Jerzy Waszyngton. Ojciec nie wszystkich Amerykanów

4 lutego 1789 r. kolegium elektorskie jednomyślnie wybrało Jerzego Waszyngtona na pierwszego prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Głosowanie to było pierwszym historycznym sprawdzianem działania uchwalonej 17 września 1787 r. Konstytucji USA.

Publikacja: 02.02.2023 21:00

„Waszyngton jako farmer w Mount Vernon”, obraz Juniusa Brutusa Stearnsa z 1851 r.

„Waszyngton jako farmer w Mount Vernon”, obraz Juniusa Brutusa Stearnsa z 1851 r.

Foto: Virginia Museum of Fine Arts/Wikimedia Commons

16 kwietnia 1789 r. Waszyngton pożegnał się ze swoją plantacją Mount Vernon i wyjechał do Nowego Jorku, który od 11 stycznia 1785 do 12 sierpnia 1790 r. pełnił rolę tymczasowej stolicy Stanów Zjednoczonych. I to właśnie w tym mieście, na schodach frontowych Federal Hall, ówczesnej siedziby Kongresu USA, 54-letni generał Jerzy Waszyngton złożył przysięgę prezydencką, czym otworzył nowy rozdział w historii Ameryki i świata.

Jaka była ta pierwsza prezydentura amerykańska? Żaden amerykański patriota nie powie o niej złego słowa. Pierwszy prezydent Stanów Zjednoczonych jest dla młodego narodu amerykańskiego uosobieniem wszelkich cnót: patriotyzmu, uczciwości, szlachetności i przyzwoitości, jakimi powinien charakteryzować się wielki przywódca. Trudno spotkać amerykańskie opracowanie historyczne, które nie byłoby napisane w formie panegiryku dla Jerzego Waszyngtona. Amerykanie są przekonani, że ojca ich państwa nie powinno się krytykować, tak jak w Wielkiej Brytanii nie krytykuje się monarchy. Jest bowiem Waszyngton idylliczną personifikacją idei wolności, suwerenności i potęgi Stanów Zjednoczonych. Najbardziej złośliwi pozwalają sobie jedynie na twierdzenie, że tę prezydenturę cechowała dworska oprawa. Goście prezydenta mieli wrażenie, że odwiedzają dwór królewski, gdzie lokaje w upudrowanych perukach usłużnie otwierają drzwi prowadzące do gabinetu pierwszego obywatela młodej republiki. Ale faktem jest, że ludzie tamtej epoki nie znali innych wzorców protokolarnych. Żyli często w przeświadczeniu, że przesadna skromność głowy państwa to oznaka słabości. 

Czytaj więcej

Herbatka bostońska szmuglerów

Niewiele się mówi, że ten wielkopański styl życia Waszyngtona był po prostu przejawem jego plantatorskich przyzwyczajeń. Został właścicielem niewolników już w wieku 11 lat, kiedy w 1743 r. zmarł jego ojciec. Dzisiaj coraz częściej wypomina mu się obłudę, że walczył o rzekomą wolność dla wszystkich, tylko nie dla Afrykanów na jego własnej plantacji. Obrońcy zwycięzcy spod Saratogi podkreślają, że nie był przecież w stanie zagospodarować odziedziczonej po ojcu 140-hektarowej plantacji tytoniu, zatrudniając jedynie wolnych pracowników sezonowych. Niewolnictwo nie było dla ówczesnych plantatorów kwestią wyboru moralnego, ale koniecznością, która – choć wzbudzała ogromne rozterki – stanowiła podwalinę ówczesnego ustroju gospodarczego Wirginii.

Jaki był stosunek Jerzego Waszyngtona do tego ponurego zjawiska społecznego? Chciałoby się napisać, że traktował swoich niewolników z szacunkiem. Niestety, ojciec amerykańskiej niepodległości nie różnił się po tym względem od współczesnych mu farmerów i przedsiębiorców z Wirginii. W niewolnictwie widział fundament porządku otaczającego go świata. Już jako 11-letni właściciel plantacji zdecydował się na zakup kolejnych siedmiu niewolników. Pod koniec życia był wraz ze swoją małżonką Martą Waszyngton właścicielem 318 ludzi, z czego 118 niewolników należało do niego osobiście. Czy żywił jakiekolwiek współczucie dla ich losu? Richard Parkinson, angielski sąsiad Waszyngtonów, pisał, że: „Waszyngton traktował swoich niewolników ze zdecydowanie większą surowością niż inni właściciele ziemscy”. Ta opinia stoi w sprzeczności ze zdaniem wyrażonym przez innego cudzoziemca podróżującego przez Wirginię, który pisał w swoich listach, że nigdzie w tej kolonii nie spotkał człowieka traktującego niewolników bardziej humanitarnie niż Jerzy Waszyngton. Historycy są jednak zgodni, że był surowym panem dla swoich poddanych: karał ich chłostą, a w najgorszych przypadkach odsprzedawał kupcom z Indii Zachodnich, zdając sobie sprawę, że często rozdziela rodziny i oddaje w ręce ludzi bezlitosnych.

Trudno się więc dziwić, że na plantacji Mount Vernon zdarzały się próby ucieczki niewolników. Najbardziej znana z nich miała miejsce w kwietniu 1781 r., gdy z majątku głównodowodzącego Armii Kontynentalnej uciekło 17 niewolników, w tym 14 mężczyzn i trzy kobiety. Znamienne, że uciekinierzy przedostali się na brytyjski okręt HMS „Savage”, gdzie udzielono im azylu i objęto opieką. O stosunku Jerzego Waszyngtona do pracujących dla niego niewolników świadczą też próby ucieczki jego osobistego służącego Christophera Sheelsa wraz z narzeczoną, kucharza Herkulesa oraz służącej jego żony, pokojówki Oney Judge – oni uważali go wręcz za potwora.

16 kwietnia 1789 r. Waszyngton pożegnał się ze swoją plantacją Mount Vernon i wyjechał do Nowego Jorku, który od 11 stycznia 1785 do 12 sierpnia 1790 r. pełnił rolę tymczasowej stolicy Stanów Zjednoczonych. I to właśnie w tym mieście, na schodach frontowych Federal Hall, ówczesnej siedziby Kongresu USA, 54-letni generał Jerzy Waszyngton złożył przysięgę prezydencką, czym otworzył nowy rozdział w historii Ameryki i świata.

Jaka była ta pierwsza prezydentura amerykańska? Żaden amerykański patriota nie powie o niej złego słowa. Pierwszy prezydent Stanów Zjednoczonych jest dla młodego narodu amerykańskiego uosobieniem wszelkich cnót: patriotyzmu, uczciwości, szlachetności i przyzwoitości, jakimi powinien charakteryzować się wielki przywódca. Trudno spotkać amerykańskie opracowanie historyczne, które nie byłoby napisane w formie panegiryku dla Jerzego Waszyngtona. Amerykanie są przekonani, że ojca ich państwa nie powinno się krytykować, tak jak w Wielkiej Brytanii nie krytykuje się monarchy. Jest bowiem Waszyngton idylliczną personifikacją idei wolności, suwerenności i potęgi Stanów Zjednoczonych. Najbardziej złośliwi pozwalają sobie jedynie na twierdzenie, że tę prezydenturę cechowała dworska oprawa. Goście prezydenta mieli wrażenie, że odwiedzają dwór królewski, gdzie lokaje w upudrowanych perukach usłużnie otwierają drzwi prowadzące do gabinetu pierwszego obywatela młodej republiki. Ale faktem jest, że ludzie tamtej epoki nie znali innych wzorców protokolarnych. Żyli często w przeświadczeniu, że przesadna skromność głowy państwa to oznaka słabości. 

2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Historia świata
Gdy świat zostawił Saamów samych
Historia świata
Feldmarszałek Hindenburg kontra kapral Hitler
Historia świata
Krwawiący czarnoziem. Lwów, spleciona historia Ukraińców i Polaków
Historia świata
Zdobycie Bastylii. Rewolucja pożera własne dzieci
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Historia świata
Skomplikowane drogi Polaków do niemieckich oddziałów Schutza. Tak chcieli bronić Wołynia