I wojna światowa pozostawiła po sobie setki tysięcy sfrustrowanych żołnierzy niemieckich, którzy nie bardzo mogli się odnaleźć w powojennej rzeczywistości. Żołnierzy, którzy często – zanim trafili na front – nie zdążyli zakosztować normalnego cywilnego życia. Wracających z frontu czekała ponura rzeczywistość pogrążonego w kryzysie gospodarczym kraju wstrząsanego rewolucyjnymi zamieszkami, które traktowane były przez większość z nich jako przejaw zdrady narodowej, mityczny nóż wbity w plecy walczącej na frontach niemieckiej armii. Nic zatem dziwnego, że te żołnierskie masy dość szybko dały się zagospodarować nie mniej sfrustrowanym niemieckim oficerom. Tak powstały niemające wcześniej swego odpowiednika w nowożytnej historii wojskowości prywatne armie – tzw. Freikorps (niem. wolne korpusy). Gwoli prawdy: nie do końca były one zjawiskiem nowym. Ich protoplastą były bowiem jednostki utworzone jeszcze w czasach napoleońskich, czyli złożony w większości ze studentów ochotniczy korpus Lützowa. Jego historia była jednak krótka. Do walki wyruszył bowiem w marcu 1813 r., a już w czerwcu tego samego roku został rozbity, jego niedobitki zaś wcielono do regularnej armii.