Archeolodzy odkopują zabytkowy obiekt, ustalają, ile ma lat, z czego i gdzie został wykonany, ale nie mają pojęcia, jak działał, jak zachowywał się w rzeczywistości, a przecież właśnie odkrycie tego jest celem badań – wyjaśnia dr Tríona Sørensen z Muzeum Łodzi Wikingów w Roskilde w Danii. Otóż właśnie temu służy archeologia eksperymentalna.
No dobrze, zdarza się, że w prehistorycznym skansenie rekonstruowana jest budowla z IV tysiąclecia p.n.e.: belki cięte są piłą mechaniczną, skręcane śrubami ze stali nierdzewnej, a do prac porządkowych służą motyki i grabie. Rezultat bywa imponujący, ale jedynie dla zwiedzających, bo dla archeologów nie ma to nic wspólnego z archeologią eksperymentalną. W niej bowiem muszą być wykorzystywane materiały i metody dostępne przed stuleciami i tysiącleciami. Chodzi o to, aby podczas eksperymentu uzyskiwać informacje, jakich nie dostarczą wykopaliska. Na przykład doświadczenia wykazały, że do wyciosania krzemiennej siekiery wprawne ręce ze schyłku epoki kamienia potrzebowały kilku minut, a do jej wypolerowania – kilkudziesięciu godzin.