Upadek komunizmu w Polsce zaczął się za Gierka

Przejęcie władzy w PZPR przez Edwarda Gierka jest cezurą wyznaczającą początek końca komunizmu. Prawda jest jednak taka, że jego plan ekonomiczny mógł się powieść, gdyby nie trudności obiektywne.

Publikacja: 04.04.2025 04:56

Gdynia, grudzień 1970 r. – bunt robotników w Polsce między 14 a 22 grudnia (strajki, wiece, demonstr

Gdynia, grudzień 1970 r. – bunt robotników w Polsce między 14 a 22 grudnia (strajki, wiece, demonstracje) miał miejsce głównie w Gdyni, Gdańsku, Szczecinie i Elblągu – w wyniku pogarszającej się sytuacji społecznej, gospodarczej i politycznej kraju

Foto: PAP/ARCHIWUM EDMUND PEPLIŃSKI

„Możecie być towarzysze przekonani, że my tak samo jak wy jesteśmy ulepieni z tej samej gliny i nie mamy innego celu jak ten, który żeśmy zadeklarowali i to jest podstawowy program naszego działania. Jeżeli nam pomożecie, to sądzę, że ten cel uda nam się wspólnie osiągnąć” – mówił 25 stycznia 1971 r. Edward Gierek, który niespodziewanie przybył do Gdańska prosić o wsparcie dla nowej ekipy rządzącej. Swoją wypowiedź zakończył pytaniem, które stało się elementem jego mitu założycielskiego: „Jak, pomożecie?”. Burzę oklasków aktywu robotniczego przyjął jako akceptację dla przedstawionego planu. Dumny z poparcia skwitował ją prostym, robociarskim, zamykającym sprawę słowem: „No!”.

„Przecież rozmawiał z nami robotnik, mówił prosto i chyba szczerze, rozumiał nas” – wspominała obecna na tym spotkaniu Anna Walentynowicz. „Kiedy pytał »Pomożecie?«, odpowiedzieliśmy: »Pomożemy!«. I ja też chciałam pomóc. I mój głos brzmiał w tym zgodnym chórze”. Wprawdzie robotnicy nie odpowiedzieli »Pomożemy!«, ale propaganda komunistyczna zrobiła swoje i na stałe umieściła okrzyk w pamięci narodu.

Gierek zastąpił na stanowisku poprzedniego I sekretarza KC PZPR Władysława Gomułkę, który ustąpił pod koniec roku. Było to konieczne po tym, jak w grudniu 1970 r. Gomułka postanowił wprowadzić podwyżkę cen na mięso i przetwory mięsne, co doprowadziło do protestów społecznych. 14 grudnia 1970 r., dwa dni po zapadnięciu decyzji władz, rozpoczął się strajk w Stoczni Gdańskiej im. Lenina, który rozszerzył się na całe Wybrzeże i wiele zakładów wewnątrz kraju. Wojsko otoczyło stocznie i brutalnie pacyfikowało protestujących.

W starciach w Elblągu, Gdańsku, Szczecinie i w Gdyni zginęło 41 osób. Ranne zostały 1164, a zatrzymano ponad 3 tys. osób. Zginęło też kilku milicjantów i żołnierzy. Kilkudziesięciu zostało rannych. Zniszczono kilkanaście pojazdów wojskowych. Podpalono 17 urzędów – w tym budynki Komitetów Wojewódzkich PZPR w Gdańsku i Szczecinie, splądrowano 220 sklepów oraz spalono kilkadziesiąt samochodów.

Gomułka nie wziął na siebie odpowiedzialności za wydarzenia. Obciążał nią niektórych członków plenum KC. Jednak w liście do Gierka, napisanym 6 lutego 1971, wyznał: „Zająłem stanowisko, że w obliczu brutalnego gwałcenia porządku publicznego, masakrowania milicjantów, palenia gmachów publicznych itp. należy użyć broni wobec napastników, przy czym strzelać należy w nogi”.

Niektórzy historycy twierdzą, że to wewnątrzpartyjne rozgrywki w PZPR i liczba ofiar zmusiły Gomułkę do odejścia, ten jednak był przekonany, że został obalony przez spisek inspirowany z Moskwy. „To Breżniew mnie zdjął, zawsze miałem kiepską opinię o nim jako o polityku i nie ukrywałem tego” – wyznał w 1981 r. w rozmowie z Andrzejem Werblanem.

Chcemy mieć!

Zmiana, która doprowadziła do wydarzeń gdańskich, a w konsekwencji do roszady na kierowniczym stanowisku w PZPR, nie była wywołana jednym czynnikiem. To był splot wydarzeń. Komunizm od początku swojego funkcjonowania w Polsce przyniósł znaczący wzrost PKB i dochodu per capita. Oczywiście przy Stanach Zjednoczonych czy krajach Europy Zachodniej to była bieda, ale porównanie z większością krajów Azji, Afryki czy Ameryki Łacińskiej pokazywało nasz kraj jako uprzemysłowiony i dobrze działający. „W 1967 r. dwie trzecie populacji żyło w miastach” – pisze Brian Porter-Szűcs, profesor historii na University Michigan-Ann Arbor i autor książki „Całkiem zwyczajny kraj. Historia Polski bez martyrologii”. „Na wsi nie żyli już »zacofani« chłopi jak przed wojną. Między 1960 a 1970 rokiem potroiła się liczba traktorów. Na przestrzeni 15 lat liczba prywatnych ciągników wzrosła z 146 553 do 737 933 (jak na standardy bloku wschodniego było to wręcz niesamowite)”. O poprawie stopy życiowej może świadczyć fakt, że w tym czasie koszt zakupu dóbr niezbędnych do przeżycia pochłaniał mniej niż 40 proc. dochodu przeciętnego gospodarstwa domowego, podczas gdy w II RP wystarczało go tylko na żywność.

Następowały też zmiany kulturowe. Niemal zlikwidowano analfabetyzm, rosła stopa wykształcenia. „W 1960 r. 45 proc. dorosłych miało niepełne wykształcenie podstawowe. Odsetek ten regularnie malał i w roku 1980 wyniósł 12,5 proc.” – wylicza Porter-Szűcs. W podobnym tempie zmieniała się struktura wykształcenia na innych poziomach edukacyjnych.

Czytaj więcej

Stan wojenny: ostrożnie z jednoznaczną oceną!

Polacy zaczęli uważać się za Europejczyków. Zaczęli marzyć o dobrach dostępnych dla bogatego Zachodu. Nikogo nie interesowało, że może zarobki nie są wysokie, ale na życie wystarcza, nikt nie chodzi głodny, a Polska sporo wydaje na opiekę socjalną – w stosunku do PKB więcej niż bogate kraje Zachodu czy Stany Zjednoczone. Dla przykładu: na służbę zdrowia w 1970 r. Polska wydawała 8,2 proc. PKB, podczas gdy Wielka Brytania – 3,4; Francja – 3,9; USA – 2,4 proc. PKB.

Na Polskie PKB pracowali w zasadzie wszyscy. Naprawdę trzeba było bardzo nie chcieć, by wymigać się od pracy. Nawet największy leń, nierób i gałgan mieli jakąś „robotę”. Tyle że praca była, jaka była – podobnie jak płaca. Dysproporcja rysowała się bardziej na poziomie branż niż stanowisk. Lepiej opłacano górnictwo czy budownictwo, gorzej handel. Więcej zarabiali mężczyźni i to bez względu na sektor. Dysproporcje zwiększał nierówny dostęp do dóbr, „choć z drugiej strony kontrolowane ceny i wyższy poziom konsumpcji społecznej działały na korzyść najbiedniejszych”.

W liberalnej gospodarce firmy spełniają pragnienia nabywców. Proponują nowe, bardziej różnorodne produkty, a oferta skierowana jest na popyt. Ludzie pożądają nowych przedmiotów, kupują je, dzięki czemu rośnie zatrudnienie i ilość pieniędzy na rynku, a co za tym idzie ilość środków niezbędnych na inwestycje. Zupełnie inaczej sytuacja wyglądała u nas. W komunistycznej gospodarce można było jedynie albo podnieść ceny, albo obniżyć płace. Obie metody były natychmiast rozumiane jako atak na robotników. Obniżenie wartości nabywczej pensji wywoływało protesty, które czasem kończyły się krwawo. Z drugiej strony pensje były regularne, a komuniści wprowadzili płatne urlopy. Dla przedwojennych robotników pamiętających biedę II RP i okupacji była to niebywała odmiana losu. Tyle że pojawiło się nowe pokolenie, które chciało więcej. I ta grupa cały czas rosła.

Gomułka rozluźnił ścisłą cenzurę w sferze kultury, co spowodowało, że na ekranach kin i telewizorów pojawiły się zachodnie filmy pokazujące syte i zamożne społeczeństwa Zachodu. Okno na świat szeroko otworzyło się wraz ze zwiększeniem się liczby telewizorów, która wzrosła z 0,5 mln w roku 1960 do 4 mln 215 tys. w roku 1970. Hiperkonsumpcja wtargnęła przez owe telewizory zwłaszcza za pośrednictwem amerykańskich seriali.

Także ilustrowane pisma prześcigały się w doniesieniach o modzie i nowinkach technologicznych. To skutkowało pojawieniem się sklepików i stoisk, jak choćby te na słynnych ciuchach w Rembertowie, z używaną i nową odzieżą (w paskarskich cenach!) sprowadzaną z Zachodu. Może to zaskoczyć, ale to Episkopat zażądał od komunistów „powstrzymania zalewu zachodniej dekadencji”. „Jednak Gomułka doszedł do wniosku, że brakuje mu kapitału politycznego lub dostatecznie silnego aparatu represji, by odciąć Polskę od zewnętrznych wpływów” – pisze Porter-Szűcs. 

W latach 60. rozpoczął się popyt na dobra konsumpcyjne. Młodzi Polacy domagali się lepszego, czyli droższego życia, a tymczasem polskie przedsiębiorstwa nie uzyskiwały dostatecznie dużego dochodu, aby podnosić płace i jednocześnie uzyskać nadwyżkę inwestycyjną. W świecie kapitalistycznym po prostu obniżono by koszty, czy to przenosząc produkcję w tańsze miejsce, czy też obniżając koszty pracownicze poprzez zmianę struktury zatrudnienia. W komunizmie to było nie do pomyślenia. A potrzeby rosły. Już nie tylko każdy chciał mieć modę z Zachodu, kosmetyki czy telewizor – ludzie chcieli samochodów! Rosły koszty produkcji i zaczęło brakować nowych środków na inwestycje. Władza znalazła się w potrzasku.

„Pod koniec roku 1970 pierwszy sekretarz postanowił zrównoważyć bilans krajowy, podnosząc ceny i utrzymując wynagrodzenia na dotychczasowym poziomie – wyjaśnia Brian Porter-Szűcs. – Popełnił przy tym gruby błąd, gdyż ogłosił pakiet reform 12 grudnia, kiedy ludzie szykowali się do świąt Bożego Narodzenia; burza rozpętałaby się jednak niezależnie od daty”. Wybuchły protesty nad Bałtykiem, do których przyłączyło się wkrótce 20 tys. pracowników innych zakładów pracy. Zazwyczaj władze szły na ustępstwa, tym razem jednak Gomułka podjął inną decyzję – kazał służbom spacyfikować strajki. 

Złączył się z narodem

To dlatego prostolinijnego Władysława Gomułkę, zwanego w niektórych środowiskach „Kwadratowym”, zastąpił Edward Gierek, który w swej elegancji i światowości jawił się świeżo po latach zatęchłej swojskiej zaściankowości. Gierek urodził się 6 stycznia 1913 r. w Porębce (obecnie Sosnowiec) w bardzo religijnej górniczej rodzinie. Po tym jak w wypadku w kopalni zginął jego ojciec, matka wyszła ponownie za mąż. Nie wiodło im się dobrze; w efekcie rodzina podjęła decyzję o emigracji „za chlebem” do Francji.

Mimo młodego wieku Gierek podjął pracę w kopalni. W tym celu musiał sfałszować swoją metrykę, dodając sobie kilka lat. Po pracy udzielał się w Robotniczym Towarzystwie Kulturalno-Oświatowym, w którym uprawiał sport, występował w zespołach artystycznych, słuchał odczytów i czytał rewolucyjną literaturę. W maju 1931 r. został członkiem polskiej sekcji Francuskiej Partii Komunistycznej.

W 1934 r. wydalono go z Francji za organizację strajku w kopalni. Strajkujący spędzili pod ziemią 36 godzin, za co Gierek pojechał do Polski, gdzie natychmiast został powołany do służby wojskowej. W kraju nie zagrzał długo miejsca. W 1936 r. zakończył służbę, ożenił się i wyemigrował do Belgii, gdzie znowu trafił do kopalni. Działał tam w partii komunistycznej, a także pełnił funkcję przewodniczącego Rady Narodowej Polaków i Związku Patriotów Polskich, działał w belgijskim ruchu oporu.

W 1948 r. ponownie wrócił do Polski. Został członkiem PPR, co – jak się okazało – było pierwszym stopniem drabiny awansu. Aktyw partyjny podjął decyzję o skierowaniu młodego górnika do Centralnej Szkoły Partyjnej w Łodzi. W 1952 r. został po raz pierwszy posłem na Sejm PRL. Mandat pełnił nieprzerwanie aż do 19 grudnia 1980 r., kiedy to sam zrezygnował.

Czytaj więcej

Odważyli się rzucić wyzwanie Moskwie

W 1949 r. został sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Katowicach, w 1954 r. – członkiem Komitetu Centralnego PZPR, a potem kierownikiem Wydziału Przemysłu Ciężkiego KC PZPR. Był też członkiem Biura Politycznego KC PZPR, a od 1957 r. I sekretarzem KW PZPR w województwie katowickim. Kierował także komisją badającą przyczyny, przebieg i charakter wydarzeń w Poznaniu w czerwcu 1956 r.

Od początku lat 60. uważano, że może być następcą Władysława Gomułki i faktycznie zastąpił go na stanowisku I sekretarza PZPR po krwawo stłumionym wystąpieniu robotników w grudniu 1970 r. Ponieważ podczas pobytów we Francji i Belgii nauczył się płynnie mówić po francusku i flamandzku, mógł nawiązywać osobiste kontakty z przywódcami innych krajów. Był przez nich postrzegany jako osoba nowoczesna i światowego formatu.

Edward Gierek „w większości aspektów kontynuował politykę «»komunizmu narodowego« zapoczątkowaną przez Gomułkę” – komentuje Porter-Szűcs. Nie starał się jednak przekształcić ani kultury, ani społeczeństwa na modłę socjalistycznych ideałów. Miał opinię robotniczego populisty, ale i menedżera. Działał zgodnie z ukutym przez swój aparat hasłem: „Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej”. „Za jego rządów lewicowe hasła ustroju stawały się coraz bardziej puste, a PZPR zatraciła resztki rewolucyjnego wigoru” – ocenia Porter-Szűcs.

Sprytny plan, który runął 

Po ustąpieniu towarzysza Wiesława sytuacja kraju nie zmieniła się. Gierek był nowy, ale problemy odziedziczone po Gomułce stare. Przedsiębiorstwa nadal wytwarzały ledwie tyle wartości, że z trudem wystarczało na pokrycie kosztów produkcji. Nie było mowy o podwyżkach cen czy obniżkach płac ani o inwestycjach. Wszystko zdawało się trwać w zawieszeniu, które mogło skończyć się stagnacją. Skoro socjalistyczne ideały pracy już nie działały, Gierkowi pozostały jedynie obietnice.

IV plan pięcioletni zaprezentowano w grudniu 1971 r. na VI Zjeździe PZPR. Przewidywał m.in.: rozbudowę transportu, usług i szybki wzrost stopy życiowej. Zakładano, że dochód narodowy wzrośnie o 39 proc., produkcja przemysłowa o 50 proc., rolna o 20 proc. I co najważniejsze – płaca realna miała wzrosnąć o 18 proc. Planowano też wzrost nakładów na inwestycje. Hasło „Razem budujemy drugą Polskę” miało zachęcać społeczeństwo do wytężonej pracy.

I ożywienie gospodarcze faktycznie nastąpiło nawet większe, niż zakładał plan. Poprawiły się wyniki w rolnictwie, wzrosły płace i spożycie mięsa, półki sklepowe wypełniły się produktami pochodzenia zagranicznego. Ekipa Gierka sformułowała nową politykę społeczno-gospodarczą, tzw. strategię przyspieszonego rozwoju gospodarczego i społecznego Polski, zakładającą utrzymanie szybkiego wzrostu gospodarczego i jednoczesną poprawę materialnych i kulturowych warunków życia społeczeństwa.

To w latach 70. realizowano szeregi ważnych dla kraju inwestycji propagandowych, takich jak odbudowa Zamku Królewskiego w Warszawie czy Zamku Ujazdowskiego.

Zbudowano najwyższy na świecie maszt radiowy, dzięki któremu Polskie Radio było słyszalne w najdalszych miejscach globu. Aby rozwiązać problemy mieszkalnictwa, uruchomiono budowę bloków z wielkiej płyty, wzniesiono wiele osiedli. To dzięki Gierkowi oddano do użytku najwięcej mieszkań w historii Polski.

Rozpoczęto też produkcję tak oczekiwanych samochodów marki Fiat w Bielsku-Białej, Tychach i Warszawie, a Polska uzyskała licencję na produkcję Fiata 126p, pieszczotliwie zwanego maluchem, którym wkrótce czteroosobowe rodziny ruszyły szukać słońca na plażach Bułgarii. Z taśm produkcyjnych zjeżdżały także samochody Fiat 125p i Polonez, które cieszyły się powodzeniem na rynkach bratnich krajów socjalistycznych. Rozpoczęliśmy produkcję silników Leylanda i autobusów Berliet. Zakup licencji pozwolił na zwiększenie produkcji papieru, węgla, nawozów sztucznych, maszyn i traktorów, magnetofonów i telewizorów kolorowych Rubin 714p. 

Rozwijała się infrastruktura. Zbudowano „gierkówkę”, czyli drogę szybkiego ruchu łączącą Katowice z Warszawą, i Centralną Magistralę Kolejową przystosowaną dla kolei wielkich prędkości, Trasę Łazienkowską i Dworzec Centralny. Inwestowano w przemysł. Powstały kopalnie w Bełchatowie i Zagłębiu Lubelskim. Wybudowano Rafinerię Gdańską, Port Północny, walcownie w Nowej Hucie i Częstochowie, cukrownię w Łapach, elektrownie Kozienice i Dolna Odra, a w 1975 r. zbudowano w Bełchatowie – wówczas największą elektrownię na świecie opalaną węglem brunatnym.

Czytaj więcej

W socjalizmie cudów nie ma

To za Gierka powstała sieć sklepów Przedsiębiorstwa Eksportu Wewnętrznego popularnie zwanych Pewexami, gdzie za waluty wymienialne lub tzw. bony towarowe PeKaO (były substytutem walut wymienialnych) można było kupić luksus znany z zachodnich filmów. Tyle że te wszystkie inwestycje były zbudowane na kredyt.

„Pod koniec lat 60. zachodni sektor finansowy stanął przed problemem, który cyklicznie powtarza się w kapitalizmie: gdzie szukać inwestycji o wysokiej stopie zwrotu?”. Gospodarka Zachodu była stabilna. Przedsiębiorstwa przynosiły zyski stałe, choć niewielkie. Gospodarka rozwijała się, ale giełda stała w miejscu, a banki przekładały tylko pieniądze z kupki na kupkę. Trzeba było znaleźć nowe rynki, które będzie można wyposażyć w zdobycze zachodniej cywilizacji, a przecież w Ameryce Łacińskiej, Azji, Afryce czy Europie żyło mnóstwo ludzi, którzy chcieli je mieć. Pewnego dnia tama pękła i pieniądze popłynęły szeroką strugą także do Gierkowskiej Polski. PRL rozpaczliwie potrzebował pieniędzy na te luksusy wypatrzone w telewizorze. Za czasów Edwarda Gierka dług wzrósł z 200 dolarów per capita w 1970 r. do 1881 dolarów w roku 80. Dla porównania: pracownik służby zdrowa miesięcznie zarabiał wówczas w przeliczeniu ok. 20 dolarów. Kwota była zatem kosmiczna, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę, że PRL-owskie przedsiębiorstwa nie eksportowały na Zachód, dolarów było więc w kraju jak na lekarstwo. Plan Gierka nie był jednak zupełnie szalony.

Jedna trzecia kwoty pożyczek została wpompowana w rynek krajowy. Zgodnie z teorią brytyjskiego ekonomisty Johna Maynarda Keynesa powinna rozpocząć procesy pobudzające koniunkturę, poprawiając jednocześnie standard życia. Pozostałe dwie trzecie inwestowano w branżach produkujących na eksport. Inwestycje przemysłowe w kraju w środku Europy, skąd wszędzie blisko, gdzie siła robocza była bardzo tania, miały szansę zasypać rynek europejski polskimi wyrobami. Gierek liczył, że Polska sprzeda towary za dewizy, a zysk pozwoli na podwyższenie jakości życia i spłatę kredytów. Jednej rzeczy nie wziął pod uwagę. Producenci – przez lata uczeni realizacji planów i norm – nie mieli pojęcia o jakości. Nikogo nie interesowało zadowolenie klientów. W efekcie w świat pojechały takie same buble, jakie trafiały na półki polskich sklepów. Brzydkie, szare, awaryjne, bezużyteczne... Ale za to plan został przekroczony. Wkrótce nasze towary zasłynęły na światowych rynkach jako tandeta, której ogromny procent zwracano z powodu wad. Sprawę ostatecznie dobiła wojna Jom Kipur (październik 1973 r.), po której cena ropy wzrosła dwukrotnie, co na lata pogrążyło świat w recesji.

„Gierek znalazł się w tym samym położeniu co Gomułka”. Przyszła pora zaciskania pasa. Zaowocowało to zamieszkami i spaleniem Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Radomiu w 1976 r. Sytuacja była bez wyjścia. Z jednej strony zalegały sterty niesprzedawalnych bubli, z drugiej – nadal obowiązywał brak możliwości podniesienia cen czy obniżenia płac, a odsetki od kredytów rosły. To wówczas pojawiło się pierwsze głębokie pęknięcie i początek końca polskiego narodowego komunizmu.

Równia pochyła

Tego upadku, którego początek wyznaczyły reformy Edwarda Gierka, już nie dało się zatrzymać. I sekretarz łatał, jak mógł, ale szansa na dochody z eksportu zniknęła i żadna propaganda sukcesu nie mogła tego zmienić. Stymulowanie popytu było pozbawione sensu, a cięcie kosztów oznaczało albo obniżenie płac, albo zwolnienia, a tej umowy społecznej PZPR nie miał odwagi złamać.

To doprowadziło do powstania niezwykłego ruchu społecznego. NSZZ Solidarność w latach 1980–1981 zgromadziła ponad połowę dorosłych Polaków, którzy brali udział w rozlicznych pokojowych protestach. Partia nie była w stanie poradzić sobie z tym zjawiskiem i jego masowością. Jedyne rozwiązanie widziała w użyciu siły. W efekcie czołgi wyjechały na ulice i wojsko przejęło władzę, wprowadzając stan wojenny 13 grudnia 1981 r. To nie powstrzymało upadku, a może nawet go przyspieszyło.

W 1989 r. komunizm ostatecznie upadł, ale nie w wyniku jednoznacznego zwycięstwa Solidarności, a za sprawą porozumienia między „słabą partią komunistyczną, a równie słabymi antykomunistami” – ocenia Brian Porter-Szűcs. I dodaje: „Obie strony usiłowały znaleźć wyjście z kryzysu gospodarczego i politycznego”. Porozumienie zawarto, choć dla nikogo nie było ono w pełni satysfakcjonujące. To w Polsce upadł komunizm, ale nikt nie fetował tego na ulicach, jak w Berlinie czy Pradze. Przyszłość była niepewna, nikt też nie miał pewności, kto naprawdę wygrał, ba, do dziś są w Polsce środowiska, które tego nie wiedzą. Jedno pozostaje pewne: pożyczki, jakie zaciągnęła PRL w czasach Gierka, spłacono dopiero w październiku 2012 r.

„Możecie być towarzysze przekonani, że my tak samo jak wy jesteśmy ulepieni z tej samej gliny i nie mamy innego celu jak ten, który żeśmy zadeklarowali i to jest podstawowy program naszego działania. Jeżeli nam pomożecie, to sądzę, że ten cel uda nam się wspólnie osiągnąć” – mówił 25 stycznia 1971 r. Edward Gierek, który niespodziewanie przybył do Gdańska prosić o wsparcie dla nowej ekipy rządzącej. Swoją wypowiedź zakończył pytaniem, które stało się elementem jego mitu założycielskiego: „Jak, pomożecie?”. Burzę oklasków aktywu robotniczego przyjął jako akceptację dla przedstawionego planu. Dumny z poparcia skwitował ją prostym, robociarskim, zamykającym sprawę słowem: „No!”.

Pozostało jeszcze 97% artykułu

Czytaj więcej, wiedz więcej!
Rok dostępu za 99 zł.

Tylko teraz! RP.PL i NEXTO.PL razem w pakiecie!
Co zyskasz kupując subskrypcję?
- możliwość zakupu tysięcy ebooków i audiobooków w super cenach (-40% i więcej!)
- dostęp do treści RP.PL oraz magazynu PLUS MINUS.
Historia Polski
Prokurator ścigał za wronę na papierowej czapce
Historia Polski
Wyprawa z Malinowskim i wojenne losy Witkacego
Historia Polski
Pastelowy biznes w stolicy i w powiecie
Historia Polski
W Ciepielowie upamiętnieni zostaną zamordowani Polacy, którzy pomagali Żydom
Materiał Partnera
Konieczność transformacji energetycznej i rola samorządów
Historia Polski
Liberałowie, czyli Polskę trzeba było zmienić. Debata w rocznicę śmierci Mirosława Dzielskiego