowali zwyczaj dzielenia posiłku na „sitos”, to jest podstawę (niemal zawsze chleb), i „opson”, tłumaczone niekiedy jako „delikates”, ale w rzeczywistości mieszczące w sobie wszystko inne: mięso, ryby, sosy, ciasta i wszelkie przysmaki. Plutarch opowiada, że gladiatorom, którzy mieli wejść na arenę, podawano szereg wykwintnych potraw. Miejsce gęstego gulaszu i taniego cienkusza o smaku żwiru zajmowało mięso i inne cymesy obficie popijane wybornym winem. Wymizerowana widownia obserwująca tę biesiadę niewątpliwie musiała odczuwać zazdrość i głód.
Walka gladiatorów – fragment mozaiki z Borghese z IV w.
Kto jeszcze oprócz gladiatorów uczestniczył w „cena libera”? W „Apologetyku”, obronie chrześcijańskiego stylu życia, Tertulian pisze, że podczas pogańskich Liberaliów nie będzie ucztował publicznie, jak to jest w zwyczaju walczących z bestiami, kiedy ci nieszczęśnicy spożywają swój ostatni posiłek. Używa tutaj słowa „bestiarii”. Technicznie rzecz biorąc, byli to ludzie opiekujący się zwierzętami wykorzystywanymi podczas występów i egzekucji, nie „venatores”, którzy walczyli z tymi zwierzętami na arenie. Obie te role nakładały się jednak i często były mylone. Z czasem termin „bestiarii” rozciągnięto na skazańców, których zabijano, wypuszczając na nich dzikie zwierzęta. Nic zatem dziwnego, że chrześcijanie, występujący na arenie wyłącznie w roli ofiar, mieli tendencję do postrzegania całego widowiska przez pryzmat południowych egzekucji. W innym swoim dziele, „O widowiskach”, Tertulian łączy lwa z igrzyskami gladiatorów (munera), podobnie jak konia z wyścigami rydwanów w Circus Maximus, siłę fizyczną z lekkoatletyką i słodycz głosu z teatrem. Nie trzeba dodawać, że jako chrześcijański moralista zdecydowanie sprzeciwia się wszystkim czterem.
Niektórzy współcześni badacze obok gladiatorów, „venatores” i „bestiarii” zaliczają do biesiadników oczekujących na egzekucję skazańców, powołując się na „Męczeństwo Perpetuy i Felicyty”. To ważny tekst, zawierający wiele cennych spostrzeżeń, lecz przy tym skomplikowany. Opowiada o ostatnich dniach sześciorga chrześcijańskich męczenników (czterech mężczyzn i tytułowych dwóch młodych kobiet) w Kartaginie w Afryce Północnej wiosną 203 roku n.e. Utwór podzielony jest pomiędzy trzy głosy: nieznany z imienia narrator, prawdopodobnie współczesny ofiarom, przytacza słowa rzekomo wypowiedziane przez dwoje spośród zabitych: przywódcę grupy Satura i Perpetuę, główną bohaterkę żeńską. Dzisiejsi czytelnicy chętnie ufają opowieści o Perpetui. Kobiecy głos ze starożytności to prawdziwa rzadkość. Nikt za to, jak się wydaje, nie przejmuje się autentycznością słów Satura. „Męczeństwo”, niezależnie od liczby jego autorów, jest jawnym elementem chrześcijańskiej propagandy religijnej: oto dzieją się cuda równie dobre jak w przeszłości, jeśli nie lepsze. Śmiercią męczeńską giną teraz nawet wrażliwe młode kobiety, co skłania licznych pogan do nawrócenia. Tak naprawdę dotyczy to tylko niektórych pogan. Literatura martyrologiczna potrzebuje ryczących tłumów. Gdyby wszyscy się nawrócili, boska intryga załamałaby się z braku męczenników.
Anonimowy narrator twierdzi, że męczennicy przekształcają swoją „cena libera” w „agape”, chrześcijańską „ucztę miłości” opartą na ostatniej wieczerzy Jezusa i jego uczniów. Podczas „agape” chrześcijanie siedzieli zamiast półleżeć. Pokazuje to, że skazani mogli liczyć na „cena libera” przynajmniej w literaturze, jeśli niekoniecznie w rzeczywistości. Nierozsądnie jest jednak uogólniać na podstawie tego jednego dowodu. We wcześniejszym rozdziale narrator włożył Perpetui w usta mocne argumenty, które pozwoliły jej uzyskać ten przywilej od dowodzącego rzymskiego oficera: „Dlaczego nie pozwalasz korzystać z wytchnienia nam, najznamienitszym, bo cesarskim więźniom, którzy mamy walczyć w dniu jego urodzin? Czyż nie tobie przypisze się zasługę, gdy pojawimy się na arenie w dobrej kondycji?”. Domniemana groźba podziałała – „oficer zrazu zatrząsł się i zaczerwienił” – skazańcy otrzymali przywilej. Jest mało prawdopodobne, aby zwyczajowo traktowano w ten sposób skazanych – chrześcijan i innych – na śmierć za sprawą bestii lub płomieni.
Barbarzyńcy wzięci do niewoli
Gladiatorzy, którzy pili słodkie wino i spożywali wyborne mięso, musieli zachodzić w głowę, jak znaleźli się na „cena libera”. Jak zostawało się gladiatorem? Jakie było ich pochodzenie?
Wielu było barbarzyńcami wziętymi do niewoli po zwycięskich kampaniach Rzymu. W 70 roku n.e., po zdławieniu powstania żydowskiego i zniszczeniu Jerozolimy, syn nowego cesarza Wespazjana wymaszerował do Cezarei Filipowej, „gdzie zabawił czas pewien, różne urządzając igrzyska, na których wielu poginęło jeńców, bo albo ich rzucano na pożarcie dzikim zwierzętom, albo zmuszano całymi gromadami do staczania ze sobą walk”. Stamtąd Tytus wyruszył do innej Cezarei – Nadmorskiej – i tam świętował urodziny brata, „na którego cześć kazał stracić wielu jeńców żydowskich. Poginęli w walkach ze zwierzętami, na stosach, w zapasach, a liczba ich wynosiła przeszło 2500. Ale choć Żydzi na ten i na tysiączny inny sposób w mękach ginęli, Rzymianom wciąż się zdawało, że jeszcze nie zostali dostatecznie ukarani”. W następnym mieście, Berycie, świętował urodziny ojca, „urządzając nader kosztowne igrzyska i rozwijając niesłychany przepych. I tu znowu […] zginęła ogromna ilość żydowskich jeńców”. Tytus „kolejno odwiedzał miasta syryjskie, wszędzie wspaniałe urządzając igrzyska, na których jeńcy żydowscy ginąć musieli na znak, że zostali pokonani”. Pomimo wystawienia dużej liczby jeńców na arenach w prowincjach i wysłania innych do ciężkiej pracy w Egipcie pozostały tysiące – „najroślejszych i najdorodniejszych” – którzy mieli ozdobić tryumf w Rzymie, po czym walczyć w nowo otwartym Koloseum.
Czytaj więcej
Największy żal jako Polak mam do Marka Aureliusza, a pretensję do jego następców, że zawarli haniebny pokój z Markomanami, grzebiąc w ten sposób śm...
Im większa liczba jeńców i bardziej zróżnicowane ich pochodzenie, tym lepiej. Zdarza się, że szczegółowe opisy starożytnej literatury beletrystycznej jasno przedstawiają wartości kultury rzymskiej. Pomyślana jako cykl biografii cesarzy rozwlekła łacińska powieść historyczna, napisana około 400 roku i znana historykom pod tytułem „Historia Augusta”, głosi, że cesarz Probus (wł. 276–282 n.e.) wystawił na pokaz „trzysta par gladiatorów, wśród których do walki stanęło wielu Blemiów [z Sudanu], których powiedziono w jego tryumfie, oprócz tego liczni Germanie i Sarmaci [plemię koczownicze z Wielkiej Niziny Węgierskiej], a nawet pewna liczba rozbójników izauryjskich [z Azji Mniejszej]”. W świecie opisanym w tym tekście wydarzenia z czasów Probusa zdecydowanie przyćmił tryumf i zorganizowane po nim igrzyska cesarza Aureliana (wł. 270–275 n.e.), w których uczestniczyło 800 par gladiatorów, a także wzięci do niewoli Blemiowie, Aksumici (z Abisynii), Arabowie, Hindusi, Baktrowie (z Afganistanu), Iberowie (z Gruzji), Saraceni, Persowie, Goci, Ałanowie (koczownicy ze stepów), Roksolanowie (koczownicy z terenów po północnej stronie Dunaju), Sarmaci, Frankowie, Swebowie (z górnego biegu Renu i Dunaju), Wandalowie, Germanie, Palmirczycy (z Syrii) i Egipcjanie. Dla urozmaicenia pośród Gotów znalazło się dziesięć uzbrojonych kobiet, „które, jak głosiło ogłoszenie, pochodziły z rasy Amazonek”.
Dezerterzy i obywatele Rzymu
Spartakus był żołnierzem rzymskich sił pomocniczych, dezerterem i rozbójnikiem. Zanim skazano go na arenę, wzniecił wielkie powstanie niewolników, które przetoczyło się przez Italię w latach 73–71 p.n.e. Na igrzyskach pogrzebowych ku czci swoich poległych towarzyszy rozkazał trzystu rzymskim jeńcom walczyć tak jak gladiatorzy. Około 117 roku n.e. w Cyrenie w Afryce Północnej żydowscy powstańcy, obok wielu innych zbrodni, takich jak kanibalizm czy wykonywanie pasów z ludzkich wnętrzności, zostali oskarżeni o rzucanie jeńców dzikim zwierzętom lub zmuszanie ich do walk gladiatorskich. W oczach Rzymian taka zamiana ról była straszliwym upokorzeniem, które – paradoksalnie – świadczyło o całkowitym odczłowieczeniu ich wroga.
Po bitwie pod Kannami (216 rok p.n.e.) Hannibal rzekomo zmusił senatorów i innych wybitnych jeńców rzymskich do walki między sobą. Z typowym dla rzymskiej wizji Kartagińczyków okrucieństwem wystawiał ojców przeciw synom, a braci przeciwko braciom. W innej wersji opowieści Hannibal obiecał wolność Rzymianinowi, który miał się zmierzyć ze słoniem. Gdy mężczyzna nieoczekiwanie wygrał, Hannibal z charakterystyczną dla Kartagińczyków obłudą („fides punica” – wierność punicka – w języku łacińskim oznaczała coś zupełnie przeciwnego) posłał za uwolnionym zwycięzcą jeźdźców, aby go zabili. Oba źródła tych historii spisano długo po wydarzeniach, do których się odnoszą. Ponieważ we wcześniejszych i bardziej wiarygodnych „Dziejach” Polibiusza nie znajdujemy niczego podobnego, najprawdopodobniej więcej mówią one o mentalności Rzymian niż o rzeczywistości. Spartakus i Żydzi oczywiście znali rzymskie obyczaje od podszewki, zaskakujące jest jednak to, że poza wyimaginowanymi okrucieństwami Hannibala nie słyszymy o żadnych wrogach zewnętrznych, demonizowanych barbarzyńcach u granic, którzy zwróciliby ten potężny symbol przeciwko samemu Rzymowi.
Tylko raz, w następstwie wojny domowej pomiędzy Juliuszem Cezarem a Pompejuszem Wielkim w latach czterdziestych I wieku p.n.e., pojawiła się wzmianka o Rzymianinie, który posłał pokonanego rodaka na arenę. Azyniusz Pollion, namiestnik Hiszpanii Dalszej, w liście do Cycerona zadenuncjował własnego kwestora (zastępcę odpowiedzialnego za sprawy finansowe).
Oskarżony o ucieczkę ze skrzynią z żołdem i skazywanie rzymskich obywateli na śmierć z wykorzystaniem zwierząt Korneliusz Balbus miał również zmusić weterana Fadiusza, który służył pod Pompejuszem, do walki na arenie. Fadiusz przetrwał dwa pojedynki, zapewne zwycięskie, ponieważ dalsze wypadki wskazują, że nie mógłby liczyć na łaskę. Nie otrzymawszy wynagrodzenia, nie zgodził się złożyć przysięgi, by wstąpić w szeregi zawodowych gladiatorów, i oddał się pod opiekę ludu. Wściekły Balbus rozkazał zamknąć go („spalonego do połowy”) w szkole gladiatorów. Gdy wywlekano Fadiusza, z widowni poleciały kamienie. Balbus rzucił przeciwko tłumowi oddział galijskich jeźdźców. Ostatecznie nakazał spalić żywcem nieszczęsnego weterana. Postawa Balbusa była adekwatna do jego działań: „gdy to czyniono, przechadzał się po obiedzie boso, z nieopasaną tuniką i dłońmi za plecami, a w odpowiedzi na wołanie nieszczęsnego: »Jestem z urodzenia obywatelem Rzymu«, odrzekł: »Idź zatem i odwołaj się do ludu«”.
Przestępcy skazani za ciężkie zbrodnie
Innym rezerwuarem gladiatorów byli przestępcy skazani za najohydniejsze zbrodnie. Bohater jednej z fikcyjnych mów sądowych, które powstały jako materiał dydaktyczny łacińskiej sztuki oratorskiej, oznajmia, że w koszarach gladiatorów przebywał z mężczyznami skazanymi za świętokradztwo, podpalenie i zabójstwo. Grecka powieść „Żywot Apolloniosa z Tyany” Flawiusza Filostratosa (napisana w III wieku n.e., ale dotycząca wydarzeń o dwa wieki wcześniejszych), która opowiada o Atenach pod panowaniem rzymskim, wprowadza kilka dodatkowych kategorii: „cudzołożnicy i męskie prostytutki, i włamywacze, i kieszonkowcy, i porywacze, i inni podobni ludzie”. Nie sposób precyzyjnie określić, jakie zbrodnie podlegały tej karze. Teksty prawne, które dotrwały do naszych czasów, spisano w późnej starożytności, za panowania Justyniana (527–565 n.e.), gdy od dawna nie organizowano już walk gladiatorów, i przywołując wcześniejsze źródła, przeważnie pomijają one tę instytucję. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa sędziowie orzekali wyroki z pewną dozą swobody i zależnie od własnego uznania. Fragment z Filostratosa sugeruje być może niejednolitość prawa w obrębie imperium; każde miasto mogło karać areną za inne zbrodnie.
Podobnie jak w przypadku jeńców wojennych, liczba przestępców wahała się w zależności od czasu i miejsca. Niekiedy podaż przewyższała popyt. Pliniusz Młodszy, którego cesarz Trajan posłał do Azji Mniejszej w charakterze namiestnika prowincji Bitynii i Pontu (ok. 110–112 n.e.), ze zdziwieniem odkrył, że mężczyźni skazani na arenę zostali – jako niewolnicy będący własnością państwa – skierowani do stosunkowo lekkiej pracy, za którą otrzymywali roczne wynagrodzenie. Podczas dochodzenia nie znalazł satysfakcjonującego powodu, który wyjaśniałby, dlaczego oszczędzono im pierwotnego wyroku. Pliniusz zwrócił się zatem do Trajana o radę. Cesarz odpowiedział, że ludzi, którzy zostali skazani w ciągu dziesięciu minionych lat, należy odesłać na arenę, ci zaś, którzy są już w podeszłym wieku, a ich proces odbył się dawniej niż przed dekadą, powinni zostać „skierowani do pracy zbliżonej do karnych robót, czyszczenia łaźni publicznych i kanałów ściekowych, naprawy ulic i dróg”. Wydaje się, że popyt zazwyczaj przekraczał podaż. Cesarze Septymiusz Sewer (wł. 193–211 n.e.) i Karakalla (wł. 211–217 n.e.) zabronili przenosić więźniów skazanych na arenę z jednej prowincji do drugiej bez cesarskiego zezwolenia. Zamiast tego silnych i zdolnych miano wysyłać na widowiska do Rzymu.
Czytaj więcej
W niektórych dziedzinach postęp bywa zablokowany nawet na tysiąclecia. Dobitnie ukazuje to najnowsze odkrycie w Pompejach.
Skazanie na walkę gladiatorską („damnatio ad gladium ludi”) uważano za karę łagodniejszą od zwykłej egzekucji. Tę wykonywano poprzez ścięcie w przypadku obywateli rzymskich oraz ukrzyżowanie w przypadku niewolników. Tych, którzy nie byli obywatelami, karano na jeden z tych sposobów aż do późnego imperium (po 212 roku n.e. wszyscy otrzymali obywatelstwo), kiedy to ścięcie zarezerwowano dla elit, a krzyż dla pospólstwa. Arena niewątpliwie była karą o wiele mniej dotkliwą od walki ze zwierzętami, spalenia na stosie czy pracy w kopalniach (rodzaju dożywocia, podczas którego skazańcy pracowali w strasznych warunkach do śmierci). Jak zobaczymy, gladiator miał przynajmniej szansę na przeżycie. (...)
Niewolnicy w szkołach gladiatorów
Aulus Witeliusz posiadał niewolnika Asiaticusa. „W młodości Asiaticus był mu towarzyszem w jego haniebnych żądzach, znudził się tym jednak i zbiegł. Witeliusz odnalazł go później w Puteoli, gdzie trudnił się sprzedażą posca, i zakuł w łańcuchy, ale zaraz uwolnił i przywrócił na dawną pozycję swego faworyta. Następnie, rozgniewawszy się nań znów z powodu jego bezczelności i drobnych kradzieży, sprzedał go wędrownemu trenerowi gladiatorów, lecz kiedy był już trzymany w rezerwie na finał pokazu, niespodzianie wykupił go i zwrócił mu wolność”. Kiedy Witeliusz w nieprawdopodobny sposób został cesarzem (69 n.e.), wyniósł Asiaticusa do stanu ekwickiego (drugi od góry szczebel w hierarchii społecznej) i słuchał jego rad dotyczących rządzenia. (...)
Idący na śmierć. Gladiatorzy w starożytnym Rzymie Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2026
W czasach Republiki właściciel mógł dla kaprysu sprzedać niewolnika do szkoły gladiatorów. Według „Digestów” w 19 roku p.n.e. wprowadzono przepis, który nakazywał właścicielowi udowodnienie winy niewolnika przed sądem, zanim został on wydany do walki ze zwierzętami na arenie. Najprawdopodobniej w „Digestach”, ułożonych w VI wieku n.e., gdy walki gladiatorów już dawno odeszły w niebyt, pominięto fakt, że edykt ten dotyczył niewolników, którzy walczyli również jako gladiatorzy. Jak pokazuje przykład Witeliusza, był to martwy przepis. Cesarz Hadrian ponownie ustanowił prawo „zakazujące sprzedaży niewolnika lub niewolnicy rajfurowi lub trenerowi gladiatorów bez przedstawienia sprawy w sądzie”. Nie mamy podstaw uważać, że zakaz Hadriana odniósł większy skutek. Jak niewolnik miałby uzyskać dostęp do sądu? A gdyby mu się to udało, czyim słowom uwierzyłby sędzia – niewolnika czy jego właściciela? Co najbardziej niepokojące, zeznania niewolnika mogły zostać dopuszczone jedynie po torturach. Zapewne lepiej dla niego byłoby zatem bez protestu udać się do szkoły gladiatorów.
Niektórzy niewolnicy uznawali, że zamiast pozostawać przy swoim panu, bardziej opłaca im się uciec i samemu „sprzedać się” do szkoły gladiatorów. Najwyraźniej oczywiste ryzyko na arenie wydawało im się mniej dotkliwe od nieprzerwanego okrucieństwa niewoli. Decyzją cesarza Antoninusa Piusa (wł. 138–161 n.e.) niewolnicy przychwyceni na takim postępowaniu mogli zostać zwróceni właścicielom. Uzasadniano to potencjalnym „sprzeniewierzeniem pieniędzy lub dopuszczeniem się innego poważnego złamania prawa”.
Wolni ochotnicy
Ostatnim, najbardziej zagadkowym dla nas źródłem gladiatorów są wolni ochotnicy (auctorati). Dlaczego wybierali oni zawód nie tylko niebezpieczny, ale także poniżający? Zostając gladiatorami, okrywali się hańbą („infamia”). Była to koncepcja prawa rzymskiego, która określała człowieka jako z natury niegodnego zaufania. Osoba taka nie mogła reprezentować siebie ani nikogo innego przed sądem, być świadkiem ostatniej woli, głosować, służyć w armii, pełnić funkcji sędziego czy ławnika ani pójść do teatru. Nie mogła również uchylić się przed arbitralną karą fizyczną wymierzoną przez sędziów. Hańba była konsekwencją określonego działania: skazania w sądzie, bankructwa, uchylenia się przez żołnierza od służby wojskowej lub okazania tchórzostwa w walce, przyjęcia łapówki przez sędziego. Przylgnęła także do pewnych zawodów: prostytutek, stręczycieli, aktorów i trenerów gladiatorów. Podobnie jak gladiatorzy, wszyscy ich przedstawiciele pobierali wynagrodzenie za wystawianie swoich ciał lub ciał podległych im ludzi dla przyjemności innych. (...)
Fragment książki Harry’ego Sidebottoma „Idący na śmierć. Gladiatorzy w starożytnym Rzymie” (tłum. Adam Bukowski), która ukazała się nakładem Domu Wydawniczego Rebis. Tytuł, lead, śródtytuły i skróty pochodzą od redakcji.