O chłopie, co chciał zostać szlachcicem

W XVIII wieku polski chłop zajmował najpodlejsze miejsce w drabinie społecznej. Jeszcze gorzej postrzegano tych, którzy chcieli awansować społecznie i ekonomicznie. To o nich mówiono: cham.

Publikacja: 15.06.2023 21:00

„Orka”, obraz Józefa Chełmońskiego z 1896 r.

„Orka”, obraz Józefa Chełmońskiego z 1896 r.

Foto: Muzeum Narodowe w Poznaniu/Wikimedia Commons

13 lipca 1768 r., cztery miesiące po uchwaleniu przez sejm konstytucji zakazującej takich praktyk, na gospodarstwo wybranieckie w Czastarach odbył się zajazd. Późnym wieczorem chałupa została otoczona przez zbrojnych. Wewnątrz zabarykadowali się: były bartnik Walenty Gała, właściciel wybraniectwa, jego trzech synów i kilku innych członków rodziny. Oblężeni nie dawali za wygraną, chociaż liczba atakujących ich przytłaczała. Wśród napastników było czworo szlachty, resztę stanowili miejscowi chłopi. 15 agresorów przygotowywało się do podpalenia chałupy.

Czytaj więcej

Andrzej Chwalba, Wojciech Harpula: Cham i pan

Obrońcy nie mieli zamiaru łatwo oddać skóry. Dopiero o świcie drzwi zostały wyważone. Napastnicy wtargnęli do środka, gdzie doszło do bezpośredniego starcia. Gała i jego syn Maciej ranili wójta, który w konsekwencji rany po kilku tygodniach zmarł. Walka nadal nie przynosiła rozstrzygnięcia. Wówczas jeden ze szlachciców, Mikołaj Kozierski, strzelił do bartnika przez okno. Nie był to jedyny strzał. Obdukcja w kościele w Czastarach wykazała, że Gała miał „w piersiach dziur 7 śrutem grubym i na gardle dziurę jedną, kulą – dla których postrzałem niegdy Walenty Gała, ledwo przeszedłszy przez próg do komory, bez żadnej dyspozycyi duszy i ciała swoje życie zakończył”. Śmierć Gały przerwała bitwę, ale nie zakończyła sporu, który wywołała chęć awansu społecznego bartnika na posiadacza ziemskiego. Sytuacja, w której prosty człowiek stawał się bogaty jak niejeden ze szlachty zagrodowej, była dla posesjonatów nie do przyjęcia.

Ziemia dla chłopa

Walenty Gała nie był typem klasycznego przedstawiciela chłopstwa tamtych czasów. Był bartnikiem w starostwie sokolnickim służącym w jednym z ostatnich ośrodków bartniczych na ziemi wieluńskiej. W XVIII w. bartnicy nie byli zobowiązani do świadczeń na rzecz starosty, a za swoją pracę pobierali wynagrodzenie. Była to pewna suma pieniędzy oraz prawo do użytkowania niewielkiej działki. Zwyczaj nakazywał, aby otrzymywali też trzecią część pozyskanego ich staraniem miodu i wosku.

Starostwo sokolnickie położone było tuż obok granicy polsko-śląskiej. Prowadził przez nie jeden z głównych szlaków handlowych zaopatrujących kraje Europy Zachodniej w miód i wosk. Gała nie pomijał żadnej okazji, aby na produktach wytwarzanych przez pszczoły zarobić. Musiał być bardzo przedsiębiorczy, ponieważ dość szybko zebrał znaczną, jak na możliwości chłopskie, fortunę. Kiedy w drugiej połowie XVIII w. bartnictwo zaczęło podupadać, a wpływy z handlu spadły, Gała postanowił porzucić swój fach i odkupić od szlachcica Krzysztofa Czechowskiego dwa jednołanowe (jeden łan to ok. 17 ha) gospodarstwa wybranieckie. Cena była wygórowana. Bartnik zapłacił 4442 złp. Za taką sumę można było na trzy lata wydzierżawić dużą wieś albo kupić mniejszą.

Czytaj więcej

Mateusz Wyżga. Chłopstwo. Historia bez krawata

Pomysł stworzenia piechoty wybranieckiej, zwanej również piechotą łanową, wyprzedzał czasy Gały o około 200 lat. Była to koncepcja króla Stefana Batorego. Stworzono ją na wzór piechoty siedmiogrodzkiej. Chodziło o to, „abyśmy w koronie i państwach naszych dostatek pieszych ludzi do potrzeb wojennych mieli”. Pierwotnie król chciał do niej powołać wszystkich chłopów. Na drodze stanął jednak sejm, który zgodził się, aby do służby powoływany był jeden chłop z każdych dwudziestu łanów dóbr królewskich. Wybraniec otrzymywał własne gospodarstwo, które zyskało nazwę wybranieckiego, był zwolniony od wszelkich powinności pańszczyźnianych i opłat. Musiał jednak w wypadku wojny „stawić się u rotmistrza czy porucznika do monstrowania z rusznicą swą dobrze narządzoną, z szablą, siekierą, w sukni swej barwy takiej, jaką mu rotmistrz albo porucznik naznaczy, z prochem, ołowiem do kul”.

Nigdy wybrańców nie było zbyt wielu; raptem 2000 w Koronie i najwyżej 1000 na Litwie. Po prostu dzierżawcy królewscy nie byli zainteresowani utratą dochodów. Lekceważyli i bojkotowali uchwały sejmowe. Wykupowali wybraniectwa, zastraszali wybrańców i odbierali siłą nienależne czynsze. Dochodziło do spraw, jak ta Piotra Fleszara, który odmówił dzierżawcy dóbr czorsztyńskich Janowi Łękawskiemu zapłaty bezprawnie nałożonego nań czynszu. Fleszar oświadczył: „żem jest wolny od wszelkich czynszów i robót, bo służę Rzplitej i wyprawiłem się na wojnę”. Dzierżawca wysłuchał, a później nakazał zakuć go w kajdany i zostawić na mrozie na dziedzińcu czorsztyńskiego zamku, gdzie wybraniec zamarzł.

Kupione przez Gałę gospodarstwa wybranieckie w Czastarach i Sokolnikach pochodziły z czasów, gdy piechotę łanową powoływano. W połowie XVIII w. zniszczenia wojenne i epidemia wyludniły okolicę. Gospodarstwa zostały opuszczone. Na taką okazję czekała okoliczna szlachta, która je natychmiast zagarnęła i włączyła do swoich dóbr. Zostały one przekształcone z gospodarstw chłopskich w małe majętności szlacheckie. Osadzono na nich kmieci, którzy płacili czynsz i odrabiali pańszczyźniane dniówki.

Przemiana chłopa w posiadacza ziemskiego spotkała się z oporem okolicznej szlachty. „Walenty Gała bartnik na pustkowiu mieszkający – relacjonował Ignacy Borowski, syn dzierżawcy starostwa sokolnickiego – który był sługą dworskim do barci i pszczolników opatrywania należącym, tak aby z nich dla pożytku pańskiego jako najlepszy mógł być przez niego na pożytek dozór, za co on ze dworu wyznaczoną miał satysfakcyją. Ten tedy przerzeczony bartnik zapomniawszy o barciach, jako i posłuszeństwie dworowi [...], nabywszy we wsi Czastary łan roli wybranieckiej [...], samowolnie porzucił służbę bartniczą”. Borowski twierdził też, że Walenty Gała to „największy herst, hardości człowiek i buntownik przeciwko dworowi”. Przeciw bartnikowi występował też starosta sokolnicki Antoni Sułkowski. Do opozycji dołączył również Czechowski, który gospodarstwo w Czastarach wydał, ale odmówił przekazania tego w Sokolnikach. Gała stał się wrogiem publicznym skonfliktowanym ze szlachtą, która nie chciała zaakceptować w sąsiedztwie przedsiębiorczego chłopa.

Czytaj więcej

Kary w prawie bartnym

Na przejętym gospodarstwie w Czastarach osadzeni byli dwaj chłopi uprawiający tzw. półrolki. Płacili czynsz i odrabiali pańszczyznę. Gała nie ważył się pobierać opłat w gotówce, plonach czy pracy. W końcu był chłopem, a nie szlachcicem, ale chłopi na jego roli nie byli mu do niczego potrzebni. Pozbył się ich. Chłopi z Czastar stanęli po stronie skrzywdzonych. To doprowadziło do antagonizmów między kmieciami, które były okraszone niechęcią do wybrańców w ogóle, ponieważ cała gromada wiejska osadzona w dobrach królewskich musiała składać się na ich czynsze i podatki. Tak Gała stanął w rozkroku między dwoma stanami. Nie był już chłopem, a szlachta za swojego też go nie uznawała, mimo że zaczął używać nazwiska Galiński.

„Liber chamorum”

W 1626 r. Walerian Nekanda Trepka, polski pisarz satyryczno-obyczajowy epoki baroku, napisał „Liber generationis plebeanorum” stanowiące jeden z ciekawszych zabytków piśmiennictwa polskiego XVII w. Księga wzorowana na literaturze heraldycznej ostro krytykuje polskie rody szlacheckie i ośmiesza fałszywą samozwańczą szlachtę. Pokazuje jej niedostatki i piętnuje występki. Wyliczono alfabetycznie 2534 nazwiska osób, które uzurpują sobie przynależność do stanu szlacheckiego, chociaż nie mają do tego prawa. Księga cechuje się żywą narracją, humorem i jest ważnym źródłem historycznym ukazującym stosunki dworskie oraz mowę potoczną. Autor opisuje w niej głośne skandale, o których mówiło się w całym kraju, jak i drobne niesnaski domowe. Poczet otwiera Abramowicz, były furman z Biecza, zamyka Żyznański – były szewc z Chęcin. Praca znana jest również jako „Liber chamorum”, czyli „Księga chamów”, ale to już zasługa późniejszego kopisty ze Lwowa, który jej wydźwięk zaostrzył. To on do używanych przez Trepkę wyzwisk „gnojek” czy „bękart” dołożył malownicze określenia: „miejska polewka, nadmidupa, miejskie pomyje, suka, skurwysyn, szelma, kundel czy cham”. Tam, gdzie Trepka napisał: „Miał żonę, miał kilkoro dzieci”, kopista podmieniał na: „Miał żonę, miał kilkoro chamiąt”. To kopista w odniesieniu do syna lub dziecka „szlacheckich uzurpatorów” używa określeń: cham, chamiątko, chamek.

„Chamem nie jest każdy chłop, tylko nuworysz – wyjaśnia Kacper Pobłocki, antropolog społeczny i historyczny, w książce „Chamstwo” (Wydawnictwo Czarne, 2021) – Ten, kto nie odziedziczył majątku, tylko się go dorobił. Wiejski czy miejski syn, który opowiada się po stronie panów, ale którego panowie nie chcą do siebie przyjąć. Bo wciąż ciągnie się za nim woń chłopskiego życia, zbydlęcenia”. Gała vel Galiński niewątpliwie „śmierdział chłopem”.

Nie zawsze panowie skreślali plebejusza. Czasem, gdy był wystarczająco bogaty, przymykali oczy i pozwalali kupić sobie tytuł. Zdarzało się, że za gotówkę przyjmowali do nazwiska i herbu albo pozwalali wżenić się w rodzinę. Bywało, że zamożny chłop swoje dzieci nobilitował przez naukę. „Lisiecki, młynarski syn od Lublina. Ten uczył się u jezuitów w Lublinie. Był potem prokuratorem trybunalskim” – czytamy u Trepki. Fałszowano dokumenty świadczące o pochodzeniu i pieczęcie, a nawet nagrobki przodków, na których dopisywano tytuły szlacheckie. Popularny był również pewien trik sądowy. Szlachcic pomawiał chłopa o fałszywe szlachectwo. Sprawa trafiała przed trybunał, gdzie podstawieni świadkowie zeznawali, że to nieprawda, że plebejusz to człowiek godny, szlachcic z dziada pradziada i z herbem. Sąd wydawał stosowne glejty potwierdzające zeznania i tak cham stawał się panem. Oczywiście za sporą gotówkę, bo skarżącego szlachcica i świadków trzeba było sowicie wynagrodzić.

Czytaj więcej

Nazwisko z kałamarza

W czasach Trepki chłopskie awanse były trudne, ale się zdarzały. W czasach Gały zmiana stanu społecznego była już prawie niemożliwa. „Najbardziej na zamknięciu wrót mobilności społecznej zależało tym, którzy właśnie się przez nie przedostali” – pisze Pobłocki.

Linia dzieląca panów i chamów była cienka i ruchoma. Powiedzenie „szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie” nijak miało się do punktu widzenia rodów magnackich, dla których prawie każdy nobiles był przedstawicielem „lumpenszlachty”. Gdy szaraczek chciał iść w magnaty, to dla tych stojących najwyżej na drabinie społecznej też był chamem i „śmierdział chłopem”, a jego obyczaje były równie grubiańskie jak kmiecia, który chciał się nobilitować.

Życie w oblężeniu

Galiński zrezygnował z pobierania czynszu i egzekwowania pańszczyzny na swojej ziemi, ale wzorował się na szlacheckim stylu życia. Postanowił również czerpać dochody z propinacji, czyli prawa właściciela dóbr ziemskich do produkcji i sprzedaży piwa, gorzałki i miodu w obrębie jego dóbr i czerpania z tego tytułu dochodów, chociaż wybraniec mógł jedynie produkować na własne potrzeby. To działanie stało kością w gardle okolicznej szlachcie. Gała „osadza w jednym domu Żyda arendarza, pozwalając mu na sprzeciwieństwo j[aśnie] o[świeconego] księcia imci staroście garcem wódkę palić i przedawać”, protestował przed sądem Ignacy Borowski. Strata dochodów okolicznej szlachty musiała być znaczna, skoro jeszcze 15 lat później Antoni Sułkowski wspominał, że Gała i jego synowie „uzurpowali sobie byli propinacyją”. Groźby nie przynosiły rezultatu. Galiński nadal produkował trunki i tylko „Żyd pomiarkowawszy co się dzieje, niedługo bawiąc uciekł”.

Sytuacja wyglądała nieciekawie. Ani Gała, ani jego synowie nigdzie nie ruszali się bez broni. „W swojej chałupie trzymał fuzyje dwie, karabin jeden, pistoletów parę, kosę nasadzoną wprost na trzonku, szpadę na półtora łokcia długą w kij osadzoną”. Dwa lata gospodarowania w Czastarach cały czas wiązało się gotowością bojową. Gdy syn orał, bartnik z dwoma flintami w rękach pilnował, aby nikt go z znienacka nie napadł. Dzierżawca starostwa sokolnickiego Ludwik Borowski wielokrotnie żądał od Gały, „aby się upokorzył”. Gała odmawiał. Pan wysłał służbę, aby go pojmali. Gała był sprytniejszy. Jedyne, co stracił, to kilka koni i żelazne pługi. Chociaż wielu chłopów gospodarujących na ziemi wybraniectw było poddawanych represjom, „nie spotykamy się z tak śmiałą i konsekwentną postawą chłopskiego posesora” – pisał Jakub Goldberg w pracy „Walka Walentego Gały o awans społeczny i ekonomiczny w drugiej połowie XVIII wieku”.

Dziś powiedzielibyśmy, że Gała rozwalił układ. Tej sytuacji nie zamierzali akceptować ani Sułkowski, ani Borowski. Nieudane próby ustawienia Gały w szeregu przez Borowskiego doprowadziły do sytuacji, w której ten zaczął szantażować Sułkowskiego odstąpieniem od dzierżawy, jeśli nie pomoże złamać bartnika.

„W odpowiedzi Sułkowski wysłał do Czastar swojego specjalnego plenipotenta, któremu nakazał użyć wszelkich środków do złamania oporu ze strony Gały – pisze Goldberg. – Wysłannik ten udał się najpierw na teren wybraniectwa i próbował zmusić Gałę, aby upokorzył się, a kiedy niczego nie zdziałał, nakazał podstarościemu go uwięzić. Lecz Gała zagroził użyciem broni i zmusił ich do ustąpienia”. Wobec nieugiętej postawy chłopa panowie doszli do wniosku, że wszelkie próby polubownego rozwiązania sprawy zostały wyczerpane. Przyszła pora urządzić zajazd. To w tym zajeździe, walcząc o awans społeczny i ekonomiczny, Walenty Gała zginął.

Sądowa sprawiedliwość

Walenty Gała poległ, a jego syn Maciej, ten, który ranił wójta czastarskiego, został zatrzymany. Dotkliwie go pobito i zakuto w kajdany. Plenipotent Sułkowskiego chciał chłopaka „do Leszna [...] do taczek odesłać, lecz tenże na trzeci dzień uciekł”. Udało mu się uniknąć katorgi. Rodzina Gały była równie zawzięta jak zabity nestor rodu. Nie pozwolili pochować bartnika, aby ślady zbrodni nie zostały zatarte. Udało im się sprowadzić do Czastar woźnego sądowego z Wielunia. Ten przybył, gdy trumnę ze zwłokami Gały ukradkiem spuszczano do pospiesznie wykopanego grobu. Nakazał odłożyć pogrzeb, wyciągnąć trumnę i w towarzystwie dwóch świadków przeprowadził obdukcję oraz wizję lokalną. Zebrał wówczas kluczowe dowody użyte w procesie zabójców Gały.

Walenty Gała nie był pospolitym chłopem, ale bartnikiem. Porzucił jednak barcie na rzecz tzw. gospod

Walenty Gała nie był pospolitym chłopem, ale bartnikiem. Porzucił jednak barcie na rzecz tzw. gospodarstwa wybranieckiego

Archiwum rodzinne Jezierskich / East News

Borowski też nie próżnował. Usunął rodzinę Gały z Czastar, rozparcelował ziemię i postanowił obdzielić nią chłopów. Miało to uniemożliwić rewindykację, ale „gromada czastarska posiewać [tych gruntów] nie chciała”. Chłopi mieli swoje żale do Gały, ale ziemi przyjąć nie chcieli.

Sprawa Gały trafiła przed sąd referendarski, który zmusił Borowskiego do zwrotu zajętego gospodarstwa w Czastarach, a Krzysztofa Czechowskiego do przekazania zakupionego 13 lat wcześniej wybraniectwa w Sokolnikach. Jednak pozostałe roszczenia jeszcze przez lata nie zostały uwzględnione. Pełnomocnicy szlachty stosowali wybiegi, protestowali, apelowali. Dopiero w 1770 r. zapadł wyrok skazujący Ludwika Borowskiego na 6 tygodni, a jego syna Ignacego na 12 tygodni wieży za urządzenie zajazdu. Działający z nimi Mikołaj Kozierowski zbiegł. Sąd zaocznie skazał go na rok wieży za zamordowanie chłopa. Wyroki najprawdopodobniej nie zostały wyegzekwowane. Podobnie jak nakaz zapłacenia Gałom 6869 złp tytułem odszkodowania za wyrządzone szkody. Dopiero w 1783 r. Borowski, pod groźbą dodatkowej kary, zobowiązał się do zapłacenia 1930 złp. Czy zapłacił? Nie wiadomo.

Po tragicznej bitwie i wieloletnich procesach rodzina Gałów wreszcie weszła w posiadanie kupionych wybraniectw. Aby nie dzielić opłaconej krwią ojcowizny, Maciej Gała postanowił opuścić ziemię i zostać młynarzem. W społeczności wiejskiej była to elitarna funkcja stawiająca go na wysokiej pozycji. Był to dla niego awans, a ponieważ na takie rzeczy nie patrzono przychylnie, Maciej, podobnie jak jego ojciec, trafił na ścianę niechęci.

Młody Gała wybudował młyn we wsi Pichlice. Okazało się, że do gruntu, na którym go postawił, rości sobie prawa Łukasz Bniński, starosta sokolnicki. Sprawa oczywiście trafiła przed sąd grodzki, a starosta zażądał usunięcia budynku. Nie był to jednak tak ostry spór jak ten o ziemię. Starosta dogadał się z chłopem i pozwolił na użytkowanie młyna. Sytuacja uspokoiła się. Awans społeczny rodziny uzyskany staraniami, zapobiegliwością i odwagą Walentego Gały „utrzymał się dłużej niż przez jedno pokolenie”.

Mamy chłopskie korzenie

W polskiej opowieści o historii jedno z najważniejszych miejsc zajmuje umiłowanie wolności. Lata niewoli narodowej, powstania i spiski dodatkowo uwypuklają niezłomne dążenie do wolności droższej niż życie. Ten mit stał się elementem tożsamości narodowej, który dodatkowo utrwaliła literatura. „Pan Tadeusz” czy „Ogniem i mieczem” to pozycje ukazujące i gruntujące w świadomości te dążenia. Lud tam w zasadzie nie występuje. Być może dlatego w naszych wyobrażeniach wszyscy pochodzimy od szlachty, a nad głowami szumią nam husarskie skrzydła. Tymczasem znaczna większość z nas ma chłopsko-pańszczyźniane korzenie.

Czytaj więcej

Polskie bartnictwo i pasiecznictwo

Mimo że na tle Europy stan szlachecki był liczny i obejmował 8–10 proc. populacji, należy pamiętać, że znaczna jego część, tzw. szlachta zagrodowa, była równie biedna jak chłopi. Jednak to ten stan zawłaszczył sobie większość praw.

Z kolei mieszczaninem nie była każda osoba mieszkająca w mieście. Aby uzyskać taki przywilej, trzeba było uzyskać prawa miejskie, czyli spełnić warunki uregulowane w kodeksach prawa miejskiego, tzw. wilkierzach. Przy czym sytuacja mieszczan nie różniła się zbytnio od sytuacji chłopów zamieszkujących w prywatnych wsiach. Ówczesne prawo mówiło, że mieszczanie to poddani pana miasta. Zresztą wielu mieszczan było nie tylko rzemieślnikami, ale również rolnikami. Ich wolności obywatelskie sprowadzały się do posiadania nieruchomości w mieście i podlegania miejskim sądom.

Jeszcze niżej na drabinie społecznej znajdowali się chłopi całkowicie podporządkowani szlachcie i przywiązani do ziemi. Ich sytuacja niczym nie różniła się od niewolnictwa. Byli traktowani jak bydło i jak bydło sprzedawano ich razem z wsiami. W ryzach utrzymywano ich za pomocą bicia i groźby śmierci. Karą był kańczug, o którym Jonathan Joseph Kausch pisał w 1793 r.: „Kańczug to jedyny sposób rządzenia tymi ludźmi, ale i tym nie szafuje się nigdzie tak surowo – nie, to wyrażenie za słabe – tak barbarzyńsko, jak w królestwie polskim”. Oraz szubienica: „Zwyczajnie dla przykładu na takich złoczyńców/ Szubienice stawiają niedaleko gościńców” – notował Wacław Potocki. Musiało być ich sporo, bo cudzoziemscy podróżnicy zapisywali, że w Polsce dużo łatwiej zobaczyć murowaną szubienicę niż przyzwoity most.

W oczach panów najgorsi byli ci, którzy chcieli opuścić przeznaczone dla nich miejsce, awansować społecznie i poprawić swój byt. „Panowie przeklinali chama, bo był ich karykaturą – pisze Kacper Pobłocki. – Ustawicznym służącym, który chce się w pańskości rozpłynąć, ale jego ciało jest źle przyuczone do nowej roli. Który wchodzi w pańskie buty, lecz wciąż wystaje z nich słoma. W chamie odbijały się najpodlejsze aspekty pańskości i naga prawda o patriarchalnej władzy. Nie było wzniosłości, nie było dobroduszności, jedynie niepohamowana przemoc, pogarda dla słabszych i pochlebstwa dla silniejszych”.

Historia Polski
Odcisk palca na chlebie sprzed 8600 lat
Historia Polski
2 kwietnia mija 19. rocznica śmierci Jana Pawła II
Historia Polski
Kołtun a sprawa polska. Jak trwała i trwa plica polonica
Historia Polski
Utracona szansa: bitwa nad Worsklą. Książę Witold przeciwko Złotej Ordzie
Historia Polski
Tajemnica pierwszej koronacji. Jakie sekrety kryje obraz Jana Matejki