Dziś Jadwiga Ankiewicz znana jest przede wszystkim jako autorka unikatowego dziennika, spisywanego potajemnie za drutami obozu. Jednak jej historia nie zamyka się jedynie w życiorysie lub na kartkach zeszytu prowadzonego przez nastoletnią więźniarkę. Jest opowieścią o losie ludności cywilnej podczas okupacji niemieckiej, rodzinie, rozłące, sposobach radzenia sobie z trudną wojenną rzeczywistością O odwadze i pamięci, którą staramy się przywracać.
Jadwiga urodziła się 11 września 1926 roku. Jej ojciec, Stefan, był Warszawiakiem, natomiast matka Barbara pochodziła z Kumanowa koło Kamieńca Podolskiego. Małżeństwo miało jeszcze jedną córkę, Marię Halinę. Rodzina mieszkała przy ul. Myśliwieckiej 6, w jednym z budynków należących do ówczesnego Królewsko-Polskiego Gimnazjum Męskiego im. Stefana Batorego. Stefan Ankiewicz był pracownikiem administracyjnym placówki.
Jadwiga uczęszczała do Publicznej Szkoły Powszechnej nr 105 im. Marszałka Józefa Piłsudskiego przy ul. Czerniakowskiej 128. Była dobrą uczennicą, zaciekawioną otaczającym ją światem. Latem chodziła z bliskimi nad Wisłę. Swoich młodszych kuzynów wspierała w ich pierwszych chwilach w szkole. Nazywano ją urodzonym pedagogiem i świetnym kumplem.
W momencie wybuchu II wojny światowej Jadwiga miała 13 lat. W pierwszych dniach września 1939 roku ojca Jadwigi zmobilizowano. W listopadzie Niemcy zajęli budynek gimnazjum przy ul. Myśliwieckiej, wysiedlając mieszkających tam profesorów, pracowników administracyjnych i ich bliskich. Barbara Ankiewicz wraz z córkami przeniosła się wówczas do rodziny przy ul. Czerniakowskiej 90.
Ci, którzy znali Jadwigę przed wojną, zapamiętali przede wszystkim jej energię, pogodę ducha i zaradność. Teresa Tobera, stryjeczna siostra dziewczyny, wspominała: „Jak były naloty, jak coś się działo to oczywiście wszyscy się modlili, płakali, zupełnie inna atmosfera. Natomiast jak już troszkę się wyciszało, to dzieciaki się bawiły. Jadzia oczywiście była organizatorem tych dziecięcych naszych zabaw. (…) Ja ją pamiętam, że ona zawsze myślała o siostrze, o nas, o innych, a nigdy o sobie”. We wspomnieniach bliskich zachowały się również inne migawki okupacyjnej codzienności: zdobywanie chleba przez Jadwigę, ojca przebywającego w niewoli i zaangażowanie w konspirację.
15 stycznia 1943 roku Jadwiga została zatrzymana przez Niemców podczas jednej z największych ulicznych łapanek w Warszawie. Schwytane osoby przewożono najpierw na Pawiak, a następnie kierowano do obozu koncentracyjnego na Majdanku. Jadwiga znalazła się w transporcie 17 stycznia. Do KL Lublin przybyła następnego dnia.
W pierwszych dniach i tygodniach uwięzienia w obozie była przydzielana do różnych prac porządkowych w obrębie V pola więźniarskiego przeznaczonego dla kobiet. Więźniarki zatrzymane podczas łapanki, w której pojmano Jadwigę, włączono do obozowej ewidencji dopiero 24 lutego 1943 roku. Wtedy to wydano im obozową odzież, a Jadwidze nadano numer więźniarski – 5322.
Szczególnie dużo mogła zaobserwować, kiedy wraz z koleżankami rozpoczęła pracę w obozowej pralni sąsiadującej z budynkiem, w którym składowano zwłoki ofiar, oraz z tzw. starym krematorium. Czas uwięzienia Jadwigi przypadał na okres zagłady warszawskich Żydów, dokonywanej przez niemieckiego okupanta w KL Lublin po upadku powstania w getcie.
17 maja 1943 roku Jadwiga została zwolniona z obozu. W siedzibie Polskiego Czerwonego Krzyża w Lublinie otrzymała pieniądze na bilet i prowiant. Porannym pociągiem powróciła do Warszawy. Po przybyciu do rodzinnego miasta pracowała jako kelnerka. Ze wspomnień bliskich Jadwigi wynika również, że nastolatka zaangażowała się w działalność konspiracyjną. Była łączniczką Szarych Szeregów. 30 stycznia 1944 roku została zastrzelona przez Niemców. Następnego dnia rodzina pożegnała ją na Cmentarzu Bródnowskim.
Podczas uwięzienia w obozie koncentracyjnym na Majdanku Jadwiga potajemnie spisywała swoje obserwacje, uwagi i refleksje. Pisała ołówkiem w zeszycie w jedną linię, niemal dzień po dniu. Zarówno zeszyt, jak i ołówek, musiała posiadać już od czasu łapanki. Dlaczego postanowiła pisać dziennik? Sama nie wspomina o tym. Jednak prowadzenie zapisków za drutami obozu koncentracyjnego przez tak długi czas wymagało od niej nie tylko mnóstwa pomysłowości, lecz także determinacji i odwagi. Władze obozowe zabraniały bowiem posiadania materiałów piśmienniczych i czynienia jakichkolwiek notatek. Ich znalezienie groziło pobiciem, a nawet śmiercią.
Mimo dramatycznych warunków Jadwiga zachowała drobne, lekko okrągłe i czytelne pismo. Posługiwała się bardzo oszczędnym, czasem nawet surowym językiem, a używane przez nią środki stylistyczne przybliżają tekst dziennika bardziej do form bliskich reportażom niż do pamiętników czy dzienników prowadzonych przez nastolatki.
Mimo przygnębiających okoliczności Jadwiga nie unikała opisu sytuacji, które mogą zostać odczytane jako humorystyczne. Niewątpliwie miała ogromny dystans do otaczającej ją rzeczywistości i potrafiła w sposób rzeczowy przedstawiać życie zarówno w więzieniu Gestapo, jak i w obozie koncentracyjnym. Trudno nie zauważyć ogromnej wrażliwości oraz niezwykłej umiejętności w opisywaniu różnorodnych emocji: bólu, rozpaczy czy bezradności w obliczu cierpienia i śmierci. Obraz obozu, jaki przedstawia Jadwiga, z pewnością różni się od tych opisywanych wiele lat po wojnie przez dorosłych, a często nawet dojrzałych autorów. Dziewczyna pisała o osobach, które znała, darzyła sympatią oraz szacunkiem. Relacjonowała wydarzenia, których była świadkiem, a więc głównie mających miejsce na polu kobiecym. Niezwykle ciekawe są fragmenty, w których opisywała załogę obozu. Jadwiga nie używała obozowego nazewnictwa, a nadzorczynie oceniała jedynie przez pryzmat ich zachowania w stosunku do więźniarek: „Dziś przekonałyśmy się, że słuszne jest przysłowie – nie taki diabeł straszny, jak go malują. Nasza nowa Niemka wcale nie jest tak zła, na jaką wygląda. Nazywa się Anni i jak wpadnie w dobry humor, to bawi się z nami na polu w berka i gada fajne kawały”. Ostatnia notatka opisująca procedurę zwalniania więźniów z obozu powstała zapewne już w domu, w Warszawie.
Początkowo dziennik przechowywała mama Jadwigi, a następnie jej starsza siostra Maria Halina. Obecnie znajduje się w archiwalnych zbiorach Państwowego Muzeum na Majdanku. Zapiski Jadwigi pozwalają przyjrzeć się doświadczeniu młodej więźniarki, poznać jej wrażliwość, charakter oraz sposób postrzegania świata. W 2020 roku zostały wydane w formie książkowej.
Pamięć o Jadwidze nie ogranicza się jednak do lektury jej obozowego dziennika. Przetrwała również we wspomnieniach bliskich, rodzinnych fotografiach i dokumentach osobistych. To one pozwalają dostrzec osobę, która kryje się za archiwalnym świadectwem. Córkę, siostrę, kuzynkę, uczennicę i nastolatkę.
We wrześniu 2026 roku Jadwiga i jej historia symbolicznie powracają do przestrzeni znanych jej z dzieciństwa. W szkole, do której uczęszczała – obecnie LXXV Liceum Ogólnokształcącym im. Jana III Sobieskiego w Warszawie – odbędą się warsztaty dla młodzieży oparte na jej obozowym dzienniku. Zaprezentowana zostanie również wystawa „Jadwiga Ankiewicz. Historia osobista”, przybliżająca uczniom jej życie, losy bliskich oraz doświadczenia wojenne.
24 września 2026 roku o godzinie 18:00 w budynku szkoły przy ul. Czerniakowskiej 128 odbędzie się także otwarte spotkanie „Pamięć rodzinna. Jadwiga Ankiewicz we wspomnieniach bliskich”. Rozmowa z krewnymi Jadwigi stanie się okazją do przyjrzenia się różnorodnym wymiarom pamięci rodzinnej oraz temu, jak kształtuje się ona na przestrzeni pokoleń. Zapraszamy do wspólnego odkrywania historii.
Patronami medialnymi są „Rzeczpospolita” i rp.pl