Mieszkający na co dzień w Poway, w Kalifornii, Chavez zmarł we śnie. Jego córka, Kathleen Chavez, poinformowała, że w ostatnim czasie ojciec chorował na zapalenie płuc - informuje AP.
Tuż przed atakiem Chavez był saperem na pokładzie USS Condor.
Chavez wspominał, że w dniu ataku pracował do rana. Po powrocie do domu poprosił żonę, aby go nie budziła. Ale - jak dodał - wkrótce po tym jak zasnął żona przybiegła do niego, żeby powiedzieć mu o ataku Japończyków.
Weteran po latach podkreślał, że był bardzo dumny ze swojej służby w Pearl Harbor.
W kolejnych latach wojny służył na jednostkach zajmujących się transportem żołnierzy i ciężkiego sprzętu na ogarnięte wojną wyspy Pacyfiku.
Ze służby odszedł w 1945 roku ze zdiagnozowanym syndromem stresu bojowego. Po wojnie pracował jako ogrodnik. Na emeryturę przeszedł w wieku 95 lat.
Pytany o tajemnicę swojej długowieczności mówił, że zawdzięcza ją pracy na świeżym powietrzu, zdrowej diecie i regularnym ćwiczeniom.
Chavez urodził się 12 marca 1912 roku w San Bernardino, w rodzinie meksykańskich imigrantów. Do marynarki wojennej zaciągnął się w 1938 r.