73 lata temu, 26 czerwca 1953 r., około godz. 13.00 przybył na Kreml pewny siebie wicepremier i minister spraw wewnętrznych ZSRR Ławrientij Beria, który po śmierci Stalina wyrastał na najpotężniejszą postać w radzieckim establishmencie. Dzień wcześniej, o 9 rano, do gen. Kiriłła Moskalenki, dowódcy Wojsk Obrony Przeciwlotniczej Okręgu Moskiewskiego, zadzwonił sekretarz KC KPZR Nikita Chruszczow. Polecił mu zebrać kilku zaufanych i uzbrojonych ludzi, którzy pomogliby w aresztowaniu Berii. Moskalenko z początku był przerażony. Ten plan wydawał się niemożliwy do zrealizowania. Na Kremlu obowiązywały bowiem radykalne zasady bezpieczeństwa. Wnoszenie broni przez wojskowych było surowo zakazane. Nawet najwyżsi oficerowie Związku Radzieckiego mieli obowiązek zostawiać broń osobistą w wartowni przed przekroczeniem bram Kremla. Każdy gość przechodził przez kilka punktów kontrolnych, w których okazywano dokumenty i rewidowano osobiste rzeczy. Zatem wezwanie przez Chruszczowa Moskalenki na czele uzbrojonych żołnierzy było radykalnym złamaniem wszystkich dotychczasowych zasad i ogromnym ryzykiem dla spiskowców. Absolutną kontrolę nad bezpieczeństwem Kremla nadal po śmierci Stalina sprawował Beria. Kreml był obsadzony przez specjalne jednostki podległe MGB (radzieckie MSW), w tym Pułk Specjalnego Przeznaczenia oraz elitarną zmotoryzowaną Dywizję im. Feliksa Dzierżyńskiego (ODON) – wielokrotnie sprawdzaną pod względem lojalności wobec Stalina, a później Berii, formację stacjonującą pod Moskwą. Była ona przygotowana do natychmiastowego stłumienia wszelkich buntów czy innych wewnętrznych zagrożeń. Moskalence udało się zwerbować trzech wysokich rangą dowódców: marszałka Gieorgija Żukowa, gen. Pawła Batickiego oraz gen. Leonida Breżniewa. Na teren Kremla przemyciły ich rządowe limuzyny Nikołaja Bułganina i Nikity Chruszczowa. Tych samochodów strażnicy nie mieli prawa rewidować. Oficerowie weszli do Gmachu Senatu (dzisiaj siedziba prezydenta Federacji Rosyjskiej) z pistoletami ukrytymi w doszytych wewnątrz mundurów kieszeniach. Ponadto Moskalence udało się przemycić w teczce dwa pistolety maszynowe. Oficerowie ukryli się w jednym z pokojów przyległych do sali posiedzeń Prezydium Rady Ministrów ZSRR – sekretariacie lub pokoju wypoczynkowym. Mieli wkroczyć do akcji dopiero na dźwięk umówionego sygnału alarmowego.

Beria przyjechał na Kreml z własną ochroną przed godz. 13.00. Gdy wszedł do sali prezydialnej, tryskał doskonałym humorem. Tym większe musiało być zapewne jego zdumienie, kiedy po otwarciu posiedzenia przez premiera Malenkowa głos niespodziewanie zabrał Nikita Chruszczow, który rozpoczął miażdżący atak na Berię. Oskarżył Gruzina o bycie karierowiczem i brytyjskim szpiegiem, który po śmierci Stalina dokonuje rozłamu wewnątrz partii. Zdumiony Beria zapytał: „Co ty wyprawiasz, Nikita? Co się dzieje?”. Ku jego przerażeniu do ostrej krytyki dołączyli Mołotow i Bułganin. Zdezorientowany Beria wstał, aby zawołać swoją ochronę. To wprowadziło zamieszanie. Według planu Malenkow miał najpierw poddać pod głosowanie odwołanie Berii ze stanowisk państwowych, ale widząc zamęt, nacisnął ukryty pod blatem biurka przycisk, dając sygnał wojskowym czekającym w sąsiednim pokoju.

Czy Beria zginął na procesie, czy pod własną willą? Dwie wersje historii

To, co wydarzyło się później, stało się głównie przedmiotem domysłów. Istnieją dwie wersje wydarzeń. Pierwsza – oficjalna, sporządzona na podstawie dokumentów KPZR – przedstawia aresztowanie i przewiezienie Berii do bunkra sztabu Moskiewskiego Okręgu Wojskowego, gdzie miał spędzić niemal pół roku w całkowitej izolacji. W grudniu 1953 r. miał się odbyć jego tajny proces przed Specjalnym Kolegium Sądowym Sądu Najwyższego ZSRR, które orzekło karę śmierci. 23 grudnia 1953 r. egzekucję strzałem w głowę miał wykonać osobiście gen. Paweł Baticki.

Czytaj więcej

70 lat od śmierci Garegina Nżdeha. Armenia wciąż żyje jego cieniem

Drugą, nieoficjalną wersję tej historii spopularyzował w książce „Beria, mój ojciec” jego syn Sorgo, który twierdził, że 26 czerwca 1953 r. wojsko i czołgi otoczyły ich willę na ówczesnej ulicy Mała Nikitska nr 28 w Moskwie. Ławrientij Beria miał rzekomo zginąć podczas „brawurowej obrony domu rodzinnego”. Do końca życia Sorgo Beria rozpowszechniał opinię, że grudniowy proces jego ojca był mistyfikacją.

Niezależnie od okoliczności śmierć Ławrientija Berii uznaje się za punkt zwrotny w historii ZSRR, koniec dyktatury aparatu terroru i rozpoczęcie okresu „odwilży” i destalinizacji w całym bloku wschodnim.