To, co nazywamy „procesem templariuszy”, było bowiem szeregiem działań dochodzeniowych, którymi kierowały różne komisje śledcze i trybunały inkwizycyjne powołane przez papieża. Inicjatorem procesu był król Francji Filip IV Piękny. On też wywierał ogromną presję na papieża i członków komisji, ale formalnie nie był nawet oskarżycielem posiłkowym. Od 1310 r. do „procesu” dołączyli obrońcy templariuszy, wśród których najważniejsi byli: kapelan i prokurator zakonu Piotr z Bolonii, któremu przypadła rola głównego mówcy w obronie templariuszy, oraz Renaud z Provins (Reginaldus de Provino), preceptor Orleanu i prokurator przy Kurii Rzymskiej. Komisje papieskie nie udowodniły zarzutu herezji, znalazły natomiast wiele dowodów na „czyny niegodne”, łamiące regułę zakonną. Nie były one jednak podstawą do kasaty Świątyni, a tym bardziej do skazania jej przywódców na śmierć. Sobór w Vienne, który otrzymał materiał dowodowy, odrzucił oskarżenia o herezję, ale rozwiązał zakon. Bullą „Vox in excelso” papież zniósł zakon, jego majątek przekazał szpitalnikom, a wielkiemu mistrzowi Jakubowi de Molay oraz innym przywódcom zakonu udzielił rozgrzeszenia (absolucji). Oznaczało to, że przełożeni Świątyni, którzy byli nielegalnie przetrzymywani w więzieniach królewskich, otrzymali natychmiastowy immunitet papieski, gwarantujący ochronę ich życia. Sobór pozwolił, a nawet zalecił, żeby byłych templariuszy przyjmowano – z ominięciem wszystkich procedur inicjacyjnych – do innych zakonów, w tym szpitalników. Sam Jakub de Molay otrzymał nawet osobistego kapelana i mógł codziennie uczestniczyć we mszy św.