Pamiętam, była jesień… 2008 r. W warszawskiej Sali Kongresowej odbywała się uroczysta gala rozdania Złotych Kaczek – corocznych nagród przyznawanych przez czytelników magazynu „Film”. Tym razem jednak, poza sezonowymi wyróżnieniami, redakcja ogłosiła także plebiscyt na 100-lecie kina. W głosowaniu na polską „Aktorkę Komediową Stulecia” zwyciężyła Irena Kwiatkowska. Zanim laureatka pojawiła się na scenie, gala przebiegała standardowo i nieco niemrawo. 96-latka zawstydziła wszystkich! Energią, humorem i błyskotliwym dowcipem. Jak relacjonowano w grudniowym wydaniu „Filmu”, aktorka „nie dość, że przetrwała galę w znakomitej formie, to (…) pojechała na bankiet, na którym bawiła się prawie do północy”, co mogę potwierdzić, bo należałam wówczas do zespołu redakcyjnego. Irena Kwiatkowska odeszła z tego świata 3 marca 2011 r., w wieku 98 lat, by śmiać się, tańczyć i śpiewać z aniołami. W każdym razie jej, jako wierzącej i praktykującej katoliczce, takie zaświaty się należały. Zapracowała na nie.