Obraz, o którym piszę, nie jest arcydziełem, ale niezwykłą „fotografią” swoich czasów. Tak zresztą traktowano zbiorowe portrety, których powstawały w XVII stuleciu tysiące. Miały uwiecznić, niczym metodą fotograficzną, ludzi i ich obyczaje. Zachować ich twarze i sylwetki dla przyszłych pokoleń. Dlatego nie wymagały malarskiego geniuszu, ale zwykłego wprawnego rzemiosła.
„Domowa scena muzyczna”
Namalowane przez Johannesa Voorhouta w 1674 r. dzieło pod tytułem „Domowa scena muzyczna” powstał na zamówienie Johannesa Adama Reineckena, hamburskiego organisty kościoła św. Katarzyny. Przedstawia osiem postaci, spośród których dwie są dobrze znane. Zaczynając od lewej strony, na samym brzegu, na marginesie rozgrywającej się tam sceny, pozostaje osoba nieznana. Na violi gra Dietrich Buxtehude, jest to zresztą jedyny w miarę pewny wizerunek tego kompozytora. Na korzyść takiej interpretacji mają świadczyć dźwięki „d” i „b” grane przez tę postać oraz dedykacja, o której trochę później. Przy klawesynie siedzi Johannes Reinecken, obok niego czarnoskóry paź, będący na tym obrazie symbolem jego statusu; w środku, trochę cofnięte – symboliczne postaci prowadzące spór.
Johannes Voorhout, „Domowa scena muzyczna” (1674)
Po prawej stronie – dwie jasne i będące centrum tej kompozycji osoby. Grająca na lutni personifikacja muzyki i młodzieniec trzymający na kolanach dedykowany Buxthudemu oraz Reineckenowi kanon.
Kim jest ta postać? Nie wiadomo. Interpretowano ją jako portret kompozytora Johanna Thiele albo Johanna Philippa Förtscha. Jednak obie te interpretacje zostały obalone przez historyków sztuki. Jak już wspomniałem, na kolanach młodzieńca leżą nuty z kanonem do pierwszego wersetu psalmu 133, który ma następującą treść: „Oto jak dobrze i jak miło, gdy bracia zgodnie mieszkają”. Na papierze nutowym widnieje dedykacja dla owych dwóch znakomitych muzyków tamtych czasów. Pomimo treści psalmu jest jednak w tej scenie coś niespokojnego, każdy patrzy gdzieś indziej, nie ma na nim tej „braterskiej jedności”, którą wieści psalm. Jest za to zmieszanie, zaskoczenie, które doskonale pasowałoby do obrazu spotkania uczniów ze Zmartwychwstałym, moment, kiedy ta zgoda i przyjaźń dopiero stają się faktem za sprawą kogoś z zewnątrz. Żeby spróbować odczytać profetyczność przesłania tego obrazu, trzeba poznać biografie osób na nim umieszczonych z domieszką geografii. I biogram jeszcze jednej istotnej osoby, której w 1674 r. nie było jeszcze na świecie.